Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Inwestowanie – Strona 25 – Oszczędny Milioner

Reguła 72.

Najpierw przeprosiny za spóźnienie. Wpis miał ukazać się wczoraj. Z rytmu publikacji (w kolejnych tygodniach na przemian: poniedziałek-środa-piątek oraz wtorek-czwartek) wytrącił mnie jednak wypadek rowerowy. Tyle tytułem wstępu, pora przejść do rzeczy.

Reguła 72 to najprostszy sposób na policzenie podstawowego parametru inwestycji, czasu potrzebnego na podwojenie kapitału. Bazuje na dwóch zmiennych i jednej stałej – właśnie liczby 72. Jak wygląda ten wzór?

72= stopa zwrotu z inwestycji (w procentach) * czas (w latach).

A oto prosty przykład. Pragniesz podwoić kapitał w ciągu 10 lat. Jaką stopę zwrotu musisz osiągać?

72=x (bo procentu nie znamy) * 10,

przekształcamy x=72/10

a więc x =7,2%.

To proste narzędzie i matematyka na poziomie szkoły podstawowej.

Spróbujmy z drugiej stronie. Dzisiaj najkorzystniejsza lokata pozwoli uzyskać 3% stopy zwrotu. Podstawmy to do wzoru:

72= 3 * x

x=72/3

x=24 lata.

Tak, aby podwoić kwotę zgromadzoną na najkorzystniejszej lokacie potrzeba 24 lata.

 

Styl życia a jego wpływ na wydatki oraz niezależność finansową

Nie mam zamiaru prowadzić na blogu ściśle socjologicznych rozważań. Dążę raczej do maksymalnego uproszczenia. Dlatego proszę o wybaczenie pominięcia pewnych niuansów. Mamy więc przeciętnego Kowalskiego. No cóż, niekoniecznie. Każdy z nas żyje w określonej grupie społecznej, wswoim środowisku. W tym środowisku  pewne zachowania i nawyki (w tym dotyczące pieniędzy) są oczywiste. Dawna arystokracja używała np. powiedzenia „Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają” z kolei dla kupców, przemysłowców były one tematem wielu rozmów. Czy dzisiaj jest podobnie? Czytaj dalej Styl życia a jego wpływ na wydatki oraz niezależność finansową

Historia polskiej ruiny. Ostrzeżenie przed Forex-em.

Każdego dnia otrzymuję e-maile zachęcające do założenia rachunku na jednej z platform umożliwiającej handel na Forex-ie. Przynajmniej raz w miesiącu, ktoś do mnie dzwoni proponując to samo. W prasie i internecie widzę setki reklam firm prowadzących takie platformy. Co to zatem jest Forex i dlaczego staje się tak niebezpieczny dla kieszeni Polaków?

Forex to międzynarodowy rynek tzw. instrumentów pochodnych związanych z surowcami, towarami, akcjami itp. Handluje się tam w czasie rzeczywistym przez całą dobę. Nigdy jednak nie kupisz na nim samych walut, akcji, surowców (złota, srebra itp.) ani towarów (zboża, kawy itd.) lecz tylko sztucznie kreowane (nie mające oparciaw rzeczywistych rzeczach) prawa do pakietów (kontrakty). Jednocześnie nie musisz mieć gotówki na zakup całego pakietu. Wystarczy tylko pokrycie na drobną część. Co to oznacza w praktyce? Możesz kupić kontrakt (w terminologii branży – otworzyć pozycję) np. na 10.000 CHF (około 40.000 zł) mając na koncie gotówkę na 100 CHF. Jest to możliwe dzięki tzw. dźwigni (lewarowi). Wynosi ona np. 100:1. Jest przy tym potwornie niebezpieczna. Przy takiej dźwigni finansowej, jeśli źle przewidzisz kierunek stale zmieniającego się rynku tracisz znacznie więcej niż kupując do wysokości posiadanej gotówki. Poza tym możesz łatwo stracić więcej niż zainwestowałeś. Teraz liczby. Załóżmy, że zdecydowałeś się kupić kontrakt na parę walut CHF PLN z lewarem 100:1. Nastąpiła zmiana o jeden procent, ale w kierunku przeciwnym do zakładanego przez Ciebie. Tracisz wszystko (plus jeszcze koszty prowizji). Jeśli ruch wyniósł 2% (co może zdarzyć się każdego dnia) tracisz dwa razy więcej niż wpłaciłeś i musisz pokryć koszty prowizji. Gdybyś grał za gotówkę, miałbyś stratę 2%, a tak jesteś na minusie 200%. Pojmujesz? Oczywiście broker podkreśla, że z łatwością zarobisz te 200%. Liczby mówią co innego.

To, że niebezpieczeństwo istnieje świadczą następujące dane dotyczące Polski. W 2014 r. tylko 19% klientów odnotowało zysk, a aż 81% poniosło stratę. Łączny bilans strat, jak podaje portal money.pl,  wyniósł ok. 500 mln zł. Tak, tak, Polacy w ciągu jednego roku, przegrali na Forex-ie ponad 500.000.000 zł, bo bilans podnoszą ci, którym się udało. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji firmy pośredniczące stać na kosztowne reklamy i akcje promocyjne. Należy dodać, że straty powodują dwa mechanizmy. Pierwszy to łatwość zakupu kontraktu, na wzrost lub spadek danego towaru, surowca akcji z ogromnym lewarem (o czym pisałem powyżej), drugim jest wirtualność mechanizmu. W zeszłym roku wielu inwestorów, którzy przewidzieli osłabienie się złotówki w stosunku do franka szwajcarskiego (CHF) zarobiło, w ciągu kilku dni, miliony….na papierze. Brokerzy (operatorzy rynku) stwierdzili, że dopuścili do takich zarobków przez pomyłkę systemu i anulowali korzystne dla klientów transakcje, zdejmując zyski z rachunku.  Trwają sprawy sądowe, utrudnione tym, że brokerzy pochodzą np. z Cypru, tam są wszystkie rachunki, a w Polsce działają tylko biura sprzedaży.

Wnioski wyciągnij sam. Ja trzymam się od Forex-a z daleka.

 

Kredyt a oszczędzanie. Refleksja po wczorajszej wypowiedzi wicepremiera Morawieckiego.

Od dwóch dni toczy się burzliwa dyskusja o likwidacji OFE. W jednej ze swoich wypowiedzi, broniąc proponowanego rozwiązania (likwidacja prywatnych OFE, przeniesienie pieniędzy do Funduszu Rezerwy Demograficznej i państwowego funduszu inwestycyjnego) wicepremier Morawiecki użył w pewnym momencie argumentu, że dotychczasowe rozwiązanie jest bez sensu, ponieważ „to jakby brać kredyt i składać depozyt w banku”. Pomijając kwestie praktyczne (czy ZUS kiedykolwiek wypłaci emerytury w zapowiadanej wysokości dzisiejszym czterdziestolatkom) zacząłem się zastanawiać czy wicepremier w ogóle miał rację. Krótko mówiąc czy nie istnieją takie sytuacje, w których warto mieć i kredyt i pieniądze na lokacie. Po chwili namysłu, doszedłem do wniosku, że tak. Zarówno w makrofinansach (państwa) jak i mikrofinansach (budżet domowy).

Pierwsza sytuacja jest czysta. Wyobraźcie sobie rodzinę o dużych dochodach. Zarabiają całkiem sporo (5 średnich krajowych), ale nie potrafią nic oszczędzić. Żyją od pierwszego do pierwszego. Co robią? Biorą pożyczkę hipoteczną i wkładają na długoterminową lokatę. Pieniędzy z lokaty nie można ruszyć, kredyt trzeba spłacać i ciąć wydatki. To taki sposób na przymusowe oszczędności. Gdyby nie kredyt i konieczność regulowania rat, rodzina nie odłożyłaby nic, pomimo sporych wpływów. Sam znam wiele takich rodzin.  A państwo? Mamy gigantyczne zadłużenie, ponieważ od wielu lat budżet realizowany jest z deficytem. Jednocześnie tworzy różnego rodzaju rezerwy (NBP, Fundusz Rezerwy Demograficznej). Dlaczego? Z tego samego powodu, co rodzina. To przymusowe oszczędzanie, do którego politycy sami się zmuszają. Podobnie działa cały system ZUS. Państwo zniewala nas do oszczędzania na emeryturę, potrącając składki, zanim zobaczymy nasze pensje, nie patrząc czy mamy kredyt czy nie. Zewnętrzna siła (bank, ZUS) broni przymusowo zaoszczędzone pieniądze przed ich właścicielem.

Przymusowe (często jedyne) oszczędności to jedno. Drugim argumentem jest utrzymanie płynności finansowej. W naszej rzeczywistości (zarówno rodzina jak i państwo) potrzebna jest płynność finansowa.  Mówiąc po ludzku, zdolność do posiadania gotówki. Ja sam mam spore oszczędności, inwestycje, ale i kredyt hipoteczny. Dlaczego? Nie muszę zastanawiać się, czy jeśli skręcę kark, moja rodzina będzie w stanie utrzymać się beze mnie, zanim ubezpieczyciel uruchomi wypłatę z polisy. Żona pójdzie do banku, wypłaci  lokatę i odzyska płynność finansową, pomimo iż zarabia ułamek mojej pensji. Z państwem jest podobnie. Bierze kredyt na wypłatę emerytur, a jednocześnie oszczędza w Funduszu Rezerwy Demograficznej, aby utrzymać w przyszłości zdolność do zapłaty zobowiązań.

Pozostaje jeszcze trzecia kwestia. Różnica pomiędzy odsetkami w banku i oprocentowaniem kredytu może być niewielka. Wtedy zarówno państwo (wypuszczając obligacje) jak i osoba fizyczna (biorąc kredyt hipoteczny) poprawia swoją sytuacje, ma pieniądze na inwestycje. Wicepremier Morawiecki jako były bankowiec powinien o tym wiedzieć. OFE w obecnym kształcie, po wyeliminowaniu części obligacyjnej, to bowiem nie lokata bankowa a inwestycja.

 

 

Ile wynoszą odsetki od lokat, a ile od kredytów?

Dzisiaj zajmę się źródłem problemu zakredytowania –  różnicą pomiędzy odsetkami od lokat i kredytów. Różnica ta, w dużym uproszczeniu, pozwala na ocenę, czy mamy do czynienia z systemem finansowym, który można nazwać „banksterskim” czy zdrową relacją biznesową (instytucje finansowe też muszą zarabiać).

Obecnie oficjalnie w Polsce ceny spadają – mamy więc do czynienia z deflacją. Nic zatem dziwnego, że odsetki od lokat bankowych nie będą imponujące.  Lokata roczna to szansa za zysk 3% (w banku mniej znanym), lub 1,8% (u lidera rynku PKO BP).

Teraz popatrzmy na kredyty. Kredyt hipoteczny w PKO BP kosztuje 2,77%, ale są banki proponujące i 4%.

Jeśli zwrócimy uwagę na kredyty samochodowe, jest już dużo gorzej.  PKO BP wymaga zapłaty 9% odsetek,  a rynkowe oferty oscylują pomiędzy 5 a 10%. Do tego doliczyć musimy kilkuprocentową prowizję.  W przypadku kredytów gotówkowych (na dowolny cel) jest jeszcze gorzej.

Jakie wnioski można wyciągnąć z takich danych? O ile kredyty hipoteczne są rekordowo tanie i zysk banku niewielki (ok. 1% ponad lokaty), o tyle pozostałe kredyty mieszczą się w pojęciu „banksterki”, bo zysk banku wynosi ok. 7% lub patrząc inaczej bank wymaga spłaty odsetek 5 razy większych niż sam oferuje.

Wyjaśnia to doskonale powiedzenie, że jeśli kogoś stać na kredyt inny niż hipoteczny, to zazwyczaj go nie bierze.  Dodatkowo, umówmy się, zysk na poziomie 2% nie wygląda imponująco. To żadna inwestycja.

Po jakim czasie zostaniesz oszczędnym milionerem?

Dzisiaj spróbuję pokazać po jakim czasie zostaniesz oszczędnym milionerem. Przyjąłem następujące warianty:

  • zarobki rodziny na poziomie 2 średnich krajowych,
  • oszczędności na poziomie 10% dochodów/20% dochodów,
  • stopa zwrotu na poziomie 5%/8%.

Zatem do dzieła. Dwie średnie krajowe to ok. 5.500 zł. 10 % z tej sumy to 550 zł, a 20% już 1.100 zł. Tyle odkładamy miesięcznie. Zakładam, że pieniądze zostaną złożone na rachunku, na którym brak podatku Belki (np. IKE).

Obliczenia przedstawia tabela:

Oszczędności 10% (550 zł)Oszczędności 20% (1100 zł)
Zysk 5% rocznie43 lata32 lata
Zysk 8 % rocznie
33 lata25 lat

Trochę to potrwa, prawda? Ale przecież nigdy nie obiecywałem, że uda się to osiągnąć przez 2 lata. Z drugiej strony popatrz, przycinając wydatki przeciętny Polak po studiach ma szansę zostać milionerem przed pięćdziesiątką. Jeżeli zacznie pracę po maturze, może osiągnąć pierwszy milion w okolicach czterdziestki.  Warto spróbować.

Kamper w mieście. Czyli o skutkach przeinwestowania.

Szukając informacji do mojego wcześniejszego wpisu trafiłem na bloga czterdziestolatka mieszkającego w kamperze:

http://kamperwmiescie.blogspot.com

Po przeczytaniu pierwsza myśl była – czemu nie. Autor przedstawia siebie jako kontestatora współczesnego planu na życie (domek na przedmieściach, praca w korporacji, codzienny kierat praca-dom) i twórcę odmiennego modelu zachowania (praca w ciekawym zawodzie – kapitan jachtu tylko 2 miesiące w roku).

Ale im więcej dowiadywałem się ze źródeł zewnętrznych, tym bardziej rósł mój sceptycyzm. Kroplą, która przepełniła czarę był ten wywiad (do którego „przypadkowo” brak linka na blogu):

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/ma-cztery-mieszkania-i-mieszka-w-kamperze,154309.html

Nagle okazało się, że rzeczywistość wygląda inaczej. Autor, z zawodu finansista, nie rozumie, że żeby żyć trzeba nie tylko oszczędzać ale i … zarabiać, co uświadamia mu dopiero … dziennikarz. Poza tym, życie w kamperze nie było wyborem, ale ostatnią deską ratunku. I nagle zamiast obrazu świadomego swoich potrzeb kreatora nowego gatunku ludzi, pojawił się człowiek, którego życie zniszczyły ciężka praca, przeinwestowanie i pułapka kredytowa. Jak to się stało?

Najpierw była praca w korporacji, jak sądzę nieźle płatna, skoro Witek był w stanie zaciągnąć … 4 kredyty hipoteczne, których obecna suma wynosi 730 tysięcy (w tym 3 we frankach szwajcarskich). Zakup 4 mieszkań skończył się pułapką kredytową i pracą nad siły. W efekcie, partnerka podjęła decyzję o wyprowadzce (z dziećmi), a czynsz z wynajętych mieszkań ledwo starczał na ich utrzymanie.  Nie jest to dobra sytuacja dla czterdziestolatka. Żeby obniżyć koszty życia zamieszkał w kamperze i żyje za 10 zł dziennie. Przyznasz, że nie wygląda to na historię życia człowieka sukcesu, prezentowaną na blogu.

 

 

Kooperacja księgowych – sposób na mieszkanie.

Księgowi codziennie stykają się z pieniędzmi. Powinni o nich wiedzieć znacznie więcej. Czy tak jest zawsze? Nie, ale znam wielu księgowych, którzy są wyjątkowo oszczędni, po prostu rozumieją wartość pieniądza i starają się go pomnożyć. Czasami mają problem z inwestowaniem, ale w oszczędzaniu są naprawdę dobrzy. Dzisiaj jedna historia z życia wzięta.

Pewna całkiem spora spółka zatrudniała 10 księgowych. Pracowały one ze sobą od lat, zarabiając w sumie niewielkie pieniądze – ok. 3/4 średniej krajowej (w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza  2000 zł netto). Ich mężowie mieli nieco lepsze pensje, ale rodziny uzyskiwały ok. 2 średnich krajowych (czyli były blisko mojego wzoru oszczędnego milionera). Kiedy po kolei dorastały dzieci, pojawiła się potrzeba zapewnienia im mieszkań. Księgowe nie miały wyjątkowych ambicji – myślały o kawalerkach. Zaczęły liczyć.

Skoro kawalerka kosztuje 40 średnich pensji, nie bardzo mają szanse odłożyć taką kwotę samodzielnie, tym bardziej w krótkim okresie. Co robić? Każda potrafiła zaoszczędzić 20% pensji swojej i męża, czyli ok. 40% średniej. Ponieważ było ich 10, razem miały już 4 średnie pensje miesięcznie. Czyli co 10 miesięcy mogły kupić kawalerkę. Postanowiły wykorzystać efekt synergii.

Po kolei każda z nich kupowała mieszkanie dla dziecka, pozostałe oddawały jej swoje oszczędności. Potem następna i następna. Przez 100 miesięcy (ok. 8 lat) wszystkie dysponowały mieszkaniem dla dziecka.  Gdzie tu geniusz? Przecież w 8 lat zbierając oddzielnie kupiłyby mieszkania? No tak, ale tutaj wyglądało to trochę inaczej. Pierwsza dostała klucze już po 10 miesiącach, a dopiero ostatnia po 8 latach. Średni czas oczekiwania wynosił niespełna 5 lat. Rozumiesz?

Oczywiście, takie współdziałanie wymaga albo wyjątkowego zaufania, albo mocnych zabezpieczeń, nie jest jednak niemożliwe. Przemyśl to. Może znasz osoby, z którymi jesteś w stanie powtórzyć osiągnięcie księgowych?

Czy złoto jest dzisiaj dobrą formą lokowania pieniędzy?

W mojej ocenie nie. Dlaczego? Już to wyjaśniam.

Złoto ma niewątpliwą zaletę, ładnie wygląda i cieszy oko, poza tym w czasie wojen staje się uniwersalnym środkiem płatniczym. Jednak kiepsko nadaje się na długoterminową inwestycję. Poza wyglądem i płynnością ma bowiem wiele wad.

Złoto łatwo ukraść (czego nie można powiedzieć o nieruchomościach). Jeśli chcemy wyeliminować takie niebezpieczeństwo musimy płacić za przechowanie (czyli nigdy nie zarobimy zbyt wiele). Nawet w czasie ostatniej wojny ponad 4/5 budynków  w Polsce przetrwało (chociaż były miasta zniszczone w większej części – Jasło 96%). Ziemia pozostała.  Złoto w większości zostało zrabowane.

Złoto podlega znacznym fluktuacjom cenowym, a teraz jest blisko wieloletnich szczytów. Na początku lat osiemdziesiątych złoto było warte 700 USD (za uncję), pod koniec lat 90-tych już tylko 300 USD (a inflacja zjadła połowę wartości dolara). W szczycie kosztowało prawie 1700 USD teraz już tylko nieco ponad 1200 USD. W rzeczywistości inwestowanie w złoto jest równie ryzykowne jak zakup akcji.

Ryzyko cen złota w PLN skorelowane jest dodatkowo z ryzykiem kursowym USD/PLN. Jeśli dolar rośnie (a złotówka spada) złoto drożeje. Czy jesteś w stanie przewidzieć ruch cen walut? Ja nie.

Złoto jest teraz nadal drogie. Wprawdzie cena złota w dolarach spadła znacznie od szczytu (chociaż moim zdaniem to nie koniec), to dolar jest relatywnie drogi. Zatem cena złota w PLN, nie wygląda atrakcyjnie (4.700 zł za uncję).

 

Monopoly – jakie wnioski płyną z tej gry

Bardzo lubię grać w Monopoly. Według moich dzieci  dlatego, że zawsze wygrywam. Ja jednak z każdą rozgrywką uczę się czegoś nowego. Jakie wnioski płyną z Monopoly?

Warto planować swoje posunięcia finansowe w długim okresie

Minimalny okres planowania w grze to 4-5 kolejek (rzutów kostką) naprzód. Podobnie jest w życiu. Planuj z wyprzedzeniem kilku lat a osiągniesz sukces. Życie z dnia na dzień i z kolejki na kolejkę prowadzi do finansowej katastrofy.

Nie da się przewidzieć przyszłości, element losowy jest bardzo ważny 

Jeden zły rzut kostką może uniemożliwić Ci odniesienie sukcesu. Jeden krach giełdowy może Cię zablokować na wiele lat. Takie jest życie. Taka jest gra.

Ważne jest z kim grasz

Nigdy nie siadaj do stołu z oszustami. Nigdy nie graj z szulerami. Nigdy nie inwestuj z krętaczami. Musisz mieć pełne zaufanie do partnerów w biznesie.

Odniesienie sukcesu wymaga czasu

Zbudowanie imperium w Monopoly zajmuje przynajmniej kilkanaście kolejek. Zbudowanie biznesu wymaga czasu. Zdobycie mistrzostwa w swoim zawodzie zajmuje lata. Sukces z dnia na dzień jest złudny.

Zawsze warto mieć w zapasie pewną ilość gotówki

Gra jak i życie niesie szanse i zagrożenia.  Czasami nie wystarczy mieć majątek. Trzeba dysponować gotówką. Pozwala ona wykorzystać niespodziewane okazje inwestycyjne lub pokryć nieprzewidziane wydatki. W Monopoly jak i w życiu kryzys płynności jest tym najniebezpieczniejszym.

Jedna porządna inwestycja przynosi większe dochody niż 4 małe

Jeden hotel jest lepszy niż 4 domy. Duża inwestycja to szeroki strumień gotówki. Dobra pensja podobnie. 4 małe strumyczki nigdy nie dorównają jednemu wielkiemu.

Warto dywersyfikować

Inwestycje powinny być rozłożone. Trzeba mieć wiele państw i hoteli aby wygrać w Monopoly. Wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że będziemy mieli częstych gości. Podobnie w życiu, inwestuj w akcje, własny biznes i edukację, staraj się pracować w kilku miejscach. Wtedy szansa na zwycięstwo jest dużo większa. Jednocześnie nie przesadzaj. Kto wiele obejmuje, ten słabo ściska.