25+. Cykl wpisów dla pokolenia Z, pokazujący, jak sobie radzić w obecnej sytuacji. Część III -W jakim kierunku skierować karierę zawodową, żeby przyzwoicie zarabiać za 10-15 lat.

Kiedy zacząłem myśleć o tym wpisie, przez głowę przeszły mi rady pokolenia moich rodziców i teściów. Brzmiały one: Kończ studia i dostaniesz dobrą pracę. Trzymaj się jej, a będziesz miał dostatnią emeryturę. Jako przyszłościowe kierunki wskazywano: medycynę, prawo, zarządzanie, ale każdy dyplom magistra gwarantował, według tej filozofii, powodzenie. W efekcie młodzi szli na prywatne uczelnie, kształcące humanistów (najtaniej), socjologów, psychologów, z których większość nie miała pracy. Stąd stereotyp absolwenta socjologii na zmywaku w knajpie lub na kasie w markecie. Dlaczego?

Ponieważ ta rada bazowała na czasie przeszłym. Ludzie wchodzący na rynek pracy w latach 90-tych, jeśli zdobyli magistra i umieli angielski robili bajeczne kariery w korporacjach. Szybko, przed 30-tką zarabiali lepiej od rodziców. Sam miałem kolegę, który rzucił studia na SGH, bo jako student dostał pracę w funduszu inwestycyjnym jako zarządzający. Tak to działało. Ale już nie działa. Od 20 lat nie działa.

Dlatego, trzeba wymyślać własną drogę na nowo. A zatem moje rady.

Raczej zapomnij o medycynie i prawie.

Oba te kierunki wymagają poziomu wiedzy i dyscypliny niespotykanego gdzie indziej. Żeby dostać się na medycynę musisz mieć dwa-trzy rozszerzenia na poziomie 80%. Ile znasz takich osób? Oczywiście możesz zawsze pójść do Rydzyka lub na inną „słynną” uczelnię. Tam przyjmują wszystkich. Tylko albo poziom dramatyczny (nie zdasz na specjalizację, a bez niej jesteś nikim), albo wywalą połowę po 1 roku.

Kierunki medyczne nielekarskie mają się nieco lepiej. Poziom odrobinę niższy (choć dalej wysoki) na takiej fizjoterapii, pielęgniarstwie itp. Pensje niezłe, ale roboty multum. Większość pracuje po 250-300 godzin w miesiącu (standardowy miesiąc to 170 godzin). Takie są standardy – także wśród lekarzy. Albo pracujesz jak robot i zarabiasz kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie, albo dostajesz trochę powyżej średniej.

Prawo – tragedia. Dostać się łatwiej, ale… bez aplikacji na rynku zarabiasz niewiele (jak lekarz bez specjalizacji), chyba że pracujesz na uczelni (ułamek absolwentów – 3-4 osoby z 300-osobowego roku).Z aplikacją radcowską/adwokacką na początku klepiesz biedę. Przyzwoicie zaczynasz zarabiać po 35 r.ż i tylko wtedy, gdy jesteś dobry (oraz masz szczęście). Rynek został zabetonowany. Podobnie w sądach, prokuraturach, notariacie. Albo masz rodzinę, wielki łeb (jak prof. Matczak), albo nie próbuj.

Kierunki matematyczne.

Jeśli masz zdolności – rozważ. Coraz mniej osób uczy się matmy, a w niej jest przyszłość. Można pracować jako w IT, w sektorze finansowym, ubezpieczeniach. W każdej z tych branż pensje są ponadprzeciętne. Zresztą nawet dobry nauczyciel matematyki spokojnie żyje z korków, a bez większego stresu. Każde korpo przyjmie matematyka z otwartymi rękami i… nieźle mu zapłaci.

Orientując się w liczbach łatwiej odnajdziesz się we własnych inwestycjach. Klucz do oceny ryzyka – rachunek prawdopodobieństwa – przecież czysta matematyka.

IT

Branża IT, zwłaszcza programowanie stale się rozwija. Oferuje, w największym chyba procencie, pracę zdalną. Czyli dasz radę dokonać optymalizacji geolokalizacyjnej – zarabiać w dolarach, funtach, euro, a wydawać w złotówkach, a nawet bahtach. I ta pensja. Nie jest niczym nadzwyczajnym trzydziestolatek z dochodami 10-20 tys., ale Euro.

Nie każdy jednak ma zdolności do skończenia powyższych kierunków. Co wtedy robić?

Skup się na byciu doskonałym rzemieślnikiem

Gdybym nie miał szkoły lub zaczynał teraz – poszedłbym właśnie w tym kierunku. Rzemieślników brakuje, nie ma komu robić. Tak zapomniane zawody jak kowal czy stolarz, świetnie sobie radzą.

Podobnie warto starać się zostać dobrym mechanikiem samochodowym, blacharzem itp. Wszelkie zawody budowlane także nie umrą z głodu.

Pamiętaj o złotej zasadzie inwestycji

Wszyscy wielcy rozwoju osobistego podkreślają – najlepszą inwestycją z najwyższą stopą zwrotu i najmniejszym ryzykiem jest inwestycja w siebie. W sensowne kwalifikacje, rozwój intelektualny, zdobywanie nowego, dobrego i interesującego zawodu. Ona będzie procentować przez dziesięciolecia (czasami 30-40 lat). Mój kumpel ma ojca lekarza, który przestał pracować w wieku 85 lat i tylko dlatego, że zaczął mieć problemy z chodzeniem. Dalej miał propozycje zawodowe, dalej działa mu głowa. Ja, zdobywając kwalifikacje w wieku 37 lat (czyli minęło już 10 lat), zarobiłem dodatkowo +100% rocznie, w tym samym czasie, oraz znacznie ułatwiłem sobie prowadzenie działalności gospodarczej.

20 komentarzy do “25+. Cykl wpisów dla pokolenia Z, pokazujący, jak sobie radzić w obecnej sytuacji. Część III -W jakim kierunku skierować karierę zawodową, żeby przyzwoicie zarabiać za 10-15 lat.”

  1. Nie wypowiem sie, nie mam dzieci, a cale moje zycie wyglada zupelnie inaczej niz przecietna srednia, do ktorej adresowany jest tekst.
    Ale dobrze napisane i rzeczowo.

    1. Niestety. To co w przypadku indywidualnej rodziny sensowne (wstrzymanie zakupów), może zniszczyć biznesy. Powtórka z naszych lat 1989-1995. Dochodzi jeszcze problem nietypowej jesieni (u nas też bezpośrednio z lata, przyszła zima), a producenci ciuchów zostali z masą niesprzedanych produktów.

    1. Do 21.46.Obejrzałem. Jak zwykle w pch24.pl trochę smutnych prawd (o rugowaniu z rynku i obciążaniu niewielkich firm), półprawd (że mieszkania PRL-owskie były jakieś mikro – one były małe, ale w stosunku do potrzeb, w stosunku do warunków przedwojennych, 11 osób w izbie, pałace), do całkowitych nieprawd (klasa średnia to tylko przedsiębiorca, a nie pracownik korporacji). Z kolei problem w koncepcji, WEF polega na zastąpieniu własności, najmem. Ponieważ w Polsce 70% żyje ludzi we własnym mieszkaniu/domu, ma jakieś auto, zmiana idzie po tym kierunku, to tę własność trzeba odebrać. Właściciel zakładu zatrudniającego 10 osób (a mam takich klientów), jeśli dobrze prowadził swoje życie, około 60-tki staje się klasą wyższą. Ma majątek pozwalający następnemu pokoleniu nie pracować i żyć z odsetek (spore oszczędności, kilka-kilkanaście lokali lub budynków). Jest więc tym bogaczem, o którym opowiadał Ziemkiewicz (nawiasem mówiąc, wóda tak wyżarła mu mózg, że nie mógł sobie przypomnieć Arystotelesa). Generalnie, wielu tradycjonalistycznych opowiadaczy popełnia ten błąd, np. nazywając ziemian „przedwojenną klasą średnią”. Zdarza się to i samym przedstawicielom klasy wyższej. W USA robiono badania i ludzie z majątkiem 5-10 mln USD uważali się za klasę średnią (tam akurat wyznacznikiem klasy jest wyłącznie stan konta). Wiadomo, zarówno ziemianie jak i opisani Amerykanie stanowili najwyższe 5 a może 2 % społeczeństwa, więc ewidentnie średniakami nie byli. Z kolei lewica wykonuje ruch odwrotny – zalicza do klasy średniej wyłącznie na podstawie dochodu (zaniżonego), czyniąc to właśnie w myśl idei, że majątek nie ma znaczenia, liczą się zarobki. Stąd próg 2/3 czasem 75% średniej krajowej. No i mamy taką sytuację, że wtedy ktoś zarabiający o 800 zł netto więcej od pensji minimalnej, z kredytem na połowę dochodu, ewidentnie biedujący, staje reprezentantem środka, podczas gdy, faktycznie jest biedakiem. Tymczasem celem klasy średniej, co staram się przedstawić i na tym blogu, w oczywisty sposób, winno być zdobycie jakiegoś majątku (co najmniej własne mieszkanie, spłacone przed emeryturą i drugie na wynajem), zapewnienie następnym pokoleniom rodziny dobrego startu i pomoc w usamodzielnieniu, a nie comiesięczna walka o każdy finansowy oddech.

      1. Zgadza sie, nawet niedawno ktorys urzednik JK uwazal,ze klasa srednia to jak napisales czlowiek z zarobkiem kolo 4k na reke, co przeciez jest kpina, bo niewiele mniej zaraz bedzie pensja minimalna.
        Schwab i spolka chca kazdego doprowadzic do funkcjonowania calkowicie zaleznego od ich widzimisie, w tym oczywiscie w pierwszej kolejnosci pozbawic majatku w celu calkowitego uzalenienia od tego ich widzimisie.Co zaczynaja realizowac,ale skutkow jeszcze nie widzimy – np.odbieranie aut dopiero sie zaczyna (podatki od spalinowych).
        Kolega byl niedawno w gorach (chyba okolice Zakopanego), mowil,ze tam sa wprowadzone zakazy palenia drewnem w domach (ciekaw jestem jak to chca wyegzekwowac, gorale zawze palili drewnem bo za darmo).Jest to na pewno jeden ze sposobow na uczynienie nieoplacalnym wynajem kwater,a docelowo byc moze chodzi tez o wywlaszczenia (nie masz na rachunki, ani na remonty, miasto placi to za Ciebie,wpisuje dlug w hipoteke,a potem zabiera).Ten sposob byl juz cwiczony za PRL z dobrym skutkiem niestety.
        Bo kasyno zawsze wygrywa.

          1. Oddychanie jak oddychanie. Metan i tlenki azotu emitujemy też przez skórę i w inny sposób. Przy czym w Europie, USA żyje po kilkaset milionów, a w Azji i Afryce, sporo więcej. Zobaczymy jak to rozwiążą.

        1. Do 13.07. Nie jestem aż takim pesymistą z tymi remontami i wpisywaniem długów na hipotekę. Po prostu będzie jak we Włoszech. Stare, nieremontowane domy stoją, ktoś próbuje je sprzedawać, stopniowo obniżając cenę. Oglądałem taki jeden – 140 m2, 5 pokoi, w pięknym miejscu (Umbria 110 km od Rzymu 5 km od jeziora, kilka km od węzła autostrady). Cena zniżona z 40k Euro na 28k Euro i nic. Nadal w ofercie, a przecież to 120 tys. zł po ostatnim kursie.
          Remont przy włoskiej biurokracji to droga przez mękę.
          Zakazu palenia drewnem na Podhalu nie da się wyegzekwować. Może chodziło o wilgotne drewno? To i na Lubelszczyźnie obowiązuje zakaz palenia biomasą o wilgotności pow. 20%.
          Wynajem kwater w Zakopanem zawsze będzie opłacalny, samo lato ich utrzyma i niezbyt sroga część zimy (+ocieplenia). Znam kalkulacje szczegółowe dla gorszej części Podhala – 80 dni obłożenia (samo okres V-X) to przy obecnych stawkach – 13 tys. zł za dwuosobowy pokój/rocznie. Jeśli ktoś ma 4-5 pokoi wystarczy mu i na życie i na opał, zwłaszcza że górale w lecie dorabiają. Już gorzej może wyglądać sytuacja z agroturystykami pośrodku niczego.

          1. Jak mawiaja starozytni Indianie 🙂 – pażywiom, uwidim.
            Mnie juz chyba nic nie zdziwi.
            Skoro mozna zajumac cala prywatna gospodarke w 1944 i nic za to nie zaplacic, to mozna wszystko.
            Spadkobiercy ordynacji Zamoyskiej dostali od wojewody podkarpackiego cale $1mln, co jest suma groteskowa.Ogromna wiekszosc poszkodowanych nie dostala nic.

          2. Różnie to było – większość Ordynacji Zamojskiej to jednak tereny Lubelszczyzny i tu odszkodowania były większe. Za Pałac w Kozłówce (to już Ordynacja Kozłowiecka i inni Zamoyscy), płacono dziesiątki milionów złotych odszkodowania kilkanaście lat temu. Oczywiście za sam pałac, za ziemię nic.

          3. Obys mial racje.
            Majac na uwadze wydumki Schwaba&consorties slowo „zawsze” moze nie miec zastosowania.

          4. Co do słowa „zawsze”. Ostatnio widziałem rozważania co stałoby się z kredytami, gdyby wojna dotknęła nas, jak Ukraińców. Nawet adwokaci twierdzili, że banki z pewnością nie dostałyby odsetek, a kapitał wart byłby grosze (i zmieniałyby to sądy na podstawie obowiązującego prawa).
            Polityka klimatyczna ma swoją granicę i właśnie do niej dochodzimy. Uzależnienie szkodliwości auta nie od emisji CO2 lecz normy Euro, stanowi jaskrawy przykład. Wjedziesz do Krakowa nowym VW Touaregiem 6.0D, czy innym Jeepem STR8 a już Cinquecento nie.

          5. 20% wilgotnosci jest bardzo trudne do uzyskania, rozmawialem raz z tartakiem gdzie zamawialem wiezbe dachowa, na prosbe insp.nadzoru nialem dostarczyc kwit, ze drewno ma wlasnie okolo 20% wilgotnosci.Odpowiedziano mi,ze teoretycznie to mozna uzyskac,ale w praktyce po dowiezieniu na budowe wilgotnosc moze miec kilka procent wiecej, poniewaz w warunkach naturalnych (zaladunek na auto, jazda, rozladunek,moze byc deszcz i wilgoc) drewno pobiera wilgoc z atmosfery.te 20% to w susxarni.

          6. Więźba a drewno opałowe to dwie różne rzeczy, jak kiedyś wytłumaczyli mi górale. Drzewo ścięte na budowę ma nawet 40% wilgotności. I z takiego robi się więźbę. Oczywiście szansa na 20% minimalna, o ile nie suszymy maszynowo (suszarnia).
            Drewno opałowe ma zupełnie inną technologie przygotowania. Ścina się je w styczniu, gdy wilgotność drzewa i powietrza jest najmniejsza, w suchy słoneczny i mroźny dzień, wtedy gdy soki spłynęły do korzenia. Następnie suszy na powietrzu, pod okapem, w drewutni minimum 1,5 roku. Przed użyciem, trzyma porcję kilka dni przy rozgrzanym piecu/kozie. Moje doświadczenie (a mam wilgotnościomierz budowlany) pokazuje, że 20% osiągniemy bez problemu, a i 12% może się zdarzyć, bo w pokoju z rozpalaną codziennie kozą wilgotność spada z 50% do 35%.
            A producenci kotłów/kóz/kominków wręcz piszą – pow. 20% – utrata gwarancji, nie mówiąc już, jak to działa na komin.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *