Najlepsza rada o tym jak radzić sobie w finansach osobistych.

Gdybym miał wybrać jedno zdanie, które najlepiej podsumowuje sposób, w jaki należy się zachować, aby osiągnąć finansową stabilizację, byłaby to myśl: Jeśli chcesz być zamożny, nie możesz nadążać za konsumpcją sąsiadów/znajomych.Dlaczego?

Po pierwsze, ponieważ w ten sposób pozbawiasz się możliwości odkładania. Wydając całe dochody, jak duże nie byłyby, na konsumpcję, nie masz szans na oszczędności, a tym samym na inwestycje. Nie mając ani jednego ani drugiego, dalej tkwisz w tym samym miejscu. Może wyglądasz bogato, ze swoimi zabawkami rozłożonymi na dywanie i w garażu, ale w rzeczywistości, Twój majątek (wartość netto) może być ujemny. Dolar nie wydany, to dolar zarobiony – słyszałeś to już?

Po drugie, nadążanie z konsumpcją za ludźmi o wyższych dochodach, prowadzi do zadłużenia i katastrofy. Mój brat i wielu kumpli zarabiają znacznie lepiej niż ja. Czasami 5-7 razy więcej. Gdybym próbował wydawać podobnie, poszedłbym pod wodę. Na pewne rzeczy po prostu mnie nie stać – na zagraniczne wakacje 12 razy w roku, na budowę wielkiej hali, na auta za 500 tys. zł. Przyjąłem to do wiadomości i żyję według własnego rozkładu jazdy.

Po trzecie, sąsiad może być sympatycznym człowiekiem i profesjonalistą w swoim zawodzie, ale w finansach nadal tkwi w przedszkolu. A może on wcale nie zarabia tak dużo, lecz po prostu nie ma pojęcia jak gospodarować gotówką? Kompletnie nie zna się na inwestowaniu? Naśladowanie go w tym nie będzie wcale rozsądne, bo czy będziesz jak pięciolatek skakał i krzyczał, gdy ktoś odmówi Ci zabawki? Dorośli ludzie akceptują ograniczenia i… starają się tak kombinować, żeby mieć ich w życiu jak najmniej. Ten punkt zawiera cenną myśl – nie zawsze profesor oznacza mądrość finansową. Mam dwóch kumpli z tymi tytułami – obaj pod względem finansów sięgają ledwo do kolan znanym mi gościom bez studiów. Potrzebujecie dowodów? Zobaczcie oświadczenie profesora Czarnka, z czasów gdy dopiero zaczynał czerpać dwoma chochlami z państwowego kotła. Czy to znaczy, że lepiej skończyć zawodówkę niż rozpoczynać karierę akademicką? Oczywiście, nie. Po prostu porządek w portfelu i na koncie nie ma związku z wykształceniem.

Po czwarte, taka ciągła rywalizacja w konsumpcji zabija zadowolenie. Odwiedzając Apulię, obserwowałem Włochów, ich radość życia nie zależy od poziomu dochodów. Czy zarabiają dużo czy mało cieszą się kolacją z rodziną, rozkoszują pogodą i dniem dzisiejszym. Kiedy myślisz „Kowalski kupił nowego Lexusa, czas zmienić swoje BMW”, posiadanie całkiem fajnego wozu przestaje Ci sprawiać przyjemność.

Po piąte, po co? Jeden z apostołów „filozofii sukcesu” napisał tak: Karm tylko te myśli, które Cię wzmacniają. Co masz z rywalizacji z sąsiadem? Zszargane nerwy, kredyty i niezadowolenie. Dlaczego więc wzmacniać takie poczucie nieszczęścia. Ciesz się tym, co osiągnąłeś. Porównuj się z wczorajszym sobą, a nie dzisiejszym kumplem, który być może zaczynał z innego punktu, albo jest o 20 lat starszy od Ciebie.

Pamiętaj: Jeśli chcesz być zamożny, nie możesz automatycznie nadążać za konsumpcją sąsiadów/znajomych.

55 komentarzy do “Najlepsza rada o tym jak radzić sobie w finansach osobistych.”

  1. Tak, konsumpcjonizm napedzaja reklamy i media,a najbardziej glupi ludzie, ktorzy zyja wedlug pejsbuka i reklam oraz jak napisales „pokaze sasiadowi”.

    1. Dzisiaj na portalu Gazeta.pl ukazał się wywiad z Maciejem Samcikiem, który mówi: nie muszę mieć Ferrari, jestem poznaniakiem. W naszej części Polski, to „zastaw się a postaw się” wygląda niestety inaczej. Kredyty na wesela, auto dla wnuczka itp.
      Przed fejsem też konsumpcja działała.

        1. Tak, ale ten Samcik akurat to dobrze powiedzial.
          A co do ferrari i poznaniaka-ciekaw jestem co ma na ten temat do powiedzenia np. Sebastian Kulczyk 😀 , chociaz teraz to on juz chyba londynczyk?

          1. Samcik ma jedną niezaprzeczalną zaletę – stworzył modę na finanse osobiste w Polsce. Natomiast czasami opowiada setne głupoty i takie trafiają się w tym wywiadzie.

        2. W żadnej gazecie nie warto szukać mądrości, a jedynie informacji o zjawiskach. Nawet Forbes pokazuje pewien obraz rzeczywistości. W Gazecie są i ultraliberałowie – epigoni Balcerowicza pomieszani z ultrasocjalistami jak Sroczyński, ale i symetryści oraz ludzie kruchty. Wbrew pozorom szeroki wachlarz. Prawie najszerszy we współczesnych mediach.

  2. Kilkadziesiąt procent społeczeństwa kieruje się instynktem stadnym. Jeden procent najbogatszych najlepiej poznał stadne mechanizmy, więc stale się bogaci, na przemian tucząc i goląc baranki. Z drugiej strony, życie nie polega tylko na ciułaniu. W poprzednim ustroju na przykład, żyło się całkiem wesoło. No fakt, odpadał problem sąsiada, który kupił Lexusa. Coś jednak jest w powiedzonku: nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy.

    1. Slawek-byly jednostki zyjace jak na zachodzie.Te jednostki to wierchuszka wladzy i wspolpracujace z nimi osobniki.

    2. Widzę, że lubisz pojechać styropianem po szkle. PRL wytworzył jeden z najsmutniejszych ustrojów, nawet pito wyłącznie na smutno. Braki wszystkiego, połączone z rozrośniętym państwem zabijały wszelką inicjatywę, poza desperackimi próbami zmiany, ale u jednostek.
      Nie wierzę w tajemną wiedzę 1% najbogatszych. Dzisiaj nauka dostępna jest dla prawie każdego. Wystarczy kupić książkę za 60 zł. No i najbogatsi wcale nie mają ekstra wiedzy, o czym świadczą głupoty opowiadane przez naszych prawdziwych bogaczy (od Trumpa przez Muska aż do Jakubiaka czy Czarneckiego). To, że ktoś umie prowadzić biznes i nie ma skrupułów, nie znaczy nic ponad to, że umie prowadzić biznes i nie ma skrupułów. W pozostałych obszarach może być idiotą i dyletantem.

      1. W pozostałych obszarach, z dużym prawdopodobieństwem, tak. Na polu finansowym nie mają sobie równych. Mecenas Twojej ulubionej gazety złamał bank centralny europejskiej potęgi gospodarczej. Prawdopodobnie nie ma takiej książki na świecie, która za 60 złotych nauczyłaby czytelnika podobnej sztuki. Trudno w ogóle nazwać to prowadzeniem biznesu. Więcej ma to wspólnego z rabunkiem, w którym ucierpieli zwykli, uczciwi ludzie. Większość z nich nie rozumie magii procentów, a nawet nie wie, że pieniędzy rzad wcale nie drukuje, lecz zmuszony jest pożyczać od ludzi tego samego pokroju i płacić za to coraz wyższe odsetki do końca świata lub co bardziej prawdopodobne, do bankructwa. Wierzyciele całych państw mają przy tym magiczną moc obniżania i podnoszenia kosztów tego długu, co wywołuje naprzemienny wzrost i kurczenie ich gospodarek, a także wzrost i spadek podaży pieniądza. Dzięki temu mogą tuczyć oraz strzyc swoje owieczki.

        1. Żeby złamać funta potrzebna była spora wiedza i kapitał, żeby atakować dłużej niż bank centralny się bronił (w tym pewnie dźwignia). Żeby zrozumieć mechanizm grania na zniżkę waluty wystarczy lepsza (bo nie pierwsza-lepsza) książka do inwestowania. Oczywiście, na inwestycjach wykładali się i nobliści, profesorowie ekonomii, nie dlatego, że głupi, lecz z ponieważ podstawę stanowią stalowe nerwy i brak skrupułów, a nie stworzenie automatycznego systemu inwestycyjnego.
          Każdemu, kto zaczyna przygodę proponuję „Money. Mistrzowska gra” Robbinsa. Do kupienia używana za 50 zł na allegro, a za 75 zł nowa w empiku.
          Co do państw. Głupi zadłużają się w czasie prosperity, mądrzy tylko w kłopotach. Nawet jednak ci ostatni (jak W.Brytania w czasie II WŚ) padają pod ciężarem długu. Dlatego warto patrzeć na rynek.

      2. Ten 1% nie ma wiedzy tajemnej, ale mozliwosci niedostepne innym.I troche wiedzy niedostepnej innym – vide film „nieoczekiwana zmiana miejsc”, gdzie sprzedawano na lewo raport finansowy przed czasem oficjalnego ogloszenia raportu.

        1. Do 19.53. Tzw. insiderzy istnieli zawsze. Teraz niby ktoś (KNF) to bada. Skala chyba niewielka.

          1. Skala na pewno niewielka, ale efekty ich dzialania duze.Przyklad-chocby grupa Kulczyka.

  3. https://biznes.interia.pl/gospodarka/news-w-malym-miescie-upada-fabryka-po-jej-produkty-ustawiaja-sie-,nId,7341235

    Pieknue. Wiadomo bylood poczatku,ze podwyzek pradu o 5-6 razy zadna firma nie wytrzyma,a szczegolnien firma iuzywajaca pradu do wypalania porxelany. I wiadomo bylo,ze takie podwyzki spowoduja bankructwa i likwidacje.Skoro bylo wiadomo to kto jest winien I KTO POWINIEN ZAPLACIC ODSZKODOWANIE TYM FIRMOM?
    Oczywiscie polski rzad (obojetne-wczesniejszy czy obecny), ktory wymyslil i wdrozyl tak debilne zarzadzenia.I c.uj mnie obchodzi pod czyim byl wplywem (prawdopodobnie smutnych panow od Sorosa albo Rotschilda).
    I OCZYWISCIE NIGDY TEGO NIE ZAPLACI PODOBNIE JAK ROSZCZEN REPRYWATYZACYJNYCH.

    1. Główną winę za to ponosi PiS. Tego chyba nikt nie kwestionuje, poza samym PiSem. Przez 8 lat nic nie robiono, radośnie fedrując i niszcząc OZE, a w godzinie próby pompując ceny. Widać to po nadmiarowych zyskach kopalń, firm energetycznych za 2023 rok.
      Masz rację, żadna firma nie-monopolistyczna i nie-pierwszej potrzeby, nie przetrwa podwyżek głównego składnika cen x 5. Widać skutki po porcelanie i kilku innych branżach. Gospodarstwa domowe pójdą w FV, drewno itp. różne wynalazki, ale firma nie da rady. Wymiana całej linii technologicznej nie ma sensu.

      1. Tak, ale tez za Kwasniewskiego nie podjeto proby reprywatyzacji, wiecej-Kwasniewski zawetowal bardzo dobra ustawe reprywatyzacyjna.
        PIS powtarzal tylko nicnierobienie w tej dziedzinie oraz psucie gospodarki w roznych obszarach, choc niektore rzeczy nawet sie im udaly.

      2. …i w luke po tych bankrutach radosnie wejda-kto? Kitajcy? Ukraina? mie wiem,ale ktos na pewno .Pewnie ktoras z wielkich korporacji.Podobno Blackrock chce sobie wziac Ukraine po wojnie, moze przy okazji u nas tez sobie cos kupi za 1 zl od naszego glupiego nierzadu (O rzadzie PIS pisalem tak samo).

        1. Do 20.03. Rynek nie znosi pustki. Przy czym luka po bankrutach czasami się wypełni, czasem nie. Wystarczy amerykański pas rdzy. Kto kupuje porcelanę? Branża zalicza spadek sprzedaży, bo większość wybiera jednorazówki, duraleksy i inne plastikowe wynalazki. Następuje substytucja.
          Ukraina jest państwem gospodarczo upadłym i bez perspektyw. Wiadomo to od lat. Poziom korupcji – kosmiczny. Dramat w demografii i teraz jeszcze tracą główny okręg przemysłowy (Donbas). Tylko produkcja rolna ich trzyma.

          1. Masowo porcelana sie nie sprzda,ale sa ludzie, ktorzy wola porcelane od tandety.

            Ukraina moze i jest teraz nieatrakcyjna gospodarczo,ale ma duze zloza roznych mineralow i swietne grunty rolne, plus sporo ludzi=owiec do strzyzenia i do roboty.
            Na przestrzeni od naszej wschodniej granicy az za Lwow byly i chyba jeszcze sa duze zloza ropy i gazu.

    1. Kalifornia jest przykładem pomieszania agresywnego kapitalizmu z ideami socjalistycznymi. Efekt – widzimy. Drogie domy, poza zasięgiem wielu ludzi na zwykłych stanowiskach, wielkie eko-farmy oraz pomysły oderwane od realiów.

      1. Tam rzadza zydowskie firmy z Hollywood,a zebracy zyja na ulicach.Moja krewna ma tam restauracje „Warszawa”, przyjmuje glownie Zydow z filmu.Santa Monica.

        1. Do 20.05. To nawet nie chodzi o Hollywood i żebraków. Silna branża IT i korpo żywnościowe, wyrugowały konkurencję. W górę poszły ceny nieruchomości, eksploatuje się zarówno ziemię (sztucznie nawadniane farmy), jak i ludzi (wysokie podatki). Nikt normalny tzn. wykonujący zawód nieprestiżowy, nie ma szans na zakup domu, bo te kosztują miliony. Trochę jak Warszawa w Polsce. Czy samotnego, młodego nauczyciela (typową „Siłaczkę”) z pensją max. 4-5k netto stać na zakup mieszkania? Wolne żarty, rata od 40m2 na obrzeżach wyniesie, przy preferencji kredytu (którego chwilowo nie ma), nie mniej niż 3000 zł, do tego 1000 zł opłat i już po pensji. W Kalifornii działa podobny mechanizm. Żaden śmieciarz, nauczyciel, pielęgniarka nie mogą sobie pozwolić na dom bez wsparcia rodziny. Co robią? Wyjeżdżają. Podobnie jak bogaci (turystyka podatkowa do lepszych stanów jak Floryda czy Texas).

          1. Jezeli ichniejsi komunisci nie zabija wolnego rynku to z czasem sie to wyreguluje-ceny domow spadna, ludzie zaczna wracac.Podobnie bylo niedawno w Detroit.

  4. Czy to PiS przez 8 lat czy PO też przez 8 lat doprowadzili nas tu gdzie jako kraj jesteśmy. Pisząc o książce za 60 zł warto dodać jej tytuł, bo przerobiłem wiele podobnych w tym taką w czterech tomach i na bieżąco, od lat konfronuję je z rzeczywistością. W każdej jest coś, co rzeczywiście potwierdza się w realnym życiu, ale najpierw trzeba to solidnie filtrować. Myślę, że w życiu rywalizacja jest potrzebna, ale nie popieram takiej, której z założenia podprogowym, nadrzednym celem jest wzbudzenie zazdrości sąsiada. Stara zasada: „pycha kroczy tuż przed upadkiem”.

    1. Tak. Warto mieć własny rozum. Chociaż i on potrafi zawieść. To co ostatnio opowiada Kiyosaki (nota bene zadłużony na 1 mld dolarów) woła o pomstę do nieba. Proponuje kupować aktywa znajdujące się na szczycie i bez pokrycia w realnej gospodarce. O dziwo, nie naganiał do BTC i złota, gdy były tanie i faktycznie, kto wszedł sporo zarobił (vide: Mentzen).

        1. Do 19.49. Dzisiaj, przy wzroście pensji minimalnej (kwota wolna od zajęć), zatorach sądowych, upadłościach konsumenckich, handel długami wcale nie stanowi doskonałego biznesu. Słyszałem wczoraj o przypadku – facet ma, w ciągu kilku lat, 4 wyroki za niepłacenie alimentów na niepełnosprawną córkę i byłą żonę (która nie pracuje, bo tą córką trzeba się zająć). Działa w wolnym zawodzie (sic!), na cudze nazwisko, z kasą do ręki. Ktoś mu pomaga. Wyroki olane. I najważniejsze dziecko nigdy pieniędzy nie zobaczy.

          1. Oczywiscie, bo windykatorzy zwykle sciagaja z szeregowych owieczek, z kombinatorow nie.

          2. …z tym, ze ten gosc pewnie trafi do paki za alimenty,a w pace takich nie lubia-moze bedzie musial np. jesc w kiblu itp.

    1. Do 19.48. Nikt niczego nie wymusi z prostej przyczyny – to nierealne. Po prostu wielu ludzi wybierze racjonalnie. W moim mieście stoi sobie elektrociepłownia, od której ciepło kupuje miejska spółka i dostarcza mieszkańcom. Był węgiel – wiadomo, potem zrobiono gaz, teraz budują biomasę. I wnioski – mówimy o inwestycjach w kwotach setek milionów, nie można co 5 lat zmieniać koncepcji, bo żaden biznes tego nie wytrzyma. Wczoraj dobre, dzisiaj złe. Koszty zaniechanych, niezamortyzowanych nakładów poniesie ostatecznie mieszkaniec. Jak to zacznie wyglądać w praktyce? Podatki (od gazu już zapowiedziany) płacone przy zakupie.
      I tu dochodzimy do sedna. Dla blokersa – dramat. Nic nie zrobi, albo bardzo niewiele. Dla właściciela domu – hmmm, może zareagować, kupi sobie kominek, piec 5 klasy i jedzie. Oczywiście straci na tym jakość powietrza. Nie ma opcji, żeby wszyscy palili drewnem doskonale sezonowanym. A już 25% wilgotności to zmiana parametrów spalania. Nie mówiąc już o tym, jak rośnie emisja pyłów (bo wbrew pozorom, są one bardziej szkodliwe niż CO2). Gaz w warunkach domowych emituje z kolei tlenki azotu. I tak możemy się przerzucać.
      Czy istnieje jakaś droga ucieczki z tego wariactwa? Zmniejszenie zapotrzebowania na ciepło czyli… radykalna termomodernizacja. Przy czym ona w wypadku domów starych kosztuje ogromne pieniądze. Więc drugi pomysł – zmniejszenie powierzchni. Teoretycznie mogę swój dom, gdzie mam 4 poziomy po 50 m2 podzielić na 4 lokale, docieplić i koszty się podzielą. Ludzie przeprowadzą się z domów po 200 m2 do budynków 35-70 m2 na zgłoszenie. Wrócimy w ten sposób do późnego Gomułki.

      1. Bruksela chce wymusic i jiuz probuje nakladaniem podatkow, ktore w ich ocenie zmusza do zmiany na niekorzystne ogrzewanie albo doprowadza do wywlaszczen.

        W Brukseli nie siedza samiidioci.Przeciez musza sobie zdawac sprawejak napisales,ze zmiana koncepcji ogrzewania co 5 lat to droga do bankructwa.I jesli mimo to chca nas do tego zmusic, tzn., ze maja gdzies cala ekologie, a chca wlasnie doprowadzic do bankructwa wlascicieli nier.Widac komus to jest na reke.Podobnie z samochodami.
        Nie bedziesz mial nic i bedziesz szczesliwy,a sprzet bedziesz wypozyczal od panstwa.Chalupe, ubranie tez.Czy zone beda mieli tez w wypozyczalni-nie wiem,ale jakiegos robota pewnie tez 🙂 Zreszta czasem taki robot lepszy od zrzedliwej baby.

        1. Przy czym bankructwo ludzi, to jedno, ale upadną całe firmy (w tym państwowe) i nie będzie ich czym zastąpić. Przy czym mityczna Unia nie jest przecież potworem, działają tam przedstawiciele wszystkich państw, w tym nasz komisarz. Jak mu się to udaje, widać po protestach na drogach.

          1. UE tez ktos steruje zza zaslony, tak samo jaki naszym nierzadem,i tak samo to wychodzi.
            W swietle dzisiejszych wydarzen trudno juz to podawac w watpliwosc.Nalozone na rolnikow podatki oraz brak oplacalnosci jest golym okiem tendencyjny i ma na celu ich wywlaszczenie.Na prywatne domy przyjdzie pora pewnie troche pozniej, ale przygrywki juz widac, podobnie jak z samochodami.
            Jezeli nie bedzie silnego sprzeciwu typu strajk generalny to to przejdzie.

          2. Co do twierdzenia, że światem, w tym UE rządzą podejrzane i tajemne siły wyrażałem swoje zdanie wielokrotnie – nie wierzę.
            A o rolnikach? Tu mam mieszane uczucia. Z jednej strony sytuacja na rynku obecnie faktycznie ciężka. Drogie nawozy, środki ochrony roślin, a ceny na produkty słabe. Z drugiej, przez ostatnie 3-4 lata, kiedy mieliśmy do czynienia z pierwszymi aktami tego dramatu (podwyżka nawozów azotowych x 3 w jednym roku, prąd x 2, paliwo po 9 zł) – siedzieli cicho. Obecność w rolniczych protestach działaczy byłej partii rządzącej oraz osób jawnie prorosyjskich, też nie ułatwia mi zadania i ciągle mam w uszach słowa Zbigniewa Stonogi – „Będzie was PiS …. w ….. jak was Platforma nie …..”, które sprawdziły się co do joty. Opowieść o zdrowej polskiej żywności i szkodliwej obcej, wywołuje u mnie uśmiech politowania, bo widzę ile oprysków przyjmują np. takie wiśnie, o rzepaku nie wspominając.
            Płacz producentów miodu, którzy sprzedają produkt hurtownikowi poniżej kosztów za 11 zł, bo ukraiński/chiński po 8, podczas gdy na rynku widzę ceny za 40 (po znajomości) lub 50 (realnie), też mnie szczerze dziwi. W końcu miód to nie truskawki, które trzeba sprzedać dzisiaj, bo jutro się zepsują. Warto się skrzyknąć, zadziałać, dostarczyć do miasta, żeby zarobić. A tam tylko płacz, jak dzieci.
            Jednocześnie widzę tych drobnych rolników, jak sobie radzą, tu ulga (KRUS, brak podatku w tym za wynajem pokoi i wydawanie jedzenia), tam dopłata,suszowe itp., robota coraz lżejsza (mechanizacja) i sam liczę czy nie lepiej zamiast płacić gigantyczne składki i podatki (w ostatnim roku od drugiego etatu – ponad 50%, od dg – blisko 60%) nie pójść w ten subsydiowany sektor.

          3. Do 6.03: chodzi,ze kraj powinien miec wlasna zywnosc, tak samo jak fabryki broni czy rafinerie albowlasne elektrownie, aby nie byc zaleznym od importu surowcow i towarow strategicznych.Smak czy cena zywnosci jest zmienna i drugorzedna w rozsadnych granicach.Wazne,zeby nie stracic zdolnosci produkcyjnych.
            No i – mysle,ze lepiej utrzymywac polskiego rolnika niz ukrainskiego czy innego.Szczegolnie,ze np.zboze z UA pochodzi z koncernow rolnych bedacych wlasnoscia Niemcow,Szwedow czy Amerykanow a nie rolnikow indywidualnych z Ukrainy.

          4. Są kraje, całkiem zamożne, które własnej żywności produkują niewiele i świetnie prosperują. Polska może, w rozsądnych granicach, żywność importować. Zresztą, przecież pola nie znikną. Jak rozparcelowano przed II WŚ majątki (nie mówię o powojennym rabunku), zastąpiły je niewielkie chłopskie gospodarstwa.
            W Rosji jest nawet idea tzw. posiadłości rodowych, czyli działek po 1 ha na rodzinę. Wtedy każda z nich nie musi kupować jedzenia. Rozwinę ten temat we wpisie.
            Natomiast co do tego, kogo utrzymywać – zgoda. Przy czym polskiemu dopłacamy ogromne kwoty. . I też nie jestem pewien, czy tylko polskim firmom. Sporo ziemi kupili Niemcy, Holendrzy, Duńczycy. Niemało dzierżawią. Formalnie da się założyć spółkę w Polsce, kupić ziemię i udziały zbyć cudzoziemcowi. Tylko zgodę trzeba dostać. A największym posiadaczem ziemi i beneficjentem dopłat stał się Kościół Katolicki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *