Cudowne lata 50-te, gdy moi dziadkowie wychowywali 3 dzieci, z jednej pensji.

Wszyscy kochamy przeszłość. Zwłaszcza odległą. Filmy z Marylin Monroe, piosenki Presleya, krążowniki szos. I opowieść jak nasi dziadkowie z jednej pensji (babcie nie pracowały) wychowali 3-kę dzieci. Z takich opowieści powstał mit „cudownych lat 1950-1968”. O dziwo, nawet w Polsce. A siłą mitu pozostaje jego irracjonalność. Lubię dekonstrukcję mitów.

Zacznijmy od faktów. W latach 50-tych XX w. moi dziadkowie (rodzice Taty) wychowywali trójkę dzieci z jednej pensji. Co więcej, moja babcia nauczycielka-wdowa (mama Mamy), dała radę wykształcić dwie córki. Świetny czas, nieprawdaż? Nie to, co dzisiaj. Dwie osoby pracują, łapią fuchy i nadal im nie starcza, a mają tylko jedno dziecko. Żyjemy w złych czasach, a winni są politycy. No to cofnijmy się do 1950 r. Polską rządzi Bolesław Bierut, ponury morderca, o twarzy przedwojennego urzędnika. W 1956r. zastępuje go Wiesław Gomułka. Dwóch bezdennie prymitywnych aparatczyków, przy których Tusk z Kaczyńskim, wydają się parą przedszkolaków. Zachowajmy jednak skalę.

Wracamy do finansów, czyli tego „wychowywania dzieci za jedną pensję”. Powiedzmy sobie szczerze – dzisiejsze wychowanie i życie, nie ma nic wspólnego z tym sprzed 70-ciu lat, albowiem:

  • ani moi dziadkowie ojczyści ani babcia macierzysta nie mieli nawet jednego samochodu, pralki, zmywarki, telewizora.
  • nie jeździli na wakacje, spędzali je albo u rodziny, albo w swoim przedwojennym domu na wsi,
  • mama opowiadała mi, jak czasem z siostrą chodziły głodne, a tato miał łatane ubrania,
  • w mieszkaniu u babci, zrobionym ze starego sklepu, zamarzała woda, a mama pamiętała kolejki po węgiel,
  • babcia, żeby utrzymać rodzinę całymi popołudniami dawała korepetycje. Jej córki siedziały wtedy ze swoim dziadkiem.,
  • nawet autobusami jeżdżono sporadycznie, do pracy i szkoły chodzono na piechotę,
  • dziadek nie był w stanie kupić papy na przeciekający dach, w ogóle nie dorobiono się niczego nowego,
  • świątecznym rarytasem był zając, przyniesiony przez kumpla dziadka.

Przypominam – nie opisuję rzeczywistości patologii, ale ludzi, których określano wtedy jako „inteligencję pracującą” a według dzisiejszej terminologii klasą średnią. Babcia żyła w mieszkaniu komunalnym, dziadkowie zachowali jedynie (i to w mocno pogorszonym stanie) dwie rodzinne nieruchomości.

Dzisiaj nikt nie wyobraża sobie nawet, że nauczycielowi brakuje na jedzenie, a pracujący w biurze patrzy jak w domu letnim leje się mu na głowę, bo nie ma kasy na remont. Skąd zatem ten mit?

Otóż, wtedy mieli g,.. no, ale po równo. Poza wąską grupą „pieszczochów władzy” wszyscy cierpieli biedę. Nie dojadali, oszczędzali na wszystkim, mieszkali w domach bez łazienek, albo nawet w ruinach. Z książek znamy narrację ówczesnych elit, ale rzeczywistość była inna. Nie wódeczka „u aktorów”, lecz ciężka rzeczywistość. Dzisiaj różnice okazują się znacznie większe, po prostu doświadczamy nierówności, nawet w obrębie klasy średniej.

Prawda jednak wydaje się prosta – nawet dzisiaj, jeżeli będziemy żyli na poziomie naszych dziadków, a nawet powyżej ich poziomu, damy radę utrzymać się za jedną pensję. Jak to możliwe? Już piszę.

Dach nad głową. Główna bolączka współczesności. Wtedy czynsze były niskie (ok. 10-20% ówczesnej średniej pensji) a media względnie tanie i gospodarowano nimi oszczędnie. Dzisiaj nikt nie wynajmie mieszkania za 600 zł, prawda? Nie ma lokali kwaterunkowych, które wtedy królowały. Otóż i dzisiaj, w standardzie lat 50-tych wynajmiemy mieszkanie, może nie za 600 zł, ale za 1000 zł (chociaż nie w Big Five), jednak nikt na nie nawet nie popatrzy. Na wsi za ten 1000 zł znajdziemy dom.

Ba, mamy szanse na własne. Dostałem ofertę na zakup udziałów w pustej kamienicy za 2000 zł/m2 (cena rynkowa mieszkań – 5.000 zł/m2). Dzielnica zupełnie nieprestiżowa, zwana czule Bronxem, ale blisko centrum. 2 pokoje – 50m2 = 100.0000 zł. Zero czynszu, równoważnik raty 600 zł.

Przypomnijmy sobie uczciwie, w latach 50-tych mało kto kupował. Budowano się na swojej działce, wprowadzano do rodziców. Dzisiaj też wybudujemy dom za 200 tys. zł. Mały i samodzielnie, ale jeśli rodzice dadzą działkę – do zrobienia.

Media? Cała historia. Gdybym poszedł śladem własnej babci (i budowniczych mojego obecnego domu w latach 50-tych), na wiosnę kupiłbym węgla i drewna na cały sezon grzewczy za 2000 zł. O żadnym gazie nikt nie myślał. A potem codziennie rano rozpalałbym w piecu, albo precyzyjniej, jak dziadkowie – w trzech piecach i kuchni węglowej. Prądu używano do oświetlenia. Nie było sprzętu AGD i RTV (poza radiem). Wodę noszono z podwórza, myto się w misce. Dziadkowy dom na wsi (mój obecny) podłączono do prądu w końcu lat 50-tych, a do wodociągu ……w 1995 r. Wcześniej starczała studnia i lampy naftowe. Nie posiadano telefonów, internetu, TV. Gdybym żył tak samo, na całe rodzinne media wydałbym 300 zł/m-c. Razem z ratą/czynszem – 900 zł.

Transport. Własne nogi. Na wieś dziadkowie jechali w lecie – pociągiem. Babcia wakacje spędzała u swojej ciotki, która dysponowała domem w letnisku pod Radomiem. Do pracy, szkoły, kościoła, na targ – spacer. W sumie 50 zł/m-c na 5-osobową rodzinę plus normalne, codzienne jedzenie.

Jedzenie. Pisałem o tym – wtedy relatywnie drogie. Dzisiaj – da się przeżyć za grosze, jeśli porównamy ówczesne ceny. Przyjmuję 1500 zł (dziadkowie mieli przetwory z lata) za 5 osób, wg ówczesnych norm kalorycznych.

Ubranie, nauka. Dziadkowie łatali ubrania, wymieniali tylko mega zużyte. Dzisiaj, w dobie tanich rzeczy – grosze. Powiem tak, piszę te słowa ubrany w T-shirt z Sisnay’a, kupiony przez żonę za 6 zł, w majtkach za 3 zł, skarpetkach za 3 zł i dżinsach za 40 zł. Buty kupiła mi w Lidlu (mokasyny) za 70 zł. Za 100 zł/os. w takich warunkach będę wyglądał o niebo lepiej niż dziadek, który po pracy zakładał długo noszone ciuchy i miał jeden dobry garnitur. Koszty 5-osobowej rodziny 500 zł. Na naukę nie wydawano nic, poza składkami i książkami. Dzisiaj ok. 100 zł/m-c na dzieci w wieku szkolnym. 300 zł przy trójce.

Leki, chemia. Ok. 300 zł, bo nie używano ich wiele.

Wakacje. 0 zł, bo żyli jak w domu.

Jak widzicie, standard życia lat 50-tych kosztuje 5-osobową rodzinę 3550 zł. Pensja minimalna wystarczy. A jeśli uwzględnimy 3 x 800+, stać nas nawet na podniesienie standardu. Dlaczego zatem ja podałem „minimum” na poziomie 5000 zł/3-osoby? Ponieważ wszyscy doznajemy inflacji stylu życia. Dokładnie dlatego wspominamy cudowne lata 50-te, zapominając o szczegółach. A te były takie, że zapewniam Was, nie chcielibyście wracać.

4 komentarze do “Cudowne lata 50-te, gdy moi dziadkowie wychowywali 3 dzieci, z jednej pensji.”

  1. Za kilkadziesiąt lat ktoś będzie pisał tak samo. Te same rozważania w świecie w którym wszystko będzie na abonament, nauka przez np. internet a własność cz y dostęp do „żywego” nauczyciela czy lekarza będzie niewyobrażalnym luksusem dostępnym tylko dla dwójki pracującej conajmniej średnio zarabiajacej pary.

    1. Wpis „o życiu na abonament” w przygotowaniu na wrzesień, bo to temat na dłuższą refleksję.
      Z drugiej strony nie kupuję narracji „kiedyś było lepiej”. Dzisiaj da się bez problemu nabyć wiejski dom – za równowartość 30 średnich pensji, przy czym wymaga to pewnych wyrzeczeń np. w dziedzinie dojazdów do pracy. Przypominam sobie opowieść dziadka, który przed II WŚ dojeżdżał z „mojej wsi” do Lublina do pracy w biurze. Pociągi jeździły rzadko i godzinę na odcinku PKP Nałęczów-PKP Lublin (obecnie 20 minut). Do tego na dworzec i z dworca do centrum trzeba było dojechać dorożką/bryczką w tempie konia (10km na godzinę – dzisiaj ponownie 3-4 razy szybciej). Potem ten dom stał się opisywanym „domem letnim”. Po prostu ludzie opisują „złote lata 50-te XXw.” zatajając wiele informacji celowo (propaganda), albo z niewiedzy (informację czerpią z amerykańskich filmów lub wspomnień elity). Do śmierci zapamiętam opowieść ojca (rocznik 1948) jednej z moich koleżanek, który wspominał własną młodość (późny Gomułka): wieczne niedojadanie i konieczność robienia na drutach mankietów do spodni i swetra, bo na nowe nie było ich stać. I faktycznie, w tamtej rodzinie matka nie pracowała, ale bieda była ogromna, dzisiaj wręcz niewyobrażalna.

  2. Minione czasy młodości zwykle wspomina się dobrze z jednego powodu- właśnie dlatego, że wtedy byliśmy młodzi.

    1. To na pewno – w przypadku takiego Korwina. Jednak 80% tzw. tradycjonalistów ma poniżej 45 lat, więc jak ktoś nie wierzy w wędrówki dusz, raczej pamiętać nie ma prawa. Tutaj na ostro wchodzi świadoma niewiedza (niechęć do sprawdzenia danych statystycznych) i zamierzone fałszowanie rzeczywistości. Dzisiaj nikt nie chce iść na etat 6-14, a po południu zachrzaniać na polu, samemu kręcić kiełbasy ze swojego wieprzka, a taki standard obowiązywał tzw. chłoporobotnika. I nadal bilet PKP do Zakopanego ze Skierniewic wymagał długiego planowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *