Pomiędzy Dacią Bigster a Toyotą RAV4. Czy takie porównanie faktycznie ma sens?

W jednym z portali motoryzacyjnych, sprzyjających producentom francuskim zobaczyłem taki artykuł: Dacia Bigster lepsza od Toyoty RAV4, a nadal sporo tańsza. Po czym następowało porównanie hybrydowej Dacii Bigster w topowej wersji (aktywny tempomat, dach panoramiczny itd.) z podstawową Toyotą RAV4. No i wyszło, że lepiej wyposażony Bigster po rabacie kosztuje o 20k mniej niż podstawowa RAVka w cenie regularnej.

Pierwszy problem jaki dostrzegam – nie da się porównać gruszek z jabłkami, chociaż niejeden próbował (naście lat temu zestawiano Opla Insignię w topowej wersji z BMW serii 3, albo Skodę Superb II z Mercedesem E-klassą). Dlaczego?

Nabywcy aut przyzwyczajeni są do pewnej hierachii. Według niej jest klasa budżetowa (Dacia), popularna (Toyota, Skoda, Opel) oraz premium (Mercedes, BMW). Osobiste preferencje determinują wybór klasy. 95% lekarzy wybierze premium, samorządowcy na służbowe klasę popularną (żeby zbyt nie kłuć w oczy, ale i nie wyglądać na klasę niższą), a nad budżetową zastanowi się grupa, traktująca auto jako środek transportu lub szukająca (jak ja) maksimum auta za najniższą cenę.

Ale nie tylko o hierarchię idzie. Hybryda Dacii to Renault, a Renault mieści się w grupie samochodów na F (Fiat, Ford, francuskie). Powiedzieć, że postrzeganych jako niepewne, to nic nie powiedzieć. Renault po Lagunie II, 1.9Dci stanowi synonim awaryjności (pomimo niewątpliwie bardziej udanych modeli) a Toyota = niezawodność.

Wreszcie, pewne tradycje. Tak jak VW Phaeton nie zrobił kariery, bo nie pasował do wizerunku marki, tak duża Dacia ma problem, bo marka kojarzy się z małymi, tanimi autami oraz modelami użytkowymi. Dlatego RAV4 podbija rynek, a Bigster dopiero się przebija. Nie wiadomo czy z sukcesem.

A hybrydy? Jedna drugiej nierówna. Bigster jest w miarę oszczędny, ale gdzie mu tam do Toyoty. Brakuje ponad 60 KM (218 kontra 155), co przy tej masie robi różnicę. Jakość – wielka niewiadoma. Wyposażone w podobny motor Renault Arkana, kariery nie zrobiło. Wrażenia zupełnie inne. Wiadomo, bywają nieodkryte perły, jak chociażby mój Ioniq (akurat tutaj robotę robi skrzynia biegów nie-CVT), ale wyjątki tylko potwierdzają regułę. Toyota pracuje nad hybrydami od kilkunastu lat, a Renault/Dacia dopiero raczkuje.

Ostatnia kwestia – jakość. Siedziałem w Bigsterze. Ten wóz ma plastiki na poziomie Sandero, czyli pojazdu za 60k, a nie 145k. Twarde, nieprzyjemne, tylko ładnie wyglądające (bo tłoczone a nie gładkie). I nie, nie może równać się nawet z Toyotą. W trasie taki podłokietnik – koszmar.

Z tych względów kompletnie nie porównywałbym RAV4 z Bigsterem. Jego rywalami są raczej „chińczyki” – może i auta ładniej wykończone, ale droższe w naprawach, z większą utratą wartości, posiadające dziwne patenty. A jednocześnie z tej samej klasy budżetowej, oraz na podobnej półce cenowej.

2 komentarze do “Pomiędzy Dacią Bigster a Toyotą RAV4. Czy takie porównanie faktycznie ma sens?”

  1. Cześć!

    Mam takie przemyślenie odnośnie do tego i innych wpisów. Moja babcia mówiła kto tanio kupuje, ten drogo płaci

    O to jest moja dewiza życiowa kupić nie najtaniej ale w najlepszym stosunku jakości do ceny. Jest to duże wyzwanie, które obecnie w części można scedować na AI (które dobre też kosztuje😝).

    1. Cześć. Prawda realna w czasach naszych babć, dzisiaj trochę straciła na aktualności. Cena stała się pochodną nie jakości, lecz marketingu. Zwłaszcza w motoryzacji. Prosty przykład – Toyota i Lexus. Czy Lexus jest trwalszy niż Toyota? Nie. Lepiej wyposażony i wyciszony. Skutek? Cena idzie w górę.
      Podobnie z Dacią/Renault/Nissanem. Jedna grupa. Czy Qashqai ma lepsze własności terenowe niż Duster? Nie. To może Rafale? Też nie. Czy Dacia psuje się częściej od Nissana? W żadnym razie. Cały czas mam w głowie amerykańską opowieść o GM. Produkował wozy na tych samych częściach. Najtrwalsza była marka wejściowa – Chevrolet, podobno dlatego, że jeśli okazała się dobra, ludzie bogacąc się zmieniali na Buicka, a wreszcie Cadillaca. Ale wiele podzespołów dało się zamienić. Stąd serwisanci GM brali Chevroleta, licząc na bezawaryjność.
      Co do AI, jako sposobu wyboru auta? No cóż, tu jestem tradycjonalistą, chociaż faktycznie stracę trochę czasu – wolę poczytać testy, obejrzeć parę filmów, przejechać się samodzielnie, skonsultować. Jeżeli auto przejdzie „test dwumetrowca” w wykonaniu Zachara, i ja się zmieszczę. Posłucham ględzenia Pertyna (ustawiając prędkość odtwarzania na 1.5), on z racji wieku patrzy na komfort. Pogadam z klientami – właścicielami warsztatów albo kumplami mechanikami samochodowymi. Wyciągnę średnią i wiem. AI mogę zapytać o wielkość bagażnika w konkretnym modelu. I nie zawsze wybiorę najtańszy, natomiast nie odrzucam go. Zwłaszcza w dobie dzisiejszych cen części.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *