Stockbroker stawia zarzuty FIRE. Czy zgadzam się z nimi?

We wpisie z listopada 2024 r. (ale trafiłem na niego dopiero teraz) stockbroker.pl sygnalizuje „Problem z F.I.R.E”. Co chwali, a z czym się nie zgadza? I jaka jest moja odpowiedź.

Zaleta. FIRE staje w jednym froncie przeciwko ślepemu konsumpcjonizmowi. Podpisuje się obiema rękami, a nawet dwoma nogami. Im więcej zwracania uwagi na wariactwo wydawania 100% zarobków, zaciągania długów i mówienia „nie mam z czego oszczędzać, tym lepiej. W zasadzie głównie o tym piszę.

Wady.

  1. Program dostosowany do bardzo dużych zarobków. Przy mniejszych, nie działa.
  2. Brak emerytury państwowe i z funduszy (z niej można skorzystać po 60-tce).
  3. Zdarzenia nieprzewidziane mogą wywrócić stolik.
  4. 40 lat to najlepszy czas na osiągnięcie celów życiowych, a nie na emeryturę.
  5. Brak celu w życiu.
  6. Trudność zmiany wewnętrznej (z oszczędzam, ile się da, na korzystam z życia).
  7. Samotność – inni żyją pracą.
  8. Barista Fire – Twój pracodawca nie zgodzi się na redukcję etatu.

I nagle… z żadnym punktem się nie zgadzam. Co więcej, odpowiedź znajdziecie w książce sprzed 30-lat „Your money or your life”. Po kolei.

FIRE wymaga bardzo dużych zarobków, żeby odkładać 70% dochodu. Tu Stockbroker wykazał trochę niezrozumienia idei. Główne postaci ruchu FIRE zarabiały bardzo dużo i odeszły z pracy w młodym wieku, ale to nie znaczy, że inaczej się nie da. FIRE nie mówi w ogóle o czterech rzeczach:

  • ile musisz zarabiać?
  • ile procent dochodu masz odkładać?
  • kiedy masz przejść na emeryturę?
  • ile wystarczy Ci na życie?

Każda z odpowiedzi musi być udzielona indywidualnie. To, że p.Samołyk jest menedżerem w IT, p.Szafrański przed 30-tką zarabiał wielokrotność średniej krajowej, a Joe Dominguez był bankierem inwestycyjnym kompletnie nic nie znaczy … dla Ciebie. Przywoływałem Andrew Hallama „Milionerskiego nauczyciela”, sam propaguję zasady „Średnia krajowa +20%”, czy „Dorabiaj”.

Stąd jeden odłoży 70%, drugi 30%. Ktoś przejdzie na emeryturę w wieku 30 lat, a ja po 50-tce. I tak kilkanaście lat wcześniej niż większość.

Przy mniejszych zarobkach FIRE ma nie działać. Otóż kompletnie, nie. Nawet z danymi z 2024 r. Stockbroker przedstawia takie wyliczenia:

  • wydatki 4k,
  • emerytura ok. 40-tki,
  • potrzebny kapitał (zasada 4%) ok. 1.2 mln,
  • zarobki 10k netto i 15k brutto, oszczędności 6k.

I tutaj widać już błędy. Po pierwsze, o kim mówimy? O osobie samotnej? Rodzinie? Jakiej rodzinie? Jeśli ktoś chce żyć sam, 4k/m-c (wg danych z 2024 r., przeliczając na dzisiejsze 5k/m-c), jest mu zbędne. Przypomnijmy, żyjemy w kraju, gdzie minimalna emerytura nie sięga nawet 2k. Gdybym żył sam „po wiejsku” czyli w niewielkim domu na wsi (nawet nie „zabitej dechami”) wystarczy mi spokojnie 2k. W miasteczku, z niewielką kawalerką (wynajmowaną) – 3k. Te 4k wystarczy na życie w dużym mieście, gdy wynajmujemy pokój.

Dwie osoby i 10k. Jeszcze większe zamieszanie. One spokojnie utrzymają się za mniejszą kwotę nawet w Big Five (vide: mój syn z narzeczoną we Wrocławiu).

Rodzina 2+2. Tutaj nie skończy się na 10k. Dojdzie jeszcze system socjalny – i powiemy o 12k. Taka suma na wsi to nadmiar (da się wynająć dom za 500-1000 zł), w mieście też spokojnie przeżyją (3-pokoje w mniejszej lokalizacji wynajmiemy za 2k, a we Wrocławiu za 3k, chociaż w gorszej dzielnicy).

Jak to możliwe? Otóż emerytura kasuje wiele wydatków. Na tym polega zaleta systemu Domingueza.

Potrzebny kapitał 1.2 mln wymaga oszczędności 6k/m-c. Wiecie czego tu brakuje? Procentu składanego. Załóżmy, że emerytura 40-latka, oznacza 17 lat oszczędzania. 17 lat x 12 miesięcy x 6 tysięcy = 1.224.000 zł. Właśnie 6k. Ja powiedziałbym inaczej.

Nie 17 lat (po pełnych studiach magisterskich), lecz 20, bo przecież nie każdy musi skończyć studia 5-letnie, a student nie ma zakazu pracy.

No i doliczmy ten procent składany, choćby w wymiarze 6% ponad inflację. Ile nam wyjdzie (po podatku Belki)? 2.43 mln. Z uwzględnieniem podatków (czyli nie IKZE, nie IKE). Czyli żeby osiągnąć 1.2 mln z 6k miesięcznych oszczędności, robi się 3k. I nagle …. zmniejsza się kwota zarobków. Już nie 10k netto, a 7k netto, a nawet, uwzględniając niższe koszty życia – 5-6k netto wystarczy. Dochodzimy do 7.2-8.5 k brutto (poniżej średniej krajowej). A jeśli pracujemy „na czarno” nadal 5-6k (w budowlance – spoko), jeśli mamy małą dg – także. I wystarczy 50% a nie 70% stopa oszczędności.

Brak emerytury państwowej jest wadą. Pracując do 40-tki i zaczynając w wieku 20 lat wypracujemy minimalną emeryturę (kobiety). Natomiast mężczyźni dostaną śmiesznie niskie niegwarantowane świadczenie. Przy czym gwarantowane… też będzie śmiesznie niskie. Policzmy.

Zarabiając 7.5k odkładamy w ZUS ok. 1.5k/m-c. Rocznie 18k. Przez 20 lat – 360k. Pomijam milczeniem waloryzacje, bo mówimy o kwotach realnych. Ile dostaniemy? 360k/260 =1385 zł. Mało, mniej niż dzisiejsza minimalna. Nasze wyjście? W ogóle od początku ubezpieczać się w KRUS. Resztę wypracowywać w DG (podwójny KRUS) lub w spółce.

Powiem szczerze – nadal nie wiem, co ludziom pozwala myśleć o państwowej emeryturze dzisiejszego dwudziestolatka? Przecież przy piramidzie demograficznej, nie ma szans nawet na te 1700 zł minimalnej (realnie okaże się niższa).

No, ale dobrze, emerytura po 60-tce. No i czym różni się kobieta pracująca przez 40 lat od FIRE w 40 r.ż.? Niczym. Też po 60-tce (albo 65 – tce – mężczyzna) dostanie te ochłapy. Nigdy wcześniej (pomijam przywileje). Co robić?

Ano nie przejmować się. Korzystać z życia. Reguła 4%, podstawa FIRE, nie wymaga w ogóle emerytury państwowej.

Zdarzenia nieprzewidziane czytaj nieprzewidziane wydatki.

Stockbroker nie podaje żadnych konkretów. Tylko „bliskich dotyka choroba, która wymaga dużego kapitału”, albo „pandemia”. No cóż. A co robi przeciętny Polak, gdy „bliskich dotyka choroba”? Przecież ludzie mają po 5-10 tys. oszczędności.

Organizuje zbiórkę. Idzie się leczyć „na NFZ”. Zarabia dodatkowo. Żadna z tych dróg nie zamyka się ludziom na FIRE.

Pandemia dotykająca żyjących w wynajmu (historia znajomych blogera) ? Żeby nas stuknęła – trzeba mówić o wynajmie krótkoterminowym (zwykłego – nikt nie zakazał) i cały kapitał w nieruchomościach (ile osób tak robi). Krótko mówiąc – wydumany problem. W rzeczywistości pandemia podniosła wartość nieruchomości (lata 2020-2022) o jakieś 50-60%, podobnie czynsze najmu. Miała wpływ pozytywny.

A inne nieprzewidziane zdarzenia? No cóż, FIRE wymaga budżetu, a nie radosnego „z dnia na dzień”. Wydatki trzeba zaplanować.

40 lat to najlepszy czas na osiągnięcie celów życiowych, a nie na emeryturę.

Piękne, co? Lepiej gnić za biurkiem, w magazynie, na budowie itd. „rozwijać się” niż siedzieć z dziećmi, na koncercie (darmowym!), albo w bibliotece czy na plaży (wyjazd z dnia na dzień na wakacje w Egipcie za 500 zł All inclusive). Typowa perspektywa „sukcesów zawodowych” korposzczura. Nie żartujmy sobie. Otóż cele życiowe wcale nie muszą wiązać się z pracą (i jej nie wymagają). Co więcej, 40-tka wcale niegłupi moment na zmianę. Otóż, mamy jeszcze siły, ochotę, pomysły i zdrowie. Akurat.

Brak celu w życiu.

Doprawdy – brak pracy=brak celów w życiu? Dobre sobie. Powiedzcie to wielu emerytom. Otóż, cele trzeba sobie określić i zaplanować. Emerytura nie równa się siedzenie i oglądanie telewizji (patrzcie: Tim Ferriss). Jeśli ktoś myśli jak Stockbroker, brak mu wyobraźni i/lub pozytywnych przykładów dookoła.

Trudność zmiany wewnętrznej (z oszczędzam, ile się da, na korzystam z życia).

Nie wiem, co powiedzieć. Ponownie. Korzystać z życia, nie równa się kompulsywnym wydatkom. A przynajmniej dla ludzi FIRE. Wystarczy wejść na stare wpisy Mr Money Moustache, The Frugalwoods itd. Korzystanie z życia to spływ kajakiem, bo akurat świeci słońce bez błagania o urlop. To poranki (i wieczory) spędzone z dziećmi zamiast w korku. To Koncert Chopinowski w Łazienkach co niedzielę od maja do września. To wyjazd na festiwal do Kazimierza Dolnego w lecie, bez porozumiewania ze współpracownikiem, który ma nas zastąpić. To towarzyszenie starym rodzicom. I mnóstwo innych rzeczy.

Samotność – inni żyją pracą.

Tutaj mam przykład z życia wzięty – para moich przyjaciół. Chłopak dostał spory spadek (3-5 mln zł 10 lat temu) i rzucili z żoną dg (nie pracowali, a prowadzili małe firmy) około 40-tki. Czy są samotni? Przeciwnie. Raz w tygodniu, on jeździ do starych kumpli (centrum handlowe) na ploteczki, odwiedza siostrzeńca w jego zakładzie. Ona regularnie spotyka się na kawę z koleżankami. Mają dom pełen ludzi, koledzy i koleżanki dzieci, rodzina. W ogóle nie czują się samotni. Przekonanie, że praca zapewnia nam życie towarzyskie = pójście po linii najmniejszego oporu.

Barista Fire – Twój pracodawca nie zgodzi się na redukcję etatu.

Znowu – niezrozumienie zasad. Barista Fire to nie praca na pół etatu w dotychczasowym miejscu, ale zmiana zawodowa na prostą i niewymagającą robotę. Korposzczur staje się stolarzem, magazynierem, baristą właśnie. Pracodawcy rzucasz papierami i… koniec. Czasami niezła kasa (w górach szukają juhasów na całe lato – 10k do ręki i chętnych nie ma).

Podsumowanie.

W każdym z tych punktów (poza finansowym, obarczonym zwykłym błędem) widzę jedno – lęk przed zmianą i chęć podporządkowania się normom (konformizm). Zupełnie tego nie pojmuję, nie moja bajka. FIRE wcale nie wymaga gigantycznych oszczędności, rzędu 70% dochodu, nie wpędzi nas w depresję – tylko trzeba zacząć od poukładania w głowie. I to jest chyba nawet trudniejsze niż 10% zysku rocznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *