Nie chcemy w Warszawie Budapesztu. Wrażenia z podróży na Węgry.

Pewien znany polityk życzył nam, abyśmy mieli w Warszawie Budapeszt. Ponieważ przebywałem na Węgrzech kilka dni, moje wrażenia są zupełnie odmienne. W Polsce żyje się znacznie lepiej. Oto przykłady.

Domy i biura. Bardzo niewiele nowych. W 100-tysiecznym mieście (9 z największych na Węgrzech), prawie ich nie widać, podczas gdy w Polsce są całe dzielnice wzniesione po 2000. roku. Centrum odnowione, ale brak aktualnych inwestycji (szklanych biurowców). Budynki urzędów przypominają PRL (bo nieremontowane od 30 lat). W pobliżu centrum ruiny jakiegoś zespołu budynków (pałac z oficynami? koszary? szpital?).

Hotele. Przepaść. Mieszkałem w 3. gwiazdkowym. Warunki  – jak w tanim pensjonacie. Brudne ściany, stare meble, pourywane klamki, drzwi harmonijkowe z dermy. 4 gwiazdki (tam bazował syn jako reprezentant Polski), z zewnątrz jak nasze 2. W środku faktycznie lepiej, ale na poziomie naszych 3 (poza istnieniem spa).

Samochody. Gorsze i tańsze niż w Polsce. Standard to 10-15 lat. Prawie nie widać aktualnych modeli klasy premium.

Ceny. Porównywalne z polskimi. Przy zarobkach średnich o 10-20 % niższych – wygląda to słabo. Po prostu Węgrów stać na mniej.  Wino, oczywiście tańsze (nawet 5-6 zł za butelkę), ale już np. salami (inne danie narodowe) – 20 zł za 400 gram (czyli 50 zł/kg) w promocji. W Polsce wędlinę kupimy znacznie taniej.

Szkoła. Miałem okazję zobaczyć dwie (miejsce rozgrywania spotkań i gimnazjum). Obie w stanie późnego PRL, co oznacza, starą salę gimnastyczną, ponure hole, ogólne zaniedbanie. A miałem na uwadze, że na międzynarodowy turniej wybrano raczej takie nieco lepsze.

Dlatego wyjeżdżając, pomyślałem sobie – żeby Polska, była Polską. Wystarczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *