Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Czy „przeciętnego Polaka” stać dziś jeszcze na własny samochód? – Oszczędny Milioner

Czy „przeciętnego Polaka” stać dziś jeszcze na własny samochód?

Drożejące auta nowe i używane, rosnące ceny paliwa, przeglądów i napraw, a także koszty ubezpieczenia, skłaniają do próby odpowiedzi na tytułowe pytanie. Zacząć musimy od definicji „przeciętnego Polaka”.

Polak Polakowi nierówny. Nawet przeciętny. Mamy do wyboru kilka opcji. Przeciętny oznacza osiągający średni dochód, medianę dochodu lub dominantę dochodu. Każda z tych wartości istotnie się różni.

Średnia GUS bierze pod uwagę pensję (czyli wyłącza zlecenia, własne firmy, dwuetatowców) w większych podmiotach. Powszechnie uznaje się ją za zawyżoną. Mediana z kolei obliczana jest z opóźnieniem, co przy dynamicznych zmianach na rynku pracy, prowadzi na manowce. Podobnie dominanta.

Ale coś wybrać trzeba, więc niech będzie ta średnia GUS. Wynosi ona obecnie ok. 4400 zł/miesiąc/netto. Czy z takiej kwoty da się utrzymać samochód?

Każdy z nas ma gradację potrzeb. Najpierw są te podstawowe jak dach nad głową, pełna miska, opieka zdrowotna potem nauka, transport, rozrywki itp.  Czyli samochód mieści się na drugiej półce. I teraz dzieją się rzeczy ciekawe. Nie mówimy o stylu życia ludzi oszczędnych, ale przeciętnych.

Żywność drożeje w zastraszającym tempie. W  mieście wydatek wyniesie nawet 600-1000 zł/osobę. Kredyt na 2 pokoje to 2000 zł, opłaty kolejne kilkaset, wynajem z opłatami  ok. 2000 zł/osobę. Do tego opieka zdrowotna, teoretycznie bezpłatna. W praktyce wydajemy na nią średnio 200-300 zł miesięcznie. Tym sposobem z portfela znika nawet 2/3 dochodu. Teoretycznie zostaje 1/3 (czyli ok. 1400 zł). Teoretycznie, bo dopóki zakładamy 1 dochód- 1 osoba. Gdy jeden dorosły nie pracuje, posiada dzieci, proporcje zmienią się. Nagle znika nam cały dochód.

I z samochodem pojawia się problem. Najpierw trzeba na niego odłożyć. Tu ludzie z przeciętnym dochodem jakoś sobie radzą. Dorzuci się babcia, wyciągniemy zaskórniaki, wpadnie premia itp. Nie będzie rewelacyjny (średni wiek aut w Polsce rośnie), ale jak to mówią handlarze „do jazdy”. Czyli za ile da się zaspokoić potrzebę. Miałem przykład Fiata 500 w dieslu, którego przejął syn. Od października 2021 r. przejechał ok. 5 tys. km.  tym były dwa wyjazdy z dziewczyną w góry (1500 km). A koszty? Doskonale znam, bo na razie „tatuś płaci”. Ubezpieczenie – 450 zł. Przegląd państwowy 100 zł. Przegląd z wymianą oleju u zaprzyjaźnionego mechanika + drobna naprawa – 500 zł. Wymiana opon 160 zł. Paliwo (średnia cena 6.5 zł) – 1625 zł, czyli średnio miesięcznie 162,5 zł.  Jeśli stałe wydatki podzielimy przez 12 miesięcy (1210 zł/12 = 101), a benzynę przeliczymy po cenie obecnej  (wyjdzie 182,5 zł), auto da się utrzymać za niespełna 300 zł.  W kryzysie te 500 km miesięcznie (średnia zawyżona przez wakacje, gdyby nie one wyszłoby 350 km) to powoli staje się standard. Ludzie oszczędzają, zmniejszając liczbę przejeżdżanych km. Wiem, bo sam tak robię.

A zatem odpowiadając na tytułowe pytanie – na razie stać i zrobi wszystko, żeby było stać. Posiadanie (słowo-klucz, nie zawsze chodzi nawet o jazdę) samochodu, jako dobra „statusowego” stoi wysoko na liście priorytetów.

 

 

5 komentarzy do “Czy „przeciętnego Polaka” stać dziś jeszcze na własny samochód?”

  1. Czasami posiadanie samochodu jest koniecznością a nie „chceniem”. W Polsce B na terenach wiejskich transport publiczny to fikcja. Chcesz pracować musisz mieć samochód by do tej pracy dojechać. Nie wszędzie można pracować zdalnie..

    1. Dla pracujących i z małymi dziećmi na prowincji – zdecydowanie mówimy o potrzebie. Bo praca w okolicy, jeśli nawet jest, to za minimalną lub na czarno.
      Pokazuje to moje miejsce na wsi. Teoretycznie blisko do stolicy województwa, ale …. Do pociągu 3 km, ale na piechotę to 35-40 minut. Do miasteczka gminnego – najbliższy przystanek autobusowy 3 km. Do marketu – 8 km (3 km na piechotę, potem dwa autobusy z przesiadkami), a wiejski sklep 1 km. Do miasta powiatowego (tam więksi pracodawcy) – 25 km i albo masz swoje auto, albo 3 km na dworzec i 10 minut pociągiem. Do miasta wojewódzkiego – 30 km – 3 km na PKP i 20 minut pociągiem.

  2. To i tak dobrze. Jest takie miasto na północy województwa warmińsko-mazurskiego, które ma niby 20 tyś. mieszkańców, ale jest całkowicie wykluczone komunikacyjnie. Dworzec kolejowy jest, ale pociągów brak, PKSów już nie ma. Śmigają tylko prywatne busy. Bilety niesamowicie drogie. Nie ma kina, muzeum, teatru. A jak duża fabryka mebli rozpadła się burmistrz stwierdził, że to nie jego sprawa, że to prywatna firma. Zastępca burmistrza wogole nie znał sprawy. I jak ma być dobrze w takim mieście. Samochody są potrzebne by stamtąd wyjechać … za pracą.

    1. Jestem po lekturze „Zapaści” Marka Szymaniaka i niestety, takie miasta (przypuszczam, że chodzi o Bartoszyce) umierają. Zostają emeryci, dla młodych nie ma pracy innej niż bieda-etat (blisko minimalnej). Zero wyzwań, kultura się zwija (kiedyś w każdym miasteczku powiatowym było kino), stawiają na Zenka i gwiazdy TVP. W efekcie ludzie po studiach nie wracają na stare śmieci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *