Wracamy do tematów rolniczych. Jeszcze niedawno wszyscy uciekali ze wsi, teraz trend się odwrócił. Dlaczego? Uciekamy na wieś przed stresem. Ok, ale czy ma to sens ekonomiczny?
W moim miejscu pracy mam koleżankę, która raz w tygodniu przynosi na sprzedaż kilkadziesiąt wytłoczek z jajkami. Wszystkie rozchodzą się w mgnieniu oka, wśród stałych odbiorców. Jak magnes działa hasło – od wiejskich kur przy cenie porównywalnej ze sklepową 15 zł/10 szt. Czas więc na wyliczenia.
Jedna kura znosi dziennie jedno jajko. W warunkach przydomowych, da się mieć tych kur kilkadziesiąt, dajmy na to 50. Dochodzimy do 350 jaj tygodniowo tj. 35 wytłoczek. Skoro jedna wytłoczka kosztuje 15 zł to osiągamy 525 zł przychodu tygodniowego. Całkiem nieźle – 2275 zł za 7-14 godzin pracy w tygodniu. I to niezbyt ciężkiej pracy. Mamy jednak kilka „ale”. Po pierwsze, przychód to jeszcze nie zysk. Mamy jakieś koszty (karma, weterynarz, wymiana stada, kurnik) – niech będzie to 25% ceny jajek (optymistycznie). Trzeba je dowieźć i sprzedać, znowu: benzyna (30 zł tygodniowo), akurat w przypadku mojej koleżanki odpada, bo sprzedaje w miejscu pracy. Wreszcie, charakter wykonywanych czynności – człowiek zostaje uwiązany do miejsca. Ze zwierzętami nie ma urlopu. Trudno znaleźć kogoś odpowiedzialnego, kto przypilnuje 50 kur. Nie ma szans na urlop. Zdecydowanie wolę pomysł na maliny, o który już pisałem.
Znam człowieka który kupił działkę ROD i tam zrobił kurnik. Działka zadbana po starszym małżeństwie z wieloma nasadzeniami. W kurniku 10 kur, w sezonie dziennie 7-8 jak plus koszyk warzyw/owoców. Jaj nie przeje więc zawsze coś sprzeda/odda ale wie co ma i co je. W razie urlopu zaprzyjaźniona osoba zajmuje się garstka kur.
Z drugiej strony znajomy 50 kur, na emeryturze więc to takie dodatkowe zajęcie. Ma spore „zużycie” jaj bo dzieci i wnuki chętnie je przyjmują. Ale rocznie ma z tego na czysto około 10k.
Posiadanie własnego kurnika niewątpliwie niepozbawione jest zalet. Zdrowe jajka, w dzisiejszym chowie przemysłowym, to już coś. I z tym się zgadzam.
Z drugiej strony, jestem leniem, więc staram się optymalizować. Poświęcenie 1-2 godzin dziennie (pewnie minimum przy stadku 50 sztuk), codziennie, żeby zarobić 10k, a nawet 20k (uwzględniając wartość rozdanych jaj), zdecydowanie nie wygląda jak idealny pomysł na biznes. Lepiej pracować zrywami, jak przy sadzie, jagodniku, które nie wymagają codziennych starań (poza okresem zbioru). Dlatego wyciągnąłem takie wnioski.
Pojawia się też jeszcze jeden problem – zgodność z przepisami. ROD (wiem to jako stały czytelnik „Działkowca”) nie dopuszcza hodowli. Tylko od wyrozumiałości sąsiadów i zarządu zależy byt takiego przedsięwzięcia.
Zasadniczo zgoda, ale:
1.Patrzysz z perspektywy zarabiajacego czynnego zawodowo.Dla emeryta te 10-20k to spory dodatkowy zarobek.
2.Tak, na ROD nie mozna trzymac zwierzat gospodarskich, ale jak zarzad przymknie oko mozna. Wiem o jednym pszczelarzu, ktory ma kilkadziesiat uli (chyba ze 30-40).Takie kury sa niewielkie, trudne do zauwazenia, zarzad moze sie nie przyczepi.
Dokładanie, wszystko zależy od decyzji zarządu. I tak, dla mnie byłby to problem, bo co nagle zrobić z 50 kurami, jak się ten zarząd zmieni, albo trafi upierdliwy sąsiad. Jasne, że patrzę z perspektywy pracującego, dodatkowo przeliczam na godziny poświęcone na dane zajęcie. Emeryt lub ktoś, kto i tak nie rusza się z miejsca, widzi temat inaczej. Trochę się porusza, ma zajęcie a 10-20k wpada do kieszeni, a nie trzeba iść do pracy.
Hm-zawsze mozna kury zabic na mieso,ale rozumiem, ze to troche niehumanitarne i nieprzyjemne dla zzytego z nimi hodowcy.
Kolega ma zgodę sąsiadów i z tego co mówi to trzyma kury legalnie.
Jeśli chodzi o opłacalność to dla mnie również bardzo mizerny to biznes. Jednak tak jak Jan napisał robi to emeryt, który nic innego by nie robił a tak ma zajęcie plus jakiś extra dochód. Ja wolę kupić sobie od niego za 100 zł jajka na cały miesiąc a kury widzę z okna więc wiem że to wolny wybieg 👍🙃
Ja też wolę kupić jajka czy miód od takiej osoby, niż anonimowo w sklepie. W moich obu miejscach pracy są identyczne źródła zaopatrzenia, dorosłe dziecko sprzedaje, a wyprodukował rodzic-emeryt. Każde z nich przynosi po kilkaset sztuk tygodniowo.
Jan, jesteś budowlańcem, może masz jakiś podręcznik opisujący reaktywność wapna palonego (t 60st. C) ? Na olx jest jeden kg wapna po 1 złoty. Nie umiem nawet teoretycznie wyliczyć kaloryczności takiego wapna, a podobno jest dość wysoka. Pamiętam ze szkoły podstawowej takie doświadczenie z wapnem, w którym można było ugotować jajka. Cała reakcja chemiczna jest odwracalna, być może udałoby się latem wyprażyć zużyte wapno energią słoneczną i przechytrzyć unijny system kontroli. Strażnicy, biedaczkowie, lataliby koło komina aby znaleźć źródło ciepła , a my zamiast palić w piecach dolewalibyśmy jedynie wody do kadzi 😉
Slawek-nie mam, a ostatni kontakt z wapnem palonym mialem w latach 90-tych.
1000zl/tona-raczej niezbyt tanio,wydaje mi sie,ze lepiej kupic workowane i zalasowac, chyba,ze chodzi Ci o to,ze juz bedzie dlugo lasowane.Ale nie masz pewnosci kupujac z olx czy nie ma tam domieszek, oraz jak dlugo lezalo w ziemi.
…teraz doczytalem 🙂 pomysl ciekawy, ale nie slyszalem,zeby ktos tak ogrzewal dom.Albo nikt na to nie wpadl, albo to nie dziala tak jakbysmy chcieli.
Przez cały dzień nie mogłem znaleźć, a teraz masz, od razu. Na 1 kg CaO wypada 950 kJ, czyli prawie 1MJ/kg. To 15 razy mniej niż kaloryczność drewna. Potrzeba całej stodoły w moim przypadku, ale jako wspomaganie ogrzewania przy planowanych limitach CO2 mogłoby się sprawdzić. Nie znalazłem jeszcze temperatury prażenia wodorotlenku, mam nadzieję, ze jest niższa niż dla CaCO3.
Slawek powodzenia.
+600°C 🙁
Do ogrzewania domku holenderskiego jeden silos od biedy by wystarczył i do tego dostęp do wody. Minimum 300 l/tonę wapna. Ale zawsze jakiś pomysł. Lepsze niż nic. Żywcem nas nie wezmą.
Chyba latwiej bedzie wycinac jakis las?
Las, tak – po to go kupiłem, ale agenda klimatyczna idzie w stronę prądu, aby mieć lepszą kontrolę. Fit for 90, a potem 100, skutecznie Ci las wybije z głowy.
Jesli beda w stanie sprawdzic wszystkie chalupy na kazdym zadupiu 😉
Nie myślę na serio o takim ogrzewaniu, ale od jakiegoś czasu, w wolnych chwilach teoretyzuję, szukając jakieś formy ciepła chemicznego. Chodzi o coś niestandardowego, aby przechytrzyć tych wszystkich K. Schwabów (KLausów) dla czystej satysfakcji. Wapno wydało mi się stosunkowo niedrogie, ale entalpia spalania jest trochę za niska, samo suszenie takiej ilości ciasta wapiennego to byłby koszmar.
Slawek-biorac pod uwage mozliwe komplikacje i niesprawdzone rozwiazanie (co zawsze rowna sie poczatkowe problemy w dzialaniu) , sugeruje Ci raczej przystosowanie generatora pradu do holzgazu albo zamontowanie turbiny wodnej w strumyku jesli jakis masz.
entalpia tworzenia, nie spalania
Kurka, w ogóle nie na temat. To żeby spiąć w całość, rzucam drugi pomysł na produkcję biogazu z pomiotu kurzego. 🙂
Biogazownia to niezły pomysł. Podpytam mojego szefa (fana eko i inzyniera) w poniedziałek – jaki koszt i sens. Kurzak posiada jedną wadę – zapach.
Po co pytać, skoro są już gotowe rozwiązania? Na przykład:
https://youtu.be/SgBv23FT2AM
Biogazownie maja wieksi rolnicy do celow gospodarczych.
…ale zapytac zawsze mozna, bo moga byc lepsze/tansze rozwiazania niz te najbardziej schematyczne i najlatwiej dostepne.
O, to jest duzo lepsze.
Można też upiec dwie pieczenie na jednym ogniu:
https://youtu.be/X8zUGhpLFtw
:))
Wlasnie, i chyba na tej zasadzie sa biogazownie z nawozow od zwierzat.
Diabel jak zawze tkwi w szczegolach, tzn.cyferkach-koszty startowe, eksploatacja i oplacalnosc.
Podpytałem. W przypadku biogazowni rozbija się to o koszt początkowy i materiał. Taka nie-zabawka kosztuje 120-500 tys.zł i ogrzałbyś nią dom. Przy czym ilość nawozu – 60 krów. Kur musiałbyś mieć tysiące.
Z kolei tzw. przydomowe (6-10 tys. zł na allegro), produkuje dziennie biogazu, tyle, że wystarczy na ugotowanie obiadu czyli śmiesznie mało.
Dzisiejsza prasowka (przepraszam OM za spam, ale mysle,ze to wazne):
https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dyrektywa-epbd-wywlaszczy-polakow-i-sprawi-ze-zakup-moze-i-sprzedaz-nieruchomosci-stanie
Podatek od gazu i węgla spalanego w domu, ma wejść chyba w 2027 r. Czyli jednak piec gazowy, przy najbliższej okazji, zmieniam na zgazowujący drewno. Co robić, zmienię się w palacza, ale głupiego podatku nie zapłacę.
Na jakimś branżowym portalu energetycznym czytałem kiedyś, ze stosunek ceny podstawowych surowców energetycznych pozostaje stały. Wynika to z jakieś niepisanej umowy. Tak więc podatek i tak zapłacisz, bo drewno podrożeje. Mimo wszystko drewno ma przewagę nad resztą paliw, nie z powodu ceny, a z powodu dostępności. Oprócz pieców na holzgas jest jeszcze do wyboru piec z podajnikiem na zrębki.
I to może być prawda. Przy czym drewno (lub zrębka) możliwa jest do pozyskania samodzielnie, za niewielkie pieniądze. Tak jak Ty, kupię kawałek lasu i mam w nosie ceny dostawców.
Piece na zrębki mają wadę – cenę, ale zaletę – długość spalania i automatykę. Ostatnio odwiedziłem targi rolnicze – rozpoznam temat z wystawcami, bo takie piece też przywieźli.
Ta automatyka mi sie nie podoba, lepszy bylby calkiem mechaniczny.Wiem, wiem-nowoczesnosc itd. Ale ja mysle ,ze trzeba byc niezaleznym od pradu.
Do 19.29. Automatyka ma sens. Nowoczesny kocioł bez prądu i tak nie działa – wyłączają się pompy itd. Dlatego warto mieć agregat na podtrzymanie.
Na razie mam nowy piec gotowy do zamontowania, dla którego paliwem zastępczym jest biomasa, w tym zrębki. Teraz wobec zaostrzonych norm ekologicznych tego nie eksponują, ale wcześniej podawano w specyfikacji (palnik ekoenergia). Ten palnik znacznie różni się od mojej poprzedniej retorty, ma większy otwór wsypowy i nie ma tzw. kolana na palniku, które blokowało podajnik przy innym paliwie niż węgiel. Jak go w końcu zamontuję przetestuję spalanie zrębek, czy to ma w ogóle sens. Niewiele widziałem automatycznych pieców na biomasę, w sumie jeden u pobliskiego stolarza, ale ten jest zbyt duży na moje potrzeby. Dla siebie widzę piec ze żmijką 4 metrową, zbierającą biomasę od dołu, tak żebym mógł wysypywać taczką paliwo do kontenera lub przybudówki na zewnątrz domu na pryzmę, zamiast do zasobnika w kotłowni. Jeśli coś takiego wystawiają na targach, wrzuć namiary na model i producenta.
Nie. Zwykłe zgazowujące wystawili.
Z lasem jedno pytanie-czy lesniczy nie musi dac zgody na wycinke? I czy nie jest tak,ze daje zgode na przerzedzenie a nie calkowite wyciecie wszystkich drzew Pytam bo nie wiem.
Musi – jeśli formalnie to las. Jeśli zadrzewiona działka – to nie. Wycinasz na podstawie przepisów o przywróceniu użytkowania rolniczego.
Nie tylko podatku, nie zaplacisz tez Orlenowi za gaz.
Jan, mam piec automatyczny z awaryjnym rusztem – rozwiązanie sprawdzone przy braku prądu. Długo wybierałem piec spełniający normę eco i duża komora spalania to był priorytet.
To dobrze.
Ale nasi dobrodzieje z Brukseli te normy moga zmienic i znowu polka , a potem znowu zmienia i tak w kolko.Oby nie.
Do 19.38.Zdecydowanie.
Jan, te przepisy wciąż się zmieniają, kupiłem np. tzw. łęgi w środku lasu, które były w gruncie rzeczy dorosłymi samosiejkami. Chcąc to uporzadkować co drugie drzewo wyciąłem, a na połowie hektara posadziłem dwuletnie sadzonki. Leśniczy odesłał mnie do gminy, bo formalnie to była łąka. Jeszcze przed ustawą pisowską tydzień liczyłem drzewa, sporządzałem mapkę, obwody drzew, uzasadnienie, deklarację o nasadzeniu nowych drzewek itd. Zabrałem panienkę z okienka, bo chciała to wszystko zobaczyć, w końcu chodziło o kilkaset drzew. Dziwiłem się wtedy, że się nie bała jechać sama do lasu z obcym chłopem, po to by pobrudzić kalosze. Za dwa miesiące, można było już wszystko załatwić na zgłoszenie, bez mapki i pomiaru obwodów. W innej gminie znów mam las na skraju państwowego lasu, ale od 10 lat stoi w rubryce, że mniej niż 30 letni, a kawałek liczy wprawdzie więcej, ale nie ma hektara, to nie płacę podatku leśnego. Tam nic nie wycinałem, energetyka to za mnie robi i miejscowi chłopi. Ale ja kupowałem te działki od AMR-u i one wszystkie chyba podlegają jeszcze gminom jako działki rolne. W sumie to nawet nie wiem, boję się jednak, że władza na unijnym pasku, albo mnie wywłaszczy, albo zabroni nawet tam wchodzić na grzyby, a ładne rydze rosną.
W ogole jakies zezwolenia lesniczego-co to ku.wa jest? Zapłaciles to powinienes wyciac co chcesz.
Co najwyzej moznaby wprowadzic prawo,ze za wyciete drzewo posadzisz nowe dwa.
No,ale w srodku jewropy w kraiku zarzadzanym przez socjalistow a nawet starszych braci w wierze (bez znaczenia czy z PiS czy innych) tak niestety jest.
Istnieje pojęcie, że las jest dobrem ogólnonarodowym i potrzebujemy tzw. racjonalnej gospodarki leśnej. Nie słyszałem, żeby komuś odmawiali, po prostu trzeba robić to planowo. Jakie okazują się skutki dowolnych wycinek widzę w górach. Tam ciął dziedzic, ciął chłop i na zdjęciach przedwojennych gołe zbocza, które dzisiaj porasta wtórny już dość stary las. Jedyna historyczna (na zdjęciach Sokolicy) sosna znajduje się na szczycie góry. I ją wycięliby, gdyby nie ochrona już od stu lat. W moich stronach taka polityka znajdowała uzasadnienie, bo ziemie dobre, ale nie w Pieninach.
Pare staroci,ale ladnych (chyba 🙂 ):
https://www.youtube.com/watch?v=C_NZlZViU8o
https://www.youtube.com/watch?v=p266UtzxCpo
https://www.youtube.com/watch?v=Bzu8aCa00cs