Czy warto pracować na emeryturze? Życie pisze najlepsze scenariusze.

Według samego ZUS i opłacanego przez niego grona badaczy (z Polską Siecią Ekonomii na czele) należy pracować maksymalnie długo i odprowadzać wysokie składki, gdyż tylko takie postępowanie gwarantuje dobrą emeryturę. Takie wnioski płyną m.in. z krytykowanego przeze mnie raportu o przedsiębiorcach „Dobrowolne ubóstwo…”. Każdy, kto stara się skończyć pracę szybko, albo deklaruje się jako zwolennik obniżenia wieku emerytalnego, ten łobuz, drań i burzyciel społecznego porządku.

Wielokrotnie podobne myśli, z racji swojego urzędu wyrażali prezesi ZUS. Poza efemerydami (ponieważ stanowisko jest typowo polityczne), do publicznej świadomości przebiły się dwa nazwiska: reprezentantki PiS – Gertrudy Uścińskiej oraz przedstawiciela KO/PSL – Zdzisława Derdziuka. Wspólnie (tzn. na przemian) kierują ZUS-em od 2009 r. A w zasadzie kierowali. Tutaj bowiem ziściła się opowieść pt. życie pisze najlepsze scenariusze, a zarazem zmaterializowała odpowiedź na pytanie, jako to jest z tą długą pracą.

Otóż, Zdzisław Derdziuk, człowiek zaprawiony na wszystkich możliwych szczeblach administracji (dyrektor departamentu w ministerstwie, minister, a potem murowany szef ubezpieczeniowego giganta), z bezpośrednim dostępem do „saloników VIP” w każdym szpitalu, zachorował. Jak podał w czerwcu 2026 r. wicepremier Kosiniak-Kamysz, 64-letni prezes ZUS, w styczniu trafił do szpitala i obecnie „walczy o każdy oddech” (co sugeruje ciężki stan, moim zdaniem albo raka albo zwłóknienie płuc). Trudności zdrowotne uniemożliwiają mu pracę. Wnioski wydają się proste, ty, szary człowieku masz pracować na budowie, w brudzie, pyle do 67 r.ż., albo jeszcze dłużej, pomimo że prezes ZUS traci zdolność do pracy 3 lata wcześniej (czyli przed osiągnięciem wieku emerytalnego).

W rzeczywistości los prezesa Derdziuka (któremu osobiście faktycznie współczuję) stały się realną odpowiedzią na przywołane na wstępie raporty PSE. Choroba nie wybiera i chociaż sporo kobiet pożyje na tej emeryturze (np. wspomniana Gertruda Uścińska ma 68 lat i nadal pracuje naukowo), mężczyźni mają statystycznie znacznie mniejsze szanse. Jeśli zaś mówimy o „życiu w komforcie”, „zdolności do pełnoetatowej pracy” granicą dla przeciętnego przedstawiciela „słabej płci” wydaje się właśnie 65 lat. Mój były szef, który odszedł na emeryturę w wieku 70 lat, jako 65-latek fatalnie przeszedł COVID-a, a potem już zsuwał się zdrowotnie po równi pochyłej (przychodził do biura na 4-5 godzin, co nadzorujący przez pewien czas tolerowali). Drugi, przeżył dwa zawały, a jeszcze do 60-tki nie dobił. Dlatego, powtórzę jeszcze raz, FIRE wydaje się odpowiedzią na realny problem – darem wolnego czasu powinniśmy się cieszyć, gdy mamy jeszcze 100% sił, a nie powoli czołgamy się i myślimy o terminie kolejnej wizyty, zamiast o podróży życia.

2 komentarze do “Czy warto pracować na emeryturze? Życie pisze najlepsze scenariusze.”

  1. Ja też jestem zdania, że powinno się powoli, od około 50 roku życia ( oczywiście jak ma się taką możliwość) wygaszać aktywność zawodową. Ale bardzo powoli, żeby w momencie, w którym zdecydujemy się zupełnie zaprzestać pracy/aktywności zawodowej praktycznie tego nie odczuć psychicznie.
    Wiele znamy przypadków osób, które z bardzo intensywnej kariery zawodowej przeszły na emeryturę i aktywność spadła do zera- to może się skończyć problemami zdrowotnymi i często się tak kończy właśnie.

    1. Dla 90% (a może nawet większego odsetka) rezygnacja z pracy zawodowej okazuje się niemożliwa. Przyczyna dość jasna – brak wystarczających środków. Natomiast te 10% (rentierzy i wcześni emeryci) powinno sobie poradzić.
      Proponowany przez Ciebie program, sprowadzający się do słowa „stopniowo” ma głęboki sens, aczkolwiek z powodów finansowych, nie psychicznych. Owszem, kiedyś istniało takie powiedzenie „emerytom lubią dzwonić”, sugerujące, że bezczynność zabija, niemniej jednak ma ono podstawową wadę – nie sprawdza się. Główna przyczyna – brak zatrudnienia (aktywności zawodowej) nie oznacza bezczynności. Nie znam nikogo z pokolenia boomerów, kto faktycznie zasiadłby przed mitycznym telewizorem. Zawsze, powtarzam to, zawsze obserwuję aktywność na różnych polach, od opieki nad wnukami, przez zaniedbane hobby (malowanie, taniec, amatorski teatr, wędkowanie, ebenistyka), aż do podróżowania na 100%, budowania domu czy nauki nowych rzeczy. Z wyjątkiem ludzi zredukowanych z dnia na dzień (a więc, co ważne, emerytów mimo woli), nie znam nikogo, kto przeżyłby załamanie psychiczne i zdrowotne.
      Z drugiej strony, dostrzegam (i pisałem o tym na blogu) dziesiątki osób (prezes Derdziuk jest jednym z nich), które przegapiły szanse na ostatnie lata w zdrowiu i gasły za biurkiem lub w fabryce.
      Wracam jednak do początku tego komentarza – zwykle problemem emeryta są pieniądze i ich niedostatek skłania do kontynuacji pracy. Moja koleżanka z pracy, kobieta lat 72, kontynuuje zatrudnienie na część etatu, ponieważ spłaca kredyt, zaciągnięty na pomoc dzieciom. Gdyby nie finanse, dawno siedziałaby w domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *