Na początku grudnia poszedłem do knajpy na spotkanie klasowe. Od czasu gdy skończyliśmy szkołę podstawową minęły 32 lata. Wniosek – jak w tytule – współczesna kultura pokazuje nam jak myśleć i wbija w schematy. Stałem się ich mimowolną ofiarą.
Najpierw dla porządku – przybyło 11 osób spośród 32. Część wyjechała w całkiem odległe zakątki globu, dwójka siedzi w Dubaju, kilka osób wyemigrowało do USA. Większość jednak została w naszym mieście i nie znalazła czasu w wymiarze 1 nocy (zaczęliśmy o 19.30, skończyliśmy o 3 rano, gdy zamykali drugi bar).
Zagadkę wyjaśnił mi jeden z kumpli, który miał już za sobą podobne spotkanie z liceum. Wiele osób traktuje takie powroty do lat dziecinnych jako okazję do licytacji, kto więcej osiągnął, kto więcej zarobił. Prowadzący zwykłe życie, obserwując klasę na fejsie, rezygnują z przyjścia, nie chcą bowiem konfrontować się z własną przeciętnością. W efekcie spotkają się wyłącznie „ludzie sukcesu” i po godzinie przechwałek rozchodzą do domu z kwaśnymi minami, jeśli nie wypadli najlepiej, bo jak wiadomo „król może być tylko jeden”.
U nas, na szczęście, wszystko przebiegało inaczej. Z drobnym wyjątkiem. W pewnym momencie przysiadła się i zagadnęła mnie klasowa prymuska (obecnie organizująca social media w warszawskim korpo). Ewidentnie obchodziła się ze mną „jak z jajkiem”, wspominała wiersze, które przesyłałem do niej w 5-tej klasie, proponowała abym pisał książki, ale wyczuwałem ton troski, zmieniający się stopniowo w westchnienie ulgi. I za chwilę wszystko się wyjaśniło, kiedy usłyszałem „Uff, a bałam się, co zastanę, myślałam że masz ciężką depresję”. Skąd dziewczyna, którą ostatni raz widziałem późną wiosną 1990 r. mogła zdalnie mnie diagnozować? Ano z tablicy Facebooka, a w zasadzie jednego zdjęcia i braku treści. Na tej fotografii, klasycznej samoróbce (wspominałem na blogu o moich antytalentach plastycznych) wyglądam istotnie „jak pół-dupy zza krzaka”. Do tego profil założyłem dopiero, gdy zagrożono mi wyłączeniem komunikatora. Strzeliłem szybką fotkę, dodałem login i hasło, no i tyle. Dla korposzczurki moja smętna fizis oraz całkowite zaniechanie pochwał swoimi osiągnięciami, wywołało zwarcie na łączach, ponieważ dodała 2 do 2. Przecież każdy rozsądny człowiek umieszcza na profilowym najlepsze przefiltrowane trzykrotnie zdjęcie, na jego staranny wybór poświęciwszy wcześniej cały tydzień. Dodatkowo osiągając nawet namiastkę sukcesu (dobry obiad w fajnej restauracji, wakacje w egzotycznym miejscu, nowe auto, całuski od żony, sukcesy dzieci) nie omieszka oznajmić o tym całemu światu. Jeśli postępuje inaczej, wtedy jego życie stanowi z pewnością pasmo cierpienia od braku kobiety w życiu, przez niegodny wspomnienia zawód, do zera zainteresowań i przeżyć. Prawda? Tak mówi kodeks współczesnego świata. Do tego stanowiłem żałosny kontrast z bogatym życiem mojego własnego brata-bliźniaka, także ucznia tej klasy. Po pierwsze, on w odróżnieniu ode mnie potrafi robić zdjęcia i czyni to hurtowo. Po drugie, jeździ po świecie, wrzucając zdjęcia z każdej podróży. Po trzecie, realizuje liczne wyzwania (w stylu 365 książek w rok) i publikuje stałe sprawozdania i recenzje. Po czwarte, na fotkach towarzyszą mu coraz to inne dziewczyny, nierzadko 20 lat młodsze. Skoro, fejs pokazuje tak różne życia bliźniaków, to muszą one takie być. Niezawodnie.
Mój serdeczny śmiech, bo właśnie po raz kolejny zdobyłem „nagrodę milionera z sąsiedztwa”, o której pisał dr Thomas Stanley (chodzi o to, aby ludzie, patrząc na pozory zewnętrzne, potraktowali nas jak nie-milionerów), trochę zbił koleżankę z pantałyku, ale i uspokoił. Wyciągnęła jeszcze ze mnie co robię zawodowo, że posiadam rodzinę, w tym syna sportowca, udzieliła trzech rad, jak powinienem wykonać zdjęcie profilowe, o czym należy pisać na Facebooku i potem rozmowa wyglądała już normalnie.
Dlaczego o tym piszę? Ponieważ na blogu widzę sporą grupę młodych ludzi a Beata trafnie zdiagnozowała problem w jednym z komentarzy. Młodość (jak widać po koleżance, nie tylko ona), oznacza silną presję grupy. Trzeba wyglądać, konsumować pokazowo, bo inaczej zostaniemy uznani za outsiderów. Koszt takiego blichtru – ogromny. W najlepszym wypadku – puste kieszenie, w najgorszym – gigantyczne długi, zaciągnięte w celu zaimponowania innym. Nie warto się temu poddawać – my zaraz-pięćdziesięciolatkowie, już o tym wiemy. Funkcjonujemy na własnych warunkach, poświęcając gotówkę na to, co dla nas ważne. Mamy wyrąbane na cudze opinie. Stąd mój śmiech, a nie przerażenie, że zostałem zdemaskowany. Ta historia ma jeszcze jedną, ciemniejszą i mniej zabawną stronę. 21 osób na spotkanie nie przyszło, może dlatego, że bało się takiej oceny. O kilku wiem na pewno. Świetna uczennica, która skończyła w nudnym zawodzie. Doskonały jako młody, piłkarz, ale koniec końców, nie zrobił kariery. Smutnym cieniem kładła się opowieść o piękności z równoległej klasy, która tydzień wcześniej, zapiła się na śmierć, zaliczając po drodze dwa długie lecz nieszczęśliwe związki. Ich zabrakło, pewnie również z powodu strachu przed konfrontacją z: lekarzem (on akurat zwolnił – pracuje 3 dni w tygodniu, za to w Warszawie), deweloperem, informatykiem z Google’a mieszkającym w Kalifornii, właścicielami firm, szychami z korpo. Na szczęście nie wszyscy mieli taką optykę, na koniec zrobiliśmy „miśka” z klasowym rozrabiaką, obecnie kierowcą ciężarówki. Spotkanie wypadło super. Pośmialiśmy się, powspominaliśmy stare dzieje, pożartowaliśmy z siebie nawzajem, pocieszyliśmy się, że jeszcze walczymy. Ja zdobyłem wspomnianą odznakę i miałem setny ubaw, nie tylko z autentycznego przerażenia koleżanki. No i mam materiał na ten wpis.
Bardzo dobrze,ze nie opisujesz na pejsbuku swojego zycia. Ja tez nie i wielu moich kolegow,w tym kilku, ktorzy sporo osiagneli.
Policja i US bardzo lubia pejsa, to zrodlo informacji.
Podejscie wspomnianej specjalistki od FB rozbawia mnie tez, i pokazuje, jak korpo pierze mozgi swoich ludzi-nawet na spotkaniu klasowym nie umie wyjsc z roli.
Przy czym okreslenie „pejsbuk” nie ma oczywiscie nic wspolnego z narodowoscia dyrektora operacyjnego Meta Zuckerberga (coby nie bylo,ze ten blog jest antysemicki) 🙂
Mnie po prostu szkoda czasu na Fejsa. Urzędu Skarbowego się nie boję, Policji tym bardziej.
Jutro i pojutrze nastąpi eskalacja uzewnętrzniania się na pejsie. Choinki, prezenty, sweterki w renifery i bałwanki. Po co to wszystko? Żeby podbudować swoje ego, pokazać co mam a tak naprawdę żyje na kredyt. Ale sąsiad i kolega z klasy zobaczy że wiedzie mi się dobrze, że stać, że mam. Przykre jest takie życie, ale takich osób niestety jest dużo, jeśli nie większość..
Znam takich, ktorzy robia sobie foto przy cudzych domach i samochodach 😀 Wlasciwie to jedna kobieta lat 40+.
W stu procentach zgadzam się z meritum tego wpisu. Osobiście patrzę z politowaniem na takie osoby, ale problemem jest to, że często są to „persony”, które inni wskazują jako wzór do naśladowania. Wydaje się, że ludziom ciągle mało. Dla mnie żenada, ale może dlatego, że poznałem życie od strony biedy a dziś wiem, że niczego nie muszę, co najwyżej mogę. Nie mam parcia do rywalizacji na ilość srebrników. Jestem wdzięczny Bogu za wszystko co mam, za to że żyjemy w miarę bezpiecznym kraju. Jeżeli ta nowa koalicja otrząśnie się z jeszcze większego niż PiS rozdawnictwa oraz bycia wasalem Brukseli – będzie dobrze.
Przeciez juz jest wiekszym wasalem,a rozdawnictwo zapowiada tez wieksze.Nie ma podstaw teraz sadzic, ze bedzie lepiej,bedzie gorzej,a na ile, to sie okaze.Zapowiadane jest wstrzymanie kontraktow na czolgi i armatohaubice z Korei Pn.Ciekawe co jeszcze?
…Korei Pd oczywiscie.
Z tymi kontraktami, pewnie wszystkiego nie wiemy. Słynny dylemat rządu sanacyjnego – czy w 1936 r. budować COP, a w nim własny przemysł zbrojeniowy, czy kupować gotowe na zachodzie. Wybrano to pierwsze – i błędnie, bo zaraz wybuchła wojna i w efekcie ani przemysłu, ani broni.
Co teraz? Czy kupić średniej jakości i nowoczesności broń z Korei, czy mniej, ale nowoczesną z USA, czy produkować swoje? Nie jestem ekspertem od wojskowości, nie znam danych wywiadowczych, więc nie wiem, co wybrać. Co zrobi rząd po wstrzymaniu kontraktu, też nie wiem. Czy faktycznie to zrobi i dlaczego? Nie mam pojęcia. Czy decyzja ministra Błaszczaka była mądra czy głupia (i trzeba ją odkręcać), tu też niech decydują fachowcy. Widać, jak Ukraina broni się przed Rosją, pomimo tego, że miliony ludzi, w tym dorosłych mężczyzn (w samej Estonii, podobno 7 tys. osób), wyjechało za granicę. Prowadziłem ostatnio szkolenie z zakładania działalności gospodarczej, na sali też i Ukraińcy – 2 kobiety i 8 facetów w wieku poborowym. Na ulicach mojego miasta, odwrotne proporcje 3/4 kobiety i dzieci, 1/4 mężczyźni. Ale ta 1/4 w skali Polski, pewnie z 0,5 mln ludzi. Całkiem niezła armia.
W sytuacji kiedy za nasza granica toczy sie wojna, a zamiary Putina na przyszlosc sa znane, tylko samobojca albo zdrajca nie zbroilby sie.
Jak kiedys pisalem, pisowska polityka zagraniczna (nie ekonomia krajowa) byla mi bliska.
Ależ nikt nie mówi o „nie-zbrojeniu”. Idzie o to, jak swoje możliwości wykorzystać maksymalnie. I w takim miejscu, ja wymiękam, nie wiem, czy lepiej kupić armatohaubice, czołgi, drony, czy jeszcze coś innego.
Na poczatku zal mi bylo Ukraincow,ale od chwili kiedy Zelensky powiedzial,ze nie bedzie przepraszal za Wolyn (szczyt bezczelnosci, nam sie NALEZA nie tylko przeprosiny,ale uczciwe ekshumacje, dochodzenie, ukaranie sprawcow chocby posmiertne, odszkodowania dla rodzin i dopiero po tym wszystkim ewentualne wybaczenie jesli w ogole mozna taka zbrodnie wybaczyc), sa dla mnie wrogami.
Mnie nadal Ukraińców żal. Tracą terytorium i ludzi (tych ostatnich, nawet w szybszym tempie). Oczywiście, należy odróżnić pomoc wojenną (wojskową i inną), od naiwności. Tę rząd PiSu prezentował w nadmiarze. Wystarczą dwa, wywołane nią, problemy: zboże i sektor transportowy. Ten ostatni, nierozwiązany przekazali następcom. A w Polsce branża transportowa to kilka procent PKB (porównywalnie z bankami).
Co do Wołynia. Przeprosiny się należą, bez dwóch zdań – w imieniu narodu. Natomiast odszkodowania? Oj, tu byłbym ostrożny. Państwa ukraińskiego nie było wtedy wcale, władzę sprawowali Niemcy. Współczesna Ukraina nie jest następcą prawnym III Rzeszy. Zresztą my akurat w tym punkcie prawnie jedziemy z nimi na jednym wózku. Dzięki tej logice, nie płacimy np. za Jedwabne, bo leżało ono na terenie pod administracją niemiecką. No i my, przeprosiliśmy.
Konsumpcja, podobnie zresztą jak inwestowanie, podróżowanie, kolekcjonowanie, odchudzanie, jeśli ktoś nie postawi tamy, stanowi samonakręcającą się sprężynę. Umiejętność powiedzenia „dość” jest bardzo rzadka. Lecz warto to robić. Licytacja na obietnice, nie można liczyć, że zatrzyma się nagle. Potrzeba ogromnego kryzysu. Niestety większość, dokładnie ta sama, bez żadnych oszczędności, głosująca za rozdawnictwem, najbardziej dostanie w skórę. Po tym jak jedni wrzucili 3 mld dopłaty na TVP, do ustawy okołobudżetowej, a drudzy ją zawetowali razem z podwyżkami dla nauczycieli dwa dni przed Świętami, widać o co faktycznie chodzi. O dowalenie przeciwnikowi. Gdzieś z boku zostaje młody nauczyciel z pensją minimalną i bez szans na mieszkanie (nawet w PRL zarabiali grosze, ale dach nad głową dostawali służbowy).
Sporo osób tak żyje. Uzależnia własne samopoczucie od oceny kolegi z klasy/sąsiada. Faceci to jeszcze mają mniejsze parcie, ale dziewczyny – znacznie większe. Rozumiem jeszcze tych, dla których fejm to źródło zawodowej promocji (celebryci, pisarze), ale czy wybrałbyś ekipę do budowy domu na podstawie zdjęcia w Dubaju?
Hm-to ja nie wiem na jakim swiecie zyje. Zawsze myslalem,ze ludzie oceniaja sie sami wedlug wpojonego w domu wzorca.Oczywiscie pomijam oceny szkolne bo to co innego.
Ale już RFN jest następcą prawnym III Rzeszy. Nie zapłacili nam odszkodowania za II wojnę. Dziś w UE to oni rządzą, tworzą prawo, promują FIT for 55 za co my zapłacimy potężną cenę, chyba że ktoś się opamięta. Na pewno to nie będzie obecna nasza koalicja. Co do zbrojeń to nie jest ważne jaki sprzęt kupimy. Ważne by nie mieszać różnych modeli, by sprzęt był w miarę możliwości jednakowy w całym kraju tak by osoby serwisujące znały go na wylot i potrafiły szybko usprawnić czy naprawiać. Takie jest moje zdanie.
Do 22.40. I by można go było łatwo dostać od sojuszników. O czym przekonała się Ukraina.
No i już wiadomo, że lokowanie produkcji zbrojeniowej na wschód od Wisły, miało sens w 1939 r. (centralna część Polski), obecnie zupełnie nie.
Tak, sowieci tez nie zaplacili.Co tu gadac jak wlasny niby wolny rzad nie zaplacil wlasnym obywatelom.
Czyli stawiamy na sprzęt z USA. Od Niemiec szybko możemy dostać co najwyżej reprymendę jak nie należy postępować albo na początek dostaniemy 5000 hełmów. Europa nie jest przygotowana do wojny. Dzięki komu? No właśnie dzięki krótko wzrokowcom zza Odry i Nysy Łużyckiej.
Każde państwo nie jest przygotowane na swój sposób i z własnej winy. Słowacja + Węgry – pół-sojusznicy Rosji, Niemcy – istotnie w rozsypce. Z dużych państw zostaje Francja, Włochy i Hiszpania – mało zainteresowane bo Rosja daleko. Z mniejszych Szwecja.
Polska – niestety, z wymienionym w ostatnim czasie dowództwem (w tym jeden z głównych szefów, który wcześniej dowodził tylko kompanią, ale za to BMW, a drugi – specjalista od walk partyzanckich) oraz bez floty. I tu już nie mamy na kogo zgonić. Postawiono na sojusz z USA i pewnie on zadziała, ale musimy się utrzymać przynajmniej na Wiśle i nie krócej niż 2-3 miesiące, żeby dać amerykańskim chłopcom szanse na wejście. Przy czym z takimi „wodzami” jak Trump będzie nas to sporo kosztować.
Czesc tez z Korei Pd.
Niestety, Amerykanie to biznesmeni, więc tanio faktycznie nie będzie, ale lepiej płacić im niż ruskim. Swoją drogą nieźle skręciliśmy w dyskusji od pozerstwa na Fejsie po sprawy bezpieczeństwa:)
Auta sa u nich prawie o polowe tansze niz u nas.Czesci tez, paliwo tez.Podatki duzo nizsze, ziemia rolna tansza niz u nas.Nie wszystko musi byc drogie.
Niskie podatki mają swoją cenę – brak usług publicznych lub ich gorsza jakość. Za wszystko płacisz ekstra. Silny sobie poradzi, a słaby, no cóż – ginie albo pracuje non stop. Taka Polska międzywojenna, tylko bogatsza. I mam mieszane uczucia. Z jednej strony, cieszy mnie urlop (mam go sporo), lekarz dla dziecka bez ograniczeń, brak fentantylowców w miejskim parku. Z drugiej, jak wiem, że od mojej faktury odejmą 23% VAT, 10% zdrowotnej, 32% dochodowego i zostanie mi nie 2000 zł lecz 1140 zł, a nie płacę składek ZUS poza zdrowotną (praca etatowa), to coś mi się robi. W pracy niewiele lepiej. Kosztowałem pracodawcę prawie drugie tyle co zarabiam netto.
Moja siostra w USA urodzila dwojke dzieci przez cesarke na ubezpieczenie, potem miala operacje (jakis polip) tez na ubezpieczenie,a wcale im sie nie przelewa (warsztat samochodowy zatrudniajacy wlasciciela plus czasem 1 mechanika).
Socjal-wiem od niej,ze widziala w Chicago takie obrazki:
Siedzi przed blokiem murzyn, kolo niego 2 kraty piwa, jego kobieta i kilkoro dzieci.Czyli nikt nie pracuje, a jesli to dorywczo,a na krate i na zycie maja.Z socjalu i zapomogi na dzieci.
Mexy zyja podobnie, ale oni chociaz zbieraja zlom, stare opony i sprzedaja w skupach.
Nasi-wiadomo: pracuja na budowach, w uslugach , przewaznie na czarno.Podobno na kilka mln Polakow w USA tylko kilkadziesiat tysiecy ma wazne paszporty (taka liczba ostatnio glosowala).
Mozesz byc nielegalnym imigrantem,ale dopoki pracujesz i placisz podatki nikt sie nie czepia.
Mój szwagier siedział na nielegalu parę lat. Wrócił, gdy padło zdrowie i nie był już w stanie tak pracować. Plomba w zębie – 1000 USD i to 10 lat temu. Może dlatego, że Miami. Da się ubezpieczyć i Polacy kombinują (polskie polisy).
I wracają nawet z „miśkiem” w paszporcie, tylko musi minąć 10 lat. Niemniej jednak, kraj dla zdrowych, silnych.
Do 19.44: tak, moj jeden wujek tez zaplacil za naprawe kilku zebow w NY kilkanascie tys. dolcow,i to w latach 90, strasznie sie tym zdenerwowal,ale nie mial wyjscia.
Tak to już jest z naszymi dyskusjami 🙂
🙂
Kiedys istnienie urzadzen potrafiacych wylaczac elektronike np.w pojazdach uznawano za teorie spiskowa, a teraz prosze:
https://geekweek.interia.pl/militaria/news-usa-chca-smazyc-wrogie-systemy-elektroniczne-opracowuja-juz-,nId,7233707
Ciekaw jestem jak sie zachowaja wspolczesne auta naszpikowane elektronika???
Pytanie retoryczne.
Wiadomo jak. To już po pociągach widać. Miały się psuć 21. każdego miesiąca i stają w szczerym polu. Z autami też da się zaplanować wyświetlanie usterek o awarii (lub wystąpienie realnych awarii np. przez wzrost jakiegoś parametru).
Chodzi o pole magnetyczne.Zabezpieczeniem jest chocby pudelko z folii aluminiowej (jesli dobrze pamietam).
Auta z gaznikiem i zaplonem starego typu bez elektroniki nie przestana jechac.
Robiono proby, nawet auta z elektronika z roku prod. do okolo 2005 tez sa niewrazliwe na te zaklocenia,ale nowsze juz nie.