Inspiracją do dzisiejszego wpisu są pospołu Jan oraz nauczyciele. Ten pierwszy rzucił temat „klatki” w komentarzu i wielokrotnie go rozwijał, grupa belfrów, narzekających na swój marny los i płacę minimalną, zainspirowała mnie do pokazania, że da się żyć inaczej. Inaczej, czyli jak?
W Polsce dość modny stał się model – praca etatowa, 8 godzin dziennie (ew. 12 godzin, ale nie we wszystkie dni), 26 dni urlopu w roku (średnio 2 tygodnie na raz i po 1 dzień w miesiącu). W przypadku nauczycieli, nieco odbiega on od standardu, bo przy tablicy spędzają 18-20 godzin lekcyjnych (czyli 15 godzin zegarowych), ale trzeba dojść, dojechać, obskoczyć kilka szkół, wreszcie poświęcić w domu czas na przygotowanie do zajęć. Niemniej jednak za „dniówkę szkoleniową” – 6 godzin lekcyjnych (12 dniówek miesięcznie z wyjątkiem wakacji), młody nauczyciel zarabia ok. 300 zł brutto (250 zł netto). Stale, za pośrednictwem swoich związków zawodowych narzeka, jak słabo płatna jest ta praca (tu, racja) oraz… nic nie zmienia. A da się? Skoro głównym pracodawcą pozostaje budżetówka, przykręcająca stale śrubę? Da się.
Kiedy moi starsi synowie byli w wieku szkolnym, przychodził do nich nauczyciel. Tzn. były nauczyciel, bo nie pracował w żadnej szkole. Jednocześnie człowiek renesansu, uczył kilku języków, a poza tym przygotowywał do matury z WOS-u i historii. Jego stawka godzinowa wynosi obecnie 60 zł/45 minut – w blokach 2-godzinnych – 120 zł. Jak to w przypadku korepetycji – bez podatku. Czyli za 6 godzin lekcyjnych zarabiał 360 zł – o 50% więcej niż w szkole. Ponieważ miał renomę i wyniki, robił dziennie tych godzin 12 (9 godzin zegarowych), co daje 720 zł/dzień, 3600 zł/tydzień, 14.400 zł/miesiąc netto. Poruszał się starym autem, nie wiem, czy dlatego żeby nie zwracać uwagi fiskusa (formalnie pozostawał bez pracy), czy nie przywiązywał do samochodów jakiejkolwiek wagi. Tak więc, da się . Sytuację w mojej branży opisałem w jednym z komentarzy – 100 zł/godzinę szybkiego zlecenia (bez podatku) tj. 800 zł/dzień, 4 tys. zł/tydzień, 16 tys. zł/miesiąc. Nawet sprzątaczka ma lepiej niż dziobacz na prostym etacie – 150 zł/3 godziny/mieszkanie tj. 450 zł dziennie (9 godzin), 2,25 tys. zł/tydzień, 9 tys./miesiąc. Tyle netto nie zarabia niejeden korposzczur na szeregowym stanowisku, a w budżetówce 1/3 tej stawki.
Możemy wyjechać za granicę i wyciągnąć spokojnie 10E/h przy szparagach. Pracujemy kwartał (w dwóch rzutach i po 60 h/tydzień) – przywozimy 36 tys. zł wg aktualnego kursu.
Przy takich obliczeniach nie warto kurczowo trzymać się (słabego) etatu. Skoro bowiem w rok zarabiamy na nim netto 36 tys. zł, lepiej (moim zdaniem) pracować kwartał i uzyskać:
- 27 tys. zł przy sprzątaniu,
- 36 tys. zł w szparagach,
- 43 tys. udzielając korepetycji,
- 48 tys. łapiąc szybkie zlecenia w mojej branży.
Przez pozostały czas – relaksować się. Istnieje oczywiście inna opcja, robimy freelance przez cały rok (szparagi odpadają) za sumę 3-4 krotności etatu. Ewentualnie wybieramy opcję pracy:
- dwie godziny dziennie,
- jeden dzień w tygodniu,
- jeden tydzień w miesiącu,
- jeden miesiąc w kwartale,
- jeden kwartał w roku.
Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Czy za 3 tys. miesięcznie da się wyżyć? I tu przychodzi nam z pomocą model funkcjonowania budżetowego. Jeśli chcemy żyć na kredyt w wielkim mieście – z pewnością nie da się (nawet we dwoje). Gdy jednak obniżymy standardy, sytuacja ulega zmianie.
To co stanowi biedowanie w stolicy, oznacza przeciętność na niewielkiej wsi (tu jednak trudno o zlecenia, korepetycje, sprzątanie, chyba że zdecydujemy się dojeżdżać). Chodząc do roboty tydzień miesięcznie, otwieramy sobie mnóstwo opcji, bo:
- możemy produkować żywność,
- sami wyrabiamy opał i palimy w piecu,
- płacimy minimalne podatki (rolny) i składki (KRUS), a nasza emerytura będzie i tak na poziomie 70% pracujących,
- mamy czas szukać pomocy lekarza,
- dostajemy wszystkie dofinansowania (oficjalnie zero dochodu),
- nie płacimy kolosalnych kwot ekipom remontowym,
- możemy się rozwijać (czas!).
- mamy spokój i znacznie mniej stresów.
A niedługo przedstawię model finansowy życia za 3 tys. zł w wersji singiel, para i rodzina 3-osobowa, pokazujący że nawet utrata jednej pensji – niestraszna.
Oczywiscie nie warto.
…Sławek tez zyje w taki sposob-na wsi.
Jedna niewieka uwaga: wg mnie (moge sie mylic) zakladane dochody sprzataczki sa troche zawyzone, bo przeciez nie ma nonstop zlecen i sa przerwy w robocie.Ale to i tak nie wplywa na efekt koncowy, bo nawet jesli zarobi 1/3 mniej, to da sie z tego wyzyc w opisany przez Ciebie sposob.
Problem nie w tym,ze sie nie da, tylko w zmianie ludzkiego myslenia, ktora z trudem-o ile w ogole-nastepuje.
Ale moze i lepiej-gdyby wszyscy rzucili sie na wies, to zabraknie miejsca dla nas 🙂
Obserwuję od pewnego czasu ceny nieruchomości na wsi. Odleciały. Domy do poważnego remontu wołają 700-800 tys., podczas gdy za podobne pieniądze da się kupić spory dom w gorszej dzielnicy mojego, dość drogiego, miasta. Za 200 tys. drewniane rudery na obrzeżach Mazowsza, więc miejsca nie zabraknie. Właśnie jestem w trakcie lektury książki preppersa, zdecydowanie rekomenduje wieś.
Co do sprzątaczki – w Ciechanowie mogłaby nie mieć zleceń, ale w Warszawie może utrzymać ciągłość, zwłaszcza jeśli ten kwartał pracy to będzie lato, czyli szczyt wynajmu krótkoterminowego.
Ceny domow-tak,tez zauwazylem wzrost na wsiach.Na poludniu moze nie az taki jak na Mazowszu-wiadomo, Warszawa. To samo ze sprzataczka 🙂
Ale widac zwiekszone zainteresowanie wsia, co jest nowe, bo w 2000r. z trudem sprzedalem dom stan surowy 40 km od Krakowa.Niby byli chetni ale trwalo ol roku zanim poszedl.Odstraszala odleglosc i polozenie na stromy zboczu.
Byc moze obecne ceny pompuje tez inflacja-chec ulokowania gdzies kasy.
Prepersi uwazaja,ze wies jest najlepszym miejscem do przetrwania i trudno sie nie zgodzic. A miasto szczegolnie duze w czasie SHTF (shit hit to fan) = katastrofy uwazaja za smiertelna pulapke.
…lokata kasy-mozna kupic zabytkowe auto albo inny antyk, to tylko zyskuje na wartosci.
I widać na Ukrainie, że tak – miasto staje się pułapką, tam lecą rakiety, koncentrują się ataki, a wyjechać się nie da.
Do 10.31: tak, to mozna sobie latwo wyobrazic.Nagle nie ma wody, pradu,a na wylotowkach naraz wiekszosc samochodow.Dostawy odciete, zapasy magazynowe skoncza sie w kilka dni.
Cwiczenia z ograniczania gotowki w Nigerii: https://nczas.com/2023/02/17/masowe-protesty-przeciwko-ograniczaniu-uzywania-gotowki-rzad-podjal-kontrowersyjna-decyzje/
Właściwie to planowałem przeprowadzkę do miasta, ale po restrykcjach covidowych zrezygnowałem z tego pomysłu na czas nieokreślony. Na wsi prawie nie odczułem obostrzeń, w tym samym czasie znajomi i rodzina z miast byli nimi już mocno zmęczeni. Duża działka i duży dom nie dały odczuć ograniczeń nawet podczas kwarantanny. Sklep podjeżdżał pod dom kilka razy dziennie na kółkach, wystarczyło wywiesić siatkę z kartką i trochę drobnych, zresztą wszystko było w domu. Dzieci bawiły się na podwórku, bo i tak chodzą do jednej szkoły itd.
Co to za książka preppersa?
Forum preperskie:
https://www.prepperforums.net/threads/prepper-nightmare-moving-to-big-city-away-from-bol.4879/
Cytat z przeprowadzki prepersa do miasta 😀
„Życie w mieszkaniu to coś, co wciąż może mnie wzdrygnąć…….. Mieszkałem w mieszkaniach przez 15 lat po przeprowadzce do Teksasu. To, co pamiętam najbardziej, to bycie wyjątkowo dyskretnym w prawie wszystkim, co zrobiłem. Większe ciężkie przedmioty, takie jak amunicja, które musiałem przynieść po zmroku w małych ilościach. Spędziłem wiele lat w tej branży ( w konserwacji ) i widziałem wiele włamań do mieszkań. Nawet w lepszych kompleksach mieszkaniowych. To był czynnik napędzający to, jak to robiłem. Nie możesz dać swoim sąsiadom nawet połowy pojęcia o tym, co masz. Brzmi paranoicznie, ale nie udało mi się włamać.”
Slawek-bardzo dobrze,ze jestes na wsi.
No tak, ale nie wiem czy w bloku chciałbym sąsiada, który przechowuje amunicję inną niż myśliwska.
🙂 Moze byc i mysliwska, krzywde zrobi tak samo albo lepiej.
Przygotowani przetrwają, Frankowskiego. W pandemii ludzie siedzieli w blokach, a my spokojnie w góry czy na wieś. Do swojego nie mieliśmy problemów.
Wlasnie,A przeciez inni tez moga sie przygotowac,nawet w bloku.Albo znalezc sobie kogos na wsi gdzie mozna uciec.Mój brat z mamą moze np.przyjechac do mnie, o ile sie wydostanie z Krakowa.Mowilem mu,zeby cos malego na wsi kupil,ale on uwaza,ze nie potrzeba.W sumie jesli to ma byc tylko w razie W to ma troche racji.
To o szabrownikach w Turcji wlasnie dlatego wstawilem,zeby pokazac,ze takie bandy tworza sie bardzo szybko-dzien,dwa po katastrofie.A jak juz nie bedzie co szabrowac, zaczna napadac ludzi na ulicy.
I część tak zrobi – przygotuje się na ucieczkę na wieś. Ja pewnie też miałbym gości. Zresztą nawet w mieście – lepszy własny domek z piwnicą (schron) niż wielki blok.
Oczywiscie.
Bliskich zawsze mozna i trzeba przyjac, ale-sa tacy, co celowo-z lenistwa,oszczednosci itp.-nie robia przygotowan , a potem chcieliby na sepa u kogos miec lokum. Spotkalem sie z prepersem, ktory proponuje, ze za jakies pieniadze,nie bardzo duze, sprzeda miejsce ucieczkowe w swoim bunkrze czy budynku do tego przygotowanym. Calkiem niezly pomysl i wyklucza „sępiących”, bo musza zaplacic. A jak nie bedzie katastrofy-trudno, kasa stracona. Tylko lepiej miec za powiedzmy 20-30k zl miejsce niz nie miec , nawet kosztem utraty kasy.
Tu nie wiem, czy chciałbym mieć całkiem obcych ludzi, zwłaszcza w razie zagrożenia, chyba że projekt czysto komercyjny.
…miasto-sam budynek oczywiscie nada sie na schron,ale pobyt w miescie niesie duzo zagrozen, nawet jesli masz zgromadzone zapasy na rok, to beda grasowac bandy i mozesz sie nie obronic.Na wsiach o ile w ogole beda bandy to na pewno mniej i pozniej. I rzecz jasna na wsi sam sobie wyhodujesz zywnosc.
Mowimy o armageddonie, do ktorego pewnie nie dojdzie. Nawet po wybuchach nuklearnych swiat nie zamieni sie w calosci w pustynie, beda miejsca zdatne do zycia i to wlasnie glownie na wsi w oddaleniu od przemyslu, jednostek wojskowych, lotnisk itp.
Do 20.13: ten prepers ma chyba dla nich osobny budynek.
Ale wiedzą, że przygotowany i jak przyjadą grupą jacyś bandyci, mogą nie dać rady.
Dla warszawiakow. Podobno (bo nie chcialo mi sie czytac) jest tam zapis,ze nie bedzie miesa i nabialu, zatwierdzony przez Trzaskowskiego. Plus inne ograniczenia.
https://konsultacje.um.warszawa.pl/sites/konsultacje.um.warszawa.pl/files/zalacznik_raport_zielona_wizja_warszawy.pdf
…tu „artykul przewodni” do powyzszego: https://niezalezna.pl/475765-trzaskowski-c40-zakaz-miesa-szkolach-dokument
Sugeruje warszawiakom i innym tez masowe strajki.
oni dalej wierzą, że to są „teorie spiskowe”
Chyba juz sie przekonuja,ze nie.Sam kiedys dawno tak myslalem,ale z biegiem czasu i faktow niestety musialem uwierzyc.
Mózgi nafaszerowane bromem z mąki i chitynowych pancerzyków, jak wcześniej, rzesze wielbicieli napoju z kokainy i cukru o tajnej recepturze, będą niezdolne do wydania znaczącego oporu szefom globalnego koncernu spożywczego.
W takiej cenie, niejeden kupiłby kokę. A na poważnie – niestety motorem jest chęć zapewnienia jak najtańszej żywności, a o skutkach przekonamy się za 20 lat. Tak to się kręci. Najpierw przemysłowy chów bydła, świń i drobiu, teraz robale. Trudno powiedzieć co gorsze. Robaki, jako źródło pożywienia, to jednak tabu w naszej kulturze.
Slawek do 17.40: oni nie,ale jest jeszcze sporo ludzi, ktorzynnie cpaja,pija rzadko, i cos robia w zyciu.
Myślę, że sprawa trochę rozdmuchana. Wołowiny i baraniny, jako żywo, w szkolnej stołówce nie widziałem z uwagi na ceny. Jakiś urzędnik skomentował propozycję i wybuchła imba… po kilku latach.
Ale byl wybor,a teraz ma nie byc.
Moze i jest rozdmuchana.Tam sa jeszcze inne zapisy wynkajace z ekokomunizmu a szkodliwe .Troche poczytalem, o autach jest na samym koncu.Sporo o zieleni miejskiej, o budynkach.
Do 20.18: robale bedzie mzna ominac-nie kupowac.A w najgorszym wypadku mozna miec swoja zywnosc.Zreszta widac,ze protesty powoduja wycofanie sie z debilizmow jak ostatnio JE Trzaskowski.
Swoja droga-nie wiem co trzeba miec pod czaszka,zeby podpisac takie bzdury?
The Coca Cola Company zaczynała od podawania w wodzie z cukrem kokainy, stąd niesłychana popularność tego napoju wśród nieświadomych Amerykanów na początku ubiegłego wieku. Nie wiem co podają w Mc Donaldzie, bo tam też obowiązują tajemnice składu, ale dzieci dostają drgawek kiedy przejeżdżają koło tego baru. Co do mąki bromowanej, żadna tajemnica, że szeroko jest stosowana we współczesnym piekarnictwie, choć oficjalnie jest zakazana, produkuje się ją poza UE i legalnie używa. Wszystko zmierza obecnie ku wykluczeniu produkcji żywności na własne potrzeby, to ma być zmonopolizowane przez globalne koncerny i nie pomogą tu żadne zaklęcia i przechwałki, że ja to się nie dam. Będzie jak ze szczepionką covidową. A globalistom nie ufam, jak i temu co chcą nam serwować ze pożywieniem.
Wszystko masz kupić. Ubrania już mało kto potrafi zrobić, szewc – jako wykonawca (a nie naprawiający) praktycznie wyginął. Faktycznie, zostało żarcie. Na wsi, w Polsce, zachodnie koncerny nie dadzą rady. Tego się nie da kontrolować. Popatrz na kury. Już mają zmieniać obowiązek rejestracji. Bo i tak powstałoby podziemie.
Oczywiscie.
…dlatego te rozne ograniczenia dotycza na poczatek Wawy, potem pewnie innych miast,a nie wsi.
W portalu Przelom (Chrzanów i okolice) wlasnie napisali,ze na wlasny uzytek nie trzeba rejestrowac kur. Przeciez i tak by tego nie sprawdzili 🙂
PiS przed wyborami pospiesznie wprowadził zmiany, żeby wyłącznie Trzaskowski się z zamordyzmem kojarzył.
To wszystko jedna banda,moze z wyjatkiem Konfederacji, a to tylko dlatego,ze jeszcze nie mieli okazji rzadzic.
Majchrowski nie lepszy, tez wprowadza to co
Trzaskowski. We Wrocku tez. I gdzie indziej tez beda chcieli, bo maja taki prikaz z Brukseli.
Na szczescie chciec nie rowna sie zrobic.
Jak poczytasz fragment tego zalacznika, sam zobaczysz ile tam glupot.Niewykonalnych.
Konfederacja to także wolnościowcy pozorni. Winnicki i koledzy chcieliby trzymać wszystkich za ryj. Założeniem każdej partii jest posłuszeństwo i jednomyślność.
Myślę, że w Warszawie jest dodatkowo największa akceptacja do takich ograniczeń. A co do kur. Jeszcze kilka dni temu twierdzili, że trzeba. Teraz podobno negocjują, „ale do czasu wyjaśnienia, nie rejestrujcie”. Takie „ustępstwo”.
…kiedy krzywa Laffera osiagnie punkt krytyczny gospodarka schodzi do podziemia.Tak bylo u nas zawsze i teraz tez tak bedzie.
Chcialbym zobaczyc jak sa w stanie na wsi wszystko kontrolowac.
No nie można. Jak weterynaria dostanie drony, to się wybiegi dla drobiu zabezpieczy siatką maskującą.
…bo zabe gotuja stopniowo.
@Jan, to nie jest kwestia zmowy, tylko system jest tak skonstruowany, żeby trudno było funkcjonować odrębnie od reszty świata. Przystąpiliśmy do UE, miało być pięknie, a teraz wprowadzają zmiany, których nikt by wcześniej nie zaakceptował. Kto chce wyjść musi się mierzyć z trudnościami, jak Brytania, kto nie chce, musi robić dobra minę do złej gry lub stać się pariasem, jak Węgry i Polska i ostatecznie wybierać pomiędzy tymi dwoma alternatywami. Trzaskowski już się pali, aby zostać prymusem, jak wcześniej Tusk. Na Tuska nikt już nie stawia, bo nie wywiązał się z zadania. Morawiecki robi szopkę dla ludu, a bez rozgłosu realizuje kolejne unijne agendy. Konfederacja za nic nie musi odpowiadać, zbija kapitał na bezkompromisowej krytyce. Na polityków nie ma co liczyć, trzeba jakoś przetrwać kolejny komunizm.
Tak o to mi chodzilo,ze politycy sa wszyscy za pan brat.
Masz rację. Każdy wybór polityczny wymusza kompromisy. Wielka Brytania już nie pamięta smutnych czasów lat 70-tych i 80-tych, kiedy masowo likwidowano przemysł. Sprawnie przeskakuje od imperium do City. Mamy Unię i NATO z jednej, a kacapię z drugiej strony. Niestety, przykład Ukrainy, a nawet Scholtza, pokazują, że nie da się stać z boku. Sabotowanie przekazywania broni oznaczałoby dla Niemiec stopniowe odcięcie od wsparcia USA i pozostanie na niełasce Chinorosji.