Oszczędzanie w czasach inflacji. Radykalne obniżenie kosztów jedzenia. Ile trzeba, by żyć, jak kiedyś chłop?

Jeszcze nieco ponad 100 lat temu otaczająca nas rzeczywistość wyglądała inaczej. Większość mieszkańców obecnej Polski żyła na wsi i z rolnictwa. Dlatego wieś, przy zupełnie innej produktywności, uznawana była za przeludnioną.  Przodowała w tym Galicja (w uproszczeniu – zabór austriacki). I teraz trochę danych liczbowych, pokazujących „minimum życiowe”. Źródło – epokowe dzieło Stanisława Szczepanowskiego „Nędza Galicyi w cyfrach i program energicznego rozwoju gospodarstwa krajowego”.

W wieku XIX  (rok wydania 1888) przeciętny mieszkaniec Galicji zjadał rocznie:

  • 114 kg zboża,
  • 310 kg kartofli,
  • 10 kg mięsa,
  • 120 litrów mleka,
  • 8 kg strączkowych,
  • 1 litr oleju,
  • 10 litrów piwa,
  • 2 l wina,
  • 7 l mocnego alkoholu,
  • 2 kg cukru,
  • 160g kawy,
  • 40g herbaty,
  • 600g tytoniu.

Powołano się przy tym na dane niemieckiego fizjologa Voita, że miernie (czyli pewnie biurowo, bo to ok. 2000 kcal) pracujący człowiek potrzebuje dziennie: 118g białka, 56 g tłuszczu i 500g węglowodanów i wskazano, że konsumpcja w takim rozmiarze wymagałaby znacznie większego spożycia tj. zjadania  50 kg mięsa (tyle jadł Anglik).

I takie właśnie dane przyjmę do obliczeń, zapominając na chwilę, że Galicjanin zboża jadł gorsze (nie pszenicę), mięso różne (głównie wieprzowinę), a tytoń jest nam zbędny (podobnie jak alkohol). Zmodyfikowany (do norm pracownika) jadłospis kosztuje więc:

  • 114 kg zboża = 1350 zł (ok. 1200 zł/tonę),
  • 310 kg kartofli = 500 zł (ok. 1,5 zł/kg),
  • 50 kg mięsa = 1000 zł (ok. 20 zł/kg),
  • 120 litrów mleka = 500 zł (4 zł/l),
  • 8 kg strączkowych = 100 zł (8 zł/kg),
  • 1 l oleju = 14 zł,
  • 10 l piwa = 80 zł (8 zł/l),
  • 2 l wina = 60 zł (20 zł/but),
  • 7 l mocnego alkoholu = 280 zł (40 zł/0,7 l),
  • 2 kg cukru = 10 zł (5 zł/kg),
  • kawa, herbata, tytoń – pomijalne

Suma =3894 zł/rok.

Czyli, żeby przeżyć, wystarczy nam 324 zł/miesięcznie (bez alkoholu 300 zł). A ile to jedzenia?

  • 114 kg zboża to ok. 200 kg chleba (prawie bochenek dziennie, ale poza chlebem jedzono też kluski, kasze),
  • 310 kg kartofli to prawie 1 kg dziennie,
  • 120 l mleka to szklanka dziennie (ja wypijam więcej),
  • 50 kg mięsa to 140 g dziennie,
  • 10 l piwa to niecałe dwie butelki miesięcznie (piwo uchodziło za pożywne),
  • 7 l mocnego alkoholu to trochę ponad połówkę miesięcznie. Znam wiele osób, które piją znacznie więcej.

I jeszcze jedna uwaga, dane powyższe (wzbogacone o mięso do normy kalorycznej), stanowią średnią. Zawyżali ją bogaci, zaniżali biedacy (jedli ok. 2kg mięsa/rok). Przyjąłem ją za chłopską, bo miasta w Galicji to był margines. Takie z prawdziwego zdarzenia (w rozumieniu dzisiejszych dużych i bogatszych) dwa –  Kraków i Lwów.

Powiem to jeszcze raz, wyłączywszy alkohol, na życie (ok. 2000 Kcal) wystarczy nam 300  zł miesięcznie/osobę. I wracam do mojego bzika, ile gruntu trzeba, by taką ilość wyprodukować?

  • pszenica – 270 m2 (42q/ha),
  • kartofle – 100 m2 (30 t/ha),
  • 120 l mleka (1 owca na osobę lub 1 krowa na 2 rodziny) – kupujemy ( lub mamy 1000 m2 pastwiska),
  • 50 kg mięsa (pół świni) – kupujemy (teoretycznie 500 m2 – 10 świń rocznie z ha),
  • strączkowe – 10 m2,
  • olej, kawa, herbata – kupujemy.

Całkowite zapotrzebowanie na osobę zapewni nam ca. 1900 m2. Przy 4-osobowej rodzinie to niecałe 8000 m2.  Gdybyśmy chcieli zrezygnować z produkcji zwierzęcej (i wyrabiali normy krajowe), mamy 380 m2/os tj. ok. 1600 m2 na 4-osobową rodzinę.  Nasze roczne wydatki na jedzenie/rodzinę wyniosą wtedy 6000 zł. Z drugiej strony  zwierzęta pochłaniają większość naszego czasu, areału gruntów (6000 m2 z potrzebnych 8000 m2) i uwiązują nas na miejscu.

Patrząc na te liczby, sam jestem ogromnie zaskoczony. Okazuje się bowiem, jak niewiele nam trzeba i jak daleko odeszliśmy od podstaw oraz ile się zmieniło przez niecałe 140 lat. Jeśli do tego wszystkiego dodamy własny las (opał), studnię, fotowoltaikę, solary, przydomową oczyszczalnię, zaspokajanie podstawowych potrzeb (jedzenie, ciepło, dach nad głową, nauka) to mamy możliwość przeżycia 3-4 osobową rodziną za pensję minimalną).

26 komentarzy do “Oszczędzanie w czasach inflacji. Radykalne obniżenie kosztów jedzenia. Ile trzeba, by żyć, jak kiedyś chłop?”

  1. Bardzo dobra szvzegolowa rozpiska.Spokojnie mozesz to wstawic na forum survivalu.Nie widzialem tam nic tak szczegolowo opracowanego.

    1. Do 9:12. Dzięki. To po prostu dane statystyczne. Niemniej jednak zastanawiające. Jak mało potrzebowano jeszcze 150 lat wstecz. I tamci ludzie, będąc na diecie jarskiej, ciężko pracowali.

  2. …przewiduje problemy rodzinne, gdybys chcial przestawic rodzine na taki tryb zycia.Przyzwyczailismy sie do dobrego i rezygnacja jest trudna do przeprowadzenia, nawet za cene wolnosci. Wolnosc jest niedoceniana dopoki nie jest utracona.

    1. Do 9:14. Nie, nie spróbuję przestawiać całej rodziny. Wiem czym by się to skończyło. Sam zresztą czuję potrzebę jedzenia mięsa. Właśnie w tym tygodniu doszła do mnie dostawa suszonej kiełbasy z dziczyzny od przyjaciół. Zajadam na śniadanie, kolacje i obiad (w pizzy). Aczkolwiek, dobrze mieć świadomość, że w razie trudności, istnieje jeszcze spora rezerwa.

        1. Masz rację, wielu nie uświadamia sobie możliwości życia poza klatką. Jeszcze dzisiaj, wiejskie babcie z emerytury 1000 zł potrafią coś odłożyć dla wnuczka. A co dopiero rodziny, w których są dwie zdrowe dorosłe osoby do pracy? Tylko trzeba się wynieść na zadupie, zamiast płacić kilka tysięcy raty kredytu. Jasne, stolica daje wiele możliwości, ale mają one swoją cenę.
          Mam klienta, prezesa w spółce deweloperskiej, żona lekarz. Firma nie jest jego, ciągła presja na wynik. Sporo odłożyli (rzecz jasna głównie w nieruchomościach), ale w okolicach 50-tki pracują od rana do wieczora. Oboje. Kilka razy w roku reset urlopowy – klasyka – narty we Włoszech, egzotyka, all inclusive. Dobre auta (u niego służbowe). Jeśli właściciel nie będzie zadowolony, zwolnienie i … trzeba zaczynać od zera.

          1. Wiesz-wielu nawet nie widzi,ze sa w klatce.
            Moj brat programista dopiero niedawno otworzyl oczy.
            Ale rozumiem,ze pracujac w korpo nie dostrzega sie wielu spraw.Psychika nie jest nastawiona na szukanie prawdy.Choc tez nie wszyscy tak maja, duzo zalezy od konkretnej osoby.

          2. Korpo daje złudne poczucie prestiżu, bezpieczeństwa i przekonanie, że poza nim nie ma życia – świat jest niebezpieczny, jeśli nawet mniej barwny. Podobnie działa budżetówka. Ludzie tam zatrudnieni trzymają się słabo płatnych etatów, znoszą złe traktowanie, ponieważ przed pierwszym (dziesiątym), pensja zjawia się na koncie, wszystko odbywa się w ustalonych godzinach, wprowadzając poczucie ładu w życiu. Zapowiedź utraty takiej pracy budzi lęk, pomimo iż faktycznie bezrobocie mamy znikome, socjal rozkręcony (wielu dostanie odprawę, pójdzie na półroczne zwolnienie, potem odwali zasiłek rehabilitacyjny, zasiłek dla bezrobotnych – czyli ma prawie 2 lata na pozbieranie się po ciosie) i w dużym mieście to robota szuka człowieka, jeśli chce pracować. Ba, pensja nawet w handlu, przeskoczy minimalną. Tylko trzeba się ubrudzić, chodzić na zmiany itp. W moim regionie działa pracodawca, który płaci średnio 12.000 zł miesięcznie (czyli nawet sprzątaczka zarobi te 5k brutto), no ale znajduje się o 45 minut jazdy od dużego miasta. I najciekawsze – wcale nie musisz pracować etatowo. Coś tam dorobisz, skorzystasz z socjalu i już wpadnie tyle, ile wystarczy na życie. Może nie tak barwne, jak z folderu egzotycznej wycieczki, ale jednak. W mojej branży modne są szybkie zlecenia 200 zł za 2-3 godziny pracy, z ręki do ręki. Etat je wyklucza. Jesteś dobry, w ciągu dniówki zarobisz … 800 zł (już netto, bo podatku brak). Po tygodniu (5 dni) masz 4 tysiące. Albo bierzesz jedno dziennie i zarobisz tę 4,5k w miesiąc. Pracujesz miesiąc intensywnie – zarobiłeś 18 tys., w kwartał – na cały rok. I jak tu się bać utraty pracy? Osobie bez kredytu, to 4,5k. pozwala utrzymać rodzinę, jeżeli w pozostałym czasie produkuje żywność. Jednocześnie cała grupa osób z uprawnieniami trzyma się kurczowo pensji (z niewielką ilością roboty) za 3k netto za 12 dni w miesiącu. Widzisz tu jakąś logikę, poza bezpieczeństwem i „prestiżem” etatu? No, ale natchnąłeś mnie do kolejnego wpisu.

          3. Do 6.07: w korpo (umownie, mam na mysli wszystkie duze organizacje, w tym mundurowke itp.) przechodzi sie pranie mozgu. Powod-wiadomo, pracownik ma myslec jak napisales,ze poza korpo nie ma zycia i sie umiera.W korpo samodzielne myslenie i co gorsza samodzielne zycie jest zle postrzegane.

          4. To jest często pranie mózgu, na zasadzie bańki, w której funkcjonujemy. Jeśli ktoś styka się wyłącznie z jednym spojrzeniem na świat, nie wyobraża sobie, by żyć inaczej.

          5. Do 15.06: tak, wmawia sie ludziom,ze poza banka nie da sie zyc-jak wyzej napisales.
            Matrix 🙂

          6. Majac na uwadze niedawna ustawe o cenzurze, oraz ostatnia blokade portalu nczas w Polsce (bo w innych krajach nie, i dzisiaj potwierdzili,ze jest to blokada rzadu PL), uwazam,ze musimy miec awaryjnie cb radio, bo tego kontrolowac sie prosto nie da.Prepersi dawno juz maja.

    1. To jest niestety SUV. Przejedzie po śliskim, 3 cm błotka, może jakiś piasek i to wszystko na co go stać. Zresztą idea motoryzacji elektrycznej i jazdy terenowej jest nie do pogodzenia na obecnym etapie także z innych przyczyn. Głównie z powodu strat energii na napęd oraz kompletnej anty-aerodynamiki, wynikającej z bryły i prześwitu. Widać to doskonale po zasięgach elektrycznych dostawczaków.

      1. …moment obrotowy elektryka i skrzynia automat bardzo dobrze sprawdzilyby sie w terenie, niestety silnik elektryczny i stado akumulatorow wykucza takie uzycie.

        1. Tak, zaletą elektryka jest moment obrotowy i to w całej skali, a nie jak w spalinówce w pewnym zakresie obrotów. Niestety baterie ważą swoje, a dużo baterii (np. Mercedes EQS 108 KWh) to ogromny ciężar. Stąd lepiej wybrać klasycznego SUV-a lub terenówkę jeśli planujemy pokonywać przeszkody wodne. I dodatkowo – im starszy, tym lepszy.

  3. Debilizmow ciag dalszy, tym razem w Hiszpanii:
    https://nczas.com/2023/02/11/deprawacja-maluchow-nie-przeszla-rzad-zrezygnowal-z-programu-zachecajacego-3-latkow-do-masturbacji/
    Takimi rzeczami zajmuja sie biurokraci oplacani z podatkow.

    Zeby czytac nczas trzeba zmienic ustawienia przegladarki wg instrukcji:
    Jak w przeglądarkach ustawić DNS Cloudflare 1.1.1.1?
    Poniższa instrukcja dostępna także na Facebooku (kliknij) oraz Twitterze (kliknij). Zachęcamy do podsyłania tym, którzy na stronę wejść nie mogą.

    Chrome
    Ustawienia -> Prywatność i bezpieczeństwo -> Bezpieczeństwo -> (zjedź trochę niżej) Zaawansowane -> z rozwijanego menu wybierz „Za pomocą Cloudflare (1.1.1.1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *