W poszukiwaniu auta idealnego.

Jestem w wieku, w którym samochody nadal budzą we mnie emocje, ale doświadczyłem wielu marek i modeli, więc aby się zachwycić, potrzebuję całkiem sporo. Nie przestałem też poszukiwać ideału. Najpierw zdefiniujmy czym on jest.

Auto idealne i pierwsze pytanie „do czego?”. Czy szukamy ideału dla: młodego ojca rodziny, pracownika, narciarza czy innego sportowca, biznesmena, kogoś, kto kręci się po mieście, czy jeździ w trasy czy po prostu samochodu maksymalnie uniwersalnego. Moim zdaniem – raczej to drugie. Wybieramy mistrza złotego środka.

Zacznijmy od cech. Powinien być: oszczędny, tani w eksploatacji, nieawaryjny, pojemny, zwrotny, zrywny, zbywalny, a więc…. godzić sprzeczności, zaspokajając różne potrzeby. Czy taki wybór w ogóle jest możliwy? Przynajmniej spróbujmy.

Segmenty. Zacznijmy od decyzji niepopularnych – z miejsca odrzucamy SUV-y. Ani to oszczędne, ani pojemne, ani tanie w eksploatacji. Odpadają też (co bardziej zrozumiałe) – klasyczne terenówki, auta sportowe, vany. Żaden z nch, nawet przy daleko idących kompromisach nie nadaje się do miasta.Na rynku zostają minivany, kompakty, klasa D (odpowiedniki Passata).

Silnik. Elektryk, hybryda, diesel czy benzyna? Mały czy duży? Tu wybór faktycznie trudny. Elektryk moim zdaniem odpada.Hybryda plug in – też. Zwykła hybryda, diesel, benzyna? Moim zdaniem – wybierzmy klasykę. Diesel lub benzyna, hybryda. Optymalnie: diesel, hybryda/benzyna+LPG.

I teraz pożeńmy te dwie kategorie, próbując znaleźć nazwę modelu. Najbardziej uniwersalne – kompaktowe pojemne kombi lub minivan. Coś jak Focus, Golf, Octavia, Megane, Astra, Corolla, 308, Scenic, Lodgy, Zafira … Multipla. Sensownego kombi w klasie średniej – nie odrzucamy, niech będzie to Passat, Talismann, 508, Superb.

Bezawaryjność. Z mety eliminujemy wszystkie silniki problematyczne i wątpliwe. I nagle lista staje się krótka. Odpadają te wszystkie 1.4 TSI, 1.2 TSI, 2.0 TSI, benzynowe Focusy (nie da się ich zagazować, a w wersji EcoBoost, sprawiały problemy), Megane/Scenic benzyna (poza 1.6), 1.6 Dci, 1.5 Dci, 1,2 TCe. Na placu boju zostaje volkswagenowskie: 1.6 i 2.0 TDI, oraz paradoskalnie 1.0 TSI, Renault 2.0 Dci, Opel 1.6 i 2.0 CDTI, oraz 1.4 T, W Peugocie 2.0 HDi. W Lodgy stary. 1.6 benzyna. Na koniec hybrydy Toyoty.

Zrywność. W Polsce, z uwagi na sporą liczbę kiepskich dróg, bardzo ważna cecha. Widziałem, jak zbiera się do wyprzedzania 1.4 w Hyundaiu i30 (100 KM) albo Alfa Romeo Giulietta QV (240 KM) z pasażerami ważącymi w sumie 320 kg. Różnica kolosalna. Nie musimy być mistrzem prostej, ale pewien standard bezpieczeństwa zachowajmy. Czyli minimum 115 KM w turbo, albo 150 KM przy silniku wolnossącym. Da radę też 122 KM w hybrydzie, ponieważ tam dołącza się silnik elektryczny z jego dostępnym od zaraz momentem obrotowym. Odpada Lodgy (muł), 1.0 TSI, 1.6 TDI i 1.6 DCI w wersjach poniżej tych wartości mocy.

Oszczędność. Rozumiem ją jako zdolność do przejechania jak najtaniej 100 km w każdych warunkach. Podam prosty przykład. Duży diesel (2.0 DCI) w mieście, na krótkich odcinkach zacznie palić sporo, a nie zagazujemy go. Dlatego ideał – diesel z oszczędnym, niewielkim motorem, albo mała benzyna, albo benzyna/hybryda z gazem. Większość opisywanych silników (poza oplowskim) przerobiłem. Wnioski? Wybrałbym jednak 1.6 TDI 120 KM (6 l przy prędkościach autostradowych) w Golfie, Passacie lub Octavii, 1.0 TSI 115 KM, którego nie uświadczymy w Passacie ( i dobrze), Opel 1.4T z gazem i najlepsza Toyota Corolla Hybrid + gaz.

Ile kosztuje nas przejechanie 100 km? 1.6 TDI pali w mieście 7 l/100 km, w luźnej trasie 4,5 l/100 km, a na autostradzie wspomniane 6 l/100 km. Koszt? Przy obecnej cenie paliwa od ok. 30 do 40 zł/100 km.

1.0 TSI spala o litr więcej. Zatem 37-47 zł/100 km.

Hybryda 1.8 Toyoty bije rekordy. 3,5 l/100 km (miasto+benzyna) do 9 l (autostrada +gaz). W sumie od 15 zł/100km (gaz w mieście) do 53 zł/100 km (benzyna na autostradzie). Gaz załatwia sprawę i robi z wozu superoszczędzacza bez ryzyka.

Oplowski 1.4 T ma sens wyłącznie z gazem. Pali bowiem od ok. 7 do 10 litrów benzyny na 100 km (8-12 l gazu). Najwięcej w mieście. Ale dzięki niskim cenom „błękitnego paliwa”, dochodzimy do 24-36 zł/100 km. Taniej niż diesel.

Podsumowanie. Gdybym miał postawić na jedno auto – wybrałbym 1.8 hybrid+LPG w Toyocie Corolli lub Aurisie II. Gdybyście pozwalali rozkładać akcenty, to:

  • głównie do miasta i podmiejsko – Toyota Auris/Corolla hybrid + LPG (oczywiście kombi),
  • na autostradowe trasy (Passat TDI kombi),
  • mały transporter (większa rodzina, dużo bagażu) – Opel Zafira 1.4 T+LPG,
  • jak najtaniej w kupnie – Opel Zafira 1.4 T+LPG.

Niektórzy mogą być zaskoczeni. A gdzie Passat B5 1.9 TDI, gdzie Golf III i IV 1.6 MPI+LPG? Już odpowiadam. Auta te wybierają głównie jeżdżący po mieście i wokół komina. Natomiast w trasy (zwłaszcza po autostradach) – kiepski wybór. Zbyt słabe (podstawowe wersje 90-105 KM) lub z dużym ryzykiem awarii (1.9 TDI 130 KM). Wtedy lepiej wybrać Opla Zafirę II lub III. Warto skorzystać z nagonki na silniki elektryczne, która skróciła listę chętnych i na hybrydy (takie auta sprzedają się dłużej niż benzyna i diesel, a do rekordzisty LPG, nawet nie podejdą), ponieważ jako się rzekło 1.8 Hybrid plus gaz zapewnia uniwersalność (chociaż bagażnik, ani wygoda nie doskakuje do Passata). Ma najmniejszą awaryjność (brak turbiny, prosty silnik).

14 komentarzy do “W poszukiwaniu auta idealnego.”

  1. …dla mnie najbardziej uniwersalny byl i jest jeep cherokee i jeep grand cherokee. Spalanie oczywiscie nie spelnia wyagan (17 i 20 litrow), ale reszta tak.
    Nada sie na wyprawe, do blota i do miasta.
    Podwozie terenowe ( 4×4, reduktor, skrzynia automat, dwa sztywne mosty) , nadwozie limuzyna.

    1. F750-tki nie widziałem. W polskich warunkach już f150-tka jest ogromnym wozem. W USA, poza cenami paliwa, liczy się także inna szerokość ulic i prawo jazdy, rzecz jasna. 3.5t DMC, no cóż, Hilux miał 3t. Kumpel jeździł Dodgem Durango, który postawiony przy Audi Q5 (tzw. europejskim SUV-em klasy średniej) przytłaczał go wręcz swoją wielkością.
      Co do uniwersalności Jeepa Cherokee i Grand Cherokee, pozwalam sobie, w polskich warunkach, mieć inne zdanie. W większości znanych mi miejsc (w tym na górskich uliczkach w zimie, dojazdach do stoków) wystarcza napęd 4×4 pokroju quattro, 4matica, czyli nieco lepszy niż montowany w popularnych SUV-ach. Mieszkańcom miast i głównych ulic we wsiach nie-górskich, w 90% wystarczy zwykle napędzana jedna oś. Popularność SUV-ów nie bierze się z ich zdolności terenowych. Czyli oba Jeepy w Polsce to auta dla koneserów, którzy możliwości prostego, wydajnego 4×4 wykorzystują, a nie jeżdżą wiele. Druga zaleta tych wozów to styl proto-SUV – duże kombi, ze swoim bagażnikiem wielkim i foremnym, sporą ilością miejsca w środku. Z łatwością znalazłeś jednak wadę, która wyklucza, przy dzisiejszych cenach paliwa, uniwersalność takiego rozwiązania – gigantyczne spalanie. 17-20 litrów średnio, oznacza w mieście pewnie 24-25 l i to już, nawet przy gazie, są wartości nieakceptowalne, dla kogoś, kto dojeżdża do pracy i spędza na miejskim bruku choćby 70% czasu (i 40% km), albo choćby dla osoby, robiącej rocznie te standardowe w PL 10.000 km. Na takim dystansie 17 l (Jeep) kosztuje ok. 5100 zł/rok. Przy benzynie – mnożysz x 2.I te 51 zł/100 km. Gdy ktoś, jak np. ja, robi 20 tys. km – masz już 10.200 zł/100 km na samo paliwo plus problem ze zużywającymi się częściami (te wozy mają już swoje lata i powoli, przy przebiegach rzędu 300 tys. km zaczną domagać się wymian, chociaż eksploatacyjnych). Nie bez powodu firmy zmieniają auta co 4-5 lat, a one stanowią 2/3 nabywców nowych wozów.
      Druga wada – rozmiar – no cóż, zupełnie nie do miasta, tam gdzie wąskie uliczki, ciasne parkingi itp. Sam widzę różnicę między Giuliettą a Fiatem 500, a gdzie Alfie do Jeepa? Stąd jednak zostanę przy swoim. Passat TDI może mieć 4Motion (4×4) podniesione nadwozie, i zostawać jednak daleko bardziej poręczny niż Grand Cherokee, paląc przy tym 6 l ropy na 100 km w mieście (a więc 40 zł a nie 75 zł- LPG, lub 130 zł PB), a w trasie 4,5 l/100 km (30 zł kontra 45/80 zł). Przegra tylko z terenem. Tam jednak liczą się też umiejętności. Góral, bo uczony od małego, wjedzie ścieżką rowerową na szczyt 1100m (autentyczne), dysponując Sprinterem, który ma napęd na tył, długie nadwozie itp. Inny potrzebuje do tego Jeepa, bo Passat 4×4 okaże się niewystarczający. Jednak większość ludzi takich potrzeb nie ma.

    2. @Jan, mam do Ciebie pytanie całkiem nie na temat. Po ostatnich ulewach okazało się, że w drugim garażu dach mi cieknie. Trzeba będzie wymienić dach na kolejnym budynku, problem w tym, że to jest samowola budowlana, około 70 m2. Chyba mogę skorzystać z uproszczonej procedury legalizacyjnej, bo użytkuję już 19 lat, a budynek stał wcześniej. Jak ma w ogóle ustalić datę budowy? Szukać na zdjęciach lotniczych, czy jak? Najpierw zalegalizować, a potem zgłaszać zmianę pokrycia, czy w innej kolejności? Nie chcę pytać bezpośrednio w nadzorze. W trakcie remontu budynku, chcę też wprowadzić trochę zmian. Obniżyć i poszerzyć wjazdy do garażu, zamontować automatyczne bramy, co będzie się wiązać z zamontowaniem nowych nadproży, zmodyfikować instalację elektryczną, ale to sam w większości już zrobiłem, bez zgłaszania (zakopałem kabel podziemny, w miejsce obecnego, wiszącego). Gdzie byś na moim miejscu poszedł po pomoc w takiej sytuacji?

      1. Sławku, tu masz artykuł z Muratora. Oni mają sprawdzone informacje. Będziesz mógł skorzystać z uproszczonej (20 lat), a nie poniesiesz opłaty legalizacyjnej. Teraz to się chyba wszystko załatwia na oświadczenie (nie musisz mieć zdjęć – może stary właściciel da Ci swoje oświadczenie). Każda próba robót przy samowoli pokaże, że jest, wystawi Cię na strzał w PINB, więc zacząłbym od legalizacji. Co do reszty – techniki – nie wypowiadam się.
        https://muratordom.pl/prawo/formalnosci-budowlane/legalizacja-samowoli-budowlanej-2023-jaka-jest-procedura-jaki-koszt-jaka-oplata-legalizacyjna-aa-kHfY-nPNQ-Grfp.html

        1. Dziękuję. Oświadczenie dotyczy wg. tych wskazówek prawa do zarządzania nieruchomością. Obawiam się tego operatu powykonawczego. Poza domem jest parę innych obiektów, których wcale nie chcę zgłaszać, jak np. studnia głębinowa i piwnica ogrodowa. Operat jednak nie musi być uwierzytelniany, tu wystarczy mój podpis. Mam nadzieję, że taki operat może wykonać każdy geodeta. Szkoda, że nie mieszkam bliżej, bo w rodzinie mam geodetę-emeryta. Nie wiem, też, czy w ekspertyzie technicznej trzeba będzie umieścić planu, bo żadnego nie mam, a wjazd muszę poszerzyć o około 30 cm lub więcej. Teraz wjeżdżam do garażu na styk. Kupując samochód, musiałem wziąć ze sobą do salonu miarkę, aby zmierzyć rozstaw lusterek. Nic większego, poza Elantrą mi się nie chciało zmieścić na szerokość, choć w dawnych czasach w tych garażach stały busy. Wysokość muszę obniżyć, bo nie sięgnę do bramy ręką.

      2. Slawek-troche nnie jestem na biezaco, ale przeciez zmieniasz tylko pokrycie (nawet jeslu konstrukcje to nikt tego nie stwierdzi), wiec zglos tylko zmiane pokrycia i tyle. zawsze wczesniej tak sie robilo i bylo dobrze. na wsi watpie,zeby ktokolwiek sie zainteresowal, zreszta w miescie tez nie bylo takiego przypadku na ile pamietam, chyba,ze zawistny sasiad.
        Nawet bez zgloszenia tez nie powinno byc problemu (o ile nie masz zawistnych sasiadow).

        Nadproza to zmiana konstrukcji budynku, zasadniczo powinno byc pozwolenie na budowe (haha), ale zwykle poza miastem robi sie bez zadnych papierow.Musisz sam ocenic ryzyko i zdecydowac.
        Jesli wskutek zmiany nadprozy zmienia sie sporo wymiary wjazdow (np.wiecej niz 10 cm), to ryzykujesz,ze przy jakiejs kontroli czy donosie bedzie kara. napisalem 10 cm bo do tych okolo 10cm mogles np. zdjac ocieplenie i ujzyskac niewielka zmiane wymiaru.Choc wg „prawa” tfu budowlanego nawet 1 cm powinien byc zgloszony.

        1. Sąsiedzi nie są zawistni, garaż stoi przy samym płocie od x lat. W nagrodę, w ubiegłym roku ufundowali od północnej strony płotu jeszcze większą wiatę po swojej stronie ;). Od tego czasu śpię spokojnie.

          1. Nie namawiam do lamania haha-prawa, ja bym robil bez papierow.
            Ale nie przyjmuje reklamacji, jesli beda klopoty 🙂

      3. Slawek-o te przepisy najlepiej zapytac jakiegos kierownika budowy lub projektanta domkow dzialajacego w Twoim rejonie.

  2. Dlaczego na samym wstępie wykluczyłeś elektryka? Z poprzednich wpisów raczej wynikało, że jesteś zadowolony.

    1. Powód jest taki sam jak brak Jeepa – brak uniwersalności. Tę zapewnia auto „do tańca i do różańca” czyli do miasta, w trasę i wokół komina. Takie, co przewiezie sporą rodzinę i bagaż. Takich elektryków nie ma. Brak w tym segmencie kombi, przeważają hatchbacki, SUV-y, crossovery.
      Konę lubię i cenię (inaczej nie jeździłbym nią od 2 lat), a teraz ratuje mój projekt „życie za 500 zł”. Ma sporo zalet (teraz ładuję ją głównie na wsi i przejeżdżam tydzień, średnie wiosenno-letnie zużycie to 11,5 KWh z klimą), ale ledwo mieści 4 osoby (jestem dość wysoki), a bagażnik tylko 322 litry. Dla rodziny na dłuższy wyjazd – odpada. Także z powodu czasu przejazdu. W góry „normalnym” autem jadę teraz 4.5h, a jakbym przycisnął Alfę, to może i 4. Ładowanie i zmniejszanie prędkości powoduje, że Koną schodzę do 6h (jadę godzinę dłużej i 30 minut spędzę na ładowarce). Z kolei fajny wóz – w stylu np. Mercedesa EQS, czy Porsche Taycana też ma swoje wady (oba cenę, Taycan – mały bagażnik).
      Mustang E-Mach- rozwala spalaniem. Z opcji – po taniości – oglądałem Dacię Jogger – mało miejsca na nogi i nieidealne silniki. Podobnie Duster (plus mniejszy niż w kombi bagażnik).
      Stąd wybór rozsądnych propozycji w kombi – Corolli, Passata, może dodałbym Octavię, Golfa Kombi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *