Kryzysowy budżet oszczędnego milionera (na wypadek spadku dochodów o 50%).

Aby godnie zakończyć majowo-czerwcowy cykl, prezentuję dzisiaj plan mojego własnego budżetu na czas kryzysu, składający się w wcielania w życie rad, które sam dawałem Wam.  Nie jest on jednak zupełnie pozbawiony sensu. Moi pracodawcy i pracodawca mojej żony zapowiedzieli bowiem możliwe dwa warianty redukcji płac 20% i pozostawienie dotychczasowej liczby godzin oraz – 40% i redukcja czasu pracy o tę samą wielkość. Jak to się skończy czas pokaże, ale już zapowiedziano, że specjaliści dostaną bardziej po kieszeni. Ale, ale, czas na plan.

Dochody.

Ich zmniejszenie ze źródeł pewnych (pensja) wyniesie maksymalnie – 47%, czyli prawie połowę. Ma to jednak dobrą stronę – w pracy będę musiał pojawić się 3 razy w tygodniu.  Jeśli doliczę zwolnienia, urlopy itp. to de facto 2 dni.

Zmniejszenie stałych dochodów o blisko 50% wymusza zmniejszenie wydatków takim samym procencie. Jak to zrobić?

Wydatki

Obecnie nasze wydatki wynoszą ok. 9600 zł miesięcznie z tego:

2000 – życie,

2000 – samochody,

1800 – nauka,

1500 – kredyty,

1200 – opłaty,

1100 – kieszonkowe, ubezpieczenia, ubrania, prezenty.

Zatem wydatki muszę zredukować do 4800 zł.

Krok 1. Sprzedam 2 samochody (zostanę z jednym). Pozwoli mi to odzyskać ok. 50 tys. zł gotówki, którą przeznaczę na redukcję długów (zmniejszenie rat kredytu o 317 zł).

Jednocześnie zmniejszę przebiegi auta o połowę (wykorzystam rower, własne nogi, autobusy, młody z uwagi na koronawirusa nie ma zgrupowań i szkoły) do 20 tys. km rocznie. Koszt wyniesie:

  • paliwo – 3800 zł/rok
  • przeglądy, naprawy, ubezpieczenie – 1500 zł/rok.
  • razem 5300 zł/ rok = 442 zł/miesiąc.

Redukcja tylko w pierwszym kroku wyniesie 1875 zł (wydatki 7725 zł). Budżet na samochód zmniejszy się z 2000 zł do 442 zł, a dodatkowo wydam 317 zł na raty kredytu.

Krok 2.  Z bólem serca sprzedam mieszkanie w górach.

Jak pisałem na blogu w 2017 r. kupiłem mieszkanie w górach za 200 tys. zł. W chwili obecnej jest warte ok. 270-300 tys. Oznacza to, że sprzedając mam na spłatę kredytu (166 tys. jeszcze zostało), uregulowanie resztki kredytu na dom (20 tys.) schowam do kieszeni 84 tys. zł. Połowę tej kwoty przeznaczę na podłączenie wody, prądu i ogrodzenie działki w górach i zakup przyczepy kempingowej, czyli zostaną mi 42 tys. zł.

Oznacza to zredukowanie kosztów kredytu o kolejne 1183 zł do okrągłego 0, a łącznych wydatków do 6542 zł.

Krok 3.  Zwiększenie produkcji żywności, zakup półtusz, robienie wędlin itp.

Planuję zmniejszyć koszty życia o 500 zł. Wydatki ogółem spadną do 6042 zł, a „życiowe” z 2000 zł do 1500 zł.

Krok 4.  Zmniejszenie kosztów nauki o 850 zł.

De facto to nie jest zmniejszenie. Po prostu syn zdaje maturę i kończą się korepetycje. Także nie ma w tym żadnej rezygnacji ani mojej zasługi.

Wydatki spadną o 850 zł do 5192 zł. Wydatki na naukę przed redukcją 1800 zł, po redukcji 950 zł.

Krok 5.  Oszczędności na opłatach.

Kolejne środki zaoszczędzę na opłatach.

Zrezygnuję ze stałego łącza na rzecz abonamentów komórkowych (które po zakończeniu umowy mogę obniżyć) – zysk 120 zł.

Postaram się zmniejszyć zużycie wody (30 zł), prądu (20 zł), zredukować trochę koszty ogrzewania i gazu (40 zł) – w sumie 90 zł.

Łącznie wydatki spadną o 210 zł do 4982 zł, czyli zamiast 1200 zł będzie 990 zł.

Krok 6.  Tańsze prezenty, mniejsze kieszonkowe, rezygnacja z jednej z polis.

Prezenty będą musiały być tańsze – 50 zł/miesiąc.

Moje i żony kieszonkowe spadnie o kolejne 100 zł,

Wycofam się z jednej z polis (pracownicza) 55 zł

W sumie 205 zł.

W ten sposób osiągnę cel – wydatki spadną do 4777 zł, a więc poniżej planowanego 4800 zł.

A teraz jak przedstawia się cały budżet. 

Przed redukcją: dochody stałe (nie wliczam dochodu z najmu, 500+ i mojej działalności gospodarczej, a także nagród) 11.700 zł, wydatki 9600 zł, zostaje 2100 zł.

Po redukcji: dochody stałe: 6120 zł , wydatki 4777 zł, i oszczędzam 1343 zł.

 

4 przemyślenia nt. „Kryzysowy budżet oszczędnego milionera (na wypadek spadku dochodów o 50%).”

  1. patrząc na te budżety nie widzę w nich żadnej oszczędności… i nie chodzi mi tu o poziom wydatków itd tylko o faktyczne oszczędzanie! majątek trwały jest skredytowany(to mało oszczędny sposób) a z dochodów oszczędności prawdopodobnie idą na zakup np samochodu czy mebli… gdzie tu oszczędność??? masz swoje przemyślenia z którymi się z nami dzielisz a wygląda na to że do żadnych się nie stosujesz tylko żyjesz jak reszta ryb w jednym nurcie a wszystko rozbija się o twoje wyższe dochody które pozwoliły wziąć kredyty… rozumiem że dochody do kosmicznych nie należą ale pozwalają by oszczędnie budować swój majątek a tu tego brak… i proszę pamiętać że nieruchomości choć mają swoją wartość są mało płynnym majątkiem… czasem szybko się sprzedadzą a czasem trzeba lat… można ocenić to jako błąd… kupowanie wielu nieruchomości biorąc kredyty które są dość upierdliwym obciążeniem dochodów tym bardziej gdy one mocno spadają…

    1. Chyba skupiłeś się na wybranych fragmentach i tylko jednego wpisu.
      Gdzie masz napisane, że moje oszczędności idą głównie na samochody i meble? Meble – w domu po raz ostatni większe zakupy robiłem po przeprowadzce … 7 lat temu. Samochody – łączna wartość moich wszystkich rodzinnych samochodów to ok. 1/4 rocznych dochodów po opodatkowaniu, a ich średni wiek to 13 lat.
      Co do kredytu i wartości nieruchomości to zainspirowałeś mnie do napisania odrębnego wpisu. Ideą bloga jest oszczędzanie przy przeciętnych (lub niewiele wyższych dochodach). Zakup nieruchomości na kredyt (i w odpowiednim momencie) to najlepszy sposób na budowanie wartości majątku. Żeby nieruchomości kupować za gotówkę, trzeba mieć wysokie dochody i wysoki współczynnik oszczędności jednocześnie, a na to mało kto może sobie pozwolić (nowe mieszkanie 50 m2 w moim mieście to koszt obecnie ok. 350 tys., działka budowlana o pow. 1000 m2 podobnie, mały dom (80m2) na małej działce (300m2) w stanie deweloperskim 525 tys.).
      Mądre oszczędzanie nie polega moim zdaniem (i wielokrotnie pisałem o tym na blogu) na pomysłach rodem z „Mega Skner” tylko na spokojnym, stopniowym bogaceniu się.
      Oczywiście zdarzają się złote strzały – inwestycje życia, ale na nich nie warto budować strategii inwestycyjnej (zwłaszcza w tzw. dochodowej klasie średniej). Ma być prosto, spokojnie, przewidywalnie.

      1. na pewno nie znam twojej pełnej sytuacji finansowej więc nie chodzi tu o to czego nie wiem bo o tym nie napisałeś…
        inaczej pojmuję oszczędność… nie jako maxi skner ale o budowaniu majątku w oparciu o dochody przy maksymalizacji osiąganego celu… czyli życie na założonym poziomie (czasem ponosimy niezrozumiałe koszty niczego albo prawie niczego nie otrzymując) budowanie majątku i dochodów pasywnych by zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe…
        lewarowanie nieruchomości kredytem jest już uważam większym ryzykiem które warto albo i nie ponieść(sprawa indywidualna w tym akceptacja poziomu ryzyka) ale nic nie wspominasz o poduszce finansowej? czy ją miałeś? na ile zakładałeś miała wystarczać? no i to kolosalne cięcie wydatków! skoro udało się tak radykalnie to czy było oszczędnie? wg mnie nie… teraz zakładasz wyprzedaż z powodu spadku dochodów a to jest w pewnym sensie porażka bo jest to działanie wymuszone… odnoszę również wrażenie że budujesz majątek w oparciu o kredyt… ja bym to nazwał raczej inwestowaniem niż oszczędzaniem… i dlaczego tylko nieruchomości?
        na koniec dla mnie oszczędność ma zapewnić mi założony standard życia i bezpieczeństwo finansowe mimo czasowego obniżenia dochodów czy nawet ich braku… obciążenie ratą kredytu muszę czymś rekompensować albo odpowiednią poduszką finansową albo pewnymi pasywnymi dochodami a najlepiej jednym i drugim 😉 mam również nieruchomości ale tylko jedna z kredytem a do tego poduszka finansowa (w dzisiejszych czasach należałoby chyba zweryfikować jej wielkość albo przemyśleć możliwe warianty) i inne takie tam… żyję na zbliżonym poziomie (bo nigdy nie jest 1 do 1) co moi koledzy „po fachu” ale różnię się od nich zgromadzonym majątkiem i to jest to moje sedno oszczędności choć dużo w tym także inwestowania ale żeby mieć należy zaoszczędzić nawet biorąc kredyt…

        1. Co do lewarowania. Przelewarowanie też uważam za ogromne ryzyko. Ale kredyt to doskonałe narzędzie. Zobacz, nawet na giełdzie nie ma chyba spółek bez zadłużenia. Lewarują się prawie wszyscy, jedni mniej drudzy więcej. Dlatego znajmy proporcję. Czym innym jest przeciętny 30-latek biorący kredyt na 90% jedynego istotnego majątku trwałego z ratą 1/3 dochodów rodziny, a czym innym kredyt na n-tą nieruchomość, która w każdej chwili może być sprzedana z ratą w zasadzie niezauważalną. Oczywiście mam poduszkę finansową, która pozwoliłaby mi dokładać na tę ratę wiele lat, a nawet spłacić kredyt w całości. Wolę jednak pozbyć się jednej nieruchomości (w tej samej miejscowości mam też działkę, na której właśnie robię miejsce pod kamper/domek holenderski/letnisko) niż pozbawiać się możliwości oszczędzania.
          Co do obcięcia dochodów. To raczej plan superawaryjny, pewnie do niego nie dojdzie. Do obliczeń brałem tylko dochody stałe związane z pracą, w bilansie nie ma małej firmy, przychodów z najmu, ponieważ te nie są w 100% pewne i idą w zasadzie na oszczędności. Nie muszę sprzedawać tej nieruchomości, a mówimy o spadku dochodów stałych na poziomie ok. 50%. Już to pokazuje stabilność budżetu, bo 90% w takiej sytuacji idzie pod wodę lub przejada oszczędności. Ja m.in. dzięki sprzedaży jednej z wielu nieruchomości, zachowam zdolność oszczędzania.
          Co do oszczędzania/inwestowania. Uważam, pisząc kilkukrotnie o trójkącie zamożności, że nie ma inwestowania bez oszczędzania, a samym oszczędzaniem bez inwestowania też daleko nie zajedziemy, zostaje jeszcze zarabianie. Gdy nie zarabiasz, nie masz z czego sensownie oszczędzać i wtedy – co zainwestujesz. I tu się zupełnie zgadzamy, bo nasze ostateczne konkluzje są podobne.
          Nieruchomość uważam za dobrą inwestycję, o ile:
          – mamy niezły timing, o który znacznie łatwiej w przypadku nieruchomości niż akcji (mniejsza fluktuacja cen). Prawie wszystkie swoje nieruchomości kupowałem znacznie przed szczytem, większość prawie na dnie, a tylko dwie blisko szczytu, jednak ze znaczną różnicą w stosunku do ceny rynkowej (za max. 2/3 wartości), bo sprzedający „był na musiku”.
          – inwestujemy w wartość i na lata a nie spekulujemy (z drugiej strony flip to sposób na życie),
          – lubimy to, i traktujemy jako styl życia. Np. w tym mieszkaniu w górach byłem w tym roku (a jest początek lipca) już łącznie 52 dni, na działce pod miastem bywam prawie kilka razy w miesiącu (średnio poza zimą 4-7 razy), kolejny lokal to biuro firmy (w dodatku podnajmowane w 2/3), jeszcze jedno mieszkanie po naszej wyprowadzce było wynajmowane przez 6 lat, a teraz wprowadzi się tam mój syn itp. itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *