Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Klasa średnia. Opowieść o genezie finansowej. – Oszczędny Milioner

Klasa średnia. Opowieść o genezie finansowej.

Klasa średnia przedstawiana jest w wielu mediach jako ideał. Umiarkowana, skrupulatna, łatwo przystosowująca się do zmian. Ma jednak skłonność dokonywania wyborów ekonomicznych, nacechowanych wadami dwójki własnych protoplastów: szlachty i chłopstwa. Tylko niewielka część postępuje zgodnie z ideami dawnego, klasycznego mieszczaństwa. A szkoda.

Zastaw się a postaw się. Klasyka polskiej szlachty. Hulaj dusza, piekła nie ma. Dopóki można pożyczyć, jest życie. Wielkie wydarzenia trzeba celebrować z rozmachem itp. ,itd. Co oznaczają te powiedzenia w praktyce? Wieczne życie na kredyt, wydawanie na luzie potężnych sum, a w konsekwencji całkowity brak oszczędności. Jako prenumerator Newsweeka, czytam je stale: specjalista w korporacji wszystko wydaje na podróże i imprezy. Posiada znikomą poduszkę finansową, za to spore długi. 40-latek wynajmujący mieszkanie, bo na swoje nigdy nie potrafił uskładać. Strach przed wzrostem czynszów i rat. Każda z tych bolączek pozostaje w bezpośrednim związku przyczynowo-skutkowym z wyborami:

  • wynajem zamiast zakupu,
  • nowe auto w leasingu – zamiast starszego za gotówkę,
  • wakacje, meble, komputery – na kredyt,
  • drogie ubrania, buty, torebki – zamiast oszczędności,
  • wybielanie części intymnych – zamiast zalążek funduszu na studia dziecka w innym mieście.

I każda wiąże się ze staropolską, szlachecką ideą – zastaw się a postaw się czyli życia na pokaz. Za pożyczone, rzecz jasna.

Obrzydzenie do pieniądza. Tutaj także wychodzi szlachecka tradycja. O pieniądzach nie rozmawia się. Od pieniędzy są Żydzi i łyki (mieszczanie). Wystarczy klasyka literatury szlacheckiej – Trylogia. Ile tam sensownych fraz o finansach? Praktycznie ich nie ma. Nawet w „Nad Niemnem”, opowieści w sumie o miłości i pieniądzu (podziałach , jakie tworzą, stylu życia, walce o utrzymaniu majątku), poza wiecznym brakiem kasy u Benedykta Korczyńskiego i niezrozumieniem tego faktu przez jego żonę Emilię, temat pieniężny wprost nie występuje. Kompletne milczenie. Szlachcic oficjalnie brzydził się pieniądzem.

Kasa jako wskaźnik pozycji społecznej. Przetrwała najsilniej, zarówno w tradycji chłopskiej jak i szlacheckiej. Poważanie chłopa w gromadzie mierzyło się w ilości ziemi, którą posiadał. Im więcej, tym ważniejszy i uważniej słuchany. Podobnie w tzw. elicie – Szczęsny Potocki mógł być intelektualnym i moralnym zerem, zdrajcą i „miękiszonem” ale nawet po śmierci Gertrudy Komorowskiej (narzeczonej zabitej z rozkazu rodziców Szczęsnego), cieszył się powodzeniem na rynku matrymonialnym. Arystokracja uważała się za lepszą, bo więcej posiadała. Wartość człowieka mierzyła liczbą poddanych (do końca pańszczyzny) i hektarów/mórg/dziesięcin (po uwolnieniu chłopów).

Analfabetyzm ekonomiczny. Ponownie – chłopsko-szlachecki. Chłop ledwie umiał liczyć, a arystokrata czy szlachcic średni zostawiał niejednokrotnie finanse pracownikom. Sam brał się za rachunki – z konieczności (wspomniany Benedykt Korczyński). Stąd gigantyczne problemy opisywane przez Jana Słomkę, rozrost klasy żydowskich kupców, sprzedawanie „na pniu”, karczowane za bezcen lasy. A dzisiaj? Kredyty, leasingi, wynajmy, wynikają z niezrozumienia idei. Całkiem niedawno prowadziłem negocjacje dotyczące rozwiązania problemów finansowych rozstającej się pary trzydziestolatków. Mąż nie wiedział, ile zarabia żona, nie kupował paliwa do samochodu „bo to jej firmowy”, a ona zapytana „Ile potrzebuje na życie z dziećmi?” absolutnie nie potrafiła udzielić odpowiedzi. Co więcej, oboje absolutnie nie planowali finansów. Nie rozumieli potrzeby posiadania funduszu awaryjnego.

Zero organizacji. W sumie nie chce się wierzyć, ale do końca XIX w. każdy chłop/szlachcic działał w interesach sam przeciw wszystkim. Szczytem współdziałania była rodzina („My z synowcem na przedzie…”). Skutki widzimy do dzisiaj. W korpo prawie nie ma związków zawodowych. Rolnik sprzedaje pośrednikowi i potem płacze, widząc swoje jabłka w sklepie w cenie x 10. Podobnie z tzw. żywcem. Brat mojego kumpla hoduje byki, które odbiera wprost z obory handlarz. Płaci z łaską 14 zł/kg. Cena wołowiny w sklepie – 100 zł (najgorsze mielone 40 zł/kg w markecie). Organizacja, nawet drobna spółdzielczość zmieniłaby obraz gry. Ale jej nie ma.

Te opowieści, wydaje się, że historyczne determinują dzisiejszy styl postępowania z finansami klasy średniej i nadal stanowią element „mentalu” w wielu szacownych zawodach.

2 komentarze do “Klasa średnia. Opowieść o genezie finansowej.”

  1. Klasa średnia- jak wynika z samej nazwy- to
    przeciętni ludzie. Tzw. ” prości ludzie” , którzy nie żyją tak ” wielkomiejsko” mają zdecydowanie więcej rozumu.
    W mojej opinii- klasa średnia to grupa najbardziej podatna na opinie innych, mająca sporo kompleksów i nieuzasadnionych roszczeń przy tym przekonania o swojej wyższości -szczególnie nad ludźmi z małych miast i wsi, słabszymi ekonomicznie.
    Chłopski rozum jest zwykle zdecydowanie więcej warty, niż odtwórcze wywody przedstawiciela klasy średniej.
    Do tego uważanie się przez górną warstwę klasy średniej za elity jest podobnie nieuprawnione jak uważanie, że np. Fiat 500 w wersji najbogatszej to niemalże Mercedes E w wersji uboższej ( plastyczne porównanie motoryzacyjne – auta przypadkowe).
    Moje tezy szczególnie dotyczą klasy średniej w Polsce, która pozbawiona autorytetów moralnych i intelektualnych samozwańczo uważa się za elitę i ” sól ziemi”, skoro pije Prosecco, jeździ Suv-em w leasingu, ogłada Tvn i mieszka w apartamencie.

    1. Daleki jestem od popadania w skrajności. Przynależność do klasy społecznej nic nie mówi o poziomie oleju w głowie. Wielu ludzi w klasie średniej żyje oszczędnie, rozsądnie, poniżej dochodu. Badania pokazują, że np. nauczyciele radzą sobie doskonale, podobnie inżynierowie. Paradoksalnie chłopskie korzenie często ułatwiają akumulację.
      Z drugiej strony istnieje podklasa „aspiranci” czyli konsumujący z nadzieją spłaty z przyszłych dochodów. Wyglądają bogato, lecz tacy nie są. Jak mówią mieszkańcy Teksasu „Big hat, no cattle”.
      Nie należę do admiratorów „chłopskiego rozumu” ponieważ ma on tendencję do przyjmowania twierdzeń „na wiarę”, nie posiadając narzędzi weryfikacji. Zdecydowanie wybieram podział mojego przyjaciela-górala „mądry” i „wykształcony”. Przy czym można być i jednym i drugim. Mądrość nie równa się chłopskiemu rozumowi, ale nazwałbym ją raczej rozsądkiem, albo roztropnością. Roztropny nie wypowiada się na każdy temat, posiadacz chłopskiego rozumu, obejrzy filmik, i już uważa się za eksperta od wszystkiego od geopolityki do wychowania dzieci.
      I teraz górna warstwa klasy średniej jako elita. No cóż, część do niej należy, część absolutnie nie, ponieważ elita to nie samo wysokie stanowisko, nie wykształcenie, nie kasa, ale też kultura, wartości itp. Nie nazwiemy elitą adwokata, który przywłaszcza pieniądze klientów, przyjaźni się z gangsterem, ani lekarza, który lekceważy pielęgniarki, a niestety w wielu wypadkach, tak to wygląda. Prosecco można kupić za trzy dychy, leasing SUV-a załatwić za 1500 zł, a wynajęty apartament to kolejny 3k miesięcznie. Spokojnie stać na to parę z dochodem 2x średnia krajowa. Czyli czy ktoś ogląda Republikę, czy TVN, przestaje mieć znaczenie, elitą nie jest, podobnie jak gruby biznesmen, który nie płaci swoim pracownikom, a SUVa kupił za gotówkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *