Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Migawka z jednego miesiąca. Jaka jest różnica pomiędzy własną DG i etatem? Kasa i satysfakcja z pracy. – Oszczędny Milioner

Migawka z jednego miesiąca. Jaka jest różnica pomiędzy własną DG i etatem? Kasa i satysfakcja z pracy.

We wtorek poszedłem do biura. Miałem do wykonania z rana 3 dość absorbujące czynności, ale mimo to znalazłem chwilę na kawę z kumplem z pokoju. W tym samym czasie niektórzy współpracownicy, dopiero wychodzili z domu. Jak to możliwe? Otóż, w korpo, w budżetówce czy Januszexie (krótko mówiąc – wszędzie tam, gdzie pracuje się na etatach biurowych) istnieją dwie kategorie pracowników: wobec tórych egzekwuje się kodeks pracy (90-99%) i „krewni oraz znajomi królika”, którzy często nawet nie muszą przychodzić do pracy, mogą się spóźnić bez konsekwencji, nic nie robić, a i tak pensja im wpłynie. Nierzadko dostaną sowitą nagrodę. Obserwowaliśmy ten scenariusz w mediach (spółki państwowe), często widzimy codziennie. Kiedyś opisywano taki stan „Czy się stoi czy się leży, 2000 się należy”, przy czym 2000 zł równało się średniej krajowej. Podsumowując – nie warto się przepracowywać. Czy będę w biurze 125 dni (bo muszę się pojawiać 3 razy w tygodniu, ale mam urlop), czy 100 dni (jeśli korzystam z L4), a nawet 50 dni (długie zwolnienie) pozostaje całkiem bez znaczenia. I tak pensję dostanę, a gra toczy się o nagrody półroczne, w wysokości (suma) maksymalnie jednej pensji. Nie trzeba dodawać, że w naszej firmie absencja chorobowa osiągnęła apogeum, bo zwyczajnie się opłaca (pracownikom, którzy na weekendowych zwolnieniach mają więcej niż gdy pracują, oraz firmie, która oszczędza na poborach, gdyż chorobowe płaci ZUS).

Jednocześnie prowadzę DG, w której wystawiam faktury, wyłącznie gdy pracuje. Gdy lenię się i nic nie robię, tracę, bo przecież koszty (zdrowotna, lokal) płacić trzeba. Zgadnijcie, gdzie mam większą satysfakcję z pracy? Chyba oczywiste, prawda.

Pomijając, że w firmie wykonuję zadania znacznie ciekawsze i rozwijające, gdyby mi kazali w biurze zostać 3 godziny, popukałbym się w głowę, bo de facto musiałbym robić za dyrektorskiego kumpla, aby mógł sobie przyjść na 11 (autentycznie!). I tak, czy siak zarobiłbym prawie tyle samo (dostałbym może te 3 godziny wolne, w innym czasie).

Natomiast, gdy w środę (firma) miałem do wykonania 3 zadania, wstawałem rano jakby ktoś doczepił mi skrzydła. Dlaczego? Ponieważ pod koniec dnia uświadomiłem sobie, że pracując 10 godzin, zarobiłem tyle, ile przez 2 tygodnie na etacie (z dojazdem ok. 63 godziny). Wtedy po raz kolejny, pojąłem różnicę pomiędzy etatowcem i przedsiębiorcą.

Etatowiec (zwłaszcza w korpo) ma niską satysfakcję, ponieważ niezależnie od ilości pracy, zarabia zasadniczo podobnie (+-20%). Minimalizuje obowiązki, chwali się, że ze 160 godzinnego miesiąca spędził 20 godzin w toalecie, 20 godzin na kawie i 10 na przerwie lunchowej, więc zapłacono mu za 160 godzin, a robił 110. Upodabnia się do niewolnika, który unika pracy.

Przedsiębiorca (nawet biurowy) wie – każda zmarnowana, przebimbana godzina, oznacza realną stratę, którą trzeba odrobić. Każda zaś przepracowana godzina zostanie zafakturowana według przyzwoitej stawki. Jeszcze inaczej działa innowator, ale to temat na osobną opowieść. Praca we własnej dg po 8-10 godzin dziennie ma sens, bo każda z nich jest dobrze opłacona. Tutaj nikt nie wlicza klientom godzin picia kawy.

I na koniec, jeszcze jedna uwaga, bo nie chciałbym zostać zrozumiany źle. Nie narzekam na pensję (140% średniej krajowej za 13 dni biurowe w miesiącu minus urlopy i płatne L4, co daje realnie 11 dni czyli 100 godzin z dojazdem). Natomiast w firmie, jeśli tylko wezmę się do roboty (drugie 100 godzin) zarobię spokojnie 2 razy więcej. Więc do roboty się zabieram. Do tego w firmie nikt nie rozlicza mnie z godzin odsiedzianych, nie pyta, czy zrobiłem coś pomiędzy 3 a 7, czy w „normalnym” czasie, czy w weekend. Klient odbiera robotę i płaci. Znacznie lepiej wyceniając każdą godzinę. Do tego dochodzi jeszcze optymalizacja podatkowo-składkowa, o czym kiedyś jeszcze napiszę oraz poważniejsze projekty i większe wyzwania (o ile się ich podejmę). Stąd znacznie większa satysfakcja i myśl (dobijana stosunkami w pracy), aby ciężar przenieść w 100% na własny rachunek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *