Życie za pensję minimalną. Rodzina.

Sprawdziłem. Wiem. Za pensję minimalną singiel przeżyje. Może nawet nie w tak ekstremalnych warunkach jak ja. Dowodziły tego kolejne wpisy i stan rachunku na koniec (zaoszczędzone ok. 600 zł każdego miesiąca). A co by było, gdyby niewielka rodzina (dajmy na to 2+1) próbowała żyć za pensję minimalną? 

Nie, nie zmuszę mojej żony do takiej akcji. Nastolatek też popukałby się w głowę. Może tylko najmłodszy zacząłby kibicować ojcu.  Ale liczyć potrafię i… zrobię to.

Mamy zatem dwie osoby zarabiające pensję minimalną. Czyli co miesiąc do portfela wpada ok. 3250 zł.  Rozważmy szanse na przeżycie ojca, matki i dziecka, za taką kwotę, w różnych wariantach.

Założenie nr 1 – nie należy się żadna pomoc państwa. Dochód na osobę prawie 1100 zł oznacza jedno – nie ma szans na jakąkolwiek pomoc państwa. Od lipca, może będzie to 500+ na pierwsze dziecko, ale na razie nie ma. Trzeba radzić sobie z pensji.

Założenie nr 2 –  dach nad głową. Musi być własny. Wynajem nawet małego mieszkania w moim mieście to 1200 zł + opłaty licznikowe. Czyli zostałoby ok. 2000 zł.  Gdyby brać kredyt (kto go da?), rata za kawalerkę wyniosłaby ok. 1000 zł, do tego 200 zł czynszu + opłaty licznikowe czyli znowu trzeba żyć za trochę ponad 2000.

Na wsi prościej, często jakiś dom po babci istnieje, coś się dobuduje, rozbuduje. Główny koszt to podatek, śmieci + właśnie te opłaty licznikowe.

Założenie nr 3 – brak samochodu w mieście. Na wsi rodzina bez samochodu nie da rady. W mieście może go nie mieć. Oczywiście nie oznacza to zerowych wydatków na transport.

Założenia opracowane – liczymy.

Jedzenie. Dwoje dorosłych może żyć tak jak ja (150 zł/osobę). Ale z dzieckiem jest już inaczej. Same obiady w przedszkolu, kosztują u mojego syna ok. 100 zł. Rano wypija jeszcze kakao (18 zł/miesiąc), po powrocie zjada podwieczorek (30 zł), kolację (50 zł). Pozostaje jeszcze obiad i śniadanie w weekendy (60 zł) Czyli, przy małym dziecku, ale już jedzącym wszystko mówimy o 558 zł/jedzenie rodziny/miesiąc. I to o ile:  nie kupujemy słodkich napojów, chipsów, ciast itp., nie stołujemy się w mieście (jedna wyprawa do McDonalda to 40 zł), nie liczymy alkoholu (ja nie piję).  Gdyby doliczyć takie ekstrasy, 1000 zł może okazać się granicą.

A teraz weźmy większe dziecko. Na przykład nastolatka, którego akurat mam na stanie. Rośnie, więc je – blacha lasagni, trzy schabowe to obiad. I nagle takie 800 zł to idzie bez atrakcji. A może i 1000 zł.

Chemia, kosmetyki, leki. Nie wiem jak u Was, ale w mojej rodzinie, kobieta potrzebuje kosmetyków. Mnie wystarczy dezodorant i jakaś woda toaletowa. Przez 2 miesiące wydawałem na chemię, kosmetyki, leki ok. 50 zł-70 zł/miesiąc. Pomnóżmy przez 3 (chemia gospodarcza nie pójdzie w dużo większej ilości). Niech będzie 180 zł.

Opłaty.  Trochę napisałem na początku.  Minimum przy własnym mieszkaniu w mieście – to 200 zł czynszu, 50 zł na śmieci, 90 zł woda, 100 zł prąd, 45 zł gaz, 20 TV, 7 zł podatek – razem  512 zł. Na wsi zaoszczędzimy na wodzie (45 zł) i na czynszu (100 zł, bo drobne remonty) – wydamy 367 zł.

Jeśli wynajmujemy/kredytujemy to trzeba dodać jeszcze 1200 zł.

Telefony.  2 szt. to 40 zł. 3 szt – 55 zł.

Ubezpieczenia. Rezygnujemy. 0 zł.

Ubrania. Tutaj też kobieta ma gorzej niż mężczyzna. Podobnie dziecko (rośnie). Czyli żona 100 zł/miesiąc, mąż 50 zł/miesiąc, dziecko 100 zł/miesiąc (może coś da się wymienić z rodziną). Mamy 250 zł.

Transport. Da się przeżyć z biletem miesięcznym – 160 zł. Oczywiście w mieście. Na wsi liczymy – 100 zł na utrzymanie takiej Pandy + przynajmniej 50 zł na paliwo, o ile nie dojeżdżamy do pracy do dużego miasta. W takim przypadku dojazdów (moje 60 km dziennie), nagle zamiast 150 zł mamy 400 zł.

Nauka. Podobno bezpłatna;) . W przedszkolu czesne to 44 zł. Wybieramy jedne zajęcia dodatkowe, jakiś koncert wyjście, itp i mamy 90 zł (przedszkolak). A kiedy wychowujemy nastolatka: książki, wycieczki, zajęcia sportowe, zeszyty, korepetycje, wymiana komputera. No dobrze, rozpędziłem się. Optymistycznie przyjmę 200 zł/miesiąc.

Wydatki własne (kieszonkowe). Ja potrafiłem żyć za 50-100 zł. Dla innych to nierealne. Ale przyjmę 50 zł mąż, 100 zł żona (droższy fryzjer), przedszkolak 0 zł, nastolatek 40 zł. Czyli w granicach 150-190 zł.

Awarie. Zaplanowałbym 150 zł.

Prezenty, wakacje, itp. W rodzinie wygląda to inaczej. Ale zakładam minimum 200 zł na prezenty i 200 zł (średnio) na jakieś wyjazdy.

Podsumowanie. 

Wersja minimum (2+1 przedszkolak, we własnym domu na wsi) – 2335 zł.

Wersja 2+nastolatek w mieście – 2902 zł

Wersja z wynajmem, lub kredytem  – nierealne.

Moje wyliczenia są nawet niższe niż GUS podaje dla minimum socjalnego w 2018r. link .

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *