Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Styl życia – Strona 60 – Oszczędny Milioner

Sknera czy oszczędny?

Wiele osób używa słów „sknera” i „oszczędny” jako synonimów. Mają one jednak zupełnie inne znaczenie. Różnica między sknerą a człowiekiem oszczędnym jest zasadnicza.

Sknera to osoba, żałująca sobie (i wszystkim najbliższym) każdego grosza. Ubiera się byle jak, je byle co, jeździ byle czym, nie wydaje i zbiera pieniądze dla samego posiadania. Jego myślą jest mieć więcej. Aby to osiągnąć potrafi pojechać bezpłatnym autobusem na drugi koniec miasta, żeby kupić opakowanie proszku o 50 groszy taniej.

Oszczędny z kolei, wprawdzie odmawia sobie (i czasami bliskim) wielu rzeczy, ale robi to z konkretnego powodu. Ma priorytety wydatkowe i na nich się skupia, bezlitośnie eliminując pozostałe wydatki lub tnąc je do kości. Planuje cele finansowe i wie, że nigdy ich nie osiągnie, jeżeli nie skupi się na tym co ważne. Wybiera wakacje (jeśli są dla niego ważne) zamiast wyjść na miasto, odłożenie na 1-szą wpłatę na mieszkanie zamiast hucznego wesela na 300 osób. Stara się optymalizować. Jest zdolny do wyrzeczeń, ale nie dla zasady (jak sknera) lecz aby spełniać marzenia.

Oszczędny a sknera

SkneraOszczędny
JedzenieWybiera najtańszeStara się niewielkim kosztem jeść zdrowo np. wybierając gotowanie w domu zamiast fast-foods.
Horyzont planowania
Krótkoterminowy (zaoszczędzić dzisiaj)Długoterminowy
Wpływ na innych ludziNegatywny (marudzą, wypominają)Pozytywny (inspirują do dobrych zmian)
Stosunek do cenyPatrzy tylko na cenęDostrzega relację cena/jakość

Z zewnątrz najłatwiej poznać oszczędnego po uśmiechu na twarzy. Realizuje swoje kolejne plany i cieszy się życiem. Sknera zaś ciągle narzeka i wszystkim się zamartwia.

Jak płacić mniej za telefony komórkowe?

Obniżenie opłat za telefony komórkowe może wynikać z kilku działań. Najprościej oczywiście nie dzwonić (zwłaszcza mając ofertę na kartę), koszt utrzymania komórki będzie wtedy wynosił dosłownie kilka złotych miesięcznie. Drugi prosty sposób, to namówić pracodawcę, aby pokrywał koszty telefonu.

Nie o to jednak droga dla wszystkich. Trzeba znaleźć lepsze, a co najważniejsze uniwersalne rozwiązanie, żeby zamiast np. 150 – 200 złotych płacić ledwie 20.

Najpierw proponuję zastanowić się, czy mamy telefon na kartę, czy na abonament. Kończąca się umowa abonamentowa terminowa, umowa na czas nieokreślony lub karta to dobry znak. Możemy dokonywać zmian. Trzeba bowiem pamiętać, że za zerwanie współpracy z siecią telefonii komórkowej (czyli wypowiedzenie umowy zawartej np. na 2 lata przed terminem) może nas słono kosztować. Operator naliczy wtedy kary umowne w wysokości kilku tysięcy. To zupełnie nieopłacalne. W takiej sytuacji pozostaje nam tylko cierpliwie czekać, aż upłynie czas do wygaśnięcia umowy.

Załóżmy jednak, że jesteśmy wolni.

Musimy odpowiedzieć sobie – czy nasz telefon jeszcze trochę pożyje, czy wymaga  zmiany. Wymiana aparatu przy każdej okazji, to kiepski wybór. Wiem, wiem, technologia się starzeje. Ale policzmy koszty. Wymiana aparatu co 4 lata zamiast co dwa, to przy cenie 960 zł, 20 zł miesięcznie zamiast 40 zł. Koszty obcięte o połowę.

Oszczędzajmy dalej. Załóżmy, że zmieniasz telefon co 2,5 roku. Za abonament „prawie all-inclusive” płacisz 80 zł. Dostajesz przy tym nowego smartfona za 123 zł. Przez okres obowiązywania umowy zapłacisz:

80*30+123= 2523 zł

Ten sam aparat na wolnym rynku kosztuje 1200 zł. Abonament do niego, w ofercie „tylko SIM” 35 zł. Koszt przedstawia się następująco:

35*30+1200 = 2250 zł.

Przez 2,5 roku nadpłacasz prawie 300 zł, to 10 zł miesięcznie. Dlaczego tak się dzieje?  W rzeczywistości nie płacisz za rozmowy, ale spłacasz ratę za telefon. Zawiera ona koszt zakupu i odsetki.  Teraz już wszystko jasne.

Kolejny trik przemyślany. Pójdźmy jednak naprzód. Na początku mówiłem o rachunkach rzędu 150-200 zł. Skąd one się biorą? Z zakupu najnowszych smartfonów. Np.  Iphone 6s 64 Gb w ofercie Play, przy umowie na 24 miesiące, kosztuje 199,99 zł miesięcznie + 39 zł na start.  Policzmy łączny koszt:

200 x 24 +39= 4839 zł.

Nie sądzę, że koniecznie musisz mieć supersmartfona. U mnie w rodzinie najdroższy telefon na żona – kosztował 1200 zł. Ja zadowoliłem się aparatem za  600 zł.  4 abonamenty kosztują nas w sumie 80 zł.   Niektórym nie wystarczyłoby nawet na jeden telefon. To najlepsza opcja.

Jak to się stało, że płacę tak mało za abonament?  Dobrałem go do naszych potrzeb i skorzystałem z oferty rodzinnej. Najpierw odpowiedziałem na ważne pytania:

Ile dzwonimy?

Ile wysyłamy sms-ów, czy korzystamy z internetu, rozmów międzynarodowych?

Potem ograniczyłem ofertę do niezbędnych elementów zawartych w cenie. Zamiast sms-ować, dzwonimy (rozmowy poza stacjonarnymi są abonamencie).  Telefony używane są „do zniszczenia” i łączymy je z prezentami gwiazdkowymi. Tym sposobem udało mi się osiągnąć następujące wyniki:

4 abonamenty = 80 zł/miesięcznie,

telefon nr 1 (żona) = 1200/30= 40 zł,

telefon nr 2 (ja) = 600/24 = 25 zł,

2 pozostałe telefony = 800/48= 16 zł x 2= 32 zł,

Razem (4 telefony + 4 abonamenty) = 177 zł.

Gdybym wybrał 4 Iphony, na które zresztą byłoby mnie stać, zapłaciłbym:

4 x 200 zł  =  800  zł.

Nie kupiłem ich jednak, gdyż bycie oszczędnym milionerem oznacza rozsądną optymalizację a nie całkowitą rezygnację z rzeczy,. Każdy z nas ma dobry telefon, z nielimitowanymi rozmowami, a płacimy 1/4 ceny Iphonów, bez których spokojnie możemy się obyć.

 

Mój sposób na opanowanie rachunków

Na początku samodzielności wszystko wydaje się proste. Musimy zrobić właścicielowi wynajmowanego mieszkania comiesięczny przelew na czynsz i opłaty. Koniec.

Potem sprawy się komplikują. Na przykład tak jak u mnie. Mam do zapłacenia:

  • 4 rachunki za prąd,
  • rachunek za gaz,
  • rachunek za wodę,
  • 2 czynsze,
  • 2 opłaty śmieciowe,
  • 3 rachunki za telefon (prywatny i 2  firmowe),
  • fakturę za kablówkę,
  • fakturę za internet,
  • polisę na życie,
  • składkę w klubie sportowym syna,
  • opłatę za przedszkole,
  • składkę za rytmikę i zajęcia taneczne,
  • składkę ZUS w firmie,
  • stałą fakturę dla księgowej,
  • VAT,
  • podatek dochodowy.

Razem 24 rachunki (20 każdego miesiąca). Nie muszę dodawać, że każdy z nich ma inny termin płatności. Jak sobie z tym radzę? Czy codziennie robię jeden przelew?

Oczywiście nie. Metodą jest grupowanie i automatyzacja.

Czynsze, opłaty śmieciowe, kablówka, internet, polisa na życie, składka sportowa, za rytmikę i taniec, zus, faktura księgowej mają identyczną wysokość co miesiąc. W związku z tym założyłem tzw. stałe zlecenie. Określonego dnia miesiąca, przelew idzie automatycznie. Muszę tylko pamiętać, aby pieniądze znalazły się na koncie.  To już 11 rachunków mniej. Zostaje 9.

Rachunki za prąd przychodzą 2 razy w roku: na raz jako rozliczenie i dwie prognozy. Zlecam ich zapłatę od razu. Nie muszę pamiętać, że pierwszy mam wpłacić np. w styczniu, drugi w marcu a trzeci w maju. Kiedy data nadejdzie bank sam obciąży mi konto. Zostaje 7.

Czas na grupowanie. Rachunki za wodę i gaz przychodzą w ten sposób, żeby zapłacić je do 10, podobnie jak przedszkole. 9. siadam więc do komputera i płacę.

Telefon (x3), podatek dochodowy i zus, przypadają pomiędzy 18. a 25.  Mogę więc spokojnie zapłacić je 18.

Tym sposobem z 20 rachunków każdego miesiąca, robią się  dwie sesje płatnicze (9. i 18.), każda trwająca nie dłużej niż 10 minut.

 

21 książek, które  na pewno  przeczytam w 2016 r.

Jako zwolennik teorii – powiedz mi co czytasz, a powiem Ci kim jesteś, starannie wybrałem swoje książki na 2016 r. Oto niektóre z nich.

Literatura obca

  • Wiliam Shakespeare – Otello, Romeo i Julia, Kupiec Wenecki, Tytus Anronicus, Ryszard II, Henryk IV, Sen Nocy Letniej,
  • Mario Vargas Llosa – Dyskretny bohater,
  • Doris Lessing –  Trawa śpiewa,

Literatura polska

  • Henryk Sienkiewicz – Krzyżacy,
  • Ignacy Chodźko – Domek mojego dziadka,
  • Szczepan Twardoch – Epifania wikarego Trzaski,

Książki o finansach

  • Andrew Carnegie – Jak zostać bogatym,
  • Benjamin Graham – Inteligentny inwestor,
  • David Chilton – The wealthy barber,
  • Philip Fisher – Common stocks and uncommon profits,
  • James Hughes – Family wealth,

Ostrzenie piły

  • Jostein Gaarder – Świat Zofii,
  • Adam Smith – Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów,
  • Leo Babauta – Skup się. Prosta droga do sukcesu,
  • Guy Kawasaki – Sztuka rozpoczynania.

Jak tanio kupić eleganckie ubrania?

Moja praca wymaga eleganckiego stroju. Muszę nosić garnitur, krawat, koszulę ze sztywnym kołnierzykiem i półbuty (zwane czasami trumniakami, bo niektórzy zakładają je dwa razy w życiu w tym na własny pogrzeb).

Żałuję tego stroju podwójnie. Najpierw dlatego, że  wolę dżinsy i koszule w kratkę. Poza tym dress code kosztuje.

Wiesz już, że jestem milionerem, ale nie lubię przepłacać. Dzisiaj historia okazyjnych zakupów.

Jako Polak wybieram polskie marki. Moimi faworytami są:

  • Vistula i Lantier (garnitury, płaszcze),
  • Wólczanka i Lambert (koszule, krawaty),
  • Gino Rossi i Ryłko (buty).

Zapewniają dobrą jakość. A ceny? No cóż.  Regularne będą bardzo wysokie. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie próbował zaoszczędzić. Podzielę się z Tobą moim pomysłem.

Firma do której należą marki Vistula, Lantier, Wólczanka i Lambert (nie, nie biorę od nich pieniędzy) wyceniają garnitury na minimum 1300 zł, koszule na nie mniej niż 150-200 zł.

Co roku zmieniam jeden garnitur i około 5-6 koszul. Gdybym kupował w cenach regularnych zostawiam około 2.300 zł w trakcie jednych zakupów.

Postanowiłem pokombinować. Nie, nie jestem  super mózg. Po prostu poczekałem. Do stycznia.

Nagle garnitur zamiast 1300 zł kosztuje 450 zł. Taki wyceniany na 2000 zł, mogę mieć za 600 zł Koszule (6 sztuk) zamiast 1000 zł  kosztowały mnie 290 zł.

Kupiłem też buty Ryłko, płacąc zamiast 429 zł tylko 199 zł.

 

To jest sposób na tanie zakupy. Dlaczego uważam, że tanie? Może po prostu ceny pierwotne były tak zaniżone?

Chyba jednak nie do końca. Za 450 zł dostanę prawie najtańszy garnitur w Tesco. Za 45 zł mam koszulę z Lidla. Jakość – nieporównywalna. Czyli wyszło i dobrze i tanio. Znowu cierpliwość górą.

A może byśmy tak, najmilsza, wpadli na dzień do … Paryża?

Jednym z moich planów jest co roku odwiedzać przynajmniej jedno państwo. 2 lata temu były Niemcy, w ubiegłym roku Chorwacja i Węgry, na ten rok planuję Czechy.  Zacząłem analizować temat tanich podróży, również tych dalekich, bo o ile do Chorwacji można pojechać samochodem, o tyle np. do Gruzji czy nawet Paryża trzeba raczej korzystać z samolotu. Wycieczka lotnicza wydawała mi się bardzo droga, dopóki nie trafiłem na pewną stronę:

http://tanie-loty.com.pl

Nie jest ona zwykłą wyszukiwarką tanich połączeń, jakich wiele w sieci, ale zawiera też forum, oraz rekomendacje korzystnych wyjazdów i co najważniejsze nie są to tylko oferty last minute.

Weźmy tytułowy Paryż 

Wylot 1 marca 2016 (o 13.00 ) z Modlina na podparyskie lotnisko Beauvais i przylot do Polski 5 marca 2016 r. (godz. 18.10) kosztują 250 zł za osobę (2 osoby zapłacą ok. 500 zł). Dojazd z lotniska do Paryża i z powrotem to kolejne 160 zł za osobę (320 zł za dwoje podróżnych). Nocleg w Paryżu. 4 noclegi to dodatkowy wydatek 545 zł (blisko bazyliki Sacre Coeur), lub 1200 zł (Dzielnica Łacińska). Razem romantyczny wyjazd pary będzie kosztował już 1365 zł.  Dla porównania najtańsza wycieczka autokarowa (2 dni jazdy w obie strony), o porównywalnej długości pobytu na miejscu, z noclegami pod Paryżem (codzienne dojazdy) kosztuje ok. 2600 zł za dwie osoby.

Teraz Gruzja

Powitanie wiosny (20-24 marca 2016 r.) w Kutaisi.  Przelot 327 zł (w obie strony w klasie ekonomicznej z wylotem w nocy), za 2 osoby 654 zł. Noclegi (3) w hostelu (pokój 2-os z wanną) blisko centrum kosztują 150 zł (2 osoby). Razem wyjazd dwóch osób na  – 804 zł za trzy dni (wylot o 23), powrót (o 7.10).  Gdybym zabrał moich nastolatków, za 4 osoby zapłacimy tylko 1500 zł.

Czyli da się wyjechać za cenę porównywalną z wakacjami w Polsce ( dojazd z Lublina do Kotliny Kłodzkiej 600 zł własnym samochodem + 450 trzy noclegi w agroturystyce).

Postanowienia i plany noworoczne – czy warto?

Prowadzone od wielu lat badania wskazują, że osoby, które mają pisemne plany i postanowienia noworoczne mają wielokrotnie większą szansę ich realizacji. Podobne zdanie możesz znaleźć w większości książek o samorozwoju i motywacji. Czy jest to prawda? Jak to działa u mnie?

Portal bankier.pl powołując się na wyniki badań  Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych podał, że  w 2014 roku postanowienia noworoczne zrobiło blisko 80 proc. Polaków. Zrealizowało je tylko 8%.

Ze mną jest inaczej. Oto moje postanowienia na 2015 r.

  • zarobić określoną sumę pieniędzy (zrealizowane w 90%),
  • powiększyć majątek o inną sumę (zrealizowane w 60%),
  • oszczędzać minimum 20% dochodów netto (zrealizowane w 150%),
  • wyremontować łazienkę w domu na wsi (zrealizowane w 200%, bo konieczny okazał się remont także drugiej łazienki),
  • zrobić grządki, porządki w garażu, pomalować kraty (zrealizowane w 100%),
  • nauka francuskiego – 700 słów (zrealizowano w 30%),
  • przeczytać 52 książki (zrealizowano w 110%),
  • uprawiać sport minimum 3 razy w tygodniu (zrealizowano w 100%),
  • prowadzić bloga o oszczędnym trybie życia (zrealizowano w 100%),
  • prowadzić stronę własnej firmy (zrealizowano w 100%),
  • napisać książkę (zrealizowano w 50%),
  • przeczytać 365 orzeczeń SN (zrealizowano w 70%),
  • wystartować w biegu na 10 km z czasem poniżej 50 min. (nie udało się),
  • osiągnąć zysk z firmy na określonym poziomie (zrealizowano w 70%),
  • mieć określoną ilość klientów (zrealizowano w 60%),
  • zagrać mazurka op. 68 nr 2 Chopina (zrealizowano w 100%),
  • odłożyć na emeryturę 6000 zł (zrealizowano w 100%).

Jak widzicie mój współczynnik realizacji, nawet na poziomie spełnia/nie spełnia czyli 90% celu oznacza, że go nie osiągnięto, wyniósł 53%. Kompletnym fiaskiem (poniżej 50% celu) zakończyły się tylko 2 postanowienia, czyli częściowo osiągnięto przynajmniej 88% celów. Na czym polega sekret mojej skuteczności?

Po pierwsze cele roczne planuję zgodnie z moimi  długoterminowymi pragnieniami i marzeniami np. posiadanie własnej firmy i dochody z niej wynikają z chęci samowystarczalności finansowej, bieganie i ćwiczenia fizyczne to pochodne planu na bycie zdrowym do późnej starości.

Po drugie moje cele są mierzalne. Nie piszę – więcej biegać, ale uprawiać sport (bieganie, siłownia, rower) minimum 3 razy w tygodniu. Nie piszę  – zarabiać więcej, ale zarobić tyle a tyle.

Po trzecie, stosuje metodę kaizen (drobne zmiany), więc moje cele są realne. Nie ulegam jednak presji łatwych celów (co spowodowało, że musiałem zacząć wstawać bardzo wcześnie).

Po czwarte, sporządzam plan realizacji postanowienia. Rozkładam cel na mniejsze. Przeczytanie 52 książek rocznie, to 1 książka tygodniowo i nieco ponad 4 miesięcznie. Mam co roku listę lektur do przeczytania (w 2015 r. m.in. wszyscy nobliści z lat 2011-2015, Trylogia, 2 książki o sprzedaży, 3 o moim zawodzie). Utwory rozkładam sobie na takty.

Po piąte, regularnie sprawdzam postęp w realizacji celów. W przypadku finansów, codziennie wprowadzam dane o wydatkach i dochodach do arkusza kalkulacyjnego, który liczy postępy.

Po siódme, staram się, przynajmniej raz w tygodniu, zrobić krok naprzód w osiągnięciu każdego z celów.

Po ósme, spisuje wszystkie cele i regularnie je przeglądam.

To są przyczyny, dla których osiągam wielokrotnie lepsze rezultaty niż osoby przeciętne (chociaż do najlepszych stale też mi brakuje). To jest też sekret, tego, że stałem się milionerem.

Czy Twoja praca może wyjechać do Indii?

Dzisiaj, kiedy tak dużo mówi się o globalizacji, wielu zapomina, że ma ona nie tylko pozytywy, ale też i ciemne strony. Jedną z nich jest przenoszenie miejsc pracy do takiego kraju, który pozwala zapłacić mniej. Kiedyś patrzono na Polskę, teraz mówi się raczej o Chinach, Indiach i innych krajach południowej Azji.

Oczywiście nie każdy zawód jest zagrożony. Niektórych czynności po prostu nie da się przenieść za granicę. Ma to ogromne zalety i stanowi, moim zdaniem, jeden z czynników wyboru zawodu przyszłości. Wykonujący go będą czuli mniejszą presję, aby pracować więcej i taniej. Przypatrzmy się popularnym profesjom pod tym kątem. Oczywiście zawsze można zaimportować pracowników, względnie znających język polski, i zastąpić nimi już pracujących, ale to dotyczy wszystkich.

Pracownik budowlany (od operatora pomocnika do inżyniera). 

Budynki wznosi się „tu i teraz”. Nie można (przynajmniej na razie) przetransportować ich samolotem z Chin. Budowa autostrady przez Chińczyków zakończyła się niepowodzeniem. Mamy zawód odporny na globalizację.

Ochrona zdrowia.

Wprawdzie można sobie wyobrazić wyjazd leczniczy na drugi koniec świata, ale większość chce się leczyć blisko domu. Dlatego, lekarze i pielęgniarki raczej nie są zagrożeni.

Usługi turystyczne.

W tej branży nie jest tak różowo. Liczy się dobra pogoda, odległość nie jest problemem. Ta branża jest pod dużą presją, zmniejszoną nieco zagrożeniami terrorystycznymi w wielu miejscach świata.

Prawnicy i księgowi.

Tego da się nauczyć człowieka z zagranicy. Już się to robi. Z drugiej strony małe firmy i klienci prywatni będą woleli (ze względu na koszty i potrzebę osobistego kontaktu) zasięgnąć porady na miejscu. Wyrok – na razie nie jest źle, ale może być gorzej.

Handel.

Od wielu lat jest globalny. Tendencje stale się nasilają. Istnieje handel przez internet. Jednak ciągle bułki, pieczywo i drobne zakupy robimy „za rogiem”. Dlatego praca dla sprzedawcy (pomijając inne problemy: dużą konkurencję, niską barierę wejścia, łatwą zastępowalność) ciągle będzie istniała.

Produkcja.

Firmy produkcyjne ciągle są pod presją. Trudno im konkurować z zalewem produkcji azjatyckiej. Nie wszystko opłaca się ściągnąć z daleka (np. rzeczy ciężkie a niezbyt drogie jak materiały budowlane), ale konkurencja nie śpi.

Rolnictwo.

Produkty rolne łatwo jest dzisiaj sprowadzić. Z drugiej strony ktoś musi pracować na naszej ziemi. Z powodu wyjazdu do miast, oraz przechodzeniu na uprawy z większym zapotrzebowaniem na pielęgnację (owoce, warzywa zamiast zbóż) w wielu gospodarstwach brakuje rąk do pracy.

Analiza najpopularniejszych zawodów wskazuje, że w najlepszej sytuacji są zatrudnieni w sektorach usługowych, gdzie niezbędny jest bezpośredni kontakt z klientem (poza ochroną zdrowia, prawnikami, także fryzjerzy, kosmetyczki),  a w najgorszej pracujący przy produkcji. Ich praca (np. w branży tekstylnej) już jest w Azji.

Jaki procent dochodów należy odkładać ?

Wiele osób, widząc moją zamożność, powstałą z przeciętnych przecież zarobków, pyta mnie jaki procent dochodów powinien odkładać. Odpowiedź, chociaż wydaje się prosta – nie mniej niż 10% średniomiesięcznych wpływów + przynajmniej 50% wpływów ekstra – wcale taką nie jest.

Dlaczego?

Pieniądze nigdy nie są celem samym w sobie. Kto myśli inaczej, ten często jest paskudnym skąpcem, godnym raczej współczucia niż zazdrości. Powinny być one jedynie środkiem do osiągania celów. A te jak wiemy każdy z nas ma inne. Różne cele wymagają odmiennych  środków.

Dodatkowo, istotny jest horyzont czasowy realizacji planów. Jeden chce cele osiągać szybko, inny może czekać latami.

Po trzecie wreszcie, przecież wysokość dochodów ma istotne znaczenie. Inaczej wygląda 10% z 1000 zł, a inaczej ze 100.000 zł. Dlatego staram się skupić na dwóch wersjach wydarzeń – średniej krajowej powiększonej o drobne dochody ekstra i poziomie człowieka 50% przewyższającego tę średnią. Opowiem także co nieco o mojej własnej drodze.

Dwie średnie krajowe (para osiągająca przeciętne dochody)  to 5400 zł. Jeżeli dodamy do tego 300 zł wpływów z różnych zleceń, fuch itp. uzyskamy przeciętną 5700 zł. 10% od tej sumy to 570 zł odłożonych miesięcznie, a więc 6840 zł rocznie. Taka kwota przy  8% stopie zwrotu (jeszcze realną w długim okresie, ale i możliwie bezpieczną) uczyni nas milionerami za 37 lat. Wygląda to mało ciekawie.

Ale wielu z nas otrzymuje ekstra przychody, których zazwyczaj nie traktuje jak pensji. Są nimi nagrody, premie, trzynastki, wypłaty świąteczne itp. Przyjmijmy, że dla osób ze średnią krajową wyniosą one ok. 1 pensji – 5400 zł (2700 na osobę). Starajmy się odłożyć z tego 50%. Roczne oszczędności powiększą się o 2700 zł do 9540 zł, a okres dojścia do miliona skróci do 32 lat.

Spróbujmy teraz zwiększyć  procent odkładanych regularnych dochodów do 30.  Nagle jesteśmy w stanie zaoszczędzić 23.220 zł w każdym roku (20520 z dochodów podstawowych i 2700 z ekstra) Wtedy potrzebujemy już tylko 21 lat.

Jeżeli przewyższamy średnią krajową o 50% (i o tyle też wyższe są nasze dochody ekstra) możemy w każdym roku oszczędzić 14.310 zł przy założeniu 10% z regularnych wpływów i 50% z nadzwyczajnych. Zbliżymy się do miliona w 27 lat. Jeżeli przejdziemy na poziom 30% to nagle uzyskamy 34.830 zł oszczędności i 17 lat do miliona. Mamy szansę stać się milionerami już za niespełna dwie dekady.

Teraz opowieść o mojej drodze. Jest ona nietypowa i nie każdy może mieć tyle szczęścia co ja. Do miliona doszedłem w wieku trzydziestu kilku lat, łącząc wysoką stopę zwrotu (np. z inwestycji w nieruchomość 140 tys., zrobiłem po roku 200 tys., z innej 80 tys. – 370 tys. w ciągu 5 lat) z ponadprzeciętną skłonnością do oszczędzania. Np. jeżeli średnia krajowa wynosiła 2.133 zł, moja żona i ja zarabialiśmy łącznie (w tym ja na 1,5 etatu i zlecenie) – 5240  zł (obie kwoty brutto). Było to netto:  średnia pensja (1523 zł), nasze dochody 3742 zł. Potrafiłem z tego odłożyć 1600 zł  miesięcznie, a więc 42% dochodów. Osiągając wpływy znacznie powyżej średniej (20% większe) jeździliśmy autem za 1500 zł i ogólnie nasze wydatki były skromne.  Teraz nie czuję już potrzeby tak szalonych wyrzeczeń, niemniej jednak nadal odkładamy ok. 1/4 ze znacznie już większych dochodów, żyjąc 25% poniżej poziomu osób zarabiających podobnie i wydających wszystko co do grosza.

Dlatego moim zdaniem, jeżeli chcemy cele finansowe realizować znacznie szybciej, powinniśmy odkładać nie mniej niż 25% comiesięcznego dochodu i 50% dochodów ekstra netto. Wartość odpowiednio 10% regularnych wpływów i 50% nadzwyczajnych wydaje się być niezbędnym minimum.

Mój najtańszy samochód

Jak pewnie wiecie, jestem fanem motoryzacji. Jednocześnie auta szybko mi się nudzą.  Z tego powodu dokonuję częstych zmian w swoim parku maszyn. Przyznając się do swojej słabości (autoholizm?) staram się systematycznie prowadzić klasyfikację wydatków również odnoszących się do samochodów. Na tej podstawie mogę jednoznacznie opisać mój najtańszy w eksploatacji samochód. Ceny oczywiście dotyczą wartości dzisiejszych.

Mam świadomość, że opisywane przeze mnie auta nie wygrają klasyfikacji na auto rodzinne, są bowiem raczej małe, ale nadają się do okazjonalnego przewozu  3-4 osób z założeniem posiadania boxu dachowego i poruszania się z umiarkowanymi prędkościami.  Będą też idealne jako samochód singla lub bezdzietnej pary.

Zatem pierwsze miejsce wśród aut dla oszczędnych zajmuje: Fiat.  Ściśle mówiąc dwa  superoszczędne Fiaty: Uno i Panda.

Uno to wybór zupełnie budżetowy. Egzemplarz z przebiegiem ok. 100 tys. km można kupić już za 1500 zł, przy czym będzie miał silnik 1.0 FIRE (to ważne) i instalację gazową.  Mniej sympatyczne wydaje się to, że kupujemy auto pełnoletnie (1997 r.).

Panda przeznaczam dla bardziej wymagającego odbiorcy. Znajdziemy egzemplarz z podstawowym silnikiem (1.1) z zamontowanym gazem, za cenę ok. 7500 zł, ale kilka lat młodszy (2003 r.). Wnętrze Pandy robi przy tym znacznie przyjemniejsze wrażenie.

Zakładam eksploatację przez 5 lat. Oto wyliczenie przy założeniu przebiegu 10.000 km rocznie.

FIAT UNO

Cena + pakiet startowy (opony, akumulator, płyny, oleje, filtry, rejestracja) –  2.500 zł.

Wartość na koniec okresu – 1.000 zł.

Utrata wartości  (cena z pakietem startowym  wartość na koniec) — 1.500 zł.

Przeglądy przez 5 lat (obowiązkowe, gazowe i okresowe) – 4.000 zł.

Naprawy przez 5 lat (klocki, tarcze, zawieszenie, sprzęgło) – 1.500 zł.

Ubezpieczenie przez 5 lat (oczywiście tylko OC przy moich zniżkach i w mieście) – 1.250 zł.

Paliwo (na dystansie 50 tys. km, cena gazu 2 zł/l) –  8.000 zł.

Razem koszty przez 5 lat – 16.250 zł

Razem koszty rocznie – 3.250 zł.

Koszty 1 km  z utratą wartości –  0,325 zł.

FIAT PANDA

Cena + pakiet startowy – 8.500 zł

Wartość na koniec okresu – 3.000 zł

Utrata wartości – 5.500 zł.

Przeglądy przez 5 lat – 4.000 zł

Naprawy przez 5 lat – 1.200 zł

Ubezpieczenie przez 5 lat – 1.250 zł.

Paliwo (na dystansie 50 tys. km gaz) – 8.000 zł.

Razem koszty przez 5 lat – 19.950 zł.

Razem koszty rocznie = 3990 zł.

Razem koszty 1 km z utratą wartości – 0,399 zł.

W następnym wpisie mój najdroższy samochód.