Ile kosztuje utrzymanie małego auta miejskiego – Fiat 500C po roku i 6000 km.

W styczniu 2023 r. kupiłem żonie używanego Fiata 500c. Zawsze chciała mieć taki wóz – ok. Mój „prywatny importer” i kumpel dał radę ogarnąć. Wóz pochodził z 2010 r. miał na budziku 150 tys. km i uszkodzenia po gradzie. Razem z pakietem startowym, kosztował mnie 14 tys. zł.

Przez rok i 2 miesiące żona (i ja) przejechaliśmy 6 tys. km. Dlaczego tak mało? Powodów widzę kilka. Zasadniczy – zawsze w domu stały 2-3 samochody do wyboru (maksymalnie mieliśmy ich 4: elektryk, świniowóz, Porsche, 500c), więc czasami mały, miejski kabriolet przegrywał. Czym?

Na pewno osiągami. 1.2 69KM za demona prędkości robić nie może. Ot, toczy się spokojnie. Za to pali (średnia z całego dystansu) 6.1 l/100 km. Pewien procent stanowiły trasy (jedna 850 km w obie strony, 2 x po 750 km). Parę razy pojechałem na wieś. Reszta to jazda miejska. W mieście i zimie palił 8 l/100 km, w lecie już tylko 7 l/100 km. Trasa i podmiejsko – spokojnie 5 l/100km. Stąd średnia.

Wielkością wnętrza. Fiat 500c jest mały, ciasny, zwłaszcza na tylnym siedzeniu. Idealne auto dla dwojga, może z jednym dzieckiem 5-12 lat. Trójka, czwórka dorosłych – męka. Bagażnik śmieszny i z tragicznym dostępem (otwiera się tylko wąska klapa).

Dodatkowo Kona wygrywała tanią jazdą. Stąd tylko 6000 km. Przy czym 3500 km zrobiłem w dwa miesiące (kwiecień i maj 2023), kiedy wiosna zachęcała do zrzucenia dachu i wykonałem 3 długie trasy. Potem było już 50-300 km miesięcznie.

Ale przecież to auto ma zalety. Pali niewiele (ok. 40 zł/100 km przy cenie 6.5 zł/litr), dałoby się włożyć gaz (wtedy 24 zł/100km). Przeglądy OT da się je zrobić pod domem (odessanie oleju, wymiana filtrów) – 300 zł, państwowy przechodzi bez problemu, za OC płacę 330 zł, za opony 150 zł/rok. I da się zrobić (na gazie) 6000 km rocznie płacąc za wszystko 2200 zł tj. niecałe 37 zł/100 km. Nieźle. Czy znajdziecie tańsze i jezdne auto?

Nie sądzę. Bez strachu jechałem nim na drugi koniec Polski. Niestety, normy zużycia spalin zabiły ten silnik. Teraz jego rozwinięcie ma już instalację mikrohybbrydową 48V i potencjalnie drogie awarie. No i kosztuje jako nowe (wersja podstawowa) – 68 tys. zł, a nie 14k. Mój kumpel obiecał mi tanią naprawę uszkodzeń po gradzie, więc pewnie sympatyczna Włoszka zostanie z nami jakiś czas.

29 komentarzy do “Ile kosztuje utrzymanie małego auta miejskiego – Fiat 500C po roku i 6000 km.”

    1. Panda jest nawet tańsza, bo części blacharskie kosztują mniej i rozmiary felg inne. Niemniej jednak kobieta kupuje oczami i większość woli 500-tkę, która dodatkowo ma wersję z odsuwanym dachem. W Pandzie z kolei montowano napęd 4×4.

      1. Tak, zrozumiale, czemu Pani chciala 500.
        Brat nie ma 4×4, mieszka w miescie i malo gdzie jezdzi, pracuje z domu (programista dla banku).

        1. Też jeździłem Pandą przez kilka lat, tylko silnik 1.1 LPG. Nic się nie psuło, poza drobiazgami (raz unieruchomiła ją pompa paliwa w zbiorniku). Tamten silnik palił jednak więcej niż 1.2.

          1. Brat kupil pande nowa w 2008, i przez te lata zrobil troche ponad 100kkm, i tez tylko raz mial awarie, ale to za niski przebieg, zeby porownywac.

  1. Ja żonie w tym roku kupiłem Stonica 1,2 MPi. Podobno pali 5 l/100. Miał być Hyundai I20, z tym samym silnikiem, ale się nie spodobał. Wg. mnie zły wybór, Hyundai choć ma tańszy silnik byłby tańszy do zagazowania, dzięki głowicy z mniejsza ilością zaworów, poza tym byłby tańszy i lepiej wyposażony. De gustibus non est disputandum. Co do LPG to nie wiadomo jak to będzie po objęciu embargiem ruskich dostaw. Ale warto mieć możliwość. Pamiętajcie, że na początku wojny benzynę w parę dni wywieziono w mauserach ze stacji, a gazu się nie dało.

    1. Teraz, już po rezygnacji z ruskiego gazu cena LPG u mnie na stacji 2.89 od dłuższego czasu. A benzyna podrożała do 6.49, diesel przeskoczył o kilka gorszy 6.8. Patrzyłem, że w 500-tce, montaż coraz droższych instalacji (gdzie te czasy, gdy kosztowała najpierw 1000, a potem 1700 zł) zwróci się po 25 tys. km.
      Stonic i i20 podobna historia jak z Pandą i 500-tką. Kobieta wybierze ładniejszy. No i Stonic łatwiejszy w odsprzedaży w przyszłości.

        1. Tak.Chyba,ze czesc lpg juz jest z innego kierunku,ale to raczej za wczesnie, nie zalatwili jeszcze kontraktow.

          1. Też mi się wydaje, że już z innych kierunków. Przecież mamy gazoport w Gdańsku, do którego przyjeżdża gaz skroplony.

          2. LPG używa się w Polsce zasadniczo do dwóch celów: zasilania aut oraz ogrzewania. W obu zużycie raczej spada. W przypadku ogrzewania z powodu rozwoju sieci gazu ziemnego (tańszy, nie trzeba napełniać butli) oraz innych źródeł energii (w tym odnawialnych), a także łagodniejszych zim. Jeśli chodzi o auta, to nowoczesne palą coraz mniej, stare wychodzą stopniowo z obiegu (albo idą na złom, albo przejeżdżają krótsze dystanse). I pewnie faktycznie LPG podrożeje o te 20% (bo o tyle jest tańszy gaz z Rosji), ale paliwa wystarczy. Co będzie zobaczymy, bo na razie ceny stoją.

          1. Do 15.49. Czy zarobi? To się okaże. Stawiając na wzrost cen, można zyskać i stracić. Dodatkowo dochodzą wyższe koszty sprowadzenia (zakup, transport), więc wyższe ceny niekoniecznie oznaczają większy zysk. Tego drugiego problemu nie mają spekulanci, ponieważ oni obstawiają wzrost lub spadek, a nic fizycznie nie kupują.

  2. To juz sa jaja:
    https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/nowy-pomysl-ekoszalencow-zakaz-ogrodkow-dzialkowych-nowa-strategia-walki-ze-zmianami

    „Jak nauczyło nas doświadczenie światowe forum ekonomiczne coś proponuje to Unia Europejska zwykle gorliwie to wdraża można więc być pewnym że i tym razem wydawałoby się szalone prawo ma szanse na realizację. Nawet się nie zorientujemy kiedy wszystko zostanie przegłosowane przyklepane i nagle okaże się że każdy kto ośmieli się wsadzić sobie kawałek ziemi jakieś nasiona i wyhodować marchewkę czy pomidory stanie się klimatycznym przestępcą. Dlaczego oni to robią? Chodzi o kontrolę nad ludźmi. Ten kto kontroluje żywność kontroluje społeczeństwo dlatego obserwujemy walkę z samowystarczalnością jaką zapewniają rolnicy i działkowcy.”

    1. Polecam wywiad z Rockefellerem: Goj ma służyć. Śp. Dawid, z szyderczym uśmiechem napomknął w nim coś na ten temat już przed wielu laty.

    2. Do 19.31. Portal zmianynaziemi.pl często sieje panikę, przedstawiając własne opinie jako fakty lub najbardziej pewny scenariusz, dodatkowo dezinformuje, tak jak w tym przypadku opisując sytuację amerykańską, czy przedstawiając zdanie grupy naukowców jako wniosek WEF czy prawie przesądzone prawo UE. W USA kwestia ogródków przydomowych pojawiła się m.in. w książkach „Sekrety amerykańskich milionerów” napisanej wiele lat temu. Oczywiście nie chodziło o żadną ekologię lecz estetykę. Lokalne wspólnoty uchwalały zakaz ogrodów warzywnych, ponieważ uznano je za brzydkie i nie licujące z charakterem luksusowych osiedli na przedmieściach. O jakichkolwiek zmianach klimatycznych mowy być nie mogło. Zresztą i w Polsce od wielu lat nie możesz w mieście np. hodować zwierząt (zapachy, hałas), a w ogródkach działkowych (RODos) sadzić orzecha włoskiego (z powodu jego wielkości i wpływu na inne rośliny). Przyjrzę się źródłom, albowiem na grupach pozasystemowych pisano, że te doniesienia to panika i chodzi o specyficzne ogrodnictwo miejskie np. z użyciem sporej ilości nawozów na m2, folii, plastikowych donic itp. Oczywiście to samo dotyczy intensywnych upraw szklarniowych. I tu dochodzimy do sedna. Czytam ostatnio „Gęsiego”, pokazujące ludzi, którzy wyprowadzili się z miasta na wieś. Autor opisuje mleczarstwo. Karmione sztucznie, wysokowydajne krowy mleczne z importu (niemieckie holsztyny), eksploatowane do granic (krowa żyje kilka lat i zdycha z chorób i wycieńczenia), karmione soją i antybiotykami. Dopóki produkcja opłaca się, wszystko jest podobno ok. Tylko teraz wychodzi, że nawet zyskowność stoi pod znakiem zapytania, jeden błędny ruch i rolnik leży (wszystko na kredyt). Więc nie dość, że szkodliwe dla zdrowia ludzi i dobrostanu zwierząt, to jeszcze i ryzykowne. A w reklamie rolnik głaszcze Krasulę (oczywiście występuje typowa łaciata, którą pamiętamy z dzieciństwa, a w oborach jej nie uświadczysz). I mieszczuch ma dwa wyjścia, albo zarobi na znacznie droższe mleko od ras tradycyjnych i żywionych na pastwisku za 8 zł/litr (takie ceny w detalu, czyli 5 razy więcej niż rolnik dostaje w skupie), albo sam zajmie się hodowlą, jak ma trójkę dzieci, zużyje te 10 litrów (holsztyny dają i 5 razy więcej). Na blogu będę chciał wykonać stosowne analizy dotyczące krowy, owcy i kozy.

      1. …majac na uwadze „linie polityczna” rzadu swiatowego, likwidacja ogrodkow przydomowych jest logiczna i spojna z ta linią. Masz nie miec nic, wszystko dostarczy Ci panstwo.Oczywiscie, jezeli bedziesz grzeczny.

    1. Do 19.47. Tu jest nieco bardziej stonowany opis link . Nie chodzi o żadne wyburzania i eksmisje, jak twierdzi red.Sommer, tylko o dotowanie termomodernizacji i źródeł ciepła o niskiej energii pierwotnej przez państwa członkowskie. Lista wyłączeń spod dyrektywy jest liczna i oczywiście Polska z niej skorzysta (budynki rolnicze, zabytkowe i miejsca kultu), a perspektywa odległa (2040, 2050). Sam zmierzam do odejścia od paliw kopalnych, postawię piec na drewno, bo jest tani w eksploatacji. Elektrociepłownie miejskie już przechodzą na biomasę, ponieważ zabija je finansowo system handlu emisjami oraz sankcje. Niestety poprzedni rząd zmarnował 8 lat, inwestując w węgiel i związane z nim technologie. Wbrew pozorom, OZE + biomasa oznacza większą niezależność, bo węgiel czy gaz musisz kupić, dostarczyć, nie zrobisz go sam, a drewno już tak.

      1. Tak, tyle,ze drewna tez chca zakazac, wszyscy maja grzac pradem, bo:
        -wtedy zarabiaja kncerny energetyczne
        -mozna latwo odciac jak bedziesz niehreczny
        -ludzie beda sie rujnowac finansowo na FV czy inne niedzialajace pompy ciepla (ogladalem niedawno reportaz w Polsacie),np. emeryci i moga stracic domy bo bank zabierze.
        Ws wyburzania-z tego co wiem moga wyburzyc jezeli nie wykonasz ich zalecen termomodernizacyjnych.

        1. Sprawdzę to wyburzanie. Natomiast termomodernizacja dużo daje. Gdyby mi dopłacali robiłbym wszystko. Różnica ogromna. Ludzie mają nowe domy jak ja i potrzebują 1.5 tony trocin rocznie, czyli 1/5 tego co ja.

          1. Sprawdziłem wyburzenia – propaganda. Budynku w najgorszej klasie nie będzie można sprzedać ani wynająć po 2050 r. I to z zastrzeżeniami. Świadectwo energetyczne wymaga policzenia energii pierwotnej. A ta zależy od źródła ciepła. Piec na drewno ma najlepszy przelicznik, więc niewykluczone, że wrócą piece. Do tego szereg wyłączeń – zabytkowe, rolnicze, religijne. Polak wykombinuje. Jak zwykle.

          2. Na termomodernizacje wielu na wsiach nie stac.Wola doplacac za opal bo to wydatek rozlozony w czasie i latwiejszy do udzwigniecia.
            Ciesze sie, ze nie bedzie wyburzen.Propaganda dziala w obie strony.
            Jedna uwaga-obowiazujace dzisiaj prawo Bruksela w przyszosci moze zmienic/zaostrzyc.

          3. Nie ma mitycznej „Brukseli”. W Komisji są przedstawiciele państw wyznaczeni przez rządy. W Radzie – wprost ministrowie lub premierzy. W PE – ludzi wybrani w wyborach bezpośrednich. Etap Komisji i Rady ta konkretna dyrektywa przeszła w ubiegłym roku. Kto wtedy rządził w Polsce i odpowiadał za sektor energii? Kto był naszym komisarzem? Kogo wybraliśmy do PE kilka lat temu? I oni powinni krzyknąć głośne „NIE”. Dlaczego? Ponieważ Polskę ten problem termomodernizacji dotyka podwójnie. Z jednej strony jesteśmy krajem, jak na UE ubogim, z drugiej – położonym na północy. Widziałem w praktyce Włochy. W wielu regionach 90% budynków nie spełnia norm, ale u nich jest znacznie cieplej.
            A teraz nasza wieś. Znowu rodzi się podział jak przed wojną: kmiecie, zagrodnicy, komornicy. Ci ostatni (wynajmujący u kogoś) znikną. Zagrodnicy (małe siedliska), posiadają dodatkowy dochód poza ziemią (emerytura, praca, choćby na czarno), kmiecie – wiadomo, żyją z roli. A teraz fakty. Na wsi wiele domów jest opuszczonych, nie opłaci się wrzucić w nie 100 tys. zł (a minimum tyle kosztować musi termomodernizacja), bo wartość nie wzrośnie. Już dziś widzę na lubelskiej wsi domy (rozwalające chałupy) z 3000 m2 ziemi za …. 30-50 tys. zł, bo wartość ma tylko grunt. Starzy zmarli, młodzi wyjechali, kupić nikt nie chce, wynająć też nie, tylko problem. W ten sposób wyeliminujemy te mityczne pustostany, których Polska ma podobno zbyt wiele. Zostaną kamienice w miastach. Tam pójdzie większość kasy.
            Dopłaty muszą być. Inaczej nikt nie da rady, zwłaszcza w wymierających miasteczkach. Patrzę na swój dom na wsi. Sprzedać go nie zamierzam. Wynajmować też nie. Obłożenie jeszcze dam radę zrobić sam, ale elewacja to teraz koszt 200 zł m2 (same materiały kosztować mnie będą 35 tys. zł. Okna, drzwi, drugie tyle, minimum. Poddasze – 20-30 tys. zł. Podłoga na gruncie, fundamenty – wolę nie myśleć. No i zmiana źródła ogrzewania. Razem 160-170 tys. zł. Zwolennicy mówią – zwróci się w ogrzewaniu. Guzik prawda. Jeśli ktoś grzeje własnym drzewem, koszty ponosi minimalne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *