Czy na pewno chcemy takiej Polski? O podziale obywateli na 4 kategorie.

Poprzednio pisałem o spłacie swojego kredytu hipotecznego, zahaczając temat rosnących cen najmu i rat kredytów i inflacji. Teraz będzie o długoterminowych skutkach takiego stanu rzeczy oraz sytuacji Polaków.Przeciętne wynagrodzenie w Polsce to 6600 zł brutto i wzrosła w ciągu kwartału o 10%. Liczy się je biorąc pod uwagę tylko podmioty zatrudniające co najmniej 10 osób. Stawkę zawyżają „kominy” czyli pensje najlepiej zarabiających, a sam wzrost waloryzacje pensji minimalnej. W rzeczywistości lepiej sytuację oddaje mediana o ok. 20-30% niższa niż średnia.  GUS podaje ją z dużym opóźnieniem, więc aktualną trzeba szacować (jest pewnie w granicach 4500-5000 zł). Ze średniej wyłamują się przedsiębiorcy oraz zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych tzw. śmieciówkach. Pierwsi zarabiają z reguły lepiej niż etatowcy, drudzy – gorzej. A, i pisałem o kwotach brutto. Netto będzie o ok. 1/3 niższe. Czyli średnia 4400 zł, mediana 3000 – 3400 zł.

Efekt jest jednak prosty – koszt wynajęcia 50 m2 mieszkania w moim mieście wraz z opłatami to ok. 80% mediany pensji netto. Nie wystarczy jej na ratę kredytu + media. I tu właśnie powstaje problem, bo:

  1. Większość młodych nie osiąga średniej, bo w budżetówce, która dużo „waży” funkcjonują dodatki stażowe, jubileuszówki „pompujące” pensje średnie. W znanym mi podmiocie z tej grupy średnie wynagrodzenie zasadnicze to ok. 3600 zł, a średnie całkowite (z trzynastkami, nagrodami, dyrektorami, stażowym itp.) 5600 zł. Młodzi mieścić się będą w dole skali.  Czyli zamiast 5600 zł będzie to raczej 4000 zł brutto.
  2. Młodzi nie mają kapitału, jeszcze nie odziedziczyli spadków, więc siłą rzeczy będzie im trudniej. Nikt im nie pomaga, bo rodzice sami spłacają mieszkania (o czym niżej).
  3. „Wiek średni”, do którego i ja się zaliczam kupował mieszkania w innych warunkach. „Przedemerytalni” jeszcze w PRL-u, potem wykupując za grosze. W efekcie – 40-latkowie mają kredyty hipoteczne na 100-300 tys., 60-latkowie nie zaciągali ich wcale, a 30-latkowie pożyczali 300-700 tys. (kwoty wyższe to duże mieszkania lub domy). Dwudziestolatkowie nie mają zdolności kredytowej i wynajmują.

Zostawmy jednak średniaków, emerytów i 60-latków, a skupmy się na młodych (do 35 r. ż.), bo to oni są przyszłością narodu. Wśród nich widzę 4 grupy, tak niebezpieczne dla sytuacji za 20 lat.

Pieszczochy systemu. Dzieci rodziców zblatowanych z władzą polityczną lub elity finansowej. Często zaczynają pracę  „u tatusia” lub „kolegi tatusia” z polecenia, nierynkowym wynagrodzeniem. Na start dostają dom i dobry samochód. Ta grupa szczególnie rzuca się w oczy, bo nic nie musi, a wszystko może. Jak to działa w dłuższym terminie, widać w Rosji, po dzieciach oligarchów.

Z racji kontaktów zawodowych i towarzyskich znam dwa takie przypadki. W jednym rodzice z dużą firmą, dzieci coś tam pomagają, ale tatuś załatwił pracę i nadal sponsoruje, sypiąc pod stopy płatki róż. W drugim, przedstawiciel władzy z pensją 100 tys. miesięcznie, załatwił synowi pracę powyżej jego kwalifikacji. Z uwagi na charakter tej pracy młody albo weźmie się do roboty, albo popłynie, bo efekty braku starań będą natychmiast widoczne. Jeśli popłynie, tato znajdzie plan B, upchnie u kolegów w spółce skarbu państwa za 10k miesięcznie.

Ta kasta, chociaż widoczna, to nawet nie 1% społeczeństwa.

Dzieci „wyższej średniej”.

Tę grupę znam najlepiej. Rodzice mają niezłą pozycję zawodową,  firmy i często znacznie ponadprzeciętny majątek, na który zapracowali własnymi rękami. Dzieciom zaoferowali wykształcenie, mieszkanie i samochód bez  kredytu. Młodzi mają łatwo, a rodzice dodatkowo służą im radą. Ta grupa to może 10% społeczeństwa.

Dzieci „przeciętniaków”.

Sól tej ziemi. Znaczna większość (60-80%). Zarobki rodziców, ich pozycja zawodowa, kredyty nie pozwala na istotną pomoc dzieciom. Może wkład własny, może dla jednego potomka mieszkanie po dziadkach. Dzieci będą dzielić ten los, ale ze znacznie trudniejszym startem. Pracuję ze sporą grupą takich osób. Kredyt lub wynajem pochłania młodym 40% dochodów, a ma być gorzej. Niewesoła perspektywa. W perspektywie przeciętniacy będą się kurczyć, spadając w prekariat. Niewielka grupa najzdolniejszych, awansuje do wyższej średniej,

„Prekariusze”

Rosnąca liczebnie klasa społeczna. Zarabiają grosze, w okolicach pensji minimalnej. Nie stać ich na samodzielne mieszkanie, więc albo zostają przy rodzicach, albo wynajmują pokój. Nie mogą sobie pozwolić na dzieci lub poprzestają na jednym. Obecnie ok. 15-30% całości, za 10 lat przy takiej inflacji, może połowa.

Do czego to prowadzi?

Taka struktura społeczeństwa charakterystyczna jest dla krajów trzeciego świata (do których zaliczam też Rosję).  Powoduje zniechęcenie młodych, bo muszą ciągle odkładać marzenia, na niewiele ich stać („przeciętniacy” czyli młodzi nauczyciele, urzędnicy, drobni przedsiębiorcy, robotnicy już dzisiaj rezygnują z wakacji, a przede wszystkim posiadania dzieci). W efekcie wielu z nich wyjedzie, zmniejszając potencjał demograficzny, który i tak wypada tragicznie.   Pieszczochy systemu zabetonują  drogi awansu. Co gorsza, takie przemiany następują także w USA (vide:” Nomadland”). Po raz pierwszy od II WŚ dzieci znajdą się w gorszej sytuacji niż rodzice. W PRL-u tanie mieszkanie miała większość, w latach 1990-2006 całkiem sporo osób. Teraz młodzi płacą gigantyczne pieniądze, zupełnie niewspółmierne do zarobków. Do tego drożeje wszystko inne: używane samochody, żywność, usługi.

I wraca tytułowe pytanie – czy chcemy takiej Polski? Ja, z pewnością nie. Doskonale znam zagrożenia zabetonowanego systemu, z rewolucją włącznie.

2 przemyślenia nt. „Czy na pewno chcemy takiej Polski? O podziale obywateli na 4 kategorie.”

  1. Takiej Polski chca mocodawcy „naszego” rzadu, przy czym chca,zeby zostali wylacznie prekariusze i klasa najwyzsza 1%.Posrednie maja sie zmienic w prekariuszy, moga tez sie przeniesc na łono Abrahama, „nasz” rzad nawet to woli,bo po co placic emerytury, poprawka-dochod gwarantowany.

    1. Dla każdego rządu, to wygodne. Z bogatymi (ten 1%) się dogadać, biednych przekupić i mamić perspektywą „za 30 lat będziemy jak Niemcy” i dojechać do wyborów. Trzeba tylko zniszczyć klasę średnią, rozumianą jako posiadająca i odrobinę niezależna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *