Odpowiedzi można udzielić na dwa sposoby.
Prosty – zgodnie z trendem, nad którym pracuję. Tak, jeśli potrafisz żyć za 6 tys. zł/m-c. Rachunek dość nieskomplikowany 4% x 1.5 mln = 60 tys. zł rocznie = 5 tys. zł miesięcznie. Jeśli dodamy 1 tys. zł od państwa (na dzieci), dochodzimy do wyniku. Jak żyć za 6 tys. zł, o tym już pisałem.
Istnieje też druga wersja, którą nazywam „odwróconym kredytem hipotecznym”. Opiera się na założeniu, że w ciągu 10 lat do emerytury zjadamy cały ten kapitał, aby żyć ze świadczenia państwowego. To nie działa jak FIRE, który zakłada, że kasa nam zostanie, a wydajemy odsetki, lecz jak kredyt hipoteczny tylko na odwrót – w pierwszym miesiącu dostajemy dużo odsetek, a mniej kapitału, a w ostatnim tylko kapitał. Wtedy w 10 lat zejdziemy od 1.5 mln do 0 zł, zostawiając sobie na życie ok. 15 tys. zł. Brzmi lepiej niż 5 tys. zł. Ba, gdybyśmy nie zarabiali nic (trzymali 1.5 mln zł w skarpecie) możemy wyciągać przez 10 lat po 12.5 tys. zł/m-c.
A teraz stary Oszczędny milioner, co oznacza dziesiątki punktów, wyliczenia itd.
Wariant 1. Dodatkowa, skromna praca na boku. Załóżmy, że mamy rodzinę składającą się z matki, ojca i nastolatka. W praktyce, każde z nich może podjąć jakąś pracę (albo precyzyjniej – zajęcie zarobkowe) np. dorywczą w lecie, produkcję rękodzieła, wyprowadzanie psów i inne, na której, poświęcając średnio 7 godzin/tydzień, zarobi 700 zł miesięcznie. Przy trzech osobach – 2 tys. zł/m-c. Budżet miesięczny rośnie do 8 tys. zł (bo 6 tys. mamy z odsetek i od państwa), albo do 17 tys. zł przy „odwróconym kredycie hipotecznym”.
Wariant 2. Wyższa stopa zwrotu. Zamiast 4%, niech będzie 6%. Z 1.5 mln powstanie 90 tys. zł/rok i 7.5 tys. zł/m-c (ew. 16.5 tys. zł przy „odwróconym kredycie hipotecznym”). Wymaga to ruszenia głową, pewnego wysiłku. Ale 6% ROI da się uzyskać: z obligacji korporacyjnych, akcji, wynajmu mieszkań.
Wariant 3. A jeśli chcemy „wczasów na jachcie” albo „wiecznych wakacji w kamperze”? Ponownie liczę kilka mini-wariantów.
Na jachcie ostatni raz byłem na studiach i uważam to doświadczenie za przereklamowane. Niemniej jednak, wielu moich znajomych regularnie pływa sobie po Mazurach, a nawet Karaibach. I powoli docieramy do sedna – istnieją wakacje na jachcie w wersji premium oraz budżetowej. W obu ta sama przyroda, lecz zupełnie inne warunki. Sybaryci po prostu wykupują miejsce, co kosztuje ok. 6 tys./os./2 tygodnie. Doświadczenie przypomina dobry hotel, tyle że na morzu/oceanie. Jeżeli mamy trzy osoby i zakładamy miesięczne wakacje – 36 tys. zł, czyli dokładnie tyle, co praca dorywcza z wariantu 1. Jeśli mamy „odwrócony kredyt hipoteczny” na 4% – to już pełny luz.
Większość wybiera jednak wariant budżetowy albo super-budżetowy. W tym pierwszym, mówimy o zakupie własnego jachtu (30-40k za kabinówkę) i wypuszczenie się na Mazury. Ujmując 40k z 1.5 mln niewiele tracimy. Zyskujemy możliwość pływania dłużej (od wiosny do jesieni), płacąc za mariny, albo i nie (nocowanie na wodzie), kupując jedzenie w dyskontach lub zabierając z domu, ew. łowiąc. Koszt – porównywalny z moim urlopem nad jeziorem w domku teściów czyli ok. 6 tys. zł/m-c. Nieźle, bo akurat tyle mamy budżetu miesięcznego.
Super-budżetowo wyjdzie nas jeszcze taniej. Wynajmujemy klasę w małej wiejskiej szkole (robił tak mój kumpel-nauczyciel), jacht zamieniamy na kajaki i wio. Nie mamy możliwości w szkole? Dogadujemy się z gospodarzem, bierzemy pokój w schronisku młodzieżowym itd. Pomijam namiot, spanie na sianie, na wodzie. itd. Koszt noclegu- 100 zł/dzień, aczkolwiek wygód mało. Dodajmy 2 tys. zł na jedzenie i wyjdzie nam 5 tys. zł. Da się jeszcze taniej, gdybyśmy żywili się złowionymi rybami, jedzeniem kupionym „od chłopa” na wiejskim targu, albo słoikami, a jacht zamienili na kajaki itd. Znowu – spokojnie mieścimy się w budżecie.
Ostatni punkt – kamper. Ponownie – wariant rozsądny i super-budżetowy. Rozsądny sprowadza się do własnego egzemplarza za 80 tys. zł. Do tego doliczmy koszty utrzymania i kempingi. W warunkach Polski – ok. 150 zł/dzień czyli 4500 zł/m-c. Dodajmy do tego jedzenie, jakieś atrakcje, paliwo i opłaty drogowe. Wyjdzie nam nie mniej niż 8-10 tys. zł/m-c. Sporo przekraczamy budżet, chyba że ten powiększony (o dodatkowe procenty kasy, pracę dorywczą) albo wynikający z możliwości przejedzenia kapitału.
Super-budżetowy oznacza zupełnie inny tryb życia. Kupujemy sobie busa i wyposażamy go samodzielnie w kempingowe utensylia (40k). Parkujemy na publicznych parkingach, w parkach, lasach, nad brzegami rzek, zatrzymując się na płatny popas raz na 3 dni. Jedzenie kupujemy w marketach, „od chłopa” albo po prostu zbieramy na nieużytkach (ekstremalni pójdą we freeganizm). Nie potrzebujemy mieszkania, ani domu, w zimie przemieszczamy się na południe Europy, szukając cieplejszego klimatu, żeby nie grzać pojazdu. W takich warunkach głównymi kosztami życia okażą się paliwo (10 tys. km czyli do Hiszpanii i z powrotem = 700 zł/m-c x 12 m-cy), utrzymanie samochodu (kilkaset złotych), noclegi (10 noclegów = 1000 zł) i jedzenie (od bliskich zeru do kilku tysięcy złotych).
Jak widzicie, bez nudy, bez wariactwa. Z prywatnej emerytury w wysokości 6-13.5 tys. zł spokojnie da się żyć.
Z innej beczki. Nie mogę teraz odszukać. Jaką książkę proponowałes dla początkującego działkowca. Gdzieś widziałem i uciekło. Pozdrowienia
Prawdopodobnie „Ogród warzywny na 200m2.” Bardzo stara. Z nowszych „Intensywna uprawa warzyw” albo jakąkolwiek B.Sikory. Generalnie wszystkie ze logo „Działkowca”.
Wrócę do tego wątku ( choć pasowałby też o KRUS)- policzyłem sobie z ciekawości średnioroczną stopę zwrotu z rachunku IKE ( 15 lat, niestety wpłaty przez kilka lat nie były pełne- nie pamiętam dlaczego, bo mialiśmy taką możliwość finansowo).Wyszła mi 8,7% rocznie. Co potwierdza Twoje założenia, że mix akcji i obligacji, bez wielkiego szczęścia i ogromnego pecha powinien wygenerować te 7/8% średniorocznie.
Pokazuje to, że w Polsce mamy jak inwestować na dodatkową emeryturę bez podatku Belki, ważna jest systematyczność.
IKE/IKZE x 2 ( małżeństwo) może przez 25-30 lat zbudować spory kapitał ( my akurat nie korzystamy z IKZE- świadoma decyzja).
Zamożniejsi mogą utworzyć fundację rodzinną i stworzyć wehikuł dla przyszłych pokoleń ( jedna tutaj widzę ryzyka zmiany przepisów w trakcie jej trwania, co zresztą się dzieje).
No właśnie, najgorzej boję się tej zmienności zasad. Ona zresztą wykłada finanse w Polsce i zniechęca ludzi. Wczoraj – tylko ryczałt, dzisiaj podnosimy podatki ryczałtowcom, w tym nie ma żadnego planu. Wpadają jakieś Polskie Łady, po dwóch miesiącach się je wycofuje. Z fundacją rodzinną też tak będzie. Już czytam, że jeden z zarządzających amerykańskimi funduszami (chyba Ray Dalio), ostrzega – nie kupujcie obligacji państwowych USA z uwagi na skalę zadłużenia i ryzyka.
W 30 lat małżeństwo spokojnie da radę zbudować, nawet oszczędzając 2 x 500 zł + zyski podatkowe na IKZE prawie 2 mln zł. Ogromny fundusz emerytalny. Trzeba tylko mieć ten czas i nie ryzykować zbyt wiele, albo zbyt późno.