Jeszcze raz o bezsensie polityki stałego wzrostu PKB.

Współczesne państwo (politycy) dążą do stałego wzrostu PKB. Ponieważ do jego wyliczenia służy wartość wytworzonej i sprzedanej pracy (darmowej nikt nie liczy) oraz towarów, inżynieria społeczna wymusza odejście od zrób-to-sam, a przejście do kupowania wszystkiego na wolnym rynku. Razem z agresywną polityką podatkową (dochodowy, składka zdrowotna, składki ZUS) całość prowadzi do stałego wzrostu cen, inflacji. Taki stan rzeczy jak pisałem, pozostaje korzystny dla państwa (bo od ceny liczy się podatki), a opłakany w skutkach dla obywateli. Jednocześnie państwo preferuje usługi, ponieważ tam można narzucić wyższe marże (a więc znowu – podatek). Efekt – absurdalne ceny i zachowania.

Dwie opowieści, kumpla z pracy i trenera mojego syna, pokazują to w szczegółach. Pierwszy planował urządzić ogród. Nic skomplikowanego – założenie trawnika oraz rozłożenie agrowłókniny między iglakami. Za obie usługi firma krzyknęła 5000 zł. Wiecie ile czasu zajęła praca? 2 dni. Trawnik wymagał pomocy członka rodziny z traktorem (czyli 1,5 dniówki + 4 h maszyna), agrowłóknina – została położona solo. Czyli 2,5 dniówki człowieka i pół dniówki traktora miały kosztować 5500-6500 zł. Odliczając komercyjne wypożyczenie i zatankowanie (niech będzie 500 zł) mamy 5000-6000 zł za 2,5 dnia – 2000-2400 zł/dniówkę. Teraz popatrzcie, ile trzeba dostawać, żeby zarobić pensją netto (znowu podatki) taką stawkę? Skoro firma dyktuje takie warunki, na pewno znajdują się ludzie gotowi płacić te absurdalne kwoty za proste i niewymagające prace fizyczne. Przecież zaorać, zbronować, wyrównać, posiać, zwałować potrafi przysłowiowy „każdy głupi”. Nie piszę o super skomplikowanych, rzemieślniczych zajęciach.

A’propos rzemieślniczych zajęć. Trener opowiadał mi inną historię. Dziecko poprosiło go o nowe biurko. Cena w sklepie, egzemplarza porządnie wykonanego i dla nastolatki 1500 zł – 1/4 pensji nauczycielskiej. Coś takiego: https://yrke.pl/meble-biurowe/biurka-szkolne/biurko-szkolne-jan-rozowe?gad_source=1&gclid=Cj0KCQjwmMayBhDuARIsAM9HM8cql1hEau5m6UDd8X8gjD1MQLNkb2hUrSJyR4AaVwylUNWWMBBqk-0aAoraEALw_wcB . Trener doszedł do wniosku, przecież to nic skomplikowanego. Narzędzia miał, płyty i wkręty kupił za 300 zł. Po 6 godzinach biurko stało gotowe. Niecała dniówka pracy, pozwoliła zaoszczędzić 1200 zł oraz zyskać satysfakcję. Teraz tym samym sposobem, „po staremu” z teściem i szwagrem bierze się za budowę domu, w trakcie…nauczycielskiego urlopu dla poratowania zdrowia.

Spójrzmy na obie te opowieści z perspektywy przeciętnego człowieka. Korposzczur zarabia nieźle, ale całą nadwyżkę pensję wrzuca w zakup usługi i de facto… płacenie podatków. Porównajmy ponownie człowieka „do-it-yourself” oraz właśnie korposzczura.

Pierwszy – za 200 tys. zł kupił działkę 2000 m2, 15 km od centrum miasta. Uzbroił ją, zamówił u sąsiada (bez podatku) stan surowy zamknięty, który z projektem wyszedł go 2000 zł/m2. Czyli (niewielki dom) 400 tys. zł (działka+roboty+materiał). Wykańczał sam, płacąc fachowcom tylko za niezbędne czynności (montaż pieca c.o., elektryka), więc zmieścił się w 6500 zł/m2. Dom w stanie „do wejścia” kosztował razem z działką 650 tys. zł.

Korposzczur wolał pracować zawodowo, jak mu nakazywała ogólna narracja. Ponieważ przeszedł wszystkie szkolenia ze sprzedaży, wytargował segment na działce 300 m2, położony 10 km od centrum miasta (5 km bliżej niż samodzielnego), płacąc za stan deweloperski 130 m2 (większy metraż domu, ale działka mniejsza) 1 mln zł. Zostało mu jeszcze 300 tys. zł na wykończenie. Cała inwestycja kosztowała 1.3 mln zł. Dwa razy więcej.

I teraz policzmy. Samodzielny pracował jako nauczyciel w szkole. Zarabiał 6500 zł/m-c, podobnie jak jego żona. Razem mieli 13.000 zł pensji. Żeby spłacać kredyt (niestety okazało się to konieczne) na 80% wartości domu z działką, musieli zadłużyć się na 520 tys. zł. Rynkowa rata (bez żadnych 0% czy 2%) wyniosła 4160 zł. Zostanie im na pozostałe wydatki 8.840 zł. Ponieważ nauczyciele (co udowodnił dr Stanley, w swoich badaniach milionerów), należą do grupy oszczędnych, spokojnie dadzą sobie radę. Jedno auto, niewiele wyjść do knajp, brak drogich ubrań i wakacji w tropikach. Duża działka pozwoli na warzywnik, a samochód, używana Skoda Skala nie służy do reprezentacji, za to kosztuje 800 zł/m-c. Wakacje – raz w roku, do agroturystyki – 5000 zł, plus obozy dziewczynek 6000 zł. W sumie miesięcznie, po odliczeniu tych wydatków (średnio – 800 zł auto, 900 zł wakacje) zostaje 7140 zł. Dodatkowe roczne wynagrodzenie tzw. trzynastkę oraz 800+ można odłożyć na emeryturę lub przyszłe potrzeby.

Wróćmy do korposzczura. Jego pensja to 13 tys. zł miesięcznie (netto), a żony 7000 zł. Razem dostają 20.000 zł. Kredyt na 80% wartości wykończonego domu (1.040 mln) kończy się ratą … 8320 zł. Co to oznacza? Na wszystkie wydatki zostaje 11.680 zł. A te są niebagatelne. Żona domaga się SUV-a, którego trzeba spłacić i utrzymać (2500 zł), trzeba wyjechać na wakacje minimum 2 razy w roku (lato+narty) oraz na dwa „długie weekendy”. Przy czteroosobowej rodzinie oznacza to wydatek – średnio 3000 zł/m-c. I już z 11.680 zł zostaje …. 6180 zł. A trzeba jeszcze gdzieś wyjść, żyć „na poziomie”. Na ten cel przeznacza się całe roczne premie oraz 800+ za dzieci.

Jak widzicie, korposzczur funkcjonuje od wypłaty do wypłaty, łatając dziury premiami i modląc się, aby firma nie planowała redukcji. Para nauczycieli cieszy się domem, rosnącymi oszczędnościami i… każdym dniem. Od Ciebie zależy, który model wybierzesz. Dla zaskakującej liczby młodych ludzi, marzeniem pozostanie powtórzenie stylu rodem z korpo, napędzanego przez państwo (podatki…).

31 komentarzy do “Jeszcze raz o bezsensie polityki stałego wzrostu PKB.”

  1. Sąsiad od paru lat buduje nowy dom systemem gospodarczym. Policzył, że gdyby na początku budowy zlecił to firmie, pieniędzy starczyłoby mu na zamknięcie domu, a tak ma jedynie surowy zamknięty i do tego się napracował wraz z teściem, żoną, dzieciakiem i bratem.

    1. Pewien znany mi doktor ekonomii wypowiedział, uzasadniając własny wybór, podobny sąd 30 lat temu. Jest on częściowo prawdziwy. I już tłumaczę dlaczego.
      Po pierwsze – inflacja. Historia Twojego kolegi jak i tego naukowca przypadała na lata wysokiej inflacji. Drożały dramatycznie materiały budowlane i robocizna. Stąd w cenach nominalnych (nie licząc wartości pieniądza w czasie), taki system faktycznie potrafi dać w kość. Nie każdy doświadcza jednak takich zmian cen.
      Po drugie – czas poświęcony na robotę. Większość z nas własną budowę traktuje niepriorytetowo. Czyli najpierw zawód, potem budowa. Do tego trzeba zgrać ekipę (teść, szwagier, brat). Każdy z nich (może poza teściem-emerytem) dodatkowo pracuje i niekoniecznie 7-15. A to oznacza, że przez większą część roku dzień pracy dramatycznie się skraca (zaczynamy, dajmy na to o 16, kończymy o 19-20 maks. a w zimie całkiem zatrzymujemy budowę, bo trudno murować po ciemku). Dlatego z pełnej dniówki zawodowej „czwórki murarskiej”czyli 7-19 (w sumie 48 godzin), robi się 4 godziny x 3 osoby (bo nie wszyscy zawsze mogą) czyli 1/4 i ewentualne nadganianie w sobotę. Przez tydzień: 288 godzin zawodowców kontra 96 amatorów. Jeśli nie mamy do dyspozycji brata, szwagra i teścia (oraz siebie, rzecz jasna), tylko siebie i szwagra, efektów przybywa znacznie wolniej. Nakładając na to fakt, iż zawodowcy robią szybciej, zamiast stawiać piętro w tydzień, zaczniemy pieprzyć się z nim miesiąc. Dlatego ten trener planuje wziąć urlop dla poratowania zdrowia (roczny, płatny), żeby zminimalizować taki efekt.
      Po trzecie – za część robót i tak zapłacimy. Ponieważ nie wszystko umiemy zrobić sami (ciesiołka), albo wręcz nam nie można (elektryka, gaz). I to policzyć trzeba, nie ma ratunku. Da się oczywiście wykonać prace przygotowawcze (bruzdy, ułożenie kabli) samemu, ale i tak fachowiec przyjść musi.
      Po czwarte – koszt finansowy przedłużającej się budowy. Dla jednego to odsetki od uruchomionych transz, dla innego najem. Rzadkością dzisiaj jest budowa za gotówkę i mieszkanie u teściów/rodziców. Ale, akurat ten trener ma swoje mieszkanie (które sprzeda, gdy wybuduje dom, więc przynajmniej na razie, stale rośnie na wartości, równoważąc koszty).
      Dlatego zakładam rozsądny scenariusz budowy. Napisałem „zamówił u sąsiada stan surowy zamknięty”. Sami wykonujemy te prace, które umiemy, i to jak najdroższe (za wyższą stawkę godzinową niż nasza). Dla nauczyciela, któremu płacą i tak, mimo że na urlopie, oznaczać to będzie, zlecenie stanu surowego zamkniętego ekipie (co zajmie jej kilka miesięcy) oraz wejście na etapie wykończenia (i to nie wszystkiego). Te prace są najdroższe, no i możliwe do wykonania pojedynczo (lub we dwójkę). Wreszcie, w razie wtopy, najłatwiej je poprawić. Nauczyciel sam lub z przysłowiowym szwagrem przez rok wykończy niewielki dom.

        1. Uczy Wf, więc trudno uznać go za propagatora systemu. Aczkolwiek całkiem sporo znam normalnych nauczycieli. Większość sporo dłubie samodzielnie, bo czasu sporo. Właśnie wf-iści przodują.

  2. Takie biurko też umiem zrobić sam, ale wolałem w tej cenie kupić takie: https://ergodesk.com.pl/produkt/biurko-regulowane-ergodesk-torino-nadstawka/. Do zestawu dokupiłem metalowy kontener, w którym mieści się dziesięć ryz papieru A4, plus szuflady na drobiazgi. Na książki zrobiłem regał regulowany, półki zamówiłem na wymiar i zamontowałem sam, ale stelaż kupiłem: https://czerwonyelf.pl/wp-content/uploads/2021/10/20200306_223606-1536×1152.jpg
    Gdybym wszystko robił sam, wyszłoby gorzej, choćby dlatego, że wymiary wziąłbym z kapelusza i nic nie pasowałoby do książek, teczek itd.

    1. Nie no wymiary mógłbyś odwzorować. Oczywiście własnoręcznie zrobione biurko, stół to już ekstremum, ja też nie podjąłbym się tego. Musiałbym mieć kumpla z piłą do formatów, narzędzia do robienia tych wszystkich otworów pod systemowe okucia. Kupić – nieopłacalne, zwłaszcza dla jednego biurka.
      Ale mój Tato, w latach osiemdziesiątych, zrobił stołów z litego drewna kilka, oraz całkiem sporo innych mebli (krzesła, półki, taborety). Tylko wtedy w sklepach nic nie było.

      1. No, żadne ekstremum. Kiedy się wprowadziłem do swojego domu, zrobiłem łóżko z litego drewna i dużą szafę na ubrania z płyt laminowanych oraz pomniejsze mebelki. Muszę przyznać, jednak, że jeśli kupuje się z głową to takie meble są bardziej przemyślane (uwagi klientów, doświadczenie projektantów itp.) Łóżko służyło mi wiele lat, ale po remoncie sypialni zamówiłem z bydgoskich mebli, wysokie , na podnośnikach, tak, że pod nim zamiast kurzu mam dodatkowe miejsce na graty, wielkości dużej szafy. Do tego parę udogodnień, jak podświetlana półka, i wysokie oparcie. Na swoim też się wyspałem, ale nie zamieniłbym się z powrotem.

        1. Zapomniałem dodać, że najbardziej przypadło mi do gustu otwierane dno, przez co odkurzanie kurzu pod łóżkiem to bułka z masłem. Sam bym na pewno na to nie wpadł. Wiele plusów odkrywa się dopiero z czasem. Ale garderobę sam projektowałem i zrobiłem z gotowych komponentów różnych marek,i uważam, że jest bardziej wygodna niż te, które widuję w żurnalach. Przede wszystkim dlatego, że ubrania wiszą na pantografach, a wszystkie półki i szuflady, wysuwane wieszaki są na dole. Wygodny okazał się też blat pod ubraniami gdzie można położyć rzeczy na zmianę. Na półkach są haczyki na takie rzeczy. Wysuwane, ażurowe szuflady na rzeczy brudne, zamknęły temat zagraconych łazienek. No, musiałem się pochwalić, bo w domu nikt mnie nie chwali.

          1. To i my Cię chwalimy, bo to kawał dobrej roboty. Niemniej jednak nakład jednostkowy typowego faceta, bez busa/przyczepki do transportu, z koniecznością zamówienia dociętych płyt, projektu, wykonania może okazać się tak duży, że taniej wyjdzie kupić masówkę np. w Ikei. Zwłaszcza jeśli doliczymy koszt własnej pracy. Wielu woli wziąć nadgodziny a szafę zlecić fachowcom lub „fachowcom”, bo nie ma żadnej gwarancji.

          2. Z Ikei na pewno taniej, ale wcześniej oglądałem ten badziew i się rozmyśliłem. System rolek mnie nie przekonał i ogólnie tandetne wykonanie szuflad, poza tym tamten system musi stać na podłodze i nie nadaje się do modułowej zabudowy, a chciałem wykorzystać każdy centymetr miejsca. Zależało mi na tym aby wszystko wisiało kilkanaście centymetrów nad podłogą, żeby łatwo dało się to posprzątać odkurzaczem. Jedną ścianę mam z gipskartonu i trochę się obawiałem, czy półki zamontowane na niej od góry do dołu nie runą, ale nie.

          3. No nie, Ikei faktycznie nie podwiesisz. I to są typowe meble o standardowych wymiarach.

      2. Robilem w latach 90-tych troche mebli do domu.Plyta wiorowa, do tego okleina na krawedzie, proste zawiasy i wszystko skrecane na otworach wierconych, bez zadnych frezow, rowkow, sama wiertarka.Dosc latwo szlo.

        1. Jednak w ten sposób (bez frezów) wyjdzie to dość proste, w porównaniu z produktem sklepowym. Jeszcze 20 lat temu taki był standard.

  3. Teraz jest kicha w budowlance i mozna wytargowac nizsza cene.
    A zasadniczo: robienie wedlug schematu i tak jak wszyscy z reguly daje mierne efekty.

    1. Z tą kichą to różnie. Rodzina z Poznania narzeka, a dokładnie brat stryjeczny. Podobno za robociznę murarzowi musi wypłacić 120 tys. za stan surowy (mury i strop). Koszt domu 140 m to dziś ponad 600 tys. za stan deweloperski. Z wykończeniem ponad milion za niewielki domek. Nikt go nie robi na szaro, bo od kilkunastu lat żyje z deweloperki.

      1. Nie rozumiem,ale cena 7k/m2 to z pewnoscia kosmos.Majac na uwadze roboty po wsiach na lewo a nie na faktury w miastach.

        Slawek-rzuc okiem na zamieszczone zapytanie ofertowe,moze Ci sie przyda ten wykonawca, bo szuka roboty.

        1. Do 16.10. Mnie te 7k/m2 przy wykończonym nie szokuje, deweloperski też, ale murarz – kosmita. Nawet na fakturę (bo deweloper wiadomo – potrzebuje jej). Dwaj moi kumple budują domy w Małopolsce, jeden właśnie skończył 140 m2, drugi ma stan surowy zamknięty ale za to 500 m2, potwierdzam – tak, to są miliony. No i warunki lokalne, dużo robót ziemnych, betonu, umocnień, osuwiska, różnice poziomów – koszty, koszty, koszty.

          1. Wykonczony-np,moze, niejestem na biezaco, i zalezy jakie wykonczenie.

            Osuwiska, palowanie-tak,to sa ciezkie pieniadze.W 2018 palowanie pod mala kamieniczke (obrys okolo 10 x 14m) koszt 220k.Bez wykopu, same pale fi 30cm 6m w pionie.

      2. Ale te 120 tys. zł, za 3-4 tygodnie roboty, 2-3-4 ludzi? To stawki diabelskie. Bo jeśli 600 tys. za stan deweloperski 140m2 – wychodzi 4300 za m2, całkiem uczciwa cena. Tylko, że od murów i stropu trzeba jeszcze dodać dach, ocieplenie, instalacje, no i materiały. Bańka z wykończeniem – też możliwe, bo tu już zależy od standardu. I jeśli połowa tego wykończenia – robota, wykonując ją samodzielnie oszczędzasz 200 tys. zł. W wartościach netto 32 miesiące średniej krajowej. Można zrobić sobie Gap year, żeby w przerwę w CV uzasadniać – w tym czasie zbudowałem sobie dom.

    2. Do 14.08. Stawki, które znajomi słyszeli za wykończenia – nadal kosmiczne, zwłaszcza gdy ktoś buduje z kredytu i faktur chce. Sama budowa – masz rację i nie podjąłbym się samodzielnie murować czy tynkować.

  4. Zapytanie ofertowe z dzisiaj:

    Dzień dobry,

    Jesteśmy firmą z Wieliczki – specjalizujemy się w realizacji stanów surowych budynków w sektorze mieszkaniowym, przemysłowym i usługowym. Dysponujemy zespołem wysoko wykwalifikowanych specjalistów – Cieśli, Zbrojarzy, Murarzy oraz sprzętem.

    Realizowaliśmy takie budowy jak:

    BLOK MIESZKALNY – KATOWICE, UL. METEOROLOGÓW

    OSIEDLE APARTAMENTÓW – NIEPOŁOMICE, UL. WIMMERA

    LETNI PARK WODNY MOŚCICE – TARNÓW, UL. TRAUGUTTA 5A

    …. i wiele innych.

    Obecnie poszukujemy zleceń na realizację stanów surowych budynków.

    Jeśli na Państwa inwestycjach jest zapotrzebowanie na nasze usługi:
    zapraszam do kontaktu – tel. 535 740 780
    przesłanie zakresu robót do wykonania, przygotujemy ofertę – zapytania@tmgb.pl
    wskazanie miejsca budowy – spotkamy się z Kierownikiem budowy, zrobimy wizje lokalną i ustalimy ceny ryczałtowe.
    Dział ofertowania
    tel. 535 740 780
    zapytania@tmgb.pl

    TM GRUPA BUDOWLANA SP. Z O.O.
    ul. Dembowskiego 5/200
    32-020 Wieliczka
    NIP: 683 210 36 99
    http://www.tmgb.pl

    1. Ale znasz ich, czy uderzali co Ciebie zupełnie z partyzanta? Bo firma faktycznie od budowy, tu stawki są inne. Moi klienci, mała rodzinna firma z robót ziemnych, ostatnio powiedziała mi 70 zł za godzinę koparki i wozidła. 110 zł płaciłem w Małopolsce 4 lata temu jako okazja, aczkolwiek facet uczciwy i odliczył nawet przerwę śniadaniową, a robił jedną dniówkę (czyli drobiazg nie robota – wyrównanie małej działki i żwir). Przecież samo paliwo kosztuje. Nie wiem, jak wychodzą na swoje.
      W wykończeniach, zupełne inne wartości.

  5. …ws stalego wzrostu PKB:
    Byl jeden taki (zapomnialen nazwiska, ale Zyd, szef FED), ktory twierdzil i na kego twierdzeniu wielu zbilo kase i wielu zbankrutowalo-ze w USA nieruchomosci NIGDY nie stanieja i dlatego banki moga dwac kredyty nawet bearobotnym na oswiadczenie o docodach pod zastaw nieruchomosci. W 2008 podal sie od dymisji i przepraszal, bo wlasnie nieruchomosci w USA spadly ponad polowe, ale co komu z tego-wywolal pieprzony kryzys.

    Bo wlasnie tak sie koncza zalozenia o niezmiennej hossie albo niezmiennej bessie, choc ta druga malo kto prognozje bo jak to bedzie wygladalo 😀

    W zyciu pewna jest tylko jedna rzecz procz smierci i podatkow(choc co do podatkow mozna dyskutowac 🙂 ) – ZMIANA.

    1. Do 16.25. Alan Greenspan (wcześniej pewnie Grynszpan), gość miał doktorat z ekonomii, a nie przewidział (pomimo przykładów z historii), że ceny mogą też spadać, a golce zazwyczaj nie spłacają kredytów, bo i z czego.
      Natomiast przecież nie podejmował decyzji jednoosobowo. Nawet nasz NBP (co okazało się przy okazji awantury) zatrudnia całe departamenty analityków, specjalistów itp. I nadal dość często się myli, albo celowo prezentuje nieprawdę, ponieważ zwycięża tzw. urzędowy optymizm. Prezydenci USA chcieli mieć sukcesy (dom dla każdego), to rozdawano kasę, żeby umożliwić realizację obietnic. Cierpią na tym zwykli ludzie. Czytałem ostatnio artykuł – w Kalifornii zarabiając 130 tys. USD rocznie, jesteś biedakiem, nie stać cię ani na kupno, ani na wynajem. Klasa średnia po raz pierwszy ma problem z zaspokojeniem potrzeb. Sam roczny podatek od milionowego domu – 20 tys. USD. A gdzie te lata 70-te, w których dom kosztował 30 tys. USD?

      1. No wlasnie.
        Na pewno mial doradcow, FED to nie stragan z jablkami, ale jako szef prognozowal zle.Pewnie-kazdy moze sie pomylic, ale mogl ten urzedowy optymizm byc celowo na wyrost, przeciez Greenspan (skleroza) nie jest idiota.

        1. Każdy prezes banku działa na rzecz swoich mocodawców, czyli tych, którzy go postawili na stołku. Mądry z tego korzysta, np. obecnie kupując obligacje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *