Koniec sezonu rowerowego – podsumowania.

Powoli zbliża się do końca tegoroczny sezon rowerowy. Nie jestem cyklo-radykałem i raczej nie będę jeździł w rzęsistym deszczu, przejmującym zimnie, a tym bardziej po śniegu. Nie czuję się też na siłach dawać setki mądrych rad, dotyczących roweru, a to dlatego, że mogę co najwyżej określić siebie jako „przeciętnego” rowerzystę. Ot, często dojeżdżam w ten sposób do pracy, na działkę, dla zdrowia szaleje po ścieżce. Krótko mówiąc, korzystam z roweru kilka razy w tygodniu. Ten sezon był jednak wyjątkowy. Stało się to z kilku przyczyn.

  • Pobiłem swój tygodniowy rekord przejechanych kilometrów,
  • pobiłem też miesięczny,
  • po raz pierwszy zaliczyłem spotkanie z autem,
  • regularnie pokonywałem trasę do domu na wsi i z powrotem (ponad 30 km w jedną stronę),
  • zaplanowałem na przyszły rok pierwszą wyprawę.

Wszystkie te zdarzenia stały się powodem kilku przemyśleń, którymi chcę się podzielić na blogu.

Rowerem warto dojeżdżać do pracy, jeśli mieszka się w mieście 

Coraz więcej osób korzysta z tej metody przedarcia się przez korki. Nawet w deszczowe dni ulice (oraz chodniki)  mojego miasta pełne są rowerzystów, pomimo, że trasa jest raczej wyżynna (zjazdy i podjazdy). Mieszkam blisko dzielnicy akademickiej i pod drodze mam dwie spore (jak na tereny niegórskie) pagórki, w tym jeden leżący na trasie etapu Tour de Pologne sprzed kilku lat.  Mimo tego regularnie mijam (tak, tak, to nie ja jestem wyprzedzany) wielu dzielnie pedałujących studentów oraz zmierzających do pracy. Jak sytuacja przedstawia się czasowo i finansowo? Rower w obie strony: 30 minut i 0 zł, piechotą (1 godzina 20 minut i 0 zł), samochód (godzina minut i 3,5 zł na paliwo), autobus (1 godzina 30 minut i 6,40 zł za bilety). Jak widać rower wypada najkorzystniej pod każdym względem. Kto nie ma własnego sprzętu w wielu miastach może wypożyczyć (za symboliczną odpłatnością) tzw. rower miejski.

Przeciętna osoba  jest w stanie bez problemu przejechać 30 km jednego dnia

Nie jestem sportowcem, nie jestem nawet byłym sportowcem. Szczerze mówiąc mam około czterdziestki, astmę i dodatkowe skurcze w sercu. Mimo tego przejeżdżam regularnie odcinek 30 km (dojazd na działkę, objazd ścieżką pobliskiego jeziorka) w tempie 20-27 km/godzinę. Jadąc spotykam zarówno młodych jak i emerytów, typy fitness i brzuchaczy, właścicieli najnowszych cacek za 10 tys. zł (które powinny same jechać) oraz dosiadających stalowych rumaków cudem toczących się na spotkanie przeznaczenia. Wielu z nich pokonuje taki odcinek. Na forach rowerowych podróżników sporo jest wpisów o przejechaniu dziennie 160 -200 km z bagażem o wadze 30 kg.  Ty też możesz.

Rower nie jest drogi

Dobry używany rower (np. kolarkę sprzed lat) możesz kupić za kilkaset zł. Nowy sprzęt średniej klasy (góral, cross) kosztuje już ok. 2000 zł. Można oczywiście wybrać szosę w cenie nowego auta, ale to wariant dla zamożnych pasjonatów. Jak wiecie regularnie spisuję wydatki. Rowerowe mieszczą się w kategorii przyjemności. W ostatnim roku były następujące: wymiana dętki (15 zł) – nie lubię łatania, od razu kupuję nową, zakup szczotki do czyszczenia (30 zł), serwis (40 zł), nowe rękawiczki (15 zł – stare zgubił mi syn). Gdybym używał łatek, zwykłej szczotki roczny koszt zamknąłby się w 40 zł, a i tak ledwo przekroczył dwukrotność tej sumy.

Zakładając czas eksploatacji sprzętu 20 lat, średnia wyniesie w moim przypadku 200 zł rocznie, czyli spokojnie ok. 10 gr  za km.

Na przyszły rok plan jest trochę ambitniejszy  – pierwsza wyprawa rowerowa. Wydam na bagażnik, sakwy, nową lampkę, dzwonek, podpórkę, drugi komplet stroju – razem pewnie ok. 500 zł. W zamian przeżyję niezapomnianą przygodę.

Regularna jazda pomaga utrzymać zdrowie

Kiedy jeżdżę rowerem 3 razy minimum w tygodniu (w sumie ok. 70 km), czuję się znacznie lepiej. Pracuje serce i płuca odzyskują swoją sprawność, co potwierdzają wyniki badań. Rześcy staruszkowie na ścieżce przekonują mnie, że rower to element zdrowego stylu życia.

Rower to sposób na oszczędność.

Gdybym jeździł autobusem do pracy to wydam miesięcznie 85 zł na przejazdówkę (500 zł w sezonie rowerowym).  Dojazdy na wieś kosztują mnie, jeśli poruszam się samochodem ok. 20 zł za każdym razem. 10 wyjazdów na rowerze to oszczędność 200 zł. Jednocześnie koszt to 200 zł (amortyzacja plus wydatki). Razem korzystając z roweru oszczędzam rocznie 500 zł.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *