Miesiąc powoli zbliża się do końca, nadchodzi czas na podsumowanie. Dzisiaj jeszcze nie finansowo-praktyczne lecz dotyczące odczuć ciała i ducha, związanych ze zmianą diety.
Największą wątpliwość wzbudzały we mnie proste rachuby – prawdziwy chłop żył stosunkowo krótko, średnia wieku wynosiła ok. 40-50 lat. Czy jednak na pewno wynikała ona z diety? Poniekąd pewnie tak, lecz znacznie większe znaczenie miał brak dostępu do opieki lekarskiej na dzisiejszym poziomie. Każdy wypadek, a o takie na gospodarstwie nietrudno mógł zakończyć życie, każda choroba (np. grypa hiszpanka) stanowiła śmiertelne zagrożenie. Umierały dzieci, umierali dorośli. Z drugiej strony, autor pamiętników i inspirator próby odmiennego żywienia, przeżył 90 lat. Fakt, z racji funkcji i dochodów miał szanse na ponadprzeciętną długość życia. Prowadził też higieniczny tryb życia, nie pił alkoholu, nie uczestniczył w I WŚ.
Gwałtowna zmiana sposobu odżywania się mogła także załatwić mój żołądek. Zrezygnowałem bowiem z mięsa (jadłem je dwa razy – w gościach), nie jem słodyczy, porzuciłem kawę i wszystko to, czego chłop nie jadł i nie mógł wytworzyć (cukier, ryż, owoce południowe) . Wprowadziłem do jadłospisu znacznie więcej ziemniaków, chleba, mleka (wolę go od barszczu). To wszystko wzbudziło niebezpieczeństwo rozstroju żołądka.
Wreszcie, bałem się o brak sił. Niby chłop pracował fizycznie, a ja chodzę do biura, uprawiając skrawek ziemi weekendowo, ale mój organizm przez lata przyzwyczaił się do mięsa. Kawa podobno stawia na nogi, działa mobilizująco, a ja całkiem wyrzuciłem ją z codziennego menu, wcześniej pijąc 3 espresso z mlekiem.
Jak widać żyję i mam się dobrze. Nic takiego się nie stało. Nie mam ani problemów jelitowych, a nawet pozbyłem się zgagi. Normalnie funkcjonuję, potrafiłem zmniejszyć liczbę posiłków do 4 (czasem rezygnuję z podwieczorku lub kolacji). Nie odczułem także spadku sił, energii czy witalności. Po prawdzie, zmian na lepsze (poza zlikwidowaniem zgagi) też brakuję.
Jasne, na prawdziwe skutki trzeba by czekać miesiącami. Czy białko ze strączkowych zastąpi mięsne? Czy mleko i twaróg uzupełni ubytki? Odpowiedzi na to nie znam. Być może tzw. nędza galicyjska, niedożywione dzieci i dorośli, wysoka śmiertelność wynikały z ilości pożywienia, a nie jakości. Bo jedno jest pewne – przez prawie cały miesiąc nigdy nie byłem głodny. A niejeden chłop, tak.
Gratulacje za wytrwalosc.
Gdyby policzyc kalorie pewnie bilans wyszedlby podobniue do wvzesniejszego jedzenia, albo z niewielka roznica.
No i ratuje Cie brak pracy fizycznej, gdzie spalanie 4-5k kcal dziennie. Biurowa okolo 2,5k kcal.
Gdybym regularnie pracował fizycznie (bo pracuję na wsi, tylko skokami i nie każdego dnia), jadłbym po prostu więcej. Tu są jeszcze spore zapasy. Śniadanie i obiad z reguły stanowi jedno danie.
I tak, pewnie wyszłoby podobnie. Mączne dania (chleb, makaron) są bardziej kaloryczne niż mięso. Schabowy waży pewnie ze 150g, a to tyle co jeden ziemniak i 3 kromki chleba. Smalec też robi robotę.
Świetny pomysł, jeżeli ciekawi pana jak żyli polscy chłopi i polscy bezrobotni przed wojną to polecam poczytać sobie przed snem:
https://rcin.org.pl/dlibra/doccontent?id=66646
http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/78719/III_POL_289_27217.pdf
Jakby się nie otwierało to podam inny link, pozdrawiam
Dziękuję bardzo. Biorę się do lektury.
Pozwoliłem sobie też pobrać – bardzo cenne linki. Dotychczas natknąłem się jedynie na kilka pamiętników. Przeczytam z ciekawością wszystkie.
Kolejne ograniczanie wolnosci:
https://nczas.com/2023/06/26/klimatyczne-szalenstwo-klasa-energetyczna-nadchodzi-nie-wynajmiesz-i-nie-sprzedaz-jesli-nie-zrobisz-remontu/
W zamian – zero.
Ale poczytaj sobie o tych klasach, ile to energii pierwotnej. Spokojnie się zmieścimy, jeśli będziemy grzać drewnem.
Mozliwe, nie analizowalem tego. Ktos napisal,ze wiekszosc domow w PL nie spelnia, bo ma slabe ocieplenie lub brak i piece weglowe.I teraz z powodu widzimisie jakiegos biurokraty beda zmuszani do kosztownych remontow, na ktorych ich nie stac. Dziesieciolecia bylo dobrze, nagle jest zle. Rozmawialem z ludzmi ze wsi, wszyscy pukaja sie w czola.Zapowiadaja bunt.
Jak zwykle sądzę, że Polak się do tego dostroi. Generalnie chodzi o to, jak liczy się tzw. energię pierwotną. Ktoś, kto pali drewnem ma inaczej liczone wskaźniki, bo to energia odnawialna. W praktyce może zużywać 3 razy więcej energii niż węgiel i gaz.
Czyli cała wieś i trochę miasta zadeklaruje drewno. Ot i cała tajemnica.Tak przymus (o ile w ogóle wejdzie) zmieni się w korzyść.
Zresztą przy obecnych cenach, termomodernizacja ma sens, także ekonomiczny i praktyczny. Widzę to w domu na wsi. Nawet montując piec na drewno, dostrzegam zalety: mniej opału to albo więcej w kieszeni albo mniej rąbania, dokładania, a większy komfort termiczny. Mieszkałem przez jeden sezon w domu nieocieplonym i podziękuję. Położona od północy skrajna łazienka notowała najniższe temperatury +17 st. C, gdy w salonie mieliśmy +20st. C. Teraz, po częściowym ociepleniu (ściany), czujemy się zupełnie inaczej.
Z kolei, o czym już pisałem, ludzie ubodzy (albo pozornie ubodzy) dostaną dofinansowanie 90% kosztów, więc niewiele zapłacą.
Aczkolwiek, zgadzam się, że przymus boli. Chociaż cały czas podaje go w wątpliwość.
Mozna sie starac dostosowac do przymusu, ale tego przymusu nie powinno byc.
Tym bardziej, ze pochodzi z chorych/zindoktrynowanych glow biurokratow. Ktorzy nie czuja i nie wiedza w jakich warunkach zyje duza czesc ludnosci.Im sie wydaje,ze wszyscy zapieprzaja w korpo i dostaja co miesiac wyplate na konto.Nie sa w stanie sobie uswiadomic, albo maja to w dupie, jak zyje wolny czlowiek.A taki tez ma prawo do zycia, nie tylko korposzczur.
Tam chyba jest napisane, że żyć możesz, tylko ani nie sprzedasz ani nie wynajmiesz. Czyli potencjalnie chroni to interesy kolejnych nabywców albo najemcy. Może być zatem przedmiotem spadku i chyba darowizny, nic nie było o użyczeniu, więc ludzie mogą to omijać.
Ponieważ znaczna część nieruchomości nie stała się nigdy przedmiotem obrotu, regulacja dotknie pewną grupę – nie wszystkich.
Każde ograniczenie ingeruje oczywiście w wolność jednostki. Powinno się to dziać w imię dóbr wyższych, i tyle.Tu ograniczamy prawo nabywcy do kupowania tanio. Moim zdaniem – zupełnie nieproporcjonalnie.
Do 12.58: pewnie da sie to omijac w pewnych granicach, ale dlavzego wogole mam miec jakis sztuczny problem do omijania? Tylko dlatego,ze ktos za mnie podpisal aneks do UE, ktora zamienia sie w komuno-korpo-biurokratyczny twor? W czasie kiedy wstepowalismy i wczesniej Unia byla calkiem inna, od paru lat zaprzecza swoim dzialaniem podstawowym wartosciom, na ktorych zostala zbudowana. I dlatego albo powinnismy nie przyjmowac bezcelowych ograniczen, albo sie wypisac.Ale i tak nikt tego nie poslucha, wiec dalej bedziemy tkwic w tym marazmie az sie calkiem damy zniewolic.
Wypisując się z Unii stracimy dwie podstawowe wartości: swobodny przepływ towarów (nasze główne rynki zbytu) i osób (czyli już nikt sobie nie wyjedzie do pracy, czy turystycznie). Wyrzucą naszych parę milionów obywateli z powrotem do macierzy. I zrobi się tragedia, bezrobocie i bieda (bo zamiast wysyłać kasę rodzicom, sami wyciągną łapę po zasiłek). Firmy importujące załamią się, bo złotówka poleci na łeb na szyję. Eksporterzy stracą rynki.
Rozsądnie działać, to wybrać sobie takich ludzi, którzy w tej Unii potrafią reprezentować nasze interesy inaczej niż podpisując wszystko jak leci lub wywracając stolik. Zobaczymy czy tacy się znajdą.
…teraz narzuca ograniczenia nibyekologiczne, a za jakis czas beda nam mowic jaki kolor majtek mamy zakladac we wtorek albo w jakie dni wolno uprawiac seks i z kim, Nie? A tak-juz zlikwidowano strony erotyczne typu roksa.Wlasciciele tlumacza sie w prokuraturze.
Strony typu Roxa były przestępstwem od zawsze. Tylko nikt tego nie ścigał.
Te ograniczenia są faktycznie ekologiczne. Nie uważam, że na niby. Bo wymuszają odnawialne źródła energii (wysokie wskaźniki energii pierwotnej). Piec na drewno wychodzi lepiej niż węglowy. Problem leży jednak w kosztach społecznych takich działań. Tu nie chodzi o kolor majtek (jak rozumiem symboliczne zniewolenie), ale o wartość zgromadzonego majątku.
W tym punkcie już teraz obserwuję zmiany – różnicę ceny pomiędzy lokalizacjami. Taki sam dom pośrodku niemalowniczego niczego kosztuje 150 tys. zł (głównie wartość ziemi), 30 km od miasta już 400 tys. zł, a w mieście co najmniej 600 tys. zł, albo i 50% więcej. Teraz ten trend pogłębi się. Nie jest tak, że termomodernizacja domu typu „klocek” nie może się opłacać. Ona się opłaci w określonej lokalizacji i stanie technicznym. Dołożenie 15 cm styropianu/wełny, samodzielnie lub ze szwagrem, to kilkanaście tysięcy złotych i ludzie będą dokonywać takich modyfikacji, żeby sprzedać coś w dobrym miejscu. Reszta rozsypie się. Już teraz jadąc na swoją wieś, w odległości 20-25 km od miasta mijam dwa drewniane zawalone domy, które ktoś porzucił i kolejne dwa murowańce. Bez Fit for 55. Ktoś wyjechał za granicę, ktoś nie podzielił spadku, ktoś wybudował dom po drugiej stronie ulicy. A mówię o nieruchomościach zlokalizowanych na działkach wartych teraz minimum 100-200 tys. zł.
Do 5.30: najlepiej byloby miec takich w Brukseli co nie podpisuja wszystkiego, ale jak dotad tacy sie nie znalezli.A nawet jesli, to dziwnym trafem krotko po objeciu stanowiska zaczeli i tak wszystko podpisywac. Ciekawe dlaczego??? 😀
U siebie też podpisują jak leci.
Do 5.11: moze i sa czesciowo ekologiczne, ale to powinno byc dobrowolne a nie przymusowe. Niech sobie ekoterrorysci zalatwiaja swoje wizje wlasnymi/panstwowymi pieniedzmi i wysilkiem a nie prywatnymi.
Do 5.11: na „mojej” wsi widzialem jakies 10 opuszczonych domow przy glownej drodze, dalej moze jeszcze sa inne.Porzadne domy, 2-3 kondygnacje. Miejscowi nie wiedza dlaczego opuszczone.Stoja jakies kilkanascie lat, moze 20, wskazuje na to ich stan.
Czytałem taki artykuł, w dużym portalu. W Małopolsce (a zwłaszcza na Podhalu) istnieje zjawisko „domów amerykańskich”. Ludzie wyjechali do USA, zostawili (często niewykończone) budynki i tak stoją 30-40 lat. Może to taki przypadek? Albo niepodzielone spadki, gdy dzieci kłócą się między sobą.
Okolicę masz fajną, blisko do Krakowa i autostrady, więc gdyby sprzedawano za rozsądną cenę, pewnie ktoś kupi.
Do 7.02: tak, sa domy „amerykanskie”, ale te tutaj z tego co mi mowiono to raczej wlasnie niepodzielone spadki,a jeden ma problem,ze jego wlasciciel bedac soltysem ukradl kase pozbierana na wode od ludzi, za to zbudowal dom, a potem zmarl, imoze rodzina nie chce tego ruszac, zeby sie nie zainteresowal prokurator .
Do 10.59: tylko ten jeden widzialem na sprzedaz, reszta nie.Jezeli masz na cos takiego klienta moge dokladniej zapytac, moze cos sie dowiem.
…do 7.02: widzialem na necie jeden z tych domow za chyba 350k zl, stary klocek z lat 80-tych, mysle,ze wart ze 200k, za duza za to chca.
Czyli jednak jakieś ruchy właściciele robią. Myślałem, że po prostu porzucone.
Jak nie sprzedasz to i nie kupisz. Używane, zwykle tańsze domy po emerytach staną się niesprzedawalne i na rynku będzie coraz drożej, zamiast taniej. Przyroda nie znosi próżni. Pustostany zajmą imigranci oraz tęczowa i bananowa młodzież bez zatrudnienia, tak jak się to już dzieje w Hiszpanii. Powstaną przestępcze dzielnice nędzy, z których będą się wyprowadzać kolejni mieszkańcy, zmuszani następnie do zakupu drogich nieruchomości w odpowiednim standardzie energetycznym. Te, siłą rzeczy będą coraz mniejsze i gorsze, za coraz większe pieniądze.
Slawek-kupisz od dewelopera, tylko drozej, a prywatny nie sprzeda, a jak sprzeda (zrobi drogi remont), to bedzie tez drozej, bo poniosl koszty a ofert sprzedazy bedzie mniej.I oczywiscie bedzie tak jaki napisales dalej o dzielnicach nedzy czy nielegalnych dzikich lokatorach.
Takie nieruchomości nieremontowalne (tzn. po remoncie nie odzyskamy środków włożonych) nie istnieją w większych miastach, poza dzielnicami i tak już zajętymi przez slumsy. I tych się po prostu nie sprzeda, lub rozbierze i sprzeda za cenę ziemi.
Mieszkam na starym osiedlu (rok budowy – lata 50-te) i na kilkadziesiąt budynków, nie zmodernizowanych zostało może z 5. Dlaczego? Bo cena nieocieplonego to 600-700 tys., a ocieplonego milion. Bloki z lat 70-tych wszystkie spółdzielnia ociepliła i już pewnie trzymają standard na kilkanaście lat do przodu.
Mam taki stary nieocieplony dom sprzed wojny i widzę jakie byłyby koszty jego użytkowania w tym stanie. Ogromne. Tam trzeba 60-70 tysięcy KWh na ogrzanie. Jednocześnie ocieplenie ścian, poddasza, wymiana stolarki własnymi rękami to koszt 50 tys. zł i robi się rozsądne 20 MWh. Biorąc cenę gazu 0,36 zł/KWh mamy zwrot po 3,5 roku. A opisuję dom przedwojenny o kubaturze prawie 500 m3.
Nie demonizujmy. W mieście, kto mieszka, ten mieszkał będzie, nikogo nie wysiedlą. Kto planuje wynajem/sprzedaż, podniesie standard. A na wsi pustostany będą się rozsypywać, jak i teraz.
Zupełnie nie podzielam prognozy dotyczącej domów po emerytach i przestępczości. Po pierwsze znajdziemy je głównie we wsiach i miasteczkach, z których ludzie uciekają. Imigranci i tęczowa młodzież ich nie zajmie, bo tam trudno żyć. Po drugie, Polska to jednak nie Hiszpania i klimat mamy inny. Oni tu nie przetrwaliby zimy, w starej chałupie, bez prądu, wody (bo kto podłączy „dzikiemu” – teraz wszędzie tytułu prawnego chcą), efektywnego źródła ciepła.
Dlatego w miastach nie powstaną nowe przestępcze dzielnice. Tu budynki mają jakiegoś właściciela, który zainwestuje w termomodernizację, bo i wartość wzrośnie.
Natomiast zmniejszanie powierzchni mieszkań i obniżanie standardu wykończenia, zauważam jako trend od kilku lat. Już teraz lokale w wielkich miastach/atrakcyjnych turystycznie miasteczkach kosztują znacznie powyżej progu dostępności na przeciętną kieszeń. Są miejsca z dwukrotnym wzrostem ceny przez 5 lat. Ile znasz osób, które w takim okresie zarabiały dwa razy więcej? Gdzieś ten system patodeweloperki napotka jednak na ścianę. Także pod wynajem.
Na razie cenyb u deweloperow rosna a mieszkan w ofercie ubywa.
I tak będzie. Lepiej sprzedać mało a drożej, niż dużo a po kosztach.
Tak, ale to przeczy lansowanej w mediach narracji, ze mieszkania beda taniec. Taka narracje przy drogich kredytach i mniejszej produkcji mieszkan mogl wymyslec tylko idiota.
Taką narrację słyszymy od 20 lat 😉 Z drugiej strony, jakieś korekty są możliwe, rynek USA, Hiszpanii i paru innych krajów wie, że to normalne. Zresztą wystarczy poczytać te chłopskie pamiętniki. Ziemia kosztowała 1000 zł, a za kilka lat 300 zł, gdy zmieniła się opłacalność produkcji rolnej. Przy czym Wielki Kryzys w RP miał charakter deflacyjny, a nie inflacyjny.
Do 6.58: tak, tylko obnizki cen w czasach kryzysow nie sa regula a wyjatkiem, przy normalnym rozwoju gospodarki ceny raczej w niewielkich granicach ale rosną.Chocby o niewielki procent inflacji.
Niby fajnie sprzedawać drogo mieszkania, ale gdzie mają mieszkać młode rodziny, które często nie mają zdolności kredytowej na kawalerkę, nie mówiąc o ryzyku dalszego wzrostu kosztów długu? Coś jest mocno nie tak. Powinien być niższy standard za niższą cenę. Roman Kluska kiedyś zwrócił uwagę na to, że zaczynał biznes w garażu, składając komputery, a dziś gdyby chciał robić choćby zasilacze do komputerów, musiałby najpierw wykupić certyfikat bezpieczeństwa, którego cena jest zaporowa dla początkującego przedsiębiorcy.
Masz rację. Dyktat korporacji (przykład Kluski) niszczy małe firmy i niesamowicie podnosi próg wejścia. Widać to po losie naszych start-upów. Koszty wdrożenia wydają się ogromne, niemożliwe na finansowanie inaczej niż przez korpo. Zostają usługi (tu z kolei wystarczy mała suma), handel. Działalność gospodarcza została przeregulowana, składki ZUS horrendalnie wysokie, a tzw. ulgi iluzoryczne. Działalność nierejestrowana do 2700 zł przychodu, jak przekroczysz w jednym miesiącu – płać prawie 2000 składek ZUS. I teraz, co to jest 2700 zł poziomu sprzedaży, ile na tym zarobisz, 300-500 zł, może w niektórych przypadkach 1300? A jak masz już 2800, cały zysk i jeszcze więcej, zjada ZUS.
Mieszkania. Myślę, że ich cena jest źródłem pomysłów w stylu zbudujsamdom, zwłaszcza na wsi. Działki od rodziców, coś tam ludziska potrafią, wprowadzono domy do 70m2 na zgłoszenie i mamy szansę zbudować swoje ze szwagrem. Kolejny powrót do PRL-u. W mieście to się nie uda, raz – cena gruntu, dwa umiejętności młodych już nie te co 40 lat wstecz. A miasto? Dzisiaj głupie 40 m2 (dwa niewielkie pokoje), za cenę 350 tys. zł, żeby kupić 4 pokoje dla rodziny 2+2, czyli 80 m2, szykuj 650 tys. zł plus wszystkie koszty transakcji. Ile średnich (podobno już 5000 zł netto) trzeba zarabiać (mnie już średnia u jednego pracodawcy przegoniła z uwagi na PIT-2), żeby uzbierać na zdolność kredytową? Rata w takim układzie (na to mniejsze) – 2500 zł plus 75k trzeba mieć na wkład i na koszty zakupu i co miesiąc płacić 600 zł czynszu. Z wynajmem niewiele lepiej (średnia cena najmu 2300 zł za 50m2). Czyli 60% średniej pensji bez mediów. Jeśli odniesiemy do minimalnej – ponad 100%.
Czytając te chłopskie pamiętniki, widzę do czego cały proces prowadzi – do gigantycznego ubożenia społeczeństwa.
Sławek-oto co potrzeba, zeby mieszkania byly tansze:
1.PEWNOSC SYTUACJI GOSPODARCZEJ
2.Niezmiennosc cen materialow i robocizny w czasie wykonywania inwestycji (od zakupu gruntu przez projekt i uzyskanie pozwolenia doukonczenia budowy, to jest okolo 2-3 lata)
3.Niezmiennosc stóp procentowych kredytow oraz oczywiscie ich dostepnosc
A tego nie ma od covidsciemy.Inwestorzy wstrzymuja sie z powodu obawy przed brakiem zysku.
Elektryk spalony-samozaplon. Ubezpieczyciel nie zaplacil odszkodowania z powodu „sily wyzszej”.
https://nczas.com/2023/06/30/jej-samochod-elektryczny-splonal-doszczetnie-ubezpieczyciel-nie-zaplaci-dotacja-do-zwrotu-video/
Czytałem o tym. Przyczyną zwarcie instalacji w garażu, tak stwierdzili strażacy. Ubezpieczyciel oczywiście nie uznaje. Ja ładuję urządzeniem 2,1 KW w garażu na wsi czy w domu. Na tej instalacji działała spawarką i duże betoniarki. Spokojnie daje radę.
No to ok.
Odnosnie do tego co pisales wczesniej o paleniu drewnem w miastach-w Krakowie jest zakaz palenia drewnem i weglem, jak gdzie indziej nie wiem.Byc moze w innych miastach tez tak bedzie, bo Krakow to poligon doswiadczalny dla brukselskich wydumek.
I teraz pytanie – kto to sprawdzi? Ludzie będą palić tym, co najtańsze. A obecnie najtańsze wydaje się drewno (zwłaszcza pozyskane samodzielnie). Przy cenie gazu 0,36 zł/KWh gotowanie, podgrzanie C.W.U. w moim domu wychodzi ok. 7200 zł/rok, czyli 600 zł/miesięcznie. Drewno, przy cenie 400 zł/mp kosztowałoby 4000 zł. Przy cenach jak w nadleśnictwie za zbierane (70 zł/m3) wychodzi 500 zł+70 zł na wynajem przyczepki + 100 zł na paliwo (do lasu trzeba podjechać).
Moze wszystkich nie sprawdza, ale podobno maja drony-nie wiem ile-i moga wyrywkowo namierzyc. Mandat albo grzywna.Za pierwszy raz. A jesli raz goscia namierza, to moga go znowu sprawdzic i za powtorke wiekszy mandat.
To nie zacznie sie wszedzie naraz i na pelna skale, ale stopniowo moze sie zwiekszac.
Tak, drewno jest najtansze. Znam miejscowego, ktory ma pare metrow swojego mokrego (sosna, brzoza) i chce sprzedac po 125zl/mp.Pociete na metrowki jak w lesie.