Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Elektryk, hybryda, benzyna, diesel czy LPG? – Oszczędny Milioner

Elektryk, hybryda, benzyna, diesel czy LPG?

Nadmiar możliwości, kończy się często dokładnie tak jak w przypadku osiołka („Osiołkowi w żłobie dano….”) – najgłupszym możliwym wyborem, czyli niepodejmowaniem decyzji. Kiedy jednak wybieramy nowe auto, w końcu trzeba zdecydować.

Najpierw kryteria i opcje. Kupujemy używanego kilkuletniego miejskiego SUV-a, czyli popularny obecnie wariant. Na placu komisowym stoją:

  1. Hyundai Kona electric (czyli mój wybór).
  2. Skoda Kamiq 1.0 TSI (czyli auto, którym jeździłem ponad rok),
  3. Toyota C-HR czyli lider wśród tradycyjnych hybryd.
  4. Skoda Kamiq 1.6 TDi (czyli inna wersja zaprezentowanego pod poz. 2 – eksploatowałem ten silnik, chociaż w większym aucie).
  5. Dacia Duster 1.0 TCE LPG.

Wszystkie z lat 2018-2019. Czas na kryteria:

  1. Ekonomiczna eksploatacja.
  2. Niezawodność.
  3. Cena zakupu.
  4. Wartość rezydualna.
  5. Oferta rynkowa.

Zacznijmy od końca. Największy wybór sensownych aut (polski salon, bezwypadek) będziemy mieli w przypadku C-HR-ki, elektrycznej Kony i Kamiqa w benzynie. Ten ostatni model w dieslu to biały kruk, a Duster z LPG ma spore przebiegi. Tymczasem szukamy czegoś do 100.000 km, co oznacza średni przebieg ok. 14.000 km/rok. Toyota i Hyundai trafią się nawet z 50 tys. km na liczniku, co oznacza, że jeździły mało. Oczywiście, Duster z przebiegiem 100 tys. km istnieje, ale będzie droższy. Diesel – no cóż kupienie go z niewielkim przebiegiem graniczy z cudem.

Wartość rezydualna czyli przewidywana cena sprzedaży za kilka lat. Powiedzmy sobie szczerze – gdy mówimy o dieslu czy elektryku – niewiadoma, bo zależy od ruchów państwa. Toyota, Dacia i Kamiq w benzynie powinny nieźle trzymać cenę.

Cena zakupu. Tu zdziwienie nr 1. Kona w elektryku okaże się najtańsza. Kupimy ją poniżej 50-60 tys. zł, bo swoje już straciła. Kamiq będzie droższy (jeśli mam mieć mały przebieg kosztuje 70 tys. zł). Podobnie jak Duster. Ale wszystkich przebije Toyota. Za nią zapłacimy nawet 85 tys. zł. Tak, za 7-letnie auto. Warto temat przemyśleć. Powiem szczerze, nie widzę powodu, żeby dopłacać 15-25 tys. zł. Bo za co? C-HR nie jest ani piękna (kwestia gustu), ani świetnie wyposażona (tu zdecydowanie wygrywa Hyundai), ani obszerna w środku (gdzie jej do Kamiqa?). Do tego mały bagażnik, wąskie drzwi. Ale Toyota to Toyota i wielu postawi na ten model.

Niezawodność. Toyota to legenda bezawaryjności, ale żadne z tych aut (może poza wyjeżdżonym dieslem) nie powinny nas zaskoczyć. 1.0 TSI zapisał się złotymi zgłoskami. W elektryku z przebiegiem 50 tys. km nie ma się co popsuć. Na baterię dostaniemy jeszcze gwarancję.

Koszty eksploatacji. W wielu aspektach podobne. Np. jeśli chodzi o ubezpieczenie. Ale już serwis Toyoty wyjdzie najdrożej, podobnie jak wyjeżdżony diesel w Skodzie. Reszta idzie łeb w łeb (elektryk nadrabia prostotą skrzyni i silnika, Dacia – marką budżetową, a Kamiq popularnością). Zostaje nam wyłącznie koszt paliwa. I tu mamy zagwozdkę.

Realne spalanie Dustera wynosi ok. 9 l LPG. Przy cenach sprzed wojny irańskiej (3,5 zł za litr) mamy 31 zł/100 km i 3100 zł na dystansie 10 tys. km (średni roczny przebieg w Polsce z przewagą miasta). Kamiq diesel pali ok. 4.5 l/100 km, czyli 27 zł/100 km i 2700 zł/10 tys. km. Podobnie C-HR. 1.0 TSI w Skodzie potrzebuje 6 l/100km, a więc 36 zł/100 km i 3600 zł/rok.

W przypadku elektryka sporo zależy od techniki. Moja średnia z rocznego zużycia – ok. 14 KWh na 100 km (od 9 do 17 KWh/100 km w zależności od warunków). I teraz ceny. Gdybyśmy tankowali się na szybkich ładowarkach (nie polecam) bez promocji – 42 zł/100km (4200 zł/rok). W promocji 28 zł/100 km (2800 zł/rok). W domu z gniazdka 17 zł/100 km (1700 zł/rok). W moim przypadku (wiele darmowych tankowań na FV) 8 zł/100 km i (800 zł/rok).

Patrząc na te dane – kto ma nadmiar prądu z FV, albo ceny dynamiczne (i będzie tankował w słoneczne dni), nie jeździ w długie trasy, niegłupio zrobi wybierając elektryka. To typowy commuter – auto na dojazdy do pracy w mieście lub z (nawet dalekich) przedmieść. Ja mam do biura 30 km i Kona doskonale zdaje egzamin. Praktycznie nie sprawdza się w trasie. Polikwidowano darmowe ładowarki, a korzystanie z szybkich winduje cenę. Z niewielką baterią (istniała jeszcze wersja 64 KWh – lepsza, lecz droższa), wystarczy jej zasięgu na 250 km. A to oznacza, że do Warszawy (150 km) dojadę, ale już musze się tankować w drodze powrotnej. Średnia cena 100 km wyjdzie mi wtedy 10 zł/100 km (30 zł łącznie). Taniej niż w pociągu. Natomiast na dłuższych dystansach ceny (i czas poświęcony na tankowanie) rosną. Wyjazd nad morze (485 km) i powrót (w sumie 1000 km), wymagają 5-krotnego tankowania i przyjęcia prądu za 315 zł. Na takim samym dystansie Duster, a zwłaszcza Kamiq diesel wygrywa. No i podróż trwa zdecydowanie krócej (prędkość podróżna 110 km/h kontra 85 km/h plus tankowanie 10 minut przeciw 3 godziny postoju). Da się wybrać elektryka z przyzwoitym zasięgiem (np. Mercedes EQS ma 500-600 km) ale trudno o niego w klasie miejskich SUV-ów. A na pewno nie za 60-85 tys. zł. Ale Kona electric ma jeszcze jedną zaletę – darmowy parking w mieście. W efekcie tabela kosztów spalania+ abonamentów wygląda tak:

  • LPG – 6100 zł/rok,
  • Diesel – 5700 zł/rok,
  • Hybryda – 4500 zł/rok,
  • benzyna – 6600 zł/rok,
  • elektryk – 800-4200 zł/rok.

Dlatego mój wybór byłby następujący:

  1. miasto+podmiejsko i własne gniazdko – elektryk,
  2. jw. bez gniazdka – hybryda lub LPG,
  3. długie trasy – 1.0 TSI.

Co zdecydowało o porażce diesla? Klasa (niewielka oferta), duży przebieg startowy i wiele niewiadomych (polityka ekologiczna, ETS2). Plus dość wysokie koszty napraw. Tym przegra z 1.0 TSI.

Dodatkowo, warto pamiętać, że w innej klasie wyniki będą diametralnie różne. Gdybym miał wybierać klasę D/E, Toyota Camry patrząc rozumem, wygrałaby z Audi A4 (2.0 TDI 2.0 TSI), bo mniej pali i nie ryzykujemy kosztów napraw. Alternatyw w tej klasie LPG jednak nie widzę. Podobnie jak elektryków. Tesla S to jednak zupełnie inny poziom wykończenia i wartości rezydualnej. Gdybym nie patrzył na koszty i nie potrzebował bagażnika – przed domem stanąłby Genesis g80, albo Kia Stinger 3.3. Ale to temat na zupełnie inną opowieść.

4 komentarze do “Elektryk, hybryda, benzyna, diesel czy LPG?”

  1. Witam!

    Jako wierny fan bloga mam pytanie, jaki używany samochód poleciłbyś dla rodziny z 3 dzieci. Mam wrażenie, że wybór jest tu bardzo ograniczony.

    Pozdrawiam

    Łukasz

    1. Witam na blogu. Pewnie znowu rozwinę we wpis, ale na szybko (bez znajomości budżetu). Jeżeli wszystkie dzieci w fotelikach – nie obędzie się bez vana. Decyduje szerokość z tyłu – dwa foteliki od biedy się zmieszczą, na trzy trzeba będzie szukać modelu. Jeśli van to:
      – VW Touran I z dieslem 1.9 (bez pompowtryskiwaczy, na common railu),
      – Dacia Lodgy 1.5 dCI (im nowsze, tym lepiej),
      – Opel Zafira II lub III z 1.4T lub 1.8 (nadaje się do gazu).

      Jeżeli dzieci są już większe i nie musisz upychać trzech fotelików, wybrałbym duże kombi. W tym punkcie znowu nie zaskoczę:
      – Skoda Octavia/Superb 1.5 TSI lub 2.0 w dieslu,
      – VW Passat (1.5 TSI, 1.6 TDI, 2.0 TDI),
      albo SUV:
      – Skody: Karoq czy Kodiaq (silniki jak wyżej),
      – VW Tiguan (ponownie te same silniki),
      – Seat Ateca (jw.),
      – Audi Q5 ( tylko diesle),
      – Mercedes B-klasse w dieslu.
      Odrzuciłbym wszystkie auta z małym bagażnikiem (pon. 400 litrów), ciasne w środku (np. moja Alfa Romeo Giulietta), z niefartownymi silnikami (wszelkie 1.9 DCI, benzynowe 2.0 z VW/Audi/Skody/Seata, diesle Opla itd.), albo po downsizingu (więc odpada np. Ford Focus poza 1.6).
      Im mniej pieniędzy, tym wybór się pogarsza. Da się kupić nietypowe kombi z dieslem (np. Fiat Croma), ale dużo trudniej je sprzedać. Octavia I jest za ciasna, a Superb I był tylko sedanem. Wtedy Opel Vectra w benzynie (do zagazowania).
      Zawsze uwaga na płaskie bagażniki. Miałem Volvo V70 II, świetny wóz, ale do wożenia lodówki się nie nadaje, tu wygrywają vany.

    2. Scenic 1.6 lpg, z tyłu trzy „fotele”, dzieci po bokach, mama w środku, jedno dziecko z przodu.
      Vw caddy, rozsuwane drzwi, ogromny bagażnik, wejdą 3 foteliki obok siebie.
      Kia carens, Honda frv, kia sportage (dużo miejsca dla pasażerów, płaska podłoga, mały bagażnik).
      Pamiętaj, że wg prawa jak z tyłu jadą wszystkie dzieci, środowe nie musi jechać w foteliku.

      1. Serdecznie witam nowego gościa na blogu.
        Scenic 1.6 – no cóż, nie kupiłbym ponownie tego auta. Mnóstwo drobnych usterek od elektroniki do zawieszenia. Po remoncie tego ostatniego mechanik mówił mi „widzimy się, może za 2 może za 5 może za 10 tys. km”. Wtedy sprzedałem.
        VW caddy – starałem się polecać auta typowo osobowe. Ale Caddy z dobrym silnikiem nie jest zły.
        FRV – idealny wóz, 6 miejsc, dobre silniki, jakość Hondy, niestety samochód dość rzadko spotykany, a przez to niszowy.
        Kia Carens – podobnie.
        Nigdy, ale przenigdy nie woziłbym dziecka bez fotelika, nawet gdy prawo pozwala. W razie nagłego hamowania – śmierć na miejscu. Już lepiej przerzucić jeden fotelik do przodu, a rodzica na środek z tyłu. Wielu moich znajomych tak jeździło: najstarsze dziecko koło kierowcy, dwójka młodszych na tylnym siedzeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *