Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
marzec 2023 – Strona 2 – Oszczędny Milioner

Jak podejmuję decyzje zakupowe.

Zanim coś kupię zadaje sobie szereg pytań, o których poniżej. Stworzyłem też swoistą hierarchię działań. Wygląda to mniej więcej tak.

Kiedy nachodzi mnie chętka na zakup, czegoś co nie jest jedzeniem, staram się podjąć decyzję inaczej niż pod wpływem impulsu. W tym celu najpierw odkładam zakup, przynajmniej o 1 dzień, a najlepiej o tydzień. Jeśli nadal chcę to kupić (czyli nie mam do czynienia z kompulsywną reakcją), stawiam pierwsze i fundamentalne pytanie: Czy mnie na to stać? Jeśli tak, przechodzę dalej. A „stać mnie” ma dwa wymiary: na zakup i na utrzymanie.

Następnie zastanawiam się: Ile razy tego użyję? Czy nie da się tego wynająć za rozsądną cenę? Czy nie mogę użyć w tym celu, przedmiotu, którym już dysponuję? Po tej odpowiedzi wiele zakupów odpada. Bo weźmy słabość wielu facetów – narzędzia i gadżety. Po co mi 3-ci szpadel, 2-ga kosiarka czy wiertarka? Jak cel widzę w zakupie kolejnego kompletu wierteł? No żaden. I temat umiera. Podobnie będzie w przypadku książek (kolejna moja słabość) – część pożyczam, są biblioteki, mam zaprzysięgłych czytaczy w najbliższym otoczeniu.

Następne pomysły umierają po pytaniu: Czy będę miał gdzie to trzymać? Piwnica, garaż, dom na wsi, strych , biblioteka, nie są z gumy, a i tak walczę z plagą przydasi.

Na koniec, eliminuje kolejne potencjalne zakupy wątpliwością o ilość energii życiowej, którą muszę poświęcić na zarobienie ceny (zaczerpnięte z Your Money or Your Life, Dominguesa i Robbins)? Jeśli cały dzień „pocę się” w pracy, żeby pozwolić sobie na jakiś ciuch, zazwyczaj rezygnuję.

I na tym kończy się seria pytań. Potem następuje dalsza eliminacja, oparta na hierarchii.

Nie kupuję, jeśli mogę sam to zrobić. To credo człowieka samowystarczalnego. Po co płacić za towar (np. owoce) lub usługę (malowanie mieszkania) skoro potrafię (czyli mam możliwość) wykonać to samodzielnie. Bez sensu. To marnowanie nie tylko pieniędzy, ale i energii życiowej.

Jeśli kupuję, to rzeczy wyprodukowane przez polskie firmy. Tutaj doskonale sprawdza się reguła przedwojennych narodowców „Swój, po swoje, do swego”. Po co mam wzbogacać Niemca, Francuza czy Chińczyka (nie mówiąc już o podatnikach Putina), skoro Polacy robią to lepiej. Wiele razy spotykam się jednak z sytuacją, że nie da się kupić polskiego (np. samochód).

Jeśli polska firma tego nie robi, to może chociaż produkcja przeprowadzana jest w Polsce? To dotyczy głównie chemii, jedzenia, AGD. Wolę żeby Polacy mieli pracę, napełniali wspólną kasę niż ma zarobić Niemiec.

Jeśli robi to polski przedsiębiorca, wybieram lokalsa. Nie napędzam w ten sposób bezsensownego transportu. Ponownie – bliższa koszula ciału.

Jeśli lokalny producent, to najlepiej kupić u źródła (np. ziemniaki od rolnika), a nie korzystać z pośredników (lokalne warzywa w sklepie).

Wreszcie – czy podzielam poglądy właścicieli biznesu (jeśli je znam). Ostatnio piekarnia, w której kupowałem pieczywo przez kilka lat, wywiesiła zdjęcie właściciela z politykiem, którego ani lubię, ani szanuję. Ponieważ nie chcę jeść chleba przemysłowego (z marketu) ani z najbliższej piekarni (gorszy), pojechałem po automat do chleba i zaczynam piec sam. Nie zamierzam karmić kogoś, kto wspiera szkodnika. Tym sposobem, lewica nie pije piwa Ciechan ani Cisowianki (oraz tylko sika na Orlenie), prawica wódki od Palikota, katolik nie inwestuje w fabrykę prezerwatyw, a pacyfista w producenta broni. I świat jest prostszy – „Swój, do swego, po swoje”.

Czasami taki radykalizm może być niewygodny, bo trzeba zrezygnować z produktu faktycznie dobrego (jak w mojej rodzinie z kosmetyków od babuszki Anisji), lecz na dłuższą metę warto.

Czy mój program „sankcji na Putina” okazał się skuteczny?

Pod koniec lutego  2022 rozpocząłem mój program „osobiste sankcje na Putina”, polegający na ograniczeniu zużycia gazu w domu.  Poszło to dwutorowo.

Czytaj dalej Czy mój program „sankcji na Putina” okazał się skuteczny?

Oszczędzanie w czasach inflacji. Ile możesz zyskać, jeżdżąc zgodnie z przepisami?

Znam wiele osób (nawet dobrze zarabiających), których obecna sytuacja zmusiła do zdjęcia nogi z gazu. Po prostu policzyli wszystko dobrze. Ja też robię to dla Was. Czytaj dalej Oszczędzanie w czasach inflacji. Ile możesz zyskać, jeżdżąc zgodnie z przepisami?

Absurdy Matrixa, czyli jak możesz wykorzystać błąd systemu do wyremontowania domu za darmo.

Silny nacisk na produkcję klientów socjalu prowadzi do „błędów i wypaczeń” znanych z poprzedniej epoki. Matrix sam się zacina i zaczyna produkować idiotyczne sytuacje. To blog o finansach osobistych, więc pomijam dyskusję czy użyte przez Gretę Thunberg określenie „small dick energy” było obraźliwe czy „zgasiło boga inceli”.

Pewnie słyszeliście, że rząd postanowił dofinansować koszty inwestycji nakierowanych na wykonanie przez obywateli termomodernizacji budynków tzw. program Czyste Powietrze. W założeniach nie jest to może głupie, ale wprowadza rozwalające system kryterium dochodowe. Im mniej wykazałeś dochodu, tym więcej możesz wydać, a zarazem państwo zwróci więcej.

Ma to dwie słabe strony: wspiera szarą strefę (zarabiający w niej nie wykazują dochodów) oraz kombinatorów (obniżających sztucznie zyski w jednym, istotnym roku) i zniechęca do pracy (która jest najwyżej opodatkowana).

W efekcie mamy ciekawe wnioski. Załóżmy, że pracując na etacie zarabiam ok. 200 tys. zł. W banku widzę 65% tej kwoty. Osiągający podobne wyniki mały przedsiębiorca, który kupił używane auto elektryczne i nieruchomość może wykazać nawet stratę i zobaczyć na koncie o 50% więcej.

W efekcie, gdybym rozliczał się sam nie dostanę grosza z programu czyste powietrze. Gdyby żona zarobiła jeszcze powyżej 70 tys. zł (dochód zsumowany przekroczy 270 tys. zł), wtedy nie mamy szans na żadne dofinansowanie. Jeżeli zrezygnuje stracę 100 tys. dochodu, dostanę dofinansowania maksymalnie 66 tys. zł (co zrekompensuje mi stratę netto). Jeżeli rzucimy wszelkie prace (dostaniemy tylko zasiłek dla bezrobotnych), mamy szansę na 135 tys. zł i 100% poniesionych kosztów. Dobrze czytacie, bezrobotny dostanie średnie dofinansowanie w wysokości 11 tys. zł miesięcznie – prawie trzy przeciętne pensje. Warto?

Inna opcja zamiast pracy działalność gospodarcza ze stratą księgową w pierwszym roku, praca na czarno i darmowe 135 tys. zł wpada do kieszonki. Korzystacie?

Jak dla mnie całkiem porąbane.

Dlaczego nie zamieszkać na wsi? Pokłosie rozmowy z osobą, która woli wynajmować ze skromnej emerytury.

Czytelnicy bloga wiedzą, że jestem zwolennikiem „wiejskiego życia” w opcji nieradykalnej czyli łączenia mieszkania na wsi z minimalną aktywnością zawodową. Ot, mieć ciasto i zjeść ciastko. Dzisiaj padną argumenty opcji przeciwnej – bezwzględnie miasto w każdym wymiarze. Podał je członek mojej rodziny, dla którego tanie życie w niewielkim domku powinno przedstawiać najrozsądniejszy wybór. Gdy w grę wchodzą emocje, nikną argumenty racjonalne.

O rozmówcy.

Połowa pary w wieku wczesnoemerytalnym, wynajmującej mieszkanie w wielkim mieście (czyli płacącej ok. 3500 zł za mieszkanie + opłaty). Dochody – 2x emerytura + pensja – w sumie 10.000 zł. Na dwie osoby całkiem sporo, ale raty kredytów, utrzymanie dwóch aut, no i wynajem zostawiają na życie ok. 3000 zł.

Alternatywa

Mały domek na własnej działce, 35 km od dużego miasta i niecałe 10 km od małego. Koszt 50 tys. zł – na materiał (obie osoby z wykształceniem budowlanym).

Argumenty przeciwne przeprowadzce na wieś.

  1. Jestem zwierzęciem stadnym.
  2. Mam swoje towarzystwo w organizacji charytatywnej.
  3. Na wsi nie znajdziemy pracy.
  4. Ciężko jest pracować przy domu.
  5. Nie wyjedziemy z działki i umrzemy z głodu.
  6. Wiosną i jesienią – błoto.
  7. Nie stać mnie.

Ile razy słyszeliście takie (lub podobne) słowa? Czy rzeczywiście mają one swoją wagę?

Jestem zwierzęciem stadnym. Wiadomo, miasto daje poczucie szerokich więzi towarzyskich. Zazwyczaj jednak bywają to związki dość płytkie. Na wsi może