Już zapowiedź RMF FM, że odbędzie się „debata liberałów” wzbudziła mój śmiech. Mentzen nie jest żadnym liberałem, lecz prawicowym populistą, a Petru to korporacjonista. Dlaczego? Klasyczni liberałowie koncentrują się na wartościach takich jak wolny rynek, własność prywatna i prawa obywatelskie. W przypadku doktora z Torunia nie ma mowy o tych ostatnich, jest wyłącznie XIX-wieczny kapitalizm darwinistyczny. Petru szanuje własność prywatną, dopóki należy do korporacji.
Jak można się domyśleć, nie było mowy o żadnej debacie, tylko o pyskówce politycznej. Da się z niej jednak wyłowić pewne znamienne poglądy, które otwierają oczy na nie-liberalizm Mentzena w kwestiach gospodarczych, albo są zupełnymi herezjami. Oto przykłady.
Obecny poziom deficytu i zadłużenia państwa jest bezpieczny.
Podobno to temat jego doktoratu, ale większej bzdury dawno nie słyszałem.
Po pierwsze, jak tłumaczy nam pan Banaś z NIK, oficjalny deficyt to kropla w morzu faktycznego zadłużenia – przeniesionego poza budżet (słynny fundusz COVID-owy). Więc mówiąc o zadłużeniu i deficycie trzeba pamiętać o czym mówimy. Dane z ustawy budżetowej są niewiarygodne. Gdyby dodać te pozabudżetowe, przekraczamy limity konstytucyjne. I nie, to nie jest bezpieczne.
Po drugie, w dobie wysokich stóp procentowych, dług państwowy oznacza gigantyczne koszty jego obsługi. Dane szacunkowe Ministerstwa Finansów (z pewnością zaniżone) mówią o 66 mld rocznie. Jeszcze rok temu były to 33 mld, a dwa lata temu 26 mld. Dalej mówimy o bezpieczeństwie? Minister Błaszczak pożyczył w Korei kolejne 76 mld (obsługa przy 6% odsetek, to kolejne kilka miliardów zł). Gdyby nie rozdawnictwo i marnotrawstwo (500+, wille plus, Fundusz Sprawiedliwości, bezsensowne tarcze) kupowalibyśmy tę broń za gotówkę. Śniegowa kula dopiero się rozkręca. I nie wiadomo czy nie zaprowadzi nas do Grecji, Wenezueli czy Argentyny.
Należy zlikwidować ZUS.
To hasło typowo populistyczne. Nie jest problemem sama instytucja, lecz kształt systemu emerytalnego. Pomimo odciągania na emeryturę 20% pensji (pracodawca + pracownik), pieniędzy nie ma, wydaje się je na wypłatę obecnym emerytom, są tylko zapisy na koncie. I tu widzę zagrożenie, a nie w samym fakcie powszechności systemu.
Inną kwestią pozostają składki, bo ZUS to nie tylko emerytura. Płacenie rentowej przez emeryta uważam za wyciąganie kasy, podobnie jak wysokość tej składki. Rentę dostają alkoholicy, a ludzie faktycznie chorzy – już nie, bo cudownie ozdrowi ich lekarz orzecznik. Sprawy w sądzie ciągną się latami. Właśnie jeden z moich klientów wywalczył rentę za rok 2016.
W przypadku emerytur powstaje pytanie czy składka powinna być równa, czy proporcjonalna do dochodu. Podobnie jak emerytura. Za chwilę 60% ludzi dostanie emeryturę minimalną za którą nie sposób wyżyć, mimo że przez lata płacili ok. 1000 zł składek emerytalnych i lat pracy mieli także dobrze powyżej 30. Wszyscy przedsiębiorcy znajdą się w takiej sytuacji.
Należy zlikwidować składki ZUS od pracujących emerytów.
Takie zdanie, utwierdza mnie w przekonaniu, że można mieć doktorat z ekonomii i pozostać zwyczajnie ślepym na zasady rynku.
Nie znosi on próżni i przenosi kasę w najbardziej optymalne miejsce. Kiedy zlikwidowano składki i podatki dla uczących się do 26 r.ż., firmy zaczęły zatrudniać młodzież. Gdy zlikwiduje się je dla emerytów, opłaci się trzymać emerytów. W naszym kraju, gdzie o 25-latkach mówi się „roszczeniowi” „dające w szyję” itp. zapewni to dalsze starzenie się społeczeństwa. Młodzi (już po studiach, więc składki pełne) wyjadą, bo nie chcą utrzymywać znacznie większej rzeszy emerytów. W efekcie straci i państwo i emeryci (ich świadczenia finansują pracujący). Doktor ekonomii tego nie rozumie?
Zupełnie inną kwestią pozostają składki rentowe, bo tych na emeryturze nie potrzeba i są zwyczajnym łupieniem społeczeństwa, podobnie jak tzw. zdrowotne, płacone po kilka razy i od sprzedanego w firmie samochodu. Z tym trzeba walczyć.
Gwoli sprawiedliwości. Petru też błysnął, pomysłami w stylu powszechnego wieku emerytalnego 62 lata. Obaj panowie chcą geograficznie różnicować wysokość płacy minimalnej, co spowoduje …. dalsze wyludnianie okolic granicy z Rosją, Białorusią, Ukrainą i Niemcami (lubuskie). Dla mnie to głupie i niebezpieczne. Dogmatyczne pompowanie wielkich ośrodków skończy się problemami, takimi jak powstanie megalopolis warszawskiej. Pomijam już fakt, czy ustalając minimalną, mówimy o regionie czy mieście. Bo w takim mazowieckim, znajdziemy bogatą Warszawę z przyległościami i biedny Łuków czy Szydłowiec. Ustalenie dla nich równej stawki nie ma sensu, a „powiatowa płaca minimalna” doprowadzi do ogromnego skomplikowania systemu oraz błędów zawyżania wskaźnika w wyludnionych powiatach, zdominowanych przez jeden zakład np. Puławy (ZAP) i Łęczna (Bogdanka), miałyby ją wyższą niż Lublin – stolica województwa.
Minister skarbu, Eugeniusz Kwiatkowski sprawujący urząd od 1936 za cel swojej polityki finansowej obrał równoważenie budżetu i utrzymanie stałego kursu złotówki. Prowadził politykę deflacyjną, pod hasłem „równania w dół”, politykę tą określano wówczas polską teorią kryzysu. Kwiatkowski, mając do wyboru dewaluację złotówki i równoważnie budżetu wybrał oszczędności, raczej odmiennie niż reszta krajów w tamtym czasie. Celem była redukcja zadłużenia zagranicznego. Obniżono wynagrodzenia w sektorze publicznym, przy stabilnym kursie złotówki zachęcano do pomnażania oszczędności poprzez obligację rządowe. Gromadzono rezerwy kruszcowo- dolarowe, ograniczano import, premiowano eksport. Ponad połowę rozrachunków zagranicznych stanowił handel z III Rzeszą, bardzo korzystny z punktu widzenia równowagi budżetowej. W trosce o bezpieczeństwo budżetowe jeszcze w lipcu 1939 r. eksportowano do Rumunii nowoczesne bombowce PZL.37. W tym samym roku zawarto umowy na sprzedaż samolotów do Turcji, Jugosławii i Bułgarii. W tym samym czasie Niemcy prowadziły nieodpowiedzialną politykę finansową, doprowadzając do nadmiernego zadłużania państwa oraz nadmiernych wydatków zbrojeniowych. Dalszy ciąg tej historii wszyscy znamy.
Bądźmy sprawiedliwi i nie porównujmy Kwiatkowskiego z Mentzenem. Warunki i odpowiedzialność za słowa mieli nieporównywalne. Jeden był wicepremierem od gospodarki, drugi jest aktywny na Tik Toku. Kwiatkowski nie przewidział rozwoju sytuacji (niestandardowego: wojna na dwa fronty+blitzkieg+zdrada W.Brytanii, Francji itp.) i na tym polegał jego błąd. Popełnili go zresztą też wojskowi. Gdyby nasi sojusznicy rozpoczęli II WŚ, tak jak obiecali, minister miałby rację.
Pojawia się też pytanie czy Niemcy dlatego wygrały wojny w 1939 i 1940 r., że prowadziły nieodpowiedzialną politykę budżetową? Czy raczej przegrały ją z tego powodu w 1945, albo są to wydarzenia bez związku. Uważam, że to trzecie.
Problem wojny najlepiej rozumiał Piłsudski, a w 1936 r. nie było go już wśród żywych. Trzeba było zacząć wojnę prewencyjną, gdy Hitler zajął Nadrenię. Potem z każdym rokiem szansę na wygranie malały. 10-20 samolotów nic by nie zmieniło, tak jak nie zmienił COP. Przewaga Niemiec w ludziach i sprzęcie była ogromna. Francja miała te samoloty i czołgi, za to brakowało jej ZSRR z drugiej strony, a i tak praktycznie zniknęła z mapy wiosną 1940 r.
Lata 1936-39 to najlepsze lata w XX-leciu. Wzrost produkcji, budownictwo mieszkaniowe, przemysłowe itp. na wyjątkową od I WŚ skalę. Gigantyczne zadłużenie w tym okresie prowadziłoby nas na skraj bankructwa, a wojny z dwoma silniejszymi przeciwnikami i tak nie wygralibyśmy.
Utrzymywanie dyscypliny finansowej w niespokojnych czasach nie jest receptą na sukces, jak uczy historia. A historia lubi się powtarzać.
Mówimy o dwóch rzeczach. O dyscyplinie i o skąpstwie. Rozrzucanie kasy, zadłużanie się na konsumpcję, zawsze skutkuje problemami i bankructwem – w złych i dobrych czasach. Przykłady można mnożyć od I RP do Argentyny, Wenezueli, Gierka i projektu IV RP z jej wizją „alternatywnej” ekonomii. Gospodarka dostaje impuls na parę lat, a potem klops. Właśnie zaczynamy zbierać owoce. A jak prawdziwa trwoga, to niestety nikt nam nie pożyczy, albo na drakońskich warunkach.
Dyscyplina to trzymanie się reguł (np. limitu długu, finansowanie inwestycji) i ona się opłaca, bo chroni przed bankructwem. Potwierdza to Adenauer, Tajwan, Korea i Rzym (chociaż tu inwestowano głównie w armię).
Nie znam państwa-bankruta, które wyszło na tym dobrze. Oczywiście i rozsądni gospodarze zaliczają wtopy. Czesi przed II WŚ, mieli poukładane wszystko: gospodarkę, przemysł (w tym zbrojeniowy) tylko pecha do sąsiadów (w tym niestety Polski), problemy wewnętrzne (Słowacja) i mało mięsa armatniego.
Czym innym jest patologiczne skąpstwo, oszczędzanie na wydatkach potrzebnych (broń, gdy widzimy na horyzoncie wojnę), inwestycji w infrastrukturę, która może się zwrócić. Tego nie polecam.
Grabski, a później Kwiatkowski są ikonami II RP, jak dla mnie wyspami rozsądku, na tle sarmackiego „my z synowcem na przedzie i jakoś to będzie”. To, że Polska przedwrześniowa przetrwała pierwsze dziesięciolecie, zawdzięczamy pierwszemu, a drugi dał ważny impuls do poprawy w latach 1936-39. Trzymał za mordę tych wszystkich „fachowców” w stylu Wieniawy, Sławoja-Składkowskiego, Becka czy Rydza-Śmigłego, którzy mieli znać się chociaż na wojsku i polityce, a planowali ciągle poprzednią wojnę i jak skończyli – wiemy. Podejście II RP do ekonomii obrazuje świetnie Dyzma. Trochę majątków, jakiś przemysł (ale tylko regiony: Śląsk, zagłębie roponośne, kilka największych miast), ale ogólnie bieda i chwytanie się doraźnych środków. Grabski wyciągnął złotówkę z zapaści błyskawicznie, przy dużo mniejszych kosztach społecznych jak Balcerowicz. Kwiatkowski postawił na Gdynię, co pozwoliło sprzedawać produkty Górnego Śląska i całej Polski.
O ile sam unikam życia pod kreską, a bankowych ofert kredytowych nawet nie analizuję przed wyrzuceniem do kosza, to zdaję sobie sprawę, że niewypłacalność państw nie jest sytuacją szczególnie rzadką i może niekiedy przynieść nawet korzyści. Polska która zbankrutowała w latach 80-tych od tego czasu stale się rozwija, co niepokoi od kilku lat naszych sąsiadów, szczególnie Niemców. Dziś Interia zamieściła materiał filmowy z niemieckiego sondażu ulicznego na temat ewentualnych wyjazdów na truskawki do… Polski. Przy obecnym poziomie zadłużenia na świecie, bankructwo wielu krajów jest tylko kwestią czasu. Po upadku światowej gospodarki trzeba będzie urządzić świat na nowo. O tym mówią od jakiegoś czasu globalni politycy. Z tego źródła biorą się np. pomysły o dochodzie bezwarunkowym – po upadku gospodarki przez jakiś większość obywateli będzie musiała pobierać jakąś formę zasiłku. W tej chwili dławienie gospodarki celem redukcji długu to będzie zły pomysł. Podobnie jak złym pomysłem było pobieranie unijnych pieniędzy powiązanych z pożyczkami, na budowę aquaparków i Orlików. Pozostały czas i resztę zaufania do papierowych walut trzeba przeznaczyć na wzmacnianie państwa. Przyjmowanie migrantów spowoduje napięcia wewnętrzne. Jest jasne, że leży to w interesie Ameryki, dla której problem emigracji z Afryki praktycznie nie istnieje. Słaba i podzielona Europa z czasem stanie się dla USA kontynentem kolonialnym. Z pożyczonych pieniędzy warto dziś zapłacić karę za niewywiązywanie się z obowiązkowych relokacji i potraktować to jako inwestycję, która wzmocni nasz potencjał polityczny, kiedy tracić go będą kraje zachodniej Europy. Ten sam efekt powinien spowodować wzrost wydatków militarnych za pożyczone pieniądze (czemu nie?), których i tak nigdy nie spłacimy. Francja i Niemcy na pewno pogodzą się ze stratą na rzecz dobrze uzbrojonego państwa i będą próbować powetować sobie straty w krajach PIGS. Niemcy będą się pewnie buntować bo to leży w ich naturze, ale usta zamknie im temat reparacji wojennych.
…najlepiej jest pozyczyc i nie oddac, ale nie zawsze sie uda. Jednak probowac warto 🙂
…szczegolnie, ze pozyczkodawca pozycza nie swoja kase.
No, w normalnych warunkach rzadko kiedy się uda. U nas jest pod tym względem kompletny luz. Długi odzyskuje się latami, upadłość konsumencka to jakaś pomyłka w tej skali.
Znowu sporo zagadnień.
Niewypłacalność państw przynosi pozytywne efekty niezmiernie rzadko. Nie uchodzi też płazem. Polsce po-PRL też nie uszła – wierzyciele zniszczyli nam cały przemysł i zrobili kolonią. Warunkiem umorzenia długów był plan Balcerowicza czyli właśnie dławienie gospodarki (słynny popiwek), żeby przejąć rynek.
Dochód bezwarunkowy – widzę pewne plusy, ale więcej minusów. Można było eksperymentować w złotych czasach, teraz w czasie kryzysu napędzi inflację i zniknie kasa na potrzebne zbrojenia.
Co do Aquaparków i Orlików. To typowe igrzyska. Wielki basen w mieście powiatowym 10 tys. mieszkańców – przerost formy nad treścią, ale ładnie wygląda (wystarczyłby zwykły 25m basen). W Lublinie wybudowali dwa (większy i mniejszy) i ma sens, mimo że zysku nie przynoszą. Lecz dzieci nie topią się po gliniankach, rzeczkach, stawach. Orlik zachęca do uprawniania sportu młodych. Natomiast budowa (znowu przykład L) stadionu piłkarskiego dla III-ligowego (wówczas) „potentata” za 300 mln, a teraz żużlowy za kolejne 300 mln – znowu analogia do Rzymu – Koloseum. Dobrze się sprzeda medialnie, lepiej niż 1000 mieszkań komunalnych.
Wyjazdy Niemców do nas na truskawki traktuję w kategoriach kiepskiego żartu PJK. Minimalna stawka godzinowa w DE wynosi 12E (53 zł), do tego jeszcze nieopodatkowany minijob (520E miesięcznie). U nas rolnicy płacą 2,5 zł/łubiankę a zbierzesz może 12-13 łubianek (30-33 zł), bez podatku (tzn. z ręki do ręki, nie liczy się staż pracy itp.).
Imigrantów przyjmujemy z Ukrainy i też mają się liczyć, więc temat uważam za nadmuchany. Nic nie będziemy płacić, chyba że władza przegapi jakieś terminy. Ściągamy 13 tys. Pakistańczyków do małej wsi, żeby budowali ORLEN. Tak wygląda nasza polityka. Dużo gadania, a działania kiepskie. Jest sens sprowadzać ludzi wykształconych, jak to robi USA.
O reparacjach pisałem wielokrotnie – uważam je za temat zastępczy i mrzonki.
Zgadza sie panowie. Jestesmy przyzwyczajeni i wyszkoleni do tradycyjnego pojmowania ekonomii.Ale nasi globalisci maja chyba inny poglad na to 🙂 jak widac.
Przy upadku globalnej gospodarki (Am.Pn, Am.Pd, Europa, Azja) nastapi nowe rozdanie wedlug ich pomyslu, a co to znaczy dla nas wiemy. Dlatego wszystkie ruchy w strone maksymalnego uniezaleznienia od szeroko pojetej sieci sa bezcenne.
To nie jest tak, że Polska będzie tylko „przedmiotem”. A na pewno nie Polska + UE. Nawet małe i średnie gospodarki, jeśli zarządzane są sensownie, dają radę (Korea, Japonia wyrosły właśnie w czasie kryzysów lat 70-80). No, ale żeby tak było gospodarką powinien rządzić wizjoner, a nie gość bez własnego konta, mentalnie w 1864 r. do spółki z artystami w stylu Sasina, obecnego szefa NBP i zmieniającymi się co roku ministrami finansów.
Nasz problem polega na tym, że tzw. naczelnik, uważa gospodarkę za mniej ważną część, i właśnie ją poświęca, po to by lansować ideologię. Widać to wyraźnie po fuzjach ORLEN-u, sprzedaży Rafinerii Gdańskiej, Azotach itp.
Na pewno, jednak widac tez, ze plany globalistow dziwnym trafem tez stopniowo sie spelniaja.
Czasem się spełniają, czasem nie. Widać to po wojnie handlowej Chiny-USA, widać po konflikcie Rosja-USA. Globalizm opłaca się jednym, a innym, już nie. Kto produkuje, chce mieć otwarte rynki zewnętrzne, a swój zamurować.
https://tvrepublika.pl/Plazynski-Albo-wyplaca-Polsce-KPO-albo-Unia-Europejska-zbankrutuje-WIDEO,147008.html
Wybacz, ale jaką pozycję ma Płażyński. Przegrany kandydat z jednego z wielkich miast. Bredzi jak Miedwiediew, bo mu każą, albo chce zaistnieć. Niestety, jesteśmy w sytuacji W.Brytanii sprzed Brexit-u. Unia poradzi sobie bez niej, ale ona bez UE – nie. Wyjście z Unii oznacza dla Polski gigantyczny kryzys – natychmiast. KPO jest potrzebne, dlatego tak szkodliwe pozostaje trwanie w sporze w tym momencie.W praktyce, gdyby nasza władza odpuściła, środki muszą zostać wypłacone. A tu trzeba odpuścić na 2-3 lata. Potem, z następnych rozdań i tak nic nie dostaniemy, stając się płatnikiem netto. I wtedy można udowadniać swoje (moim zdaniem absurdalne, ale zdania mogą być podzielone) racje. Ale UE to nasz główny partner handlowy, rynek zbytu oraz (co może najważniejsze) gwarant stabilności i wiarygodności międzynarodowej.
Jemu przypuszczam nie chodzilo o Polexit, ale o nacisk celem wymuszenia zaplaty tego co i tak nam sie prawnie nalezy a Bruksela szuka pretekstu do nie placenia.Jest to szczyt bezczelnosci i nie ma tu nic do rzeczy kto rzadzi Polska, bo wazny jest interes kraju.
Ale skutkiem będzie w końcu Polexit. Nie można latami bezkarnie kontestować wyroków TSUE, nawet jeśli państwo się z nim nie zgadza. Bo znowu, co innego komisja, coś sobie opowiada, uprawia politykę, ale ostatecznie sprawa trafia do sądu (TSUE) i jemu już trzeba się podporządkować, płacić (kary) lub tracić (KPO).
Bruksela nie szuka pretekstu do niepłacenia (powiewa jej czy płaci), ale do wymuszenia określonego działania. W świetle prawa międzynarodowego pozostaje niewątpliwe – wyroki TSUE trzeba wykonywać, traktaty stosować, a nasi artyści zaczęli działać po swojemu. Zresztą na dłuższą metę, taka praktyka nie ma sensu, być w UE i nie korzystać? Przecież to absurd.
Brukselscy komunisci w typie Timmermansa i innych chca na sile zmienic w PL rzad, a to juz jest ingerencja w wewnetrzne sprawy panstwa i jest niedopuszczalne. Uzywaja do tego narzedzi finansowych, a TSUE im pomaga.Sam wiesz,ze przepisy sa ustawiane przez wladze-kazda-tak,zeby wladzy sluzyly. UE nie podoba sie,ze Polska jest krajem narodowym, ze nie bierze uchodzcow (a za Ukraincow nie chca nam placic-dziwne, nie?Przy nastawieniu niby proimigranckim).Ja czytam ostatnie dzialania UE jako nieprzyjazne naszemu narodowemu modus operandi, a co za tym idzie nam wrogie.Chcieliby, zebysmy sie wynarodowili, zebysmy nie upominali sie o reparacje, i zebysmy dalej byli republika bananowa, gdzie bierze sie tania sile robocza.
Do 11.26. Mam zupełnie inne zdanie na ten temat i wytłumaczę na przykładzie. Kiedy nasz prezydent jedzie do USA popierać urzędującego prezydenta USA w wyborach, to wiadomo jakie ma intencje i kogo chce zobaczyć w Białym Domu. I to nie jest ingerencja w wewnętrzne sprawy, tylko kampania wyborcza. Jak ruscy manipulują opinią publiczną w UE to mamy do czynienia z ingerencją. Podobnie z Brukselą. Tam są różne organy, często wieloosobowe i to czego chce pan Timmermanns to jego osobisty pogląd. Stanowisko komisji to drugie, a parlamentu europejskiego – trzecie, wreszcie czwarte – sądu czyli TSUE. W każdym z tych organów zasiadają Polacy a nawet wyznaczeni przez PiS. I teraz wyrok TSUE nie oznacza bezprawnej ingerencji w sprawy polskie, bo TSUE ocenia prawo i fakty (jak każdy sąd) a nie prowadzi polityki. Celem wyroku z istoty nie jest obalenie rządu lecz rozpoznanie sprawy w granicach swoich kompetencji. Oczywiście można dyskutować, czy wyrok w sprawie SN był w ramach kompetencji czy na granicy, ale to kwestia dla specjalistów. Podobnie tzw. procedura warunkowości w KPO. Tam nikt nie robi puczu, ocenia konkretne działania, ustawy, stosowanie przepisów UE.
Dla mnie uderzające jest co innego. Rząd podpisuje te wszystkie kamienie milowe, a potem jego członkowie (Ziobro), je kontestują. Zresztą istnieje takie powiedzenie, jeśli jedna osoba zarzuca błąd to ok, ale jeśli 10, to już siądź i się zastanów. W większości przypadków decyzje niekorzystne dla Polski zapadały stosunkiem państw i głosów druzgocącym, przeciw mieliśmy nie UE, ale wprost państwa UE (poza może Węgrami i czasami Włochami). Tu już jest 24:2. Czyli 24 państwa zupełnie nie podzielają naszej wizji Unii, a wprost świata i prawa.
…przy czym nie popieram rzadu PIS, mowie tylko, ze zewnetrzne naciski celem zmiany spraw wewnetrznych sa niedopuszczalne i nie maja prawa miec miejsca.
Problem polega na tym, że myśmy sami kompetencje UE oddali. Jak chcą sądzić Putina w Hadze, to dlatego, że Rosja podpisała konwencje w tej sprawie. Jeśli przystąpiliśmy do UE musimy wykonywać wyroki TSUE lub z Unii wystąpić, bo regulacje wewnętrzne są oceniane przez pryzmat traktatów i rozporządzeń unijnych.
Do 12.04: zwykle w organizacji – nawet z taka biurokracja jak UE – lejce trzyma jeden, chocby zakryty.
Piosenka w tej wersji przypomina mi moja byla zone, troche w typie hippiski. Ladna i fajna babka, ale zyc z nia byl nie sposob 🙂
Taki typ.
Widziałem takiego mema. Jeśli kobieta w pewnym wieku jest ładna i samotna, to pewnie p…ta. Należy uciekać. Co innego w wieku 20-30 lat. Wtedy i nasze doświadczenie życiowe niewielkie i łatwiej się maskują.
Pewnie bylem wtedy naiwny.
Panowie, jak sobie przypomnę to w latach dziewięćdziesiątych nikt do niczego nam nie dopłacał a gospodarka na tyle rozwinęła się, że w 2004 weszliśmy do UE. Unii, która przecież charakteryzuje się zasadą poszanowania równości i tożsamości narodowej państw członkowskich, lojalnej współpracy a przede wszystkim swobodą przepływu towarów i usług. Wytłumaczcie mi dlaczego polski przewoźnik musi płacić kierowcy jadącemu przez np. Niemcy niemieckie stawki? Skoro tak to niemiecki kierowca jadący przez Polskę powinien otrzymać naszą stawkę. Ale nie, bo ich firmy muszą wygryźć nasze. Według mnie UE w obecnej formie to obłuda w czystej postaci. I jeszcze Fit for 55. Równia pochyła dla wielu gospodarek w UE. Najwyraźniej jakieś siły dążą do rozpadu Unii i jeśli wszyscy jak barany będą bezkrytycznie przyjmować to co inne barany, tudzież pożyteczni idioci z UE wymyślą, to za góra 10 lat będziemy mieli duży problem. W mojej ocenie nie potrzebujemy dotacji. Potrzebujemy tanich, stabilnych kredytów i odejścia od rozdawnictwa w obecnej postaci a jako kraj i naród będziemy dumni z tego co osiągniemy. Trzeba tylko zmienić mental, tak polityków jak i reszty społeczeństwa.
Tomsi – zgadza sie .
Tomsi – gospodarka to system naczyń połączonych, więc po kolei.
Nie wiem jak dobrze pamiętasz rok 2004, ja całkiem nieźle. Hektar ziemi rolnej kosztował kilka tysięcy złotych. Dlaczego? Bo był dostosowany do produktywności rolnictwa. Teraz weszły dopłaty i ziemia podrożała. Nasi rolnicy bez dopłat nie mieliby wielkich szans konkurować z dotowanymi farmerami UE.
Produkcja. W latach 1990-2004 r. naszym największym atutem nie była wydajność, a niskie pensje. Znowu, nie chciałbym o tego wracać. Były montownie aut, telewizorów. Takie mini-Chiny w Europie. Średnia pensja w 2003 r. wynosiła w Polsce 2200 zł ok. 600 dolarów. Teraz kurs dolara mamy niewiele wyższy (wtedy 3,75 teraz 4,05 zł), ale zarabiamy 3 razy więcej (ok. 1800 USD). Dość powiedzieć, że średnia pensja w USA wynosi w najbiedniejszym stanie 3500 USD, więc teraz nie mamy szansy konkurować płacami (tam są krótsze urlopy i cały socjal).
Kredyty. Natychmiast jak wyjdziemy z UE i tak wysokie oprocentowanie kredytów- wzrośnie. Premia z ryzyko. Pamiętam hipoteki za 15-20% rocznie – nie marzę o ich powrocie.
Stawki dla kierowców to faktycznie bzdura, ale to akurat wymusiły niemieckie związki zawodowe.
Generalnie, nie powrócimy do 2003 r. i moim zdaniem nie warto.
Jezeli to nie jest mieszanie sie Niemiec (bezposrednio lub za posrednictwem Bruukseli) w wewnetrzne sprawy panstw (Polski, Francji, innych, np. Wloch-niedawne wybory), to nie wiem co:
https://tvrepublika.pl/Wybujale-ego-czy-moze-glupota-Berlin-chce-decydowac-o-tym-kto-rzadzi-Polska,147099.html
Szwaby musza zrozumiec, ze srodek ciezkosci polityki europejskiej teraz jest w Trojmorzu a nie u nich.
Przecież EFL to jest meta partia polityczna, a nie jakiś rząd, żeby mógł się mieszać. Nasi rządzący jadą po Merkel i Scholzu, tamci politycy po AfD (czyli swojej konkurencji w DE, która określa polski Śląsk, Pomorze mianem Niemiec Wschodnich), naszym PiSie i paru innych.
I nie, punkt ciężkości polityki europejskiej nie jest w Trójmorzu, bo politycy z tego regionu mają minimalny wpływ na Europę, a do tego żrą się między sobą. Teraz kraje zachodnie nam przytakują, ale wyłącznie w sprawie Ukrainy. W całej reszcie (polityka imigracyjna, gospodarcza, wobec Chin, USA) pomija się Polskę. Jedyny polityk dużego formatu z tego regionu to Zełenski, a i jego administracja rzuca nam rękawice (ostatnie wypowiedzi dot. Rzezi Wołyńskiej). Pomiędzy Orbanem z ideą Wielkich Węgier a Rumunami i Słowakami istnieje zasadnicza sprzeczność interesów. Rumuni wcale nie chcą oddawać Siedmiogrodu, a Słowacy – regionu Koszyc.
Politykę międzynarodową buduje się w gabinetach, nie na wiecach. U nas niestety niewiele z tego rozumieją. Machanie szabelką skończy się jak w 1939 r., kiedy poza neutralną Rumunią graniczyliśmy z samymi wrogami (Litwa, ZSRR, Słowacja, Czechy, Niemcy).
Jestem przeciwny narzucaniu nam przez kogokolwiek czegokolwiek. Chocbysmy mieli byc stratni.
Co do wplywu na Europe: zalozmy,ze UA i PL poddaja sie Rosji.Co nastapi? Wiemy. No, chyba,ze szwaby i inni chca mowic po rusku.
UE i Polacy nie poddadzą się szybko Rosji z dwóch powodów. Dumy narodowej i interesów USA. I Niemcy doskonale o tym wiedzą. Ruski musiałby chyba zająć pół kraju, żeby ktokolwiek myślał o rozmowach. A jak widać, szczęśliwie perspektyw na to nie ma żadnych.
Co o mordu i rozliczeń. Możliwości dostrzegam dwie. Albo Ukraińcy zawrą pokój na lepszych lub gorszych warunkach albo Ukraina się rozpadnie. W obu przypadkach zostanie krajem starych ludzi o potencjale na poziomie od 20-30 mln (albo bez wschodu i połowę). Jeśli utrzyma jedność duma narodowa nie pozwoli im przeprosić i zacznie gonić mniejszości i stawiać się sąsiadom (casus Polski po I WŚ), a jeśli rozpad (wschód rosyjski), wtedy zacznie działać rewizjonistycznie (jak Węgry po Trianon). W żadnym razie Polaków nie przeproszą (może w ostatniej fazie przegranej wojny). Trzeba też pamiętać o silnej mniejszości ukraińskiej, która zostanie w Polsce, Niemczech, a istnieje np. w Kanadzie czy USA. To także w pewnym momencie może być problem. Ale czy to oznacza, że mamy patrzeć jak Ruski ich zjada po kawału, morduje itp. Jakie moralne prawo mielibyśmy wtedy krzyczeć, gdyby nas zaatakowano? No, żadne.
Jestem w trakcie czytania Dzienników Sandora Marai, Węgra opisującego schyłek II wojny i czas powojenny na Węgrzech. Smutno konstatuje, jak jego ziomkowie najpierw poszli z Hitlerem na Żydów, wszelkie mniejszości, sąsiadów, rządy prawa, żeby potem krzyczeć na rosyjskie bezprawie. A przecież jedno jest konsekwencją drugiego. Gdyby zachowali się przyzwoicie w 1939, 1943, 1944 nie mieli by klęski 1945 r. i przypieczętowania Traktatu Wersalskiego. Tak samo Niemcy: wybrali Hitlera, dostali okupację i Stalina na wschodzie. Warto przeczytać o propagandzie i jej mechanizmach, niszczeniu wolnej prasy, inaczej myślących pisarzy, o dojściu do władzy różnych półgłówków lub wręcz szumowin. A zaczynało się niewinnie od żalu za utraconymi ziemiami jako skutku przegranej I WŚ.
Problem w tym, ze to my zawsze zachowujemy sie przyzwoicie, nawet za cene strat, a inni nie i na tym korzystaja. Moze taki nasz los.Ale my przepraszalismy juz za wysiedlenia Łemkow, u nas stoja tfu pomniki bandery, a nam sie naleza conajmniej orzeprosiny i jakas forma zadoscuczynienia za Wolyn, i tego nasz nierzad nie umie albo nie chce zalatwic. jak nie teraz to kiedy?Nawet remont zmentarza Orlat we Lwowie nasi zalatwiali z merem Lwowa latami, w koncy zrobili,ale to trwal dlugo,a powinno byc z przeprosinami od razu i za pieniadze Ukraincow,bo oni zniszczyli zmentarz, a nie nasze (Energopolu).
Oczywiscie Niemcy i Ruscy tez nam sa winni reparacje, od Niemcow wiezniowie lagrow i pracy przymusowych dostali jakies ochlapy po 2000 r, ale to bylo okolo 20k na osobe za kilka lat obozu/pracy u bauera , co jest smieszne.Zero za zniszczenia wojenne itp. Ruscy nigdy nie zaplaca, chyba, ze zostana pokonani i sami sobie wezmiemy.I podobnie Ukraincy powinni zaplacic za Wolyn.
Z odszkodowaniami za Wołyń byłby problem prawny. Ukraina jako państwo wtedy nie istniała, była pod okupacją. Bandera stał na czele partyzantki.
Co innego przeprosiny. Tutaj nie potrafimy, jako państwo, tego wymusić, tak jak Armenia na Turkach. Oni tego w ogóle nie uznają za ludobójstwo.
A Orlęta? Cmentarz, cmentarzem, rozwalony za ZSRR, Ukraińcy mieli wtedy do powiedzenia jeszcze mniej niż Polacy w 1953 r. Nie dziwię się, że nie chcą go odbudowywać, bo w końcu ta młodzież walczyła z nimi o ziemię.
Co do reparacji Niemieckich – też nie zapłacą.
…pomoc Ukrainie jest konieczna do zatrzymania azjatyckiej dziczy, ale powinnismy zadac i od Brukseli, i od Zachodu wiekszych zwrotow za nasze wydatki, oraz zalatwienia Wolynia.Przeciez Biden moze wstawic Wolyn do warunkow udzielenia im pomocy.
Do 13.03: Ukraincy pozbyli sie ruskich w 1991 i wtedy mogli-gdyby chcieli-odbudowac cmentarz Orlat.Wczesniej byl juz odbudowany przez Energopol, ale po 1991 znowu zaczely sie problemy, a juz nie byli pod ruskim butem. Po prostu nas nie lubia czy nawet nienawidza-nie wiem za co, bo mieli prawa jednakowe jak Polacy do ksztalcenia, pracy, zakladania firm.Mam w domu umowy na dzierzawe ziemi pod pola naftowe z Ukraincami z rejonu Krosna i Jasla.Dostali warunki jak wszyscy inni, a wielu bylo niepismiennych (odcisk palca zamiast podpisu) i latwo mogli zostac zrobieni w konia.
Zaraz przy cmentarzu Orlat stoi wielki pomnik „ukrainskich gierojow” (to jest ten sam teren, obok tez jest cmentarz Łyczakowski-piekna nekropolia, zbudowana z artyzmem i polotem jak caly Lwow) i nie widzialem tam zadnego balaganu czy zniszczen.Zachowanie nasze i ich nie jest symetryczne-jak sie teraz mowi.
Ależ bądźmy realistami – Ukraińcy nie chcieli odbudować cmentarza Orląt i wiemy dlaczego. Orlęta stanowią dla nich symbol żołnierzy państwa i grupy, która zablokowało im niepodległość w 1918 r. Nie mają najmniejszych powodów, żeby ich kochać, ani honorować. My też nie odbudowujemy cmentarzy wojaków z niemieckich formacji ochotniczych zwalczających nasze Powstania Śląskie.
Tam nie ma miejsca na subtelne akademickie rozważania, czy walka Petlury, Skoropadskiego z lokalnymi komunistami i Armią Czerwoną miała szansę skończyć się zwycięstwem (a nie miała). Oni patrzą przez pryzmat mitów i marzeń… tak jak i u nas się to robi.
Co do równego traktowania. Ukraińcy na tych terenach, zwłaszcza w latach 30-tych stanowili grupę obywateli 2. kategorii de facto a nie de iure. Trochę winy za to ponosi ich niski poziom wiedzy (ale to dotykało i Polaków, wystarczy poczytać chłopskie pamiętniki), trochę Żydzi (trzymali ich pod butem), ale głównie nastawienie władzy. I znowu, w realiach międzynarodowych, taki stan rzeczy nie był dziwny, nas Ruscy trzymali w poddaństwie i biedzie, Austriacy pilnowali Czechów, żeby za bardzo nie obrośli w piórka, a Węgrzy – Chorwatów. O Amerykanach, Brytyjczykach czy Francuzach nie wspominając, bo system kolonialny znamy.
…sprawa mordu wolynskiego powinna byc warunkiem koniecznym do dalszej pomocy dla UA. Od paru dni kiedy uslyszalem wyraznie, ze Ukraincy nie chca tego zalatwic, juz jestem przeciw pomocy dla nich.Chyba, ze to sie zmieni i zalatwia. Sa bezczelni i aroganccy a dostaja od nas samo dobro, nawet wiecej niz powinni.
W 2004 roku hektar ziemi kosztował kilka tysięcy złotych, to fakt. Ceny wzrosły, bo pojawiły się dopłaty a z nimi pseudo rolnicy z miasta uprawiający ziemię na papierze. Do dziś dzierżawią innym i biorą dopłaty. Skoro niemieckie związki wymusiły gnębienie polskich przedsiębiorców to już daje do myślenia sens UE w obecnym kształcie. Ukraincy mają Banderę My mamy Łupaszkę. Każdy patriota. Pamiętam biedę lat 90-tych i nie chcę do niej wracać. Ale pamiętam też pierwsze lata transformacji z innej strony. Polaków dumnych z osiągnięć bazarowego handlu. Jedni kapitał przejedli inni pomnożyli. Doskonale pamiętam 1 maja 2004 roku. Wówczas wracałem z W-wy i w myślach widziałem nowe drogi. Faktem jest także to, że przez lata wykonaliśmy potężny skok gospodarczy, ale błędów w tym czasie tak ekonomicznych jak i społecznych także niemało.
Tomsi-Lupaszka byl bohaterem, bandera byl masowym morderca.
Bandera celowo z malej litery.
Ja akurat 90-te wspominam bardzo dobrze-wolnosc gospodarcza i spore zarobki. Biurokracja ograniczona do minimum. Potem sie zaczelo pogarszac z niewielkimi zmianami.Dla mnie najwiekszy skok gospodarczy byl wlasnie w 90-tych.To byl czas piratow, Potem i do teraz jest niestety czas ksiegowych.
Dla większości jednak, lata 90-te (zwłaszcza początek) były gorsze niż po 2000. Niskie płace, ogromne bezrobocie, bieda, inflacja.
Wolność gospodarczą blokują korpo, którym władze siedzą w kieszeniach (widać gdzie idą do pracy ministrowie po odwołaniu ze stanowiska). Tak się dzieje na całym świecie.
Wlasnie.
Do 5.37: z Ukraincami jest taki problem, ze zyja jak napisales mitami a nie faktami. Zaklamuja swoja i nasza historie. Przeciez na Polakow we Lwowie w 1919 napadli oni a nie kto inny. Nic im sie nie dzialo, jak napisalem wyzejmieli rowne prawa, tak samo jak np. Zydzi, ktorzy z tego korzystali i dochodzili do pieniedzy, tak samo jak Niemcy, Francuzi czy inne nacje, zwabione np. do Boryslawia wizja wielkiej kasy z ropy.
Prof. Nicieja (historyk , znajomy mego stryja) napisal ksiazke „Kresowa Atlantyda”, bardzo zgrabnie i z polotem opisane tam rozne sprawy z Lwowa i okolic, w tym tez ówczesny boom na ropę (bo gaz wtedy traktowano jako odpad) , szerzej nieznane.
Gdyby kogos interesowala skala powojennej grabiezy na Polakach przez komunistow to tu jest info:
http://www.narodowo.pun.pl/viewtopic.php?id=41