Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Emerytura – Strona 2 – Oszczędny Milioner

FIRE dzisiaj, a w 1969 r.

Jeden z ostatnich wpisów odnosił się do Joe Domingueza, który zaczął emeryturę w 1969r. z sumą 75k USD. Napisałem, że dzisiaj to byłoby 1-1,5 mln zł w płynnych aktywach. Pamiętajmy przy tym, że Joe, związany prywatnie ze sporo młodszą Vicky Robin nie miał dzieci.

Cofnijmy się o 57 lat i przenieśmy do USA. Cena domu – 20-30k USD, tanie akcje, stała cena złota, wysokie oprocentowanie obligacji. Teraz dom kosztuje tam 300k. Już tylko ten punkt pokazuje, że tamte 75k równa się 750k w obecnych warunkach USA.

Zupełnie inaczej niż dziś w Polsce:

-dom na wsi 300k zł, tanie mieszkanie w średnim mieście – podobna suma,

-drogie akcje i złoto,

-obligacje oprocentowane na 5-6%.

Między innymi dlatego nie piszę o 90-120 tys. zł lecz sumie ok. 10-krotnie większej.

Joe, spokojnie osiągał przez lata 8-16% zwroty z obligacji USA. U nas, musimy te kwoty obniżyć do 5-6%. 10%+ to już akcje i znacznie większe ryzyko, a współcześnie FIRE przyjmuje 4% wypłat kapitału rocznie. 4% z 1 mln = 40.000 zł/rok i ok. 3300 zł/m-c. Mało. Prognozowałem, że 3-osobowa rodzina potrzebuje minimum 5000 zł. Więc trzeba 1.5 mln zł + spłacony dom. Na wsi – ok. 1.7-2 mln zł.

Mamy jednak przewagę nad USA roku 1969. Jaką?

Świadczenia państwa. Joe ich nie znał. Dzisiaj za 250 zł/m-c w KRUS dostaniemy: emeryturę, ubezpieczenie wypadkowe, chorobowe, zdrowotne i rentowe. `Czyli wpłacając 250 zł/m-c wypłacą nam po 60-65 r.ż ok. 1500 zł/m-c. Złoty interes.

Do tego 800+, świadczenia rodzinne, opiekuńcze itp. Dużo, a nawet bardzo dużo. Przy jednym dziecku – 1000-2500 zł/m-c. Gdy pójdziemy dalej (100% dotacji z „Czystego powietrza”), zasiłki energetyczne, pomoc społeczna, zasiłki mieszkaniowe – sumy rosną lawinowo.

Gwarantowane świadczenie emerytalne po 20-25 latach pracy. Krótko mówiąc, w wieku 31 lat tego nie zrobimy, bo to nierealne. Ale już w okolicach czterdziestki-pięćdziesiątki – już jak najbardziej. Pisał o tym Piotr.

Praktycznie w Polsce potrzebujemy mniej kasy, bo musimy dotrwać do ustawowego wieku emerytalnego, gdy dostaniemy kasę może niezbyt wielką, ale realną. W moim przypadku – żona idzie na emeryturę za 9 lat, a ja za 15. I na tyle musi nam wystarczyć kasy. Stąd możemy spokojnie pobierać. 6% rocznie z 1 mln to 5 tys. /m-c). Skąd 6%? Właśnie 1/15 kapitału jak 15 lat do emerytury.

Dorywcza praca. Dzisiaj, znacznie łatwiej niż w 1969 r. dorobić. I pojawia się dodatkowa kasa. 1000-2000 zł/m-c bez problemu.

Łączna suma 6000-11.000 zł.

  • 1000 zł (minimum dla trzyosobowej rodziny) – 5000 zł – świadczenia społeczne.
  • dorywcza praca 1000-2000 zł,
  • 4000 zł prywatna emerytura (od 1 mln zł).

Kto ma rentę, świadczenia socjalne czy opiekuńcze oraz odrobinę pracuje może przejść na nieźle płatne FIRE. Znacznie różniące się od roku 1969.

Czy Polaka stać na wieczne wakacje w ciepłym kraju?

Ostatnio jeden z klientów podrzucił mi ofertę – dwupokojowy apartament na wyspie na Oceanie Indyjskim za 100.000 zł. Wady? Daleka podróż lotnicza (przez kraje Zatoki Perskiej), nieco inna kultura. Natomiast identyczny lokal na Wyspach Kanaryjskich (część UE, mnóstwo lotów) – za ok. 400.000 zł (z lokalnymi podatkami i kosztami transakcji). Wady? Ochrona dzikich lokatorów, aczkolwiek przy stałym pobycie ma ona mniejsze znaczenie. Dom na Sycylii (nie ruina) – 100.000 zł?

I teraz wracamy do tytułu. Czy nas stać? Bungalow „na Kanarach”10-20 minut spacerem do plaży – w cenie kawalerki w Warszawie, albo małego mieszkania w dużym mieście. Dom na Sycylii czy tropikalnej wyspie za 1/3 kawalerki w Lublinie.

Wieczne wakacje – oznaczają albo pracę zdalną, albo całkowity luz. Koszt życia przez miesiąc, podawany przez lokalnych blogerów – ok. 3000 zł/os. Para w tym mieszkaniu/bungalowie 6000 zł/m-c. W konsekwencji stać kogoś, kto ma 400k na start i 6000 zł/m-c pasywnego dochodu. Licząc regułą 4% – 1.800.000 zł. Sporo. Przeciętny Polak, na pewno taką kwotą nie dysponuje. Co robić?

Sposób 1 – pracować na miejscu. Na życie zarobimy nawet z jedną pensją minimalną. W wielu miejscach system pracy 4 godziny rano i 4 po południu. Stąd w środku dnia mamy wakacje. Naciągane. A praca sezonowa? Np. przez 3 miesiące. Już lepiej.

Sposób 2 – maksymalizować stopę zwrotu. Np. do 8%/rok. Wtedy wystarczy mieć 900 tys. zł oszczędności plus lokal.

Sposób 3 – kupić coś większego za 900 tys. zł i wynajmować turystom. Dość proste i na życie zarobimy i dach nad głową zapewniony.

Sposób 4 – znaleźć pracę na plaży. Jak bohater „Sztuki opanowywania lęku” – jednego z rozdziałów „Nawyków tytanów” Tima Ferrissa. Wtedy jesteśmy i w pracy i na wakacjach.

Sposób 5 – nie kupować mieszkania tylko starego kampera. Klimat idealny. Póki silnik pracuje, jeździmy po wyspach, co miesiąc zmieniając miejsce pobytu. Wtedy wystarczy nam kasy z przeciętnego mieszkania w Polsce, o ile umiemy ją ulokować na 6-7%.

Komu bije dzwon? Dlaczego warto iść na emeryturę wcześniej.

W powieści Ernesta Hemigway’a pod takim tytułem pojawia się cytat z „Medytacji XVII” Johna Donne’a „Nie pytaj: Komu bije dzwon? Bije on Tobie”. Nigdy nie wiemy, ile pożyjemy. Czytając ostatnie polskie wydanie „Pieniądze albo życie” uderzyło mnie wspomnienie biograficzne o Joe Dominguezie, prekursorzy ruchu FIRE. Rok urodzenia 1938, zakończenie pracy 1969, śmierć 1997. Na emeryturze FIRE – 28 lat. Gdyby czekał na sowite, obiecane przez Matrixa świadczenie, no cóż nie doczekałby się. Zmarł w wieku 59 lat.

Porównanie losów, w świetle medytacji Johna Donne’a, stawia przed oczy problem – nigdy nie wiem jaki los jest mi pisany (nota bene zmarł ok. miesiąc przed 62 urodzinami), czy dożyję emerytury i w jakim stanie zdrowia. Stąd racjonalnie będzie wcześnie zakończyć aktywność zawodową.

Wiąże się z tym zasadniczy kłopot – pieniądze. Jak wspomina partnerka Joe, Vicky Robin, w chwili przejścia na FIRE miał 75k USD oszczędności i spłaconą hipotekę. Taka suma przeniesiona na warunki współczesnej Polski byłaby dzisiaj równowartością ok. 1-1,5 mln zł. I z taką sumą możemy startować. Kiedy zaczniemy? Wielu z nas nie ma szans na dorównanie mistrzowi.

Dla kogo jest model „praca do 35 r.ż”, potem wczesna emerytura?

Zastanówmy się dobrze, popatrzmy na ikony polskiego i światowego ruchu FIRE. Większość z nich da się przypisać do grupy „wysokie pobory”. Przy czym „wysokie” to nie średnia krajowa +20%, ale 40-60k/m-c. Kto zarabia tyle kasy? Menedżer IT, bankier inwestycyjny, właściciel sporej firmy, dyrektor handlowy, lekarz. Dokładnie tak. Moja analiza pokazała wyraźnie – chcesz oszczędzać 70% dochodu, musisz zarabiać mocno ponadprzeciętnie. Ale wtedy zyskujesz szansę na „emeryturę po 10 latach pracy”. Beneficjenci tego systemu dadzą się umieścić w jednym mieście. Przypominam, w Polsce pracuje ok. 17 mln ludzi. Z tego 10% zarabia pow. 15k brutto. Większość z nich lokuje się w BIG FIVE plus kilkunastu gminach w Polsce (Śląsk, okolice Lubina, Bełchatowa). A 50k miesięcznie, to już są promile populacji.

A czy istnieje jakaś „wersja mini”? Z pewnością (Lean FIRE). Aczkolwiek wymaga daleko idących kompromisów. Trzeba zrezygnować z dużego miasta, jego wygód, mocno zaciskać zęby przez 15 lat (wcześnie zacząć pracę, ożenek koło 30-tki). Nic nie stanie się ot tak. Nic nie spadnie z nieba. Arkusz kalkulacyjny (ew. papier i ołówek) muszą stać się naszymi przyjaciółmi.

We wpisie o moich kumplach z dzieciństwa opisałem ten styl życia. Bliski „Frugalwoods”, a nie miejskiej klasie średniej. Popatrz:

  • dom – albo „na zgłoszenie” max.70m2 albo niewielka kostka z PRL-u. Niektórzy wybiorą poniemiecki lub drewniak. Koszt zakupu 100-300k. Taniej na „Dzikim Wschodzie” przy granicy z Ukrainą, drożej np. na Dolnym Śląsku. Nieźle cenowo wychodzi wymierające Opolskie.
  • auto – stary, ale jary przedstawiciel ginącego gatunku wozów nie do zajechania. Od pancernych Audi A4 TDI przez Fiata Pandę aż do Dacii. Proste, nie ma się co psuć, a jeżeli już, naprawy dadzą się zrobić przy domu lub z kumplem. Niewielkie przebiegi gwarantują długowieczność.
  • jedzenie – hodowane samodzielnie, kupowane od sąsiadów, albo w dyskoncie. Dokładnie w tej kolejności.
  • dzieci – od całkowitego braku aż do dużych rodzin. Zasady są proste – bez szaleństwa, bez wymyślania, wcześnie do pracy. Dzieci moich kumpli pierwszą kasę zarobiły jako 10-12 -latki.

Ten model, połączony z systemem zasiłków, pozwala „parze średniaków” czyli dwójce z dochodem z pracy 8-9k, żyć za 3-6k (rodzina 2-6 osób). Jeśli dodamy zasiłki na dzieci (1k/os.), dochodzimy do oszczędności na poziomie 5k/m-c. Kto potrafi sensownie zainwestować, po 15 latach takiej pracy zyska 1.5 mln oszczędności wg dzisiejszej wartości pieniądza. Doskonała baza do FIRE (1.5 mln x 4% = 60k/rok i 5k/m-c). Coś się dorobi, coś dorzuci państwo i emerytura 35-latka możliwa.

W tym miejscu warto dodać pewne zastrzeżenie. 5k/m-c to nie są żadne „milionerskie standardy”. Mówimy o ludziach mieszkających w starym domu, jeżdżących starym autem, żyjących bez wakacji (albo na ciągłych wakacjach, w zależności od optyki, bo możemy sobie pojechać w środku tygodnia na ryby). Kto nie wierzy, temu polecam przeczytać „Offline”, w którym para trzydziestolatków kupiła dom na irlandzkiej prowincji i bez dochodu żyła przez ponad rok. Bez auta, bez komórki, bez komputera. Da się, aczkolwiek ten styl wymaga wyrzeczeń. I ponownie – zdecyduje się na niego wąska grupa.

Racjonalne przyczyny do odrzucenia FIRE.

W jednym z lipcowych komentarzy, napisałem zdanie, że rozumiem tych, którzy z racjonalnych przyczyn odrzucają FIRE. Dzisiaj czas tę myśl rozwinąć. Oto właśnie dowód, że FIRE nie jest wcale dla każdego.

Nie stać mnie. Z czym ja mam dyskutować. Ktoś zarabia minimalną (obecnie 3600 zł netto) i ledwie oszczędza 200 zł. Nie miał „lepszych lat”, nic nie odziedziczył. Faktycznie nie stać go na wczesną emeryturę. Matematyki nie oszukasz. Z 200 zł miesięcznych oszczędności, nie odłożysz miliona do pięćdziesiątki, ponieważ oznaczałoby to stopę zwrotu ok. 20% rocznie. Nie każdy nazywa się Buffet.

Nie mówię przy tym o ludziach, którzy usprawiedliwiają swoją rozrzutność, a jedynie o takich, których istotnie nie stać.

Kocham swoją pracę. Ktoś całe życie chciał być skrzypkiem w orkiestrze, lekarzem albo maszynistą. Po co ma porzucać zajęcie, bez którego jego życie jest puste? Bez sensu.

I znowu, odróżniam pasję od racjonalizacji. Praca kierownika w biurze w 99% nie oznacza miłości do papierów/Excela, ale właśnie usprawiedliwianie. Tomsi opisał tę postawę doskonale „wolę być kimś”.

Nie mam co robić na emeryturze. Może komuś brak fantazji, a może faktycznie – nie ma kompletnie pomysłu. Rezygnacja z prący, po to, by siedzieć przy Netflixie przez 6 godzin dziennie, albo w inny sposób zabijać czas, istotnie już lepiej zostać za biurkiem.

Tylko ten powód szybko zmienia się w usprawiedliwienie oraz niechęć do wypowiedzenia głośno bolesnej konkluzji. Nie mam co robić równa się nie wiem co mam robić, moje życie pozbawione jest pasji, a nawet jakiegokolwiek pomysłu. Jak powiedział mój „room mate” – „Przecież lepiej jest patrzeć na ocean na Kanarach, niż na brudną ścianę w biurze”. 100% racji. Ktoś, kto nawet do takiego wniosku nie doszedł, warto aby poszedł na długi urlop.

W domu mnie zajeżdżą. Nawet nie wiecie, jak często słyszę takie słowa. Zła żona, zły mąż, niewdzięczne dzieci. Być w domu, aby słuchać wiecznych wymówek, narzekań itp. Komuś, kto woli spokój firmy, serdecznie współczuje, i jako szczęśliwy małżonek i ojciec, doskonale go rozumiem. Widzę takie historie codziennie. Od mojego kumpla, który w wieku 45 lat stał się cieniem dawnego wesołego gościa (a nawet nie cieniem, lecz złośliwym dla otoczenia koboldem), ponieważ zasady religijne powstrzymały go od rozwodu z wariatką, przez koleżankę, poświęcającą się przez 20 lat, aż wreszcie doszła do wniosku, że najlepszym lekarstwem jest alkohol. Do innej, żony emeryta wojskowego, wykonującego obowiązki dowódcy, teraz już nie kompanii, a trójki domowników.

I tylko w tym punkcie nie czynię żadnych zastrzeżeń. Rozumiem i współczuje bezwarunkowo.

Czy warto pracować na emeryturze? Życie pisze najlepsze scenariusze.

Według samego ZUS i opłacanego przez niego grona badaczy (z Polską Siecią Ekonomii na czele) należy pracować maksymalnie długo i odprowadzać wysokie składki, gdyż tylko takie postępowanie gwarantuje dobrą emeryturę. Takie wnioski płyną m.in. z krytykowanego przeze mnie raportu o przedsiębiorcach „Dobrowolne ubóstwo…”. Każdy, kto stara się skończyć pracę szybko, albo deklaruje się jako zwolennik obniżenia wieku emerytalnego, ten łobuz, drań i burzyciel społecznego porządku.

Wielokrotnie podobne myśli, z racji swojego urzędu wyrażali prezesi ZUS. Poza efemerydami (ponieważ stanowisko jest typowo polityczne), do publicznej świadomości przebiły się dwa nazwiska: reprezentantki PiS – Gertrudy Uścińskiej oraz przedstawiciela KO/PSL – Zdzisława Derdziuka. Wspólnie (tzn. na przemian) kierują ZUS-em od 2009 r. A w zasadzie kierowali. Tutaj bowiem ziściła się opowieść pt. życie pisze najlepsze scenariusze, a zarazem zmaterializowała odpowiedź na pytanie, jako to jest z tą długą pracą.

Otóż, Zdzisław Derdziuk, człowiek zaprawiony na wszystkich możliwych szczeblach administracji (dyrektor departamentu w ministerstwie, minister, a potem murowany szef ubezpieczeniowego giganta), z bezpośrednim dostępem do „saloników VIP” w każdym szpitalu, zachorował. Jak podał w czerwcu 2026 r. wicepremier Kosiniak-Kamysz, 64-letni prezes ZUS, w styczniu trafił do szpitala i obecnie „walczy o każdy oddech” (co sugeruje ciężki stan, moim zdaniem albo raka albo zwłóknienie płuc). Trudności zdrowotne uniemożliwiają mu pracę. Wnioski wydają się proste, ty, szary człowieku masz pracować na budowie, w brudzie, pyle do 67 r.ż., albo jeszcze dłużej, pomimo że prezes ZUS traci zdolność do pracy 3 lata wcześniej (czyli przed osiągnięciem wieku emerytalnego).

W rzeczywistości los prezesa Derdziuka (któremu osobiście faktycznie współczuję) stały się realną odpowiedzią na przywołane na wstępie raporty PSE. Choroba nie wybiera i chociaż sporo kobiet pożyje na tej emeryturze (np. wspomniana Gertruda Uścińska ma 68 lat i nadal pracuje naukowo), mężczyźni mają statystycznie znacznie mniejsze szanse. Jeśli zaś mówimy o „życiu w komforcie”, „zdolności do pełnoetatowej pracy” granicą dla przeciętnego przedstawiciela „słabej płci” wydaje się właśnie 65 lat. Mój były szef, który odszedł na emeryturę w wieku 70 lat, jako 65-latek fatalnie przeszedł COVID-a, a potem już zsuwał się zdrowotnie po równi pochyłej (przychodził do biura na 4-5 godzin, co nadzorujący przez pewien czas tolerowali). Drugi, przeżył dwa zawały, a jeszcze do 60-tki nie dobił. Dlatego, powtórzę jeszcze raz, FIRE wydaje się odpowiedzią na realny problem – darem wolnego czasu powinniśmy się cieszyć, gdy mamy jeszcze 100% sił, a nie powoli czołgamy się i myślimy o terminie kolejnej wizyty, zamiast o podróży życia.

Żyć bez państwowej emerytury.

Ponownie, zainspirował mnie Bartek komentarzem o „umieraniu z głodu”, jeśli zlikwiduje się ZUS.

Stąd pytam: Czy faktycznie przed systemem emerytalnym ludzie umierali z głodu i czy właśnie dlatego?

Wracamy do podstaw ekonomii, ale i filozofii czyli starego dobrego Seneki. Otóż, człowiekowi na stare lata potrzebne są:

  1. dach nad głową,
  2. ubranie,
  3. jedzenie,
  4. opieka zdrowotna.

Tę ostatnią (moim zdaniem mega ważną) pomijamy, bo ZUS jej nie gwarantuje. Od tego mamy NFZ.

I docieramy do sedna – ile kosztują te dobra? Otóż, w mojej ocenie, obserwując „wiejskich emerytów z domem” – niewiele – może 1000 zł/os. W mieście sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bo nie wyprodukujemy jedzenia, a dach nad głową będzie droższy. Natomiast nikt przecież nie zabrania dokonać racjonalnej decyzji – sprzedania drogiego mieszkania w dużym mieście i urządzenia się na wsi.

Odchodzę jednak od dyskusji o słuszności systemu do nagiej konstatacji – życie bez systemu emerytalnego jest możliwe. Niełatwe, lecz z głodu umieraliby nieliczni.

1000 zł zaspokoi nasze potrzeby podstawowe (nie umrzemy z głodu, ani nie będziemy żyć na ulicy). I te 1000 zł można mieć z kapitału 300.000 zł (4% z tej sumy daje odsetki 1000 zł/m-c).

Istnieje też drugi system, stary jak świat – dzieci. Kiedy będziesz już stary, dzieciaki (a masz ich trójkę) zrzucą się po 666 zł (w końcu mają też matkę) i z głodu i zimna nie umierasz. Te 666 zł okazuje się znacznie mniejsze niż składki ZUS, a przede wszystkim krótsze. W wielu krajach „niecywilizowanych” ludzie nie umierają na ulicy, albowiem system międzypokoleniowej solidarności nadal działa. Nie masz dzieci? Możesz jak w Rzymie z czasów Nerona adoptować nawet dorosłego, a dzisiaj podobno często zdarza się to w Japonii. Na naszej wsi istnieli tzw. wychowańcy.

Kolejną metodę na emeryturę wymyślili zapobiegliwi Francuzi, ale i polscy chłopi. Nazywa się dożywocie. Przepisuję nieruchomość na kuzyna, dalszego członka rodziny lub obcego, dalej sobie mieszkam, a on wypłaca mi ustalone świadczenie do śmierci. Kapitalizm zastąpił państwo i więzi rodzinne, a nawet je wyprzedził.

Inny pomysł – dożywotnia renta kapitałowa. Znowu – pisał o niej już Balzac. Całe życie prowadziłem firmę, przekazuję ja następcy, a on zobowiązuje się spłacać mi ją w dożywotnich ratach. Udostępniam oszczędności lichwiarzowi (lub szacownemu obywatelowi, bankowi, firmie ubezpieczeniowej) i on mi płaci „od sta” czyli odsetki, a na koniec zgarnia kapitał – również da się zrobić. Są warianty i bez zgarniania kapitału.

No dobrze, a co z tymi, którzy kapitału i dzieci się nie dorobili? Dobre pytanie. I na nie znalazł odpowiedź człowiek sprzed 200 lat. Czeka ich nie dostatnia starość, ale:

  1. dożywotnia praca,
  2. a jak nie pracują – przytułek.

W przytułku, mają pracować przymusowo, za jedzenie i dach nad głową lub dostają za darmo nocleg i żarcie niskiej jakości (co nie znaczy, że chodzą głodni). Liczba chętnych do trafienia tam – okazywała się drastycznie niska (5-10%). I jeszcze raz powiedzmy sobie szczerze – w świecie, gdzie jedzenie pochłaniało 50-70% dochodu rodziny. Dzisiaj, gdy żywność jest względnie tania, albo dla obywatela nawet darmowa (jak posiłek w Caritasie), dofinansowanie tych max. 10% starców, kosztować musi w podatkach znacznie taniej niż system emerytalny. Do samego KRUS dopłacamy 30 mld, a do ZUS 90 mld. Emerytów mamy 9 mln. 10% z tej liczby to 900 tys. zł. Podarowanie każdemu po 1000 zł x 12 miesięcy stworzy wydatek ok. 11 mld zł, a więc 1/11 dopłaty budżetowej. Oszczędność – 109 mld/rok z wyasygnowanych dzisiaj 120 mld i to w sytuacji zerowej dobroczynności.

I na koniec, warto uświadomić sobie pewne fakty – pomimo tzw. powszechnego systemu emerytalnego istnieje w Polsce spora grupa:

  • nie otrzymująca żadnych emerytur,
  • dostająca emerytury poniżej minimalnej nazwane „groszowymi”.

Dzisiaj szacuje się liczbę „groszowców” na pół miliona z mocną tendencją wzrostową. Część z nich wybrała świadomie „życie poza systemem”, część stała się ofiarą drapieżnego kapitalizmu (przypominam, przy opowieściach o tzw. „umowie społecznej” i „powszechnej emeryturze”), bo jakiś zakład nie odprowadzał składek, zniszczył dokumenty, a ZUS ich nie archiwizował lub po prostu miał bajzel.

Na deser zostawiłem sobie USA. Tam ludzie dostają minimalne świadczenie w wysokości 180 USD czyli równowartość …. dwóch dni pracy za minimalną. Przy większych kosztach niż w Polsce, mamy równowartość 600 zł/m-c. Bohaterowie Nomadlandu powszechnie opisywali czeki na 500 USD (co nie wystarcza nawet na mieszkanie, stąd komuny starców, miasteczka przyczep lub praca do śmierci), a średnie świadczenie wynosi 1800 USD (przypominam – koszt wynajęcia jednopokojowego mieszkania na obrzeżach Miami – 1300 USD). Nie zbierałeś, nie dostajesz (plus lekarz kosztuje). W Europie i tzw. państwie opiekuńczym – nie do pomyślenia.

Kończąc wpis, trzy słowa jak żyć bez ZUS. Wystarczy zapytać wielu ludzi FIRE. Oni przeszli na emeryturę w wieku 30-40-50 lat. To co napisałem na wstępie. Jeżeli przez lata pracy dorobiłeś się 300k (mniej niż statystyczny majątek Polaka), z takiego kapitału dostaniesz 1000 zł. Jeżeli nie chcesz na stare lata spieniężać domu, oszczędzasz dodatkowo. Zwłaszcza, że znaczna większość pracujących będzie miała z czego, jeśli przestanie płacić haracz ZUS-owi. Od pensji minimalnej (ok. 4800 zł) składka emerytalna wynosi 900 zł, od własnej firmy 1150 zł (plus reszta składek drugie tyle). Żeby oszczędzić 300k z 900 zł, wystarczy przez 30 lat zarabiać z kapitału 4% (średnia inflacja). System kapitałowy (zwrot 7-8%) z 500 zł składki przez 40 lat zgromadzi nam kapitał 1 mln zł, co wystarczy na emeryturę ponad 2 -razy większą niż państwowa z ZUS. Ze składki od połowy pensji minimalnej.

Freedom 55. Jak reklama produktu inwestycyjnego stała się pragnieniem pokolenia.

W 1986 r. ukazała się reklama towarzystwa ubezpieczeniowego London Life, a w zasadzie jego produktu oszczędnościowo-inwestycyjnego „Freedom 55”, popularyzującego ideę emerytury w wieku 55 lat. Film możecie zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=RhjEdtfuab8 . Wyprzedził o parę lat książkę Joe Domingueza.

Minęło 40 lat, a wielu dalej idea zakończenia pracy jako 55-latkowie nie mieści się w głowie. Na drugim biegunie znaleźli się 30-letni emeryci. Co z tego wynika?

Wniosek 1. Ludzie lubią sobie tworzyć jakąś ideę i wokół niej budować narrację. Wczesna emerytura, kojarzona z wiecznymi wakacjami (jak w tej słynnej reklamie) i wolnością. My za sterami jachtu (jeśli akurat lubimy ten styl), na górskim szlaku, pod palmami – wyobraźnia pracuje i obraz wygląda świetnie. Zwłaszcza w kontraście z nudnym biurem. Jest do czego dążyć.

Wniosek 2. Dłuższa praca nie jest pragnieniem milionów lecz raczej smutną koniecznością. Znowu odwołajmy się do reklamy. Czy przedstawia 55-latków dziarsko dojeżdżających pociągiem, zjeżdżających do kopalni, lub siedzących na zebraniu do godziny 17? Raczej nie. Pozytywne skojarzenia okazują się oczywiste. Mało kto chce pracować do śmierci, ludzie wolą zdecydowanie właśnie zajęcia, kojarzące się z wolnością. Stąd sukces i ponadczasowość pomysłu na „Freedom 55”.

Wniosek 3. Emerytura o 10 lat wcześniejsza wydaje się nam realna, w przeciwieństwie do takiej, dostępnej 30-40 latkom. W tym miejscu mamy dosyć pragmatyczne spojrzenie na świat. No i ludzie potrafią liczyć. 10 lat funkcjonowania „z oszczędności” ma sens, 35 dostępne jest dla wybranych.

Wniosek 4. Kwaśne winogrona. Wiele osób kontestuje wcześniejszą emeryturę z powodu wielkiej sympatii do swojego zawodu. Dotyczy to raczej: właścicieli firm, lekarzy, oraz innych przedstawicieli klasy co najmniej wyższej średniej ze stabilną pozycją zawodową i społeczną. Rozumiem ich. A co z tymi z klas nieposiadających? Oni często działają na zasadzie mechanizmu „kwaśnych winogron” – nie chcę winogron, bo na pewno okażą się niesmaczne, właśnie kwaśne. Akcentują bezsensowność, niemożliwość, a nawet niemoralność wcześniejszej emerytury. Pisałem też o tym, we wpisie o mentalu, ponieważ „kultura zapierdolu” bazuje po cześci na wyobrażeniach, po części na zaprzeczeniach. Młody emeryt jawi się nie jako człowiek zaradny, planujący, lecz raczej nieudacznik, leń itd. Sam decydujesz czy kupić ten program.

Jeszcze dwa słowa o emeryturze z ZUS. Odpowiedź na pytanie Artura.

Na pytanie dotyczące optymalnej strategii dotyczącej ZUS, odpowiedziałem krótko – zdobyć uprawnienia do emerytury minimalnej, potem minimalizować składki (albo w ogóle przestać wpłacać do tego systemu). Dzisiaj czas na rozwinięcie.

Teza 1. Własną emeryturę trzeba zaplanować. Opieranie się na jednym filarze (ZUS) kompletnie nie ma sensu. Świadczenia okażą się mikroskopijne, homeopatyczne, czy jak tam je nazwać. W każdym razie nie da się za nie wyżyć, ponieważ prawdopodobnie wyniosą:

  • 30% ostatniej pensji dla dzisiejszych czterdziestolatków,
  • 35% ostatniej pensji dla dzisiejszych pięćdziesięciolatków,
  • 20% ostatniej pensji dla dzisiejszych dwudziestolatków,
  • 25% ostatniej pensji dla dzisiejszych trzydziestolatków.

Przełóżmy to na liczby. Skoro mediana wynagrodzenia (połowa zarabia więcej, połowa mniej) wynosi ok. 7200 zł brutto, mówimy o liczbach:

  • 1900 zł dla 40-latków,
  • 2100 zł dla 50-latków,
  • 1500 zł dla 20-latków,
  • 1700 zł dla 30-latków.

Wniosek prosty, chociaż bolesny. Większość urodzonych po 1986 r. dostanie emeryturę minimalną. Do pracowników dojdą przedsiębiorcy, więc w sumie 70% płacących składki nie zasłuży na więcej niż minimalne świadczenie.

Dlatego trzeba je uzupełnić, odkładając w PPK, IKZE, IKE, OKI (projekt).

Teza 2. Stała zmiana zasad wyklucza planowanie. Linkuję artykuł dotyczący zmiany reguł emerytalnych https://www.gazetaprawna.pl/praca/emerytury-i-renty/artykuly/11243361,emerytury-nizsze-od-maja-2026-nowe-tablice-gus-uderzaja-w-kieszenie-przyszlych-emerytow.html.

Wnioski dość proste i niewesołe. W ciągu roku, średnia długość życia wg ZUS i GUS wzrosła o 2.5 miesiąca. W długim okresie klęska, pracowanie rok dłużej, dało nam zysk znacznie mniejszy niż przewidywany.

Do tego szaleństwo z nowelizacjami. Raz było OFE, raz go praktycznie nie ma. Waloryzacje zależą w dużej mierze od widzimisię.

Teza 3. ZUS osiąga słabe wyniki. Kwota bazowa wzrosła od czasu kiedy zacząłem pracę i wystartowała reforma emerytalna o ok. 570%. W tyn samym czasie jednostka OFE NN o 980%, ceny nieruchomości w moim mieście o 700%, ziemia rolna o 2500%. Tegoroczna zaplanowana waloryzacja ZUS wyniesie 9,81%, WIG 20 wzrósł w tym czasie o 24%, a doszły zyski z dywidend.

Nie ma sensu wkładać kasy, w coś co nie przynosi należytego zysku.

Teza 4. Dalsze dopłacanie nie przynosi skutków. Popatrz na 30-latka z medianowym wynagrodzeniem. Podniesienie składek o 10% nic mu nie da. Dalej dostanie emeryturę minimalną. 20-latkowi i 20% nie pomoże. Co więcej, zwiększenie składek o 100% do sporej podstawy – ok. 150% przeciętnego wynagrodzenia (2-krotność mediany) spowoduje, że zapłaci 2x więcej a dostanie emeryturę o 50% wyższą niż najniższa (dzisiaj byłoby to 3000 zł, otrzymywane przez mężczyznę przez 13 lat). Jednocześnie przez 40 lat musiałby wpłacać składki na poziomie 3000 zł (z kosztami pracodawcy). Zupełnie się nie opłaci.

Stąd ogólny wniosek – minimalizować składki, na ile to możliwe.

Rozmontowywania systemu emerytalnego „ile płacisz, tyle masz”. Projekt ustawy – dopłaty do emerytur artystów.

Kiedy przeczytałem zajawkę na jednym z portali nie chciałem wierzyć. Rząd przyjął założenia ustawy o dopłatach składek dla mało zarabiających artystów. Dokładnie. Oto lista profesji z oficjalnej strony gov.pl:

Z badań wynika następująca szacunkowa liczebność poszczególnych profesji artystycznych: 
– architektura 13.693 osób,
– film 6.996 osób,
– literatura 3.010 osób,
– muzyka 16.346 osób,
– taniec 3.222 osób,
– teatr 3.960 osób,
– sztuki wizualne 13.176 osób,
– twórczość ludowa 2.020 osób.
Łącznie: 62.423 osób.

Warto zapamiętać te liczby, bo niedługo znacząco wzrosną. Ten, kto pracować nie chce, zacznie uprawiać np. twórczość ludową, osiągać niskie dochody (warunek dopłaty), a żyć dalej z pracy na czarno. W nagrodę dostanie dopłatę składek, jak przy pensji minimalnej. No i oczywiście preferencje podatkowe (przy umowie o dzieło, koszty uzyskania przychodów mogą sięgnąć 50%). Przecież to jest jakieś szaleństwo (zwłaszcza architekci) i zachęcanie do zejścia do szarej strefy. Czas na wskazanie założeń (cytaty pochodzą ze strony z rozszerzeniem .gov.pl).

„W sprawie statusu artysty zawodowego orzekać ma Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej, zwane dalej „CEiPA”, powstałe w wyniku przekształcenia Centrum Edukacji Artystycznej, które funkcjonuje obecnie na podstawie rozporządzenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z dnia 27 marca 2019 r. w sprawie specjalistycznej jednostki nadzoru (Dz. U. z 2024 r. poz. 329). Decyzja wydawana będzie jednak w oparciu o opinię środowiska artystycznego, uczestniczącego w tym procesie w ramach Komisji Opiniującej.” Czyli jak śpiewał Kult „Komisja zadecyduje, kto dziś otrzyma weryfikacje”, wracamy do PRL-u.

„Artysta zawodowy będzie mógł uzyskać prawo do dopłaty, jeśli będzie posiadał ostateczną decyzję administracyjną stwierdzającą nabycie statusu artysty zawodowego, a jego dochód osiągany w 3 poprzednich latach podatkowych nie przewyższa średniorocznie 125% wynagrodzenia minimalnego w roku złożenia wniosku, oraz w każdym z poprzednich 3 lat podatkowych osiągnął dochody z związku z wykonywaniem zawodu artystycznego.” Czyli – ukrywaj dochody, pracuj na czarno, a my opłacimy ci składki. Pod warunkiem, że jesteś artystą, bo szewc musi płacić, nawet gdy w ogóle nie osiąga dochodu.

Nie wierzycie? Projekt macie tutaj: https://legislacja.gov.pl/docs//2/12397303/13124561/13124562/dokument715625.pdf

A jego skutki? Pierwszy – drastyczny wzrost liczby artystów. Drugi – spadek ich dochodów poniżej progu. Trzeci (najważniejszy) – dalsza erozja ubezpieczeń społecznych. Jeżeli nie przekonały Cię liczby, które regularnie publikuję, popatrz tylko na system. Prezes ZUS i jego płatni doradcy opowiadają, jak przedsiębiorcy zaniżają składki i dostaną niskie emerytury, a tutaj – w ogóle nie musisz nic płacić, a emerytura wpada. Lepiej niż w KRUS. Kiedy za parę lat przejdę na FIRE, kupicie moje fujarki z drzewa lipowego, albo zobaczycie na rynku w Kazimierzu Dolnym, grającego disco polo zmiksowane z muzyką Chopina, zbierającego kasę do czapki.  Praca etatowa to kiepski interes.

Na koniec parę mądrości MKDiN z wywiadów, gdy próbowała bronić swojego pomysłu:

  • do muzeów też mamy przestać dopłacać?
  • jestem Ministrem Kultury to walczę o ludzi kultury,
  • o przyznaniu dofinansowania zdecyduje 145-osobowa komisja. Nie wyznaczyliśmy żadnych kryteriów „sztuki”, bo komisja wie najlepiej.

Oceńcie, czy te argumenty Was przekonały. Mnie niekoniecznie.