Drożyzna. Ceny wędlin w moim sklepie.

Na moim osiedlu od 50 lat funkcjonuje spółdzielczy spory sklep. Pamiętam w nim puste haki z lat 80-tych. Teraz wędliny wprawdzie są, ale za jakie ceny. No właśnie, jakie?

Obserwując trendy cen wędlin zauważyłem dwie prawidłowości. Po pierwsze- drożej (zaraz ten temat rozwinę), po drugie – gorsze wypiera lepsze. Coraz więcej widzę wariacji na temat kiełbasy zwyczajnej, za to podsuszane (wymagające mięsa) znikają. Analogicznie, nie ma już prawie prawdziwej szynki, zastąpiono ją ogonówką, szynkową i różnymi wędliniarskimi wynalazkami. Pomimo tego, wzrost cen ogromny.

Zaznaczam od razu, nie jestem technologiem żywności. Dlatego podzieliłem wędliny na 4 grupy: kiełbasy zwyczajne, kiełbasy „lepsze”, wędliny „szynkopodobne” i „prawdziwe” szynki. Na przestrzeni 4 lat widać skok w każej kategorii.

Kiełbasy zwyczajne cało się kupić za 10 zł/kg. Teraz 24 zł „w promocji”. Czyli wzrost cen o 140%. Nie głupie, inflacyjne 30%, ale prawie 5 razy więcej.

Kiełbasy lepsze kosztowały 25 zł. Teraz podskoczyły do co najmniej 40. Niby lepiej, ale to nadal 60%.

Szynkopodobne można było znaleźć za 16 – 17 zł. Obecnie trzeba płacić minimum 36 zł. Znowu podwyżka ponad 100%.

„Prawdziwe” szynki pyszniły się 4 lata temu w wielu odmianach. Znaczy, emeryci i studenci (gros miejscowej klienteli) chcieli je kupować. Patrząc na cenę (30 zł) nic dziwnego. W końcu taka emerytka kupowała 10-20 dkg na kilka dni. Teraz wybór zniknął – mamy jeden asortyment za … 60 zł. Czyli ponownie +100%.

Refleksja smutna, ceny galopują, a ani emerytury ani pensje, nie mają szansy za nimi nadążyć. W przyszłym tygodniu wybiorę się do „Krakowskiego kredensu” i zrelacjonuję Wam zmiany.

 

63 przemyślenia nt. „Drożyzna. Ceny wędlin w moim sklepie.”

      1. To dobrze. W KRK w miejscu gdzie kiedys byl juz go nie ma.Myslalem,ze sie zamkneli.To chyba jedyne miejsce nie liczac wsi, gdzie kupisz naturalne wyroby jak za naszego dziecinstwa, tylko niestety duzo drozsze. Kiedys kupowalo sie za grosze na wsi.

        1. Teraz nawet wiejscy producenci robią „pod miasto” czyli sklepowe. Tradycyjne masarnie tak wolą, bo prawdziwa wędlina musiałaby kosztować jak za Gierka.

  1. …moze to celowe zniechecanie do miesa, ze niby krowy za duzo pierdza i powoduja efekt cieplarniany,i ze trzeba wybic stada i robic mieso z warzyw w fabrykach Gatesa czy innych?

  2. Rzad nie wszystko robi zle. Podoba mi sie,ze uniezaleznimy sie energetycznie od ruskich. Doceniam wysuwane roszczenia do Niemiec i byc moze do ruskich za WWII. Dobrze,ze jest przekop Mierzei.
    Tylko prywatna gospodarka lezy i kwiczy.

    1. Nawet w opisanych dziedzinach – diagnoza właściwa, wykonanie gorsze. Aczkolwiek tzw. zachód, diagnozy zagrożenia nie potrafił przeprowadzić, z wykonaniem radzi sobie lepiej. Niemniej jednak – nie wystarczy gadać. Jak się uniezależniliśmy energetycznie od ruskich, pokaże ta zima. Już wyłączamy przemysł, więc chyba średnio. Z roszczeń na razie nie zobaczyliśmy ani złotówki. Niemcy oddają przynajmniej dzieła sztuki, jak je sobie znajdziemy. Ruscy nawet tego nie. A przekop mierzei? Po co nam port w Elblągu, z maksymalnym zanurzeniem coś ok. 3 m, jak mamy Szczecin, Gdańsk, Gdynię i wiele mniejszych (Kołobrzeg)? Dla mnie to (kosztowna) pokazówka.Być może ma znaczenie militarne (nie znam się), ale przecież nie dysponujemy flotą. Więc po co?

  3. …przy czym dzielenie ludzi na poplecznikow PO, PIS, Holowni , Konfy itd. jest sztuczne. Robi sie to celowo,zeby narod jako calosc nie sprzeciwial sie wladzy na zasadzie „dziel i rzadz”.
    Musimy byc razem przeciw wladzy,inaczej nic nie ugramy.Wladza chce wszystkich walic w dupe bez wzgledu na orientacje polityczna.
    Najblizej mi do Konfederacji, ale w zasadzie nie jestem za zadna partia.Jestem za normalnymi sprawiedliwymi rzadami zorientowanymi na dobro kraju i narodu,ale takich rzadow nie ma nigdzie na swiecie (moze w jakichs plemionach w Afryce albo Ameryce Poludniowej ale nie znam).Gdyby przywrocic rady plemienne jak w USA za czasow Indian-to mogloby sie zrealizowac (demokracja bezposrednia), albo w Atenach .

    1. Główną przeszkodą do demokracji bezpośredniej jest liczba ludności i powszechność praw wyborczych. W takich Atenach (całe polis) mieszkało ok. 100 tys. ludzi, z czego głosować mogła 1/4 (wyłączano: kobiety, dzieci, cudzoziemców). To samo Indianie w USA.
      Demokracja amerykańska wydaje mi się pozorna, bo jak się dobrze przyjrzeć to nadal rządzi kilkaset, no może kilka tysięcy rodzin. Reszta posłusznie wykonuje polecenia i stara się wkupić w łaski.
      Masz rację, że wybór między PiS a PO, to jak dżuma i cholera. Albo łobuz liberalny, albo łobuz konserwatywny. Konfa też nie lepsza, bo tam nie ma zbyt wielu ludzi, którym można zaufać w 100%. Korwin – pajac i świr, jego opowieści o podatkach i Hitlerze to błazenada. Braun – kościelny i konserwatywny obyczajowo, Bosak – od matury żyje z polityki, a życia nie zna, Mentzen – youtubowy pozer. Niestety, z wszystkich partii moglibyśmy zebrać garstkę rozsądnych ludzi „środka”: Cymański, Kowal, może Sawicki, Napieralski. W moim okręgu wszystkie partie powystawiały na listach albo zawodowych polityków, albo karierowiczów, jedyny przedsiębiorca, ale i on miał coś za uszami.
      No i jak wygrają, to PO wali w elektorat PiS, a PiS w elektorat PO, głaszcząc swoich. PSL robił to samo, SLD także.

  4. ..w/s roszczen: sam (wraz z bratem i siostra) mam do odebrania jakies 10mln za kopalnie ropy mojej babki, ktora komunisci byli laskawi wziac sobie w 1944 i eksploatowali do 1974 w okolicy Krosna.sa kwity, nie ma kasy.Dekret(orzeczenie) Minca numer 2.
    Mam nadzieje (byc moze naiwna),ze naczelnik po zdobyciu reparacji podzieli kase rowniez na nacjonalizacje.Ale moze sie myle.

    1. Mylisz się. Te pieniądze pójdą na rozkurz, a nie na zadośćuczynienie faktycznie poszkodowanym. Wnioski o reparacje zawierają wyliczenie każdej śmierci, czy myślisz, że rodziny cokolwiek dostaną? Nie. Utworzy się fundusz, z którego pożywią się znajomi królika.
      Czy wiesz, kto wstrzymał reprywatyzację warszawskiego ratusza (Pałacu Branickich na Miodowej)? Lech Kaczyński jako Prezydent Warszawy. Zwrot nastąpił dopiero za Gronkiewicz-Waltz, która wdała się w negocjacje, bo wiedziała, że w sądzie przegra.
      Zresztą w mojej ocenie, reprywatyzacja jest dziś nie do przeprowadzenia. Mojej rodzinie zabrano skromne kilkadziesiąt hektarów z dworem. Dzisiaj dwór nie istnieje, rozgrabiony przez okolicznych chłopów. Stoi spichlerz, sprzedany prywatnemu właścicielowi. I gdyby załatwiano te sprawy szybko, to odszkodowania byłyby śmieszne. Dzisiaj te 70 hektarów mają wartość ok. 5-6 mln zł. A Zamoyskim trzeba by oddać miliardy za ich kilkanaście tysięcy hektarów. Przed II WŚ w rękach tzw. wielkiej własności było 8 mln hektarów ziemi. Licząc po 70 tys. za hektar wychodzi 560 miliardów złotych. A gdzie fabryki, kopalnie. Oczywiście, z uwagi na stosunki własnościowe 1/3 zabiorą zaraz starozakonni i będzie pozamiatane.
      Zwrócono tylko klechom i to nawet mienie zabrane po Powstaniu Styczniowym. Reszta, poza wyjątkami (dwory, pałace zwracane w naturze), musi obejść się smakiem. Zresztą pretensje np. Branickich do Wilanowa spotkałyby się ze społecznym sprzeciwem.

      1. Zamojscy dostali od wojewody rzeszowskiego po dlugich korowodach za ordynacje zamojska-uwaga-4 mln zl.To jest kwota zenujaca.Podpisali zrzeczenie pozostalych roszczen.Rozboj w bialy dzien.
        Twoj majatek-wolno bylo zabrac do 50 ha i to bez dworu.Jezeli zabrano wiecej-to bezprawnie.Mysle,ze masz szanse na odzysk na drodze administracyjnej jako uchylenie decyzji o zabraniu jako niezgodnej z ówczesnym prawem.Powinien tym zajac sie prawnik od reprywatyzacji, np. mecenas z Gdanska Nowosielski (kancelaria ul. Dlugi Targ, rozmawialem z nim kiedys).Senator VII kadencji Piotr Andrzejewski rowniez byl pomocny, rozmawialem telefonicznie (prawnik, chyba ma kancelarie).
        W KRK jest jeszcze kancelaria Forystek, drogi,ale pracuje na procent jesli widzi szanse na odzysk.

        1. Dzięki. Tu w grę wchodziłoby tylko odszkodowanie, bo ziemię dawno dostali okoliczni chłopi. W tej chwili do podziału na 10 osób. Moja rodzina dawno już dała sobie spokój.

          1. To,ze ziemie dostali chlopi, oczywiscie uniemozliwia zwrot w naturze,ale jak napisales rekompensata jak najbardziej sie nalezy.

          2. To Wasza decyzja, ale nawet te kilkaset tys.na ulicy nie lezy.Adwokat-jesli pracuje na procent-wezmie jakies 30-40% i nie wymaga z Waszej strony w zasadzie zadnego zaangazowania.Potrzebna jest decyzja na podstawie ktorej Was wywlaszczono,a jesli nie ma tego dokumentu, to chociaz miejsce,czas, nazwisko wuwlaszczonego.Mozesz nawet sam wystapic do Archiwum Akt Nowych w Wawie o odpis poswiadczony za zgodnosc tej decyzji i -jesli maja- protokol przejecia nieruchomosci.Majac te papiery adwokt bedzie mogl ocenic szanse i pracowac.
            To tak dla informacji. Tobie udaja sie sprawy nieruchomosci, moze ta tez sie uda?szkoda zostawic panstwu .

          3. Przyjrzę się jeszcze tej sprawie, bo nikt z tym nic nie robił przez 30 lat i nie wiem czy coś się nie poprzedawniało (plus wprowadzono zakaz wzruszania decyzji starszych niż 20 lat).

          4. …ten zakaz decyzji ponad 20 lat utrudnia albo wrecz uniemozliwa dochodzenie,ale moze da sie cos zrobic.Uwazam ten zakaz za cholerne swinstwo i powtorna kradziez naszego nierzadu.Moze kiedys to sie zmieni,ale pewnie nie za Kaczynskiego.

          5. Ten zakaz był zaplanowany. Moim znajomym umorzył sprawę w sądzie administracyjnym o zwrot działki zabranej w latach 70-tych.

      2. …spoleczny sprzeciw nie ma tu nic do rzeczy.Skoro zabrano-trzeba zaplacic lub zwrocic. Potoccy zalatwili zwrot palacu w Wawie.Byc moze inni tez moga.\W archiwach panstwowych sa papiery z lat okolo 2000 na reprywatyzacje.Szacunkowo wtedy opiewaly na 200 mld zl.

        1. No to pomnóż sobie ceny z 2000 r., w ziemi rolnej, tak razy 10-20. Czyli nawet więcej niż 560 mld, bo biliony.
          Co do Wilanowa. Kompletnie się z Tobą nie zgadzam. To dobro kultury od prawie 100 lat w rękach narodu, a nie po prostu czyjś dom. Tego nie można zwrócić, z dwóch powodów. Jeden jest etyczny a drugi praktyczny. Etyczny jest prosty – Braniccy z Wilanowa to spadkobiercy Targowiczan, część cegieł tego domu, zostało kupione za srebrniki i niemoralne byłoby to nagradzać. Jeśli pójdziemy konsekwentnie dalej drogą „własności absolutnej” to zwrot/odszkodowanie powinny obejmować także potomków carskich generałów, którzy dostali majątki za tłumienie Powstania Styczniowego. Praktyczny dotyczy wiedzy, co się z tym Wilanowem stanie, po zwrocie go Branickim. To samo, co z Pałacem Branickich na Miodowej, pieniędzmi z Kolekcji Czartoryskich i wieloma innymi pałacami – zostaną sprzedane deweloperowi, na hotel itp., a pieniądze wywiezione za granicę.
          Dosyć sporo czytam o historii ziemiaństwa od roku 1863 do współczesności, w tym książkę o powojennych losach ziemian (wywiady z nimi). Rozsądniejsi mówią – nie chcemy tych dworów, nie stać nas na utrzymanie. A co dopiero pałace w skali Wilanowa. Moje miejsce w górach to uzdrowisko odzyskane po latach przez potomków arystokratycznej rodziny. Najpierw zaczęli z hukiem (tatuś dorobił się na handlu z Rosją), po 4-5 latach kasa się skończyła, a inwestycje stanęły. Do tego czasu zdążyli zdewastować powojenne budynki w taki sposób, że teraz centrum zdrojowiska straszy ruinami i pustostanami (np. powyjmowali okna, żeby nie płacić podatku od nieruchomości).
          Inaczej podchodzę do przemysłu, bo tam faktycznie byli ludzie z głową, którzy doszli do majątku własną pracą, a nie pańszczyzną i zdradą (praktycznie wszystkie tytuły hrabiowskie nadali nasi 4 okupanci: Niemcy, Austriacy, Ruscy i Watykan).

          1. Zdrajcy-nawet w komunistycznej ustawie po 1944 o nacjonalizacji przemyslu jest zapisane,ze zdrajcom i volsdeutschom odszkodowanie nie nalezy sie. No to wszyscy jestesmy zdrajcami, bo nikt nic nie dostal 😀 Co do tego racja.
            Dzisiejsi spadkobiercy-jesli sa zwykla szlachta a nie arystokracja,ktora czesto miala inne majatki zagranica-zostali ograbieni ze wszystkiego i naturalnie nie stac ich na utrzymanie dworu, jesli nie ma majatku, ktory na ten dwor zarabial.
            Tytul hrabiowski nie wystepowal w IRP,a te, ktore zostaly nadane, sa zagraniczne.
            Zasadniczo zwroty powinny byc zalatwione, bo to najwieksza chyba grabiez po wojnie w Europie,ale oczywiscie z glowa.

          2. Ale pisałem o wcześniejszych zdradach lub inwestowaniu majątku zdobytego zdradą.
            Jest gigantyczna różnica pomiędzy szlachtą średnią a arystokracją. Ta pierwsza walczyła w powstaniach, pielęgnowała polskość. Ta druga kosmopolityczna, blatowała się z zaborcami. Poza tym zwrot napotyka jeszcze jeden problem – zwraca się bez obciążeń. W moich okolicach jest taki odzyskany pałac. Na 17 września 1939 wyznaczona była licytacja za długi prywatne i wobec TKZ. Z oczywistych względów nie doszła do skutku. A dwór jest spokojnie do utrzymania, może nie przez parę nauczycieli, ale już ktoś prowadzący jakiś biznes da sobie radę. Ale co innego dwór, co innego Wilanów.
            Co do tytułów. To że zlikwidowała je Konstytucja Marcowa, nie znaczy braku używania przez zainteresowanych.
            Co innego grabież po wojnie, co innego reforma rolna. Pozostaje kwestia odszkodowania i właśnie roszczenia żydowsko-niemieckie, które państwo dostanie w pakiecie.

          3. Tytuly szlacheckie-konstytucja marcowa „zdjela ochrone panstwa’ z tytulow,ale to nie znaczy,ze tytuly zniknely.Mozna uzywac jesli ktos chce. Tytul hrabiowski pochodzi zzagranicy, nie jest polskim tytulem.W czasie zaborow inne tytuly tez zostaly zaszczepione do nas,ale nie byly nasze.
            Sporo nadan szlachectwa bylo za cara.Czesc za lapowki. Nie znam sie na tym, ale mam kuzyna genealoga gdyby ktos potrzebowal.

          4. Oczywiście, proces „uszlachcania” trwał w najlepsze. Ale głównie chodziło o potwierdzanie szlachectwa posiadanego wcześniej, bo Rosja była państwem stanowym i od tytułu zależał szereg przywilejów. Trzeba było złożyć dokumenty. Robiła to Heroldia Królestwa Polskiego czyli oficjalna instytucja.

          5. …dlugi ciazace na znacjonalizowanych nieruchomosciach-pewnie,ze byly,ale bombardowania i ostrzeliwania skutecznie je zlikwidowaly 🙂 Spalily sie hipoteki w sadach i bankach. Niestety spalily sie rowniez inne dokumenty i teraz nie zawsze da sie je odtworzyc. Dlugiw tez sie nie da odtworzyc i zwrot bedzie jakby dlugow nie bylo.O ile ten zwrot bedzie .

          6. Wbrew pozorom, wiele ksiąg hipotecznych przetrwało. Długi zlikwidował inny proces – dewaluacja. W hipotece mamy wartość nominalną. Więc przedwojenne 10.000 zł długu to dzisiaj (strzelam) 10 groszy. I sąd przy pierwszym wpisie dokonywał wykreśleń z urzędu.

      3. …z analizy reprywatyzacji robionej w latach 2000 wynika,ze jest mozliwa do przeprowadzenia w naturze, lub w gotowce w ratach wieloletnich.

        1. Do postu Oszczednego z 04.26-tak, niektore przetrwaly i masz racje w/s dewaluacji.dzisiaj to nawet 1;1mln. Czesc sztucznie zanizona, bo przeciez wedlug amerykanskich statystyk (rzecz jasna w wolnym swiecie i wolnej gospodarce) wartosc pieniadza spadla w okresie mniej wiecej od WWII do okolo roku 2000 13-krotnie a nie milion razy.Jest to w sieci,ale teraz nie pamietam juz nazwy instytucji.Szukalem 20 lat temu.

          1. Tu chodziło o formalne wymiany pieniędzy, a nie zwykłą dewaluację/inflację. Wystarczy ta 1995 r. 1 do 10000, plus wojenne plus powojenna z lat 50-tych.

      4. …Kaczynscy jako ludzie sa /byli socjalistami. Mimo,ze pochodza z Wilna, nie mieli ochoty na reprywatyzacje,byc moze nic nie stracili.Do reprywatyzacji potrzebny jest republikanin,a w przeniesieniu na polski grunt-ktos z takiej np. Konfy.Bo nie ma innego ugrupowania zajmujacego sie firmami i wlasnoscia prywatna.

        1. Do postu z 11,24: tak, wymiana z 1950 to 1:100 ALE do okreslonej kwoty. Ludzie zostali z walizkami pelnymi bezwartosciowej makulatury. Moj dziadek, ktory orzezyl WWI jako kapitan artylerii u Austriakow, chwile przed II zamienil wszystkie oszczednosci na zloto.Ale nie wszyscy tak zrobili.
          Wymiany pieniedy to obciecie zbednych zer,ale nie tylko. Po wymianie ceny w dziwny sposob dosc szybko rosna.W 1994 (wymiana pieniedzy) podstawowa niezbyt wysoka pensja to 5mln = po wymianie 500 zl.Minelo 28 lat, teraz taka pensja to liczmy jakies 3000.Czyli w 28 lat wartosc spadla szesciokrotnie.I to z grubsza zgadza sie z tymi statystykami.

          1. Tak, tylko inflacja do końca lat 90- tych była większa niż dziś. Plus siła nabywcza tych 500 złotych niższa. Ostatnio w Auto Świecie podawali ceny VW Vento sprzed ćwierćwiecza – 70 tys. Samo jedzenie mogło być tańsze faktycznie 6 razy, produkty przemysłowe, raczej nie.

          2. Zgadza sie, wtedy samochody i naprawy byly duzo drozsze-nie mozna bylo sprowadzac bez cla.Dzialki i mieszkania duzo tansze niz teraz.Pamietam w 1994 za 5k zl kupilem dzialke 10ar 40km od KRK budowlana, a za tyle samo tez kupilem zdezelowane BMW E21 z 1981, czyli wtedy 13-letnie (rekin silnik 2,3 L6), gdzie sam remont silnika kopnal mnie drugie 5kzl.Teraz jest odwrotnie jak na calym cywilizowanym swiecie.

          3. Nieruchomości faktycznie były tanie. 3ha pod moim miastem na pocz. lat 90-tych – 2500 dolarów. Teraz 4-6 mln, bo to wszystko tereny budowlane.

          4. …a ceny np. stanow surowych budynkow bez dachow- robocizna z materialami- w 1993-94 zbudowalismy jako GW kilka blokow ogolem 4000m2 za ówczesnych 6mld zl=600.000 zl po denominacji, czyli srednio 150zl/m2. Dzisiaj wychodziloby to 900zl/m2,ale trzeba zaplacic wiecej, jakies 1400zl/m2 przed kryzyse a teraz nie mam pojecia. Czyli, ze albo wtedy ceny wykonawstwa byly zanizone, albo dzis sa zawyzone.

          5. Budowlanka była tańsza, bo: materiały znacznie tańsze, praca kosztowała ułamek tego co dziś, a to są dwa główne koszty. Zysk (procentowo) pewnie pozostał na podobnym poziomie. Mój ojciec miał w tamtym momencie małą firmę wykonawczą. Pod koniec lat 90-tych (czyli 5 inflacyjnynych sezonów później) m2 gotowego mieszkania (stan deweloperski) kosztował 1500 zł. Ja wtedy miałem pierwszą pensję – 700 zł brutto (jakieś 500 zł netto). Co ciekawe, kwota wolna od podatku wynosiła mniej więcej tyle, ile w 2021 r.

      5. …zydzi nie mieli zbyt wiele wbrew schemtom. Np. w orzeczeniu nr. 2 Minca zydowskich kopaln naftowych bylo moze 1-2 %.Ogromna wiekszosc Polacy, troche Niemcy, troche Francuzi, troche Ukraincy (ale Ukraincy raczej jako dzierzawione pola pod wiercenia a nie udzialy w spolkach naftowych,wielu nawet niepismiennych-odcisk palca,mam takie kwity z lat 30-tych).Nie mam danych o innych branzach bo nie wchodziłem,ale stosunek moze byc zblizony. Legende o zydowskich majatkach wymyslono zeby stworzyc w Polsce antysemityzm,co sie i tak nie udalo.

        1. To zdecydowanie zależało od branży i miejsca.
          W byłym zaborze pruskim, prawie Żydów nie było. W austriackim, poza tzw. Galicją wschodnią też raczej nie. Ta ostatnia plus Kongresówka to siedlisko sztetli. Zobacz na Łódź. Najpierw Żydzi, potem Niemcy, a Polacy na końcu. Bankowość, wielki handel – w rękach Żydów. Lekarze, adwokaci – Żydzi (stąd numerus clausus na medycynę i prawo). Oczywiście, po starych nazwiskach ani śladu. Kopalnie – faktycznie Żydów niewielu (Niemcy i Polacy), bo i tradycji takich nie mieli i umiejętności praktycznych 0.
          A ziemianie? Widziałem spisy ziemian z roku 1930. Autor – Epsztein (spolonizowany Żyd), mnóstwo nazwisk niemieckich i rosyjskich i właśnie żydowskich, a nawet ukraińskich. Oczywiście, obszarowo, to jedna ordynacja mogła ich nakryć czapką (poza Rosjanami, którzy mieli pow. 1000 ha majątki).
          Mój dziadek przed wojną był oficerem zaopatrzenia w Chełmie (80% mieszkańców to Żydzi). Mnóstwo trudu zajęło mu to, żeby dostawcy wreszcie byli Polakami. Wszystko w rękach Żydów.

          1. Tak, w Łodzi i na Kresach zydow bylo dosyc duzo.O innych regionach nie mam wiedzy.W miejscowosci Łęczna woj.lubelskie jest sporo sladow po zydach.Zgadza sie,ze byly branze typowo zydowskie.

  5. Do postu Oszczednego z 05.22: mozliwe,ze m2 stan deweloperski kosztowal pod koniec 90-tych 1500, bo od 1994 do 2000 mogl byc taki wzrost cen,a w 1994 m2 deweloperskiego kosztowal 400-500 zl/m2.Wtedy wzrost cen byl zudy i w ciagu 5 lat mogl byc taki.

  6. Jeśli chodzi o nieobecność Żydów w regionie poznańskim, to mogę trochę naświetlić skąd się wzięła, bo kiedy wyprowadziłem się na wschód Polski, długo nie mogłem zrozumieć niechęci nowych współbraci do ludu mojżeszowego której wcześniej nie doświadczyłem. Zainteresowałem się tym zjawiskiem, doznając, w miarę odkrywania przeszłości, pewnego rodzaju wstrząsu, który na zawsze zmienił moją perspektywę postrzegania rodzinnego miasta. Sprawa przedstawiała się tak: po odzyskaniu niepodległości, w zaborze pruskim, Żydzi byli obecni jak wszędzie, ale rodzima ludność nie mniej zorganizowana i – no cóż, lubiła i lubi zarabiać pieniądze w takim samym stopniu, jak ten dzielny kupiecki naród z Bliskiego Wschodu. W moim rodzinnym mieście i innych w tej okolicy, rozwijały się w tamtym czasie biznesy polskie, niemieckie i żydowskie. Niemcy stopniowo zmniejszali swój odsetek w liczbie ludności, z powodu pewnego rodzaju niechęci, utrzymującej się po germanizacji, a Żydzi dalej usiłowali konkurować z polskimi przedsiębiorcami. Tymczasem nastroje stały się patriotyczne, które podsycali endecy. W poznańskiem patriotyzm przejawiał się na targowiskach. Nieznane osoby wywracały w biały dzień żydowskie stragany, a sprawców po wezwaniu policji nikt nie rozpoznawał, a nawet nie widział. Przed targowiskami rozwieszano tablice w których zniechęcano do zakupów u handlarzy z żydowskimi korzeniami. W gazetach widniały anonse o treści „Nie kupuj u Żyda”. Istniejących firm starano się nie oddawać w żydowskie ręce, a żydowskie wykupywał polski kapitał. W tych warunkach, naród ten sprzedawał swój majątek i wyprowadzał się do Niemiec lub na wschód polski. Gmina żydowska w moim mieście ostatecznie upadła kiedy spaliła się drewniana synagoga, a kantor pełniący w podupadającej gminie funkcję rabina, zamieszany w jakieś finansowe afery powiesił na klamce. Dopiero po latach dowiedziałem się, że mój przyjaciel ze szkolnej ławy pochodził z dobrej żydowskiej rodziny, a choć wydawało się, ze nie mieliśmy przed sobą tajemnic, nigdy mi o tym nie powiedział.

    1. Dokładnie. W Poznańskiem niepodzielnie rządziła ND-ecja. I o ile apel o niekupowanie u Żyda uważam za rozsądny, o tyle demolowanie sklepów, pobicia to wypisz, wymaluj Noc Kryształowa. Potem dzieła faktycznie dopełnił Hitler.
      A obawom Twojego kolegi się nie dziwię. Do szkoły chodziliście pewnie dekadę po Marcu. Ci, którzy zostali, starali się wtopić w tłum. Polska wtedy była przecież państwem jednego narodu. Nikt nie nawiązywał do I RP i tolerancji.
      Kiedy ja kończyłem liceum na początku lat 90-tych nastroje były już inne. Mój kolega otwarcie przyznawał się do dziadka o niesłowiańskim nazwisku, bodajże Rosenblum, a drugi do ciotki w Izraelu.

  7. Nie słyszałem o pobiciach i demolowaniu sklepów. W lokalnych gazetach z tamtego czasu, były jedynie wzmianki o przewróceniu kosza na straganie. Ale faktycznie, dzieła dopełnił Hitler. W1939 roku w mieście pozostało nieco powyżej 50 Żydów, którzy na początku wojny zostali wywiezieni do Poznania i rozstrzelani za próbę ucieczki. Co do endecji, to ciężko było coś wyciągnąć od dziadków o starych dziejach, dopiero po śmierci babci dowiedziałem się , że jej bracia zginęli w partyzantce, chyba w jakiś strukturach AK, a może, co bardziej prawdopodobne, w formacji żołnierzy wyklętych, biorąc pod uwagę zabawną przygodę dziadka ze zgubioną torbą z mięsem, psem i bronią pod podłogą, którą w trakcie dochodzenia znalazła milicja. Druga babcia szczerze nie cierpiała Piłsudskiego.

    1. Było to demolowanie, było. Miałem kontakt z działaczem młodzieżówki ND-eckiej ze Lwowa. Demolowali nawet studenci prawa, skrzykując się w akademikach. A Poznańskie faktycznie bardziej nie cierpiało Piłsudskiego, właśnie dlatego, że było ND-eckie.

      1. To jest mozliwe, na Kresach Zydzi tez byli niezbyt lubiani,ale bardziej ich chyba wysmiewano niz atakowano. Opisane ladnie w ksiazce prof.Nicieji „Kresowa Atlantyda”.

        1. Atakowano fizycznie ich sklepy, pobicia też się zdarzały (bo ludzie bronili dorobku życia, czasem nawet w beznadziejnej sytuacji).

          1. Skoro tak mowisz i masz zrodlo-wierze, niewiele ten temat zglebialem.Nicieja pisal niewiele o Zydach.

          2. Znam to z opowieści człowieka, który w takich akcjach we Lwowie uczestniczył. Powojenny adwokat, w 1938 szóstkowy student prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza.

  8. Media wprowadzaja w blad.twierdza (chyba Rzeczpospolita),ze nierzad nie podpisal nic z Norwegami w/s dostaw gazu przez baltycka rure. Klamstwo.Podpisal z 23.09.22 Equinor na 2,4mld m3 rocznie na 10 lat od 1.1.23.
    Equinor: https://duckduckgo.com/?q=equinor+asa&atb=v271-1&ia=web
    Znalezione na stronie PGNIG w portalu bankier.pl .Ogolnie dostepna informacja.
    Nastepne pewnie niedlugo tez podpisze, bo brak jeszcze 7,6mld rocznie.

    1. Nie jestem specjalistą od gazu. Niemniej jednak Ci których czytałem mówili: najpierw kontrakty, potem budowa. U nas zrobiono odwrotnie i będzie to podobno dość kosztowne.

      1. Tez nie jestem specjalista. W normalnym postepowaniu pewnie by tak bylo jak piszesz,ale czas jest calkiem nienormalny. Przy czym wcale nie chwale nierzadu, tylko widze,ze nawet Rzepa znana z wiarygodnosci zaczyna byc niewiarygodna, co mnie martwi, bo juz nie ma gazety, ktorej mozna wierzyc bez sprawdzania.

        1. A o prasie, ale i TV, to niestety prawda. Wszyscy kłamią, przemilczają fakty, żeby utrzymać swoją narrację. Przy czym niektórzy nie kłamią tylko w trakcie prognozy pogody, a innym zdarzają się wpadki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *