Październik (w końcu miesiąc oszczędzania) poświęciłem na stworzenie cyklu, przeznaczonego dla obecnych dwudziesto – trzydziestolatków, czyli pokolenia skazywanego przez media na pożarcie przez kapitalizm i obecne warunki. Nazywani są często (idiotycznie) „pokoleniem płatków śniegu”, jako rzekomo chowani pod kloszem i nieodporni na przeciwności losu. O moim pokoleniu, startującym w post-studencką dorosłość, pisano i mówiono dokładnie to samo. Mieliśmy być rozpuszczonymi przez „bezstresowe wychowanie” delikatnymi przedstawicielami pokolenia „dwie lewe ręce”, ponieważ większość moich rówieśników w wieku 20 lat nie wykonywała na co dzień tzw. prac domowych czyli nie naprawiała aut, nie brała się za remonty, a uciekała jak najszybciej od pracy na wsi do zawodów biurowych. Jak wielokrotnie pisałem, historia, z identycznymi zarzutami powtarza się od początku cywilizacji.
Nie wierzę zatem (podpierając się obserwacją), że 25-35-latkowi są bardziej wrażliwi, lub mówiąc brutalniej „pizdowaci” niż my byliśmy w ich wieku. Dowody w postaci braku dzieci i podróży po świecie oraz oglądania Netflixa uważam za bezwartościowe – po prostu teraz są inne szanse i możliwość wyboru. My nie mieliśmy takiej opcji podróży (różnica poziomów zamożności), ciąża oznaczała ślub, małżeństwa zawierano wcześniej. Co więcej, w moim otoczeniu, pracuje sporo więcej 20-latków, niż gdy ja studiowałem. Nie przypominam sobie wielu studentów w taksówkach, sklepach, firmach, a teraz widzę ich na każdym kroku. 70% kolegów moich synów pracuje zawodowo, co najmniej na pół etatu, łącząc to ze studiami, córka moich „górskich” przyjaciół, gdy tylko skończyła 16 lat poszła kelnerować w lecie i w weekendy, przynosząc do domu 1600-2000 zł miesięcznie.
Tak samo nie wierzę, że młodzi są bardziej rozrzutni. Zbyt wiele dostrzegam przykładów we własnym otoczeniu. Dziewczyna mojego syna, mając na wszystko poza akademikiem 1500 zł/miesięcznie (Warszawa) potrafiła jeszcze odłożyć na zagraniczne wakacje 4500 zł. Drugi syn, mieszkając z dziewczyną i prowadząc z nią wspólne gospodarstwo, dają radę za 3000 zł, a mają jeszcze kota, odwiedzają knajpki i płacą 600 zł opłat.
Wyzwania dla pokolenia 25+ są jednak zupełnie inne. I o tych wyzwaniach chcę napisać.
Pierwsze – jak zapewnić sobie dach nad głową w dobie wysokich cen mieszkań.
Drugie – jak utrzymać się w czasach inflacji, jedząc zdrowo oraz tanio zarazem.
Trzecie – w jakim kierunku popchnąć karierę zawodową, żeby przyzwoicie zarabiać za 10-15 lat.
Czwarte – dzieci. Koszty utrzymania bąbelków wzrosły, podobnie jak presja społeczna na określony standard.
Piąte – styl życia. Jak żyć tanio, a bogato wyglądać na Instagramie.
Szóste – oszczędności emerytalne, gdy wiemy że państwowe świadczenie wyniesie max. 30% ostatniej pensji.
Oczywiscie, ze tak.Poradza sobie.
Zyciem rzadzi koniecznosc i mozliwosc. Jesli ich koniecznosc zmusi, a beda mieli mozliwosc, dadza sobie rade.
Opowiastki o zniewiescialych pokoleniach snuja stetryczali dziadkowie i wujkowie, ktorzy juz zapomnieli, jak byli mlodzi.
Konieczność zmusi do szukania niestandardowych rozwiązań. Gdy m2 mieszkania kosztował równowartość średniej pensji i rodzice coś dokładali, można było iść do dewelopera i kupować. Teraz, gdy większość zarabia sama (rodzice spłacają kredyty), a m2 nowego, wykończonego kosztuje prawie 2 pensje średnie (których młody nie zarabia) – trzeba kombinować czyli myśleć niestandardowo. I o tym będą kolejne wpisy.
Jest duzo mozliwosci, wiekszosc poza miastem,ale sie da.
Do 20.15. Przewidziałeś kolejny wpis. Będzie właśnie o życiu za miastem.
Czekam z niecierpliwością:)
Postaram się nie zawieść oczekiwań.
Też czekam mistrzu
Dziękuję serdecznie
Zapowiada się bardzo interesujący cykl wpisów:)
Mam nadzieję.
Z zainteresowania wniosek, ze duch w narodzie nie ginie, a stetryczali dziadkowie i wujkowie nie maja racji 🙂
I bardzo dobrze.
O Buffecie czy Mungerze – obaj po 90-tce, a ten drugi w styczniu kończy 100 lat, nie można powiedzieć, że są stetryczali. Wujkowie i dziadkowie oceniający młodość, najczęściej sami nie mają żadnych osiągnięć finansowych. Aczkolwiek ja narzekania na „dzisiejszą młodzież” słyszę głównie od kobiet w późno-starszym wieku za jedyne osiągnięcie mających własną urodę, figurę itp. Jak pisał Boy „Za co stwór podeszły wiekiem, co kobietą być już przestał, a nigdy nie był człowiekiem, windujemy na piedestał”. Polecam przeczytać całość: Litania
haha, dobre 🙂
Buffet, Munger – w czasach ich mlodosci swiat wygladal calkiem inaczej, inaczej zarabialo sie na gieldzie, wtedy i az do lat 90-tych byly czasy piratow, teraz rzadza ksiegowi.Przynajmniej w naszej czesci swiata, bo w takie Azji poludniowej czy Am.Pd. moze byc dalej jak kiedys.I chyba jest, bo inaczej Kulczyk nie wydobywalby ropy w Afryce gdzie rzadza kacykowie, ktorych latwo przekupic albo usunac i wstawic swoich (film Psy Wojny z lat 80-tych).
Munger z Buffetem zarabiali i w latach 90-tych i później. Uchodzą za dwa mózgi i ja się z nimi zgadzam. Do tego mimo majątku nie konsumują jak typowi chłopcy w Wall Street.
Tak,ale zaczeli w czasach piratow.
Bardzo się cieszę, że podjąłeś ten temat. Z moich obserwacji wynika, że dzisiejsza młodzież jest świetna i nie rozumiem tego utyskiwania. Moje dzieci są bardziej ogarnięte, niż ja byłam w ich wieku. Zaskakuje mnie ich konsekwencja, parcie na samodzielność, zainteresowanie życiem politycznym w Polsce. I o dziwo, jak ja ich chcę wypchnąć za granicę, dla bezpieczeństwa, to oni sobie nie wyobrażają życia poza Polską. Młodzież, którą przyprowadzają jest podobna. I wszyscy absolutnie gdzieś dorabiają niezależnie od statusu majątkowego rodziców.
Jak zawsze zdarzały się jednostki mniej ogarnięte. Moja ciotka – rocznik 1936, odżywała wśród książek, kontaktów społecznych unikała, niewiele zarabiała, bo za komuny pracowała w bibliotece. Nie umiała gotować, ani prowadzić domu. I takich dziewczyn było sporo, co dodatkowo wzmacniało przekonanie „siedź w kącie a znajdą cię” i tym podobne bzdury.
Po prostu długość życia rośnie i przesuwa się próg dorosłości. Kiedyś 35-latek był starcem, obecnie często dopiero myśli o żeniaczce. Zresztą w XIX w. to kobiety młodo wychodziły za mąż, mężczyźni musieli mieć warsztat pracy, więc brali śluby właśnie 30+.
Wszystko zalezy co sie wpaja w domu.
Do 20.37. Najczęściej decydują cechy osobiste i warunki. Wychowanie je wzmacnia lub nie. Właśnie warunki zmuszają wielu dzisiejszych 20-latków do pracy. Chcą mieć więcej, a rodzice nie mogą sobie na to pozwolić.
Dopiero teraz, zrozumiałem, że w młodości sporo zrobiłem źle. Niepotrzebnie planowałem życie w wojewódzkim mieście, to pierwszy błąd. Takie miasta, żyją z wyzysku tzw. słoików, którzy próbują zrobić karierę, często od pucybuta do milionera, co jest tak samo łatwe jak wygranie w Toto. Szkoda życia, nawet jeśli coś w końcu się uda. W krótkim komentarzu nie jestem w stanie zmieścić kwintesencji moich wniosków, one dotyczą innych czasów. Z wakacji w czasach studenckich przywoziłem niemieckie marki, które dziś lepiej bym wykorzystał. Nie byłem rozrzutny, ale tanio można było wtedy kupić nieużytki na obrzeżach miast, na których dziś są drogie osiedla. Nie chodzi mi o wartość tych działek, ale fakt, że miasta nie rozwijają się w centrach, tylko na przedmieściach i dalej. Warto kupić tanią, działkę w przeciwnym kierunku do miejskiej sypialni. Dojazd zajmie mniej czasu niż z osiedla. Pokoje i kawalerki które kiedyś wynajmowałem, miały metraż mniejszy od mojego dzisiejszego garażu. Biorąc pod uwagę, że mieszkałem kiedyś w akademiku z modułowych kontenerów, zakup kontenera i przystosowanie go do tymczasowego zamieszkania byłby lepszą opcją niż bezterminowy wynajem klitki. Zawsze można go sprzedać bez utraty wartości. Jeśli ktoś ma chęć, może stać się posiadaczem bardzo małego domu bez ekstrawagancji. Zasadniczy problem dla młodego ( ale nie tylko) człowieka, to chęć bycia lepszym niż się jest w rzeczywistości. Razi mnie Twój ostatni punkt, ten o Instagramie. Skwitowałbym go spostrzeżeniem Buffeta o przypływach i odpływach w inwestycjach. Zauważył, że kiedy przychodzi odpływ, wtedy dopiero widać kto pływał bez gaci. Najważniejsza rada, jaką mam dla młodych, to taka, żeby w niepewnych czasach nie pływali zupełnie bez gaci. To już lepiej w cerowanych.
Sławek-wtedy byly inne warunki inne czasy, mniejszy dostep do informacji, i nie wszystko mozna przewidziec PRZED nie bedac specjalista.Nie Twoja wina.
Do 8.01. Dokładnie tak. Nie jesteśmy wizjonerami, ale przeciętnymi facetami.Ilu znasz ludzi, którzy przewidzieli przyszłość (w tym trendy finansowe)? Co do ziemi rolnej, ja jednego. Drugi kupował „bo tanio i nikt nie chce, a może się uda, niewiele inwestuję”. Moja, przywoływana już chyba ciotka, kupiła ziemię za 1/10 obecnej wartości, żeby „jej nie jeździli za oknem, nie pryskali i nie mieć złego sąsiada”. Czy zarobiła dobrze? Oczywiście. Czy wiedziała, co robi? Niekoniecznie.
Wlasnie. W 1994 dobrze zarabialem, zdarzaly sie miesiace, ze jakies 150 mln zl (po denominacji 15k), mialem propozycje kupna 2 ha ziemi rolnej pod Krakowem za 20 mln zl (czyli 2000 zl).Przyjechalem obejrzec,ale rolnik podniosl cene razy dwa do 40mln, co teraz jest smiesznie malo.Ale wtedy sie wku…lem za nieslownosc i odjechalem.Zalowac? moze, ale nie zaluje. Takie zycie.
To samo z prawie 40 ha w zachodniopomorskim, ktore dostalem jako rekompensate za mienie zabuzanskie, sprzedalem w 3 lata od „kupna” za cene troche wieksza od zakupu ale niewiele, teraz wartosc wzrosla razy 8-10.I co-tez mam zalowac? Nie.Kasa wtedy byla potrzebna, byl kryzys, siostra potrzebowala kasy w USA na rozkrecenie firmy jej i jej meza, ja tez na remont domu itd.Zycie.
Ja to widzę tak – czasu nie cofniemy. Jedną z rad we wpisie o rozwoju będzie – nigdy nie oglądaj się za siebie, nie rozpamiętuj przeszłości, na nią nie masz wpływu. Mój Tata kiedyś powiedział do mnie „Gdybym wiedział, że interesuje cię wieś, to nie sprzedawałbym tych ponad 20 ha ziemi po rodzicach”. Moja odpowiedź brzmiała: A co byś z nią robił przez 30 lat? Ty – inżynier i Twoja siostra – naukowiec?. Może zabraliby ją komuniści, pewnie nie założyłbyś firmy w mieście. Podjąłeś najlepszą decyzję – w tamtych warunkach.
Bo miasto daje wielkie szanse – tu jest edukacja, kultura, a przede wszystkim … lepiej płatna praca. Dlatego „słoiki” przyjeżdżają do miast. Dlatego mój dziadek, zamiast dojeżdżać codziennie do biura, jak przed wojną, wyniósł się do miasta (no jeszcze strach przed komuną, która zabierze mająteczek, choć nie podlegający reformie) i dostał miejską, dobrą pracę zgodnie z wykształceniem. Dlatego moi rodzice (i ich siostry) z łatwością skończyli studia w mieście. Dlatego łatwiej było mojemu rodzeństwu i mnie. Miasto nie jest głupie, czasem można coś dostać całkiem tanio, tylko trzeba wyjść ze schematu deweloper-żurnal-kredyt (o tym wpis z 5.11).
Dzisiaj ziemia pod miastem w „gorszych” kierunkach faktycznie jest tańsza. Wiesz dlaczego? Czas dojazdu. Nie ma obwodnicy, za to wybudowano zakłady przemysłowe – spalarnie, ciepłownie.
A wpis o „wyglądaniu drożej na Instagramie”? Takie trochę włożenie kija w mrowisko. Pewnych zjawisk nie cofniemy, żyjemy wśród nich. Możemy tylko je oswoić. I o tym właśnie napiszę.
Tak jest.
Na tym blogu często nawet komentarze są bardzo wartościowe. Pozdrawiam.
Jeszcze raz dziękuję bardzo.
Z wodorem to se ne da 😀
https://tygodnik.interia.pl/news-rewolucja-w-polsce-prawo-do-posiadania-broni-latwiejsze-niz-,nId,7126768
Jak zwykle klikbajt portalu, bo o żadnej rewolucji mowy być nie może (jeden błąd na egzaminie i skrócenie z 3m do 1 m stażu). System jest restrykcyjny i… dobrze. Główną barierą dla wszelkiej maści świrów jest konieczność wykonania badań psychologicznych, ba w razie jakichkolwiek problemów z głową – zabierają pozwolenie. Wiem, bo mój sąsiad-myśliwy zachorował na depresję po śmierci matki i stracił papiery.
Tak, rewolucja to przesada,ale zmieniono cennik i jest taniej .