Ciekawy kierunek samochodowy – stary Mercedes zamiast nowoczesnego auta.

Miało być o elektryku, a tu Jan podpowiedział mi temat zupełnie przeciwny – stary Mercedes W124 w dieslu. I elektryk musiał poczekać, na fali nostalgii, zmieniam temat. 

Pamiętam z dzieciństwa, przemykające ulicami mojego miasta pojedyncze taksówki Mercedesa. Czasami były to baby-Benz – 190-tki, częściej w123, a potem w124. Taksówkarze cenili je do czasu pojawienia się hybryd. Dlaczego? Miały oszczędny silnik diesla, mało paliły w mieście, naprawy były proste, nie rdzewiały nad miarę. Potem, w jakiejś gazecie motoryzacyjnej, przeczytałem artykuł, jak to dziennikarze kupili W124 200D, z silnikiem wolnossącym 75 KM i wybrali się w podróż swojej młodości po niemieckich wzgórzach. Potem napisali relację o „tapicerce koloru starej piżamy”, „żeglowaniu na fali momentu obrotowego” itp. Komentarz Jana przywołał tamte wrażenia. Pomimo świtu, wszedłem na Olx-a i rozpocząłem poszukiwania. Tak, nadal da się takie auta znaleźć, mają 29 lat i kosztują od 10 tys. w górę.  Samochód, którym przez prawie 10 lat jeździli moi rodzice, Audi 80 B3, będzie nawet tańszy – 6 tys. wystarczy na pierwsze TDI, a zaleta – obustronny ocynk – wydaje się nie od pogardzenia. To odejmuję sobie 30 i lat i zaczynam.

Poza powrotem do dzieciństwa, czasu beztroski, motoryzacja z  lat 90-tych ma swoje zalety. Na jej bazie powstała moda na youngtimery – stare auta użytkowane na co dzień. Dlaczego?

Najpierw – trwałość. Jeśli dobrze wybierzemy markę i model, korozji w 30-letnim Audi, będzie mniej niż w 15-letniej Maździe. Co najważniejsze, do walki z rudą, wystarczą reperaturki. Nie trzeba wspawywać progów, łatać podłogi itp. W124 ma się trochę gorzej, ale bez przesady. Widzę to też w swoim Porsche, rocznik 1998. Mimo pewnej przeszłości, śladów korozji brak.

O mechanice nie wspomnę. W razie potrzeby wymieniało się osprzęt, szlifowało tu i ówdzie i… jechało dalej. Oczywiście, drobne usterki stale istnieją, wielu ich nie usuwa. Nikt takim autem nie jeździ w trasy po tysiąc km, ale powiedzmy sobie szczerze, prawie zawsze dojeżdżają do celu.

Z trwałością wiążą się niskie ceny części. Blok silnika 1.9 TDi to koszt 1000 zł.  Kupujemy używki. Podobnie jest z w124. Kto ma minimalną smykałkę lub znajomego mechanika, da radę takie auto utrzymać za grosze.

I tu dochodzimy do sedna. Ile kosztuje utrzymanie takiego auta, i czy może być konkurencją dla czegoś nowoczesnego? Tu potrzeba poczynić konkretne założenia.

Po pierwsze – auto nie służy do „zarżnięcia” 50 tys. km/rok. Mówimy o dojeżdżaniu do pracy na dystansie max. 10-15 tys. km rocznie.

Po drugie – nie jeździmy w jakieś dalekie trasy, zagranica itp. odpada. Raczej sporadycznie nad morze lub w góry – 300-500 km, w jedną stronę.  Załóżmy – biorę to auto dla siebie, żeby dojeżdżać ze wsi do pracy.

Po trzecie – nie szalejemy. Wolałem to napisać, chociaż W124 z silnikiem 75 KM, raczej poszaleć się nie da. To auta stworzone do spokojnej jazdy i niech tak zostanie.

Po czwarte – starannie dobieramy egzemplarz.  Nie bierzemy pierwszego z brzegu „bo tani”. Musi mieć zdrową (w miarę) blachę i niezajeżdżony silnik. Zadbane wnętrze jest bonusem i świadczy o sposobie eksploatacji. To wszystko jest ważniejsze niż niski przebieg, który na pewnym poziomie cenowym pozostaje tylko stanem licznika.

Teraz wybieramy auta do porównania. Nie będzie to oczywiście nowa E-klasa, ani auto koniecznie z tej samej półki cenowej.  Raczej używany Golf VII w dieslu, może jakieś auto miejskie b+lpg lub mały diesel (np. Fiat 500, Panda), w ostateczności Auris z hybrydą. No i mój elektryk. Zaczynamy.

Cena zakupu.

Tu mamy trochę nieporównywalnie. Pomiędzy 10 tys. zł za mojego upatrzonego „Mesia”, poprzez 17-20 tys. za 500-tkę 1.3 JTD (14 lat), i 30 tys. za Golfa 1.6 tdi (10 lat) , Aurisa II w hybrydzie z gazem (45 tys., 8 lat), aż do Kony z 2019 r. za 100 tys. zł.

Czyli rozstrzał ogromny, ale tak to jest, gdy porównujemy auta z różnych motoryzacyjnych epok. Wbrew pozorom obecnie ma to znaczenie. Wydanie każdej większej sumy oznacza utracony zysk i, być może, utratę wartości.

Kupujemy auta w sensownym stanie, czyli żadne nie ma magicznych 200 tys. km nalotu.

Utrata wartości.

Planujemy posiadanie przez 5 lat. Mercedes już nie traci na wartości, o ile go nie zajeździmy. A pozostałe?

  • Fiat  – 1000 zł/rok,
  • Golf   – 2500 zł/rok,
  • Auris – 4000 zł/rok,
  • Kona, sam nie wiem, ale pewnie z 10.000 zł trzeba liczyć.

W tym miejscu widać ogromną różnicę. Czy ona zdecyduje, zobaczymy.

Utracone odsetki.

Liczę 5% netto. Tak jak dziś.

  • Mercedes – 500 zł,
  • Fiat 1000 zł,
  • Golf 1500 zł,
  • Auris 2200 zł,
  • Kona 5000 zł.

W tym miejscu prawie nowy elektryk zostałby już zaorany.

Przeglądy.

Obowiązkowy państwowy, firmowy, gazowy.

  • Mercedes – 1000 zł. Duży silnik, dużo oleju.
  • Fiat 600 zł. Przeciwieństwo.
  • Golf 1000 zł. Teraz serwis bierze 300 zł/rbg.
  • Auris 1300 zł. Trzeba przecież sprawdzić gaz, a i Toyota nigdy tania nie była.
  • Kona 500 zł. Ostatnio za sam przegląd zapłaciłem 350 zł w ASO (+300 za klimę i filtr przeciwpyłkowy).

Naprawy.

Kompletnie nieprzewidywalne, więc zakładam, że dobrze wybraliśmy i robimy to co się popsuje. Doliczam pakiet startowy (nowe opony, rozrząd itp.). Jeśli dojdą nieprzewidziane kwestie, to doliczam je w nawiasie.

  • Mercedes – 1000 zł. Maksymalnie będzie 2-3 razy więcej (3000 zł, dyfer, zawieszenie, hamulce, pompa).
  • Fiat – 1000 zł (maksymalnie 2000 zł),
  • Golf 1000 zł (maksymalnie 5000 zł – turbina, dsg, wymiana rozrządu, wtryski),
  • Auris 1000 zł (maksymalnie 2000 zł, jeśli przyjdzie regenerować baterię),
  • Kona 500 zł (maksimum- 10000 zł, jeśli padnie bateria).

Ubezpieczenie.

Stare auta (Mercedes, Fiat) tylko OC. Nowe i AC.

  • Mercedes – 500 zł,
  • Fiat 500 zł,
  • Golf – 1200 zł,
  • Auris 1500 zł,
  • Kona 1800 zł.

Paliwo.

Wreszcie szansa dla Kony. Zakładam jazdę wokół komina czyli 13 tys. km.

  • Mercedes – 5800 zł (tu, tankując wynalazki, da się zejść znacznie niżej)
  • Fiat 500 – 5100 zł,
  • Golf – 5800 zł,
  • Auris – 2500 zł (bo to gaz),
  • Kona – 0  zł (wersja optymistyczna, jeśli jadę z publicznej ładowarki AC to 1800 zł, na DC nawet 2600 zł).

Podsumowanie.

Mercedes – 8800 zł (10.800 jako maksimum),

Fiat 500 – 9200 zł (10.200 jako maksimum),

Golf – 13.000 zł (maksymalnie 17.000 zł),

Auris – 12.500 zł  (maksymalnie 13.500 zł),

Kona – 17.800 zł (maksymalnie ok. 30.000 zł).

I uczciwie rzecz biorąc – Mercedes, nawet zasilany normalną ropą (teraz droga, po 7,5 zł/litr), a nie olejem słonecznikowym własnej produkcji, wygrał.

Oczywiście, tu trzeba zmrużyć oko, bo to nie auto dla każdego. Kona, gdyby porównać ją z np. nowym Capturem  Dci nie byłaby bez szans (utrata wartości porównywalna, początkowy nakład mniejszy, a naprawa silnika DCi w serwisie – kilkadziesiąt tysięcy, a są jeszcze turbiny, dwumasowe sprzęgła, skrzynia). Trzyletnia Corolla hybrid kosztuje też ok. 100 tys. zł, jak doliczmy gaz (albo paliwo), to przy przebiegu 20 tys. -30 tys. km/rok przegra z elektrykiem, ładowanym w domu.

Poza Mercedesem, każdym autem śmiało pojedziemy kilkaset km bez strachu. No i możemy latać i po 30 tys. km rocznie.

Wszystko zatem zależy od założeń. Ale przy niewielkim przebiegu, taki stary Mercedes ma szanse.

18 przemyśleń nt. „Ciekawy kierunek samochodowy – stary Mercedes zamiast nowoczesnego auta.”

  1. Swietnie opisales.
    Mozna tylko dodac,ze stare auta jest dosc latwo naprawic samemu bez komputera. I niewielkie usterki mozna zrobic pod domem. W miescie oczywiscie trudniej (zaraz ktos zadzwoni,ze brudzisz, nawet jesli nie brudzisz).Konstrukcyjnie tez sa prostsze i wiecej miejsca w komorze silnika.Przebiegi miedzyobslugowe wieksze. Np. jeden z moich bylych jeepow (Grand Cherokee 4,7 V8 ) dopiero po 500kkm dostal nowy lancuch rozrzadu i popychacze zaworow olejowe, i wg mechanika nastepne 500kkm na tym powinien zrobic.Tuleje i reszta silnika nominalna bez remontu, kompresja w normie. Duze silniki o wiele dluzej wytrzymuja. Ten W124, o ktorym pisalem,mial silnik diesla bodaj 3,0.

    1. Dzieki.
      A ja czytałem o Lexusie LS 430 z przebiegiem 800 tys. Na gazie. Miałem nawet ochotę kupić takie cudo, ale tego nie zagazujesz w przeciwieństwie do Jeepa. O nim też myślałem, w góry.

      1. Lexus-zalezy, starsze pewnie da sie zagazowac. V8 dobrze znosza gaz.800kkm dla V8 bez turbo to zaden przebieg, milion to norma,a slyszalem o jednym satrszym panu z USA, ze zrobil cadillakiem 2mln bez remontu silnika i fabryka dala mu nowego caddy 🙂 za free.

  2. …wg mnie-a jestem stronniczy 🙂 – lepszym wyborem niz W124 do jazdy ze wsi do miasta jest jeep cherokee 4,0 LPG. Silnik rzedowy 6 cylindrow, glowica i blok zeliwne, nie do zabicia jesli ktos auta nie topi w wodzie.
    Zalety wobec W124:
    -naped dolaczany recznie 4×4
    -wyzej zawieszony
    -spalanie 17 do 20 LPG, to samo co W124 diesel w kosztach albo nawet mniej
    -automat
    -reduktor
    -cena nabycia podobna, auto z lat 90-tych 10-15k zl.
    -czesci dostepne w cenach niskich w Polsce.

    1. Tylko powiedz gdzie takiego w Polsce znaleźć, żeby nie był kombinowany. Biorę od razu. Prawdziwej terenówki jeszcze nie ćwiczyłem. A w górach sprawdzałbym.

      1. Jeep to srednia terenowka, sa bardzie terenowe od jeepa 🙂 jeep to dosc udany pojazd polterenowy, uniwersalny.
        Mozesz kupic i kombinowany, sa wystawione np.z wiekszymi kolami, podniesione, z dorabianymi zderzakami itp.Wazne,zeby (jesli mowa o jeepie cherokee 4,0):
        -nie byl bardziej podniesiony niz 4 cale (jesli bardziej-sa problemy z praca napedu, jesli nie ma profesjonalnego przemontowania reduktora)
        -kola nie wieksze niz 31 cali
        -zderzaki dorabiane i wyciagarka jesli nie wjezdzasz w duze bloto zbedne,chyba,ze dla bojowego wygladu.Podnoszenie auta daje lepszy wyglad i wieksze mozliwosci w terenie,ale wtedy gorzej sie prowadzi na asfalcie-plywa.Jeep sam w sobie troche plywa,ale po przerobce bardziej.Nic dziwnego-dwa sztywne mosty i z tylu resory piorowe,a przod sprezyny.

        Im wiecej dodatkowego wyposazenia i im wyzej podniesiony tym wieksze spalanie.Slyszalem,ze moze wtedy spalac nawet 27 litrow.Ja mialem cherokee bez przerobek.Dawal rade przejechac dosc gleboki row i po lesie tez.Poza KRK palil 17 litrow, w KRK 20l.Start bardzo dobry, niejeden osobowy wachal spaliny 🙂

  3. …na olx widzialem niedawno cherokee z uszczelka pod glowica do wyniany za 12k, zbijesz do 10, a uszczelke wymienisz mysle za jakis 1000.

  4. …sa tez 4,0 z manualem jesli chcesz,ale rzadziej.Ja takimialem, ze skrzynia zadnych problemow-japonska.Gdybym teraz mial kupowac wolalbym z automatem,tez nie do zabicia.

  5. …poza cherokee sa jeszcze dwie linie modelowe:
    -grand cherokee (tez miale i chwale), rozni sie od cherokee lepszym wyposazeniem-bardziei luksusowy,ma tez np.klime zautomatyzowana i troche wiecej eektroniki,taka limuzyna na podwoziu terenowym,ale za to ma staly naped 4×4 bez recznego odlaczania, wszystkie resory to sprezyny,
    -wrangler – najbardziej spartanski, wewnatrz prawie nie ma tapicerki, plandeka (sa sztywne dachy ale dodatkowo), tylne siedzenie to ławka na 2 osoby, komfortu zadnego, wszystkie resory piorowe przod i tyl.

    Jesli chcialbyc wozic rodzine-mysle,ze po pierwszej przejazdzce wranglerem juz nie beda chcieli dalszych :), ale nie wiem , moze beda-jesli maja niestandardowe podejscie do zycia. Natomiast grand cherokee i cherokee beda jezdzic-tam jest w miare komfort i warunki.

  6. …wsytepuja jeepy cherokee i wrangler z silnikami L4 2,5 litra-spala tyle samo co 4,0 a moc duzo mniejsza. Sa tez z silnikami diesla-tego sie NIE KUPUJE. Diesle to zwykle awaryjne wloskie VM, albo francuskie 2,1 td chyba z renault z turbo.
    Najbardziej chwalony silnik to 4,0 (w wranglerze, cherokee i grand cherokee), 5,2 V8 i 4,7 V8 (tylko w grand cherokee).Uzywalem oba V8 oraz 4,0 i potwierdzam dobra opinie.
    Byl tez krotko chyba ze 2 lata grand z 5,9 V8, tez bardzo dobry silnik.
    W nowszych cherokee tez 3.7 L6.
    Ale te troche bardziej zawodne niz 4,0-bo nowsze.

    1. Ja nie planuję jazdy po wykrotach, lecz raczej górskich szlakach. Pewnie Cherokee lub Grand Cherokee wystarczy. Celowałem w model z połowy lat 90-tych. Takie spełnienie marzeń z młodości. Czy to dobry wybór (awaryjność i rdza)?

      1. Najlepszy wybor 🙂 wg mnie. Korozja-moze sie trafic. W cherokee najczesciej rdzewieja tylne koncowki progow mimo to nie grozi to katastrofa bo jest jeszcze rama),w grand cherokee ranty tylnych blotnikow (tez ma rame spawana do nadwozia i to jest element konstrukcji a nie prog ).
        Jak poszukasz znajdziesz dobrze zachowany albo juz naprawiony.
        Awaryjnosc niezbyt duza,ja jezdzilem na codzien i nie bylo nigdy,zeby odmowil calkiem jazdy.latwy w naprawie bo prosty konstrucyjnie a czesci latwo dostepne.W KRK np. sprzedaje Raffi albo Fun&Service.Drugiego znam osobiscie.tanszy troche niz Raffi.

        1. …niektotzy mowia,ze jeep wczesniej sygnalizuje ,ze sie zepsuje,zebyc mial czas na naprawe 🙂 Faktycznie, wczesniej mozna zauwazyc objawy a auto jeszcze jezdzi dosc dlugo.Nie ma jak nowe jezdzace komputery,ze stanie znienacka i koniec.

  7. …wszystkie jeepy maja samodiagnostyke-przekrecasz klucz w stacyjce 3x na zaplon i wyswietla bledy cyfrowymi kodami.Kody sie odczytuje z zestawienia co ktory znaczy-jaka awarie.Nie potrzebujesz na drodze komputera czy interfejsu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *