Dlaczego warto mieć własne warzywa i owoce? Argumenty zdrowotne.

O finansowych korzyściach posiadania swojej grządki czy sadu pisałem wiele razy. Teraz czas na opowieść o tym, że żywiąc się jedzeniem masowym, ryzykujemy zdrowiem, a nawet życiem.

Informacja pierwsza z brzegu – w truskawkach znaleziono pestycydy – https://www.onet.pl/informacje/smoglabpl/co-zjadamy-w-polskich-truskawkach-lista-jest-dluga/d6crm69,30bc1058 . Co gorsza nie tylko w marketowych, lecz także tych z tzw. bazarku czyli targu. Czasem tylko kilka substancji, czasem całkiem sporo. Cena czyni cuda, ale natury nie oszukasz.

Teraz źródło mniej sensacyjne niż codzienny portal internetowy https://cowzdrowiu.pl/aktualnosci/post/pestycydy-w-produktach-spozywczych-na-polskim-rynku-raport. Czego się dowiadujemy? Ponad 51% próbek żywności zawierało pestycydy „w normie”, 6% ponad normę, a tylko 43% nie było skażonych. I jeszcze Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego mówi nam – „wszystko w porządku”. Organizacje konsumenckie zaś biją na alarm. Z jakiego powodu? Pestycydy wchodzą w interakcję- czyli trochę tego w truskawce, innego w ogórku, pojedynczo ok, ale razem już nie. Poza tym – dawki się kumulują, a większość pestycydów działa kancerogennie. Wreszcie na koniec – znam całe mnóstwo substancji (w tym słynny glifosat, leki), które okazywały się szkodliwe po latach. Dlatego podziękuję.

Jedynym sposobem, żeby uzyskać pewność zdrowego jedzenia jest…. wytworzyć go samodzielnie tak dużo, jak się da. Bez stosowania oprysków i nawozów sztucznych. Na dobrą sprawę powinniśmy jeszcze mieć trochę zwierząt (o czym w następnym wpisie), żeby kupiony np. ze stadniny obornik, nie został skażony antybiotykami i innym świństwem. I do tego zmierzam. Ostatnio, w moim otoczeniu, nastąpiła plaga nowotworów, dotknęła kilka kobiet, z których jedna już nie żyje. W zasadzie, gdzie się nie obrócę, słyszę o tym świństwie. Zła jakość jedzenia – to jedno ze źródeł choroby.

2 komentarze do “Dlaczego warto mieć własne warzywa i owoce? Argumenty zdrowotne.”

  1. Chciałem dodać jeszcze do twoich wcześniejszych wpisów o swoich uprawach że wartość rynkowa plonów z własnego ogrodu powinna wynosić równowartość żywności ekologicznej (o ile w takim rezimie prowadziliśmy uprawę). W przypadku mojego miasta jest to plus 50-100% ceny za kg lub w zasadzie zupełny brak dostępu do wielu gatunków warzyw i owoców z eko-bazarku.
    Co do fatalnego wpływu zanieszczyszcoznej żywność na plagę chorób u kobiet (w tym raka), obiecujące wydają się badania wpływu „zdrowej żywności” na endometriozę.

    1. Witam na blogu. Masz całkowitą rację. Praktycznie nikt (poza wyspecjalizowanymi gospodarstwami, których jest niewiele) nie produkuje żywności bio czy eko na sprzedaż. Poza tym wysokie ceny (widziałem i +150% pomiędzy bio a zwykłym w Lidlu), wynikają z prostego mechanizmu – niższych plonów i ryzyka ich całkowitej utraty. Tym samym „zdrowe” oznacza też „luksusowe”, ponieważ na normalną żywność w mieście może sobie pozwolić garstka.
      Realia rynkowe – patrzenie na cenę – zwłaszcza po silnym rzucie inflacji, wymusiły agresywne działania na sieciach sklepów. Stąd czereśnie rumuńskie jako polskie, pomidory z Maroka itp. Nie oszukujmy się niskie ceny mają swoje źródła: masowy wykup gruntów, wykorzystywanie pracowników, używanie ogromnej ilości chemii. To ostatnie wywołuje zmiany mutagenne, a w ostateczności raka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *