Życie na abonament. Czy takie podejście ma jakikolwiek sens?

Wielkie amerykańskie korporacje próbują przekonać generacje Z i A, że nie trzeba niczego posiadać. Znacznie lepiej wybrać wynajem, tytułowe „życie na abonament”. Teraz dołączyli do nich … Chińczycy. Oto kilka przykładów.

Abonament książkowy. Zaczynam od rzeczy najbardziej oczywistej – książki. Kiedyś szło się do księgarni, kupowało fizyczny egzemplarz. Teraz modne są: książki Google, gdzie kupujemy prawo do konkretnego tomu na zawsze (podobnie działa projekt Apple), ale także abonament – bierzesz dowolną książkę za miesięczną opłatą 50 zł. Wygląda świetnie, tylko…

  • jeżeli przestajesz płacić, tracisz dostęp do wszystkich książek,
  • w abonamencie nie ma nowości i wielu tytułów z ulubionych przeze mnie dziedzin (np. finanse osobiste),
  • abonament stopniowo idzie w górę i obejmuje coraz mniej (typowa korporacyjna technika salami, czyli stopniowego obcinania produktu).

W efekcie, zupełnie bez sensu. Za 50 zł kupuję 2-3 używane książki na Allegro. Za 2 dni mam je w paczkomacie pod nosem, są moje na zawsze. Jeśli mnie nie zachwycą, mogę odsprzedać z niewielką stratą. Spodobają się, zostają i wracam do nich wielokrotnie. Gdy potrzebuję czegoś ekstra (np. kanadyjskiego tytułu zwolenników FIRE, albo niemieckiego reportażu o cenach mieszkań w Berlinie), wchodzę na książki Google i kupuję na zawsze. Obecnie wracam do „Fat, forty and fired” australijskiego tytułu, kupionego w 2012 r. W danym miesiącu nie mam kasy? Idę do biblioteki. W efekcie na książki wydaję (pomijam zawodowe), wydaję mniej niż 600 zł/rok abonamentu Legimi.

Muzyka. Gdy byłem młody, kupowałem płyty. Dzisiaj prawie nie ma takiej opcji (poza muzyką klasyczną). Można wybrać dwa wyjścia – płatny abonament na Spotify (lub podobnych) albo … darmowe YouTube. Skoro coś jest za darmo (najwyżej trzeba odczekać reklamę), po co mam płacić abonament?

Samochód na telefon. Uber, Bolt. W teorii mają spowodować, że auto nie będzie potrzebne. A faktycznie? Wpadka. Wyobraź sobie taki rachunek modny wśród pracowników korpo w Warszawie. Zamiast biletu za 5 zł (metro, tramwaj), biorę Bolta za 15. Dziennie (w dwie strony), wychodzi 30 zł. Miesięcznie – 600 zł. Tramwajem 200 zł. Własnym samochodem (np. Fiatem 500) – 400 km/m-c (20 km/dzień): 150 zł opłat stałych oraz 140 zł na „paliwo”. W sumie 290 zł. Połowa, a pojedziemy jeszcze do rodziny, zrobimy zakupy. No i konia z rzędem temu, kto płaci w godzinach szczytu w Warszawie 15 zł/10 km. W sumie istnieje tylko jeden lepszy samochód – służbowy.

Wynajem samochodu. Proszę bardzo, Chińczycy uczą się szybko. BAIC proponuje – nowe auto za 199 zł netto/m-c. Świetna cena. Tylko brać. Aż przeczytamy małym druczkiem. Wpłacasz na start 25% wartości, używasz za 245 zł brutto/m-c przez 25 miesięcy i albo wykupujesz, albo oddajesz. Wybierając drugą opcję, tracisz … 25% ze 120.000 zł czyli 30 tys. zł. Realny koszt (umowa na 24 miesiące) – ok. 1500 zł/m-c. Sporo jak na chiński wynalazek. Uznane marki mają tylko nieco lepsze propozycje – 1.23% m-c plus 20% na start. Przez 36 miesięcy – prawie 65 % ceny nowego auta (np. 150k) czyli 100.000 zł/3 lata, czyli ca. 3000 zł/m-c. Do tego ubezpieczenie, przeglądy.

Znacznie lepiej kupić coś używanego. Wyjdzie taniej.

Wynajem mieszkania. Załóżmy, że nowe mieszkanie kosztuje 600k. Wynajem go 3000 zł/m-c. Rata kredytu (po 20% wpłacie własnej) ok. 3000 zł/m-c. Pozornie wynajem wychodzi lepiej, właściciel wyposaża, robi remonty. W praktyce, na długi termin lepiej kupić na kredyt (bo 10% ma rodziców, którzy sfinansują taki zakup). Poza wyjątkowymi wypadkami, rata 3000 zł dzisiaj, to 3000 zł za 15 lat. A najem: dzisiaj 3000 zł, za 15 lat już 4500 zł. No i płacimy do śmierci.

Jak widzicie „życie na abonament” w długim okresie drenuje portfele. Paradoksalnie najbiedniejszym, młodym ludziom bez kapitału. Nie znam żadnego 60-latka, który wziął auto w leasing, a w wieku 30-50 takie zjawisko jest powszechne. Pieniądze wyrzucone w błoto, nie zostaną wydane na inwestycje.

4 komentarze do “Życie na abonament. Czy takie podejście ma jakikolwiek sens?”

  1. Kupilem nowy samochód w leasingu na 3 lata przy sporym rabacie. Mam auto 5 lat, bardzo niski przebieg, przyciski fizyczne i inne rzeczy, którego nie ma nowy model. Do tego subiektywnie… to ewenement ale nowy model jest brzydszy. Nie ma do tego klamek, systemu, który był znakiem firmowym marki i dzielonej, rewelacyjnej tylnej klapy. Ale za to ma ogromny ekran, brak liczników w klasycznym miejscu tylko wyświetlacz pod szybą. Ponoć to ” dla dobra klienta „. Ja mówię pas. Nie zmieniam, jeżdzę do 10 a może i 15 lat jak auto wytrzyma.

    1. Dla Ciebie leasing był narzędziem podatkowym. Dla wielu, naciągniętych systemem „wynajmuj, nie kupuj”, jedyną drogą do cieszenia się np. nowym samochodem. Przyznasz, spora różnica.
      Co do aut. Uroda jest kwestią subiektywną, ale faktycznie nowy Lexus ES znacznie mniej mi się podoba niż stary. Robotę robił słynny grill, zastąpiony obecnie przez płaską blendę. Nie wspomnę już o Jaguarze, któremu pomysł na całkowitą elektryfikację gamy, załamał sprzedaż. Na temat „bezsensownej ekranozy” mam też własne doświadczenia. Ostatnio byłem na szkoleniu. Jeden z kolegów przyjechał chińskim cacuszkiem. Miał wracać sam, ale złapał 2 promile, jeszcze po obiedzie (w nocy był bankiet). Padło, że wracam ja, bo wydmuchałem 0,0, a koleżanki bały się jechać automatem, albo elektrykiem. Pacjent SUV Omody. Jeden ekran na środku, drugi przed kierowcą. Fizycznie nie tylko nie zmienisz zastawów klimatyzacji, ale i nawet nie włączysz auta. Silnik uruchamia się sam (bodajże wsiadasz, naciskasz hamulec – bardzo „bezpieczne”, gdy w domu są małe dzieci). Ekrany świecą jak wściekłe, blaskiem świetlówek w prosektorium. Pytam właściciela, jak je ściemnić – niedasię – tylko zmiana tła na czarny. Prędkościomierz schowany, ale już nie skonfigurujesz licznika. Pierwszy ruch – powyłączać ten wszystkie systemu jazdy półautonomicznej, bo wariują (np. na ekspresówce miotają pojazdem od linii do linii). Silnik świetny, bateria spora, zużycie – niegłupie. Tylko dlaczego nie masz wyboru? W sumie nie wiem. Przecież da się zrobić różnokolorowy ekran, konfiguracja zegarów była możliwa już w mojej Konie (początek sprzedaży bodajże 2018), a montaż 10-calowych zegarów, po to by stale wyświetlać ciśnienie w oponach, wydaje mi się bezsensowna. Nic dziwnego, że planujesz zostać przy swoim.

  2. Auto w leasingu raczej bierzemy w dzierżawę, niż kupujemy. Mam już trzecie auto w rodzinie w leasingu i po raz trzeci będzie wykupione, z prostej przyczyny – generowania kosztów w działalności i późniejszej mozliwej odsprzedaży po pół roku bez podatku. Nie demonizował bym leasingu, raczej najem długoterminowy bardziej drenuje kieszeń.
    Są w moim przyciski do klimy sterowane z ekranu- ale przy płynnym systemie jest to szybkie i intuicyjne, bardziej niż przeszkadzające.
    A jak plany OM pójścia na doktorat? Dawno nie było wpisu na ten temat. Ja mój zaczynam za… 2 dni.

    1. Starałem się w komentarzu, skierowanym do Bartka wyjaśnić pewną kwestię. Czym innym jest leasing jako źródło korzyści podatkowych, a czym innym jako sposób na zapewnienie sobie auta, na jakie normalnie nas nie stać, ale na raty 1% i 10% wpłaty, już tak. Najem długoterminowy – wyrzucanie pieniędzy.
      Przyciski klimy na ekranie, chodzi bardziej o intuicyjność (są „na wierzchu”) oraz bezpieczeństwo (odrywanie wzroku od drogi). W wielu autach musisz przeklikać przez menu.
      Doktorat zacząłem w 2025 r. i mega interesujące są wykłady metodyczne (metody pracy naukowej). Na poziomie magisterki tego nam oszczędzono, a szkoda. Powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *