Konto spełnionych marzeń. Najlepszy sposób na utrzymanie silnej motywacji do oszczędzania i zarabiania.

Jak nazywamy kogoś, kto stara się odłożyć jak najwięcej, a potem wszystkie oszczędności pcha do materaca lub na konto, żyjąc jak nędzarz i nigdy nie wypłacając? Sknera. To godna współczucia osoba, podobna do Golluma, Smauga i paru jeszcze rzeczywistych lub wymyślonych postaci. Jednym ze sposobów, by się nią nie stać – założyć „Konto spełnionych marzeń”. Czy ono jest?

Celowym rachunkiem oszczędnościowym, z którego musimy wypłacać kasę, na nasze marzenia. Marzeniami mogą być przedmioty lub przeżycia (atrakcje). Jak to działa pokażę na przykładzie.

Marzył mi się własny używany fortepian Steinway’a lub Bechsteina. Odkładałem więc środki z nagród w pracy, nie dla samego odkładania, lecz aby taki fortepian sobie kupić i na nim grać. W dwa lata dałem radę.

Myślałem o Porsche. Część dochodów z firmy lądowało na „Koncie spełnionych marzeń” aż taki wóz stanął pod moim domem.

Sprawdziłem na sobie, takie założenie motywuje nas do cięższej pracy, do oszczędzania, a jednocześnie powstrzymuje przed staniem się sknerą. Rzecz jasna, marzenia mogą i powinny dotyczyć też spełnienia marzeń naszych najbliższych. W ten sposób moja żona dostała wymarzonego Fiata 500, a syn wyjazd do Włoch.

A zatem musimy wykonać trzy kroki: ustalić nasze marzenie i założyć kontro, ustalić w jaki sposób będziemy je zasilać – dodatkowymi zleceniami, nagrodami za wyniki w pracy, zyskami z inwestycji, stałymi kwotami. I trzeci, najtrudniejszy – zrealizować. Jeszcze raz pokażę te kroki w praktyce.

Ustalenie marzenia. Citybreak w Rzymie – kwota 6000 zł (bilety lotnicze, nocleg dla 2 osób, jedzenie, wstępy)

Źródło zasilenia. 100 zł odprowadzane co miesiąc na konto oszczędnościowe (stałe zlecenia) plus 5% od każdej transakcji (tzw. saver – funkcja konta) – ok. 400 zł/m-c. Razem ok. 500 zł/m-c i 6000 zł/rok.

Zrealizowanie. Realizacja planu potrwa chwilę. Ile? Jeżeli plan powiedzie się ok. 1 rok.

A jakie są Wasze marzenia?

10 komentarzy do “Konto spełnionych marzeń. Najlepszy sposób na utrzymanie silnej motywacji do oszczędzania i zarabiania.”

  1. To przykre ale nie mam marzeń. Miałem na początku kariery. Planowałem co sobie kupię za pierwsze pieniądze (nowy rower, gramofon, płyty, monety…) teraz są pieniądze, dużo odkladam (2/3 wypłaty) a nie potrafię określić celu zarabiania. Marzy mi mały domek gdzie s w górach z sadem żeby robić sobie wypady na weekendy. Ale jakoś nie mogę się za to zabrać. W głowie mam tyle planów i pomysłów których nie realizuje. Pieniądze leżą i nie wiem co z nimi robić

    1. Co tu mogę podpowiedzieć? Na Twoim miejscu zacząłbym od dwóch tygodni porządnego urlopu. Pojechałbym sobie w czerwcu (mniej ludzi) do jakiegoś ciepłego kraju, różniącego się stylem życia od Polski (np. Włochy, Grecja, Chorwacja, albo i te Malediwy), koniecznie – nie zabierając ze sobą roboty, a tylko zeszyt i pióro. Całe dnie spędzałbym włócząc się po plaży, obserwując ludzi, próbując nowych rzeczy (od potraw do aktywności) i wypisywałbym, co mi sprawia przyjemność. To też czas selekcji „tylu planów i pomysłów”, których może masz po prostu za dużo. Rozpisałbym plany wykonawcze.
      Nie byłbym dla siebie tak surowy. Osiąganie 40% celów (słowo-klucz „zapisanych” a nie „w głowie”) uważam za dobry wynik.
      I niezmiennie polecam „Zarządzanie czasem” Briana Tracy’ego. W tej książce jest metoda na ustalenie priorytetów.

  2. To ciekawe że mi również marzy się sad… Założony ze starych odmian, również cydrowych. W górach uprawa jest trochę bardziej wymagająca, ale istnieją odporne odmiany i podkładki które wytrzymają w surowszym klimacie. Inne moje marzenie to taras widokowy na dachu domu- jest obok nas akwen i z jego poziomu pięknie widać taflę wody- w sam raz jako akompaniament do porannej kawy.

    1. Marzenie o ogrodzie jest archetypiczne. W głowie tkwi mi myśl Cycerona: Niczego nie brakuje, gdy mam ogród i bibliotekę.
      W Polsce, gdy robi się coraz cieplej, da się spokojnie uprawiać rośliny z klimatu Morza Śródziemnego. Warunek? Dobrze dobrane miejsce (np. Kotlina Sądecka, Powiśle, Nizina Śląska), południowy stok oraz faktycznie – podkładka. W ostateczności całą zimną noc palimy w sadzie ognisko.

  3. Mieszkanie dla 2 osób w Marbelli 🙂 wysrarczy z 1 sypialnią, ale w ładnej części. Wcale nie musi być pierwsza linia zabudowy. Żeby sobie jeździć na kilka mies między XI a III, a potem wynajmować.

    1. Piękne miejsce, super pomysł. Ostatnio czytałem historię Polki, która pracując w korpo na kierowniczym stanowisku, uzyskała zgodę na pracę systemem: 3 tygodnie zdalnie (z Hiszpanii), 1 tydzień w Polsce. Miała ważny powód – wyszła za Hiszpana. I tu po raz kolejny kłania się przyjazny pracodawca.
      Natomiast opcja, że jedzie się na 1 miesiąc chyba trudniejsza organizacyjnie. Tu sprawdzi się tylko jakiś aparthotel.
      Moja bratanica ma dostęp do domu po ciotce męża w Katalonii – nieco inny przypadek. Raz, że rodzina na miejscu (pilnują). Dwa, praca męża w IT + niepracująca żona daje łatwość wyjazdu na prawie pół roku. Tak, całą zimę spędzają w Hiszpanii. Bardzo sobie chwalą.

      1. Koszt obsługi przez sprawdzoną firmę w Hiszp to średnio 20% ceny najmu. Ale wtedy rentowność nam spada. Wyjazd z Pl na 1 mies to dla nas nie jest problem. Na całą zimę już tak – nie chcemy, żeby mąż rezygnował z etatu. Ale to teraz. Kto wie, w jakim miejscu będziemy za 2-5 lat

        1. No i dochodzimy do problemu – umowy z hiszpańską firmą. Bo niestety południowcy potrafią inaczej rozumieć słowa „porządek”, „czystość” oraz nie najczęściej gwarantują obłożenia. Przy wysokim wskaźniku wynajmów, nawet te 20% kosztów zarządzania nie stanowi problemu, zwłaszcza, że wolne jest całe lato czyli sezon wysoki. Natomiast mało gości = niski lub żaden zysk.

          1. 1. Mówimy o marzeniu, nie tylko maksymalizacji zysku – zarabianie przy okazji. Mieszkanie tam non stop byłoby dla nas nudne. 2. To Marbella (nie należy mylić z resztą Costa del Sol) – wzrost wartości nieruchomości b. prawdopodobny. 3. Pamiętajmy też o niższym oprocentowaniu kredytów w Hiszpanii, jeśli jakąś część kredytu byśmy brali. 4. Mieszkanie raczej z rynku pierwotnego (czyli z sensowną infrastrukturą). 5. Ceny ciągle jak w wielu miastach w Pl – nie mówię o willi nad morzem, a o mieszkaniu z mniejszym metrażem. Takie by nam wystarczyło. Na razie jest to pomysł, któremu się przyglądam. Pewnie jeszcze pojadę tam jeszcze, żeby się upewnić, że to jest to miejsce.

          2. Ależ rozumiem potrzebę posiadania mieszkania nad morzem, które dodatkowo przynosi pewne zyski. Sam dysponując nieruchomością w górach stosowałem algorytm: zysk=suma zarobiona-suma wydana na utrzymanie/kredyt + suma zaoszczędzona.
            I ta suma zaoszczędzona przy 60 dniach rocznie wychodziła mi 60 x 300-400 zł czyli ok. 20.000 zł/rok. Pobyt miesięczny w Marbelli pewnie wyjdzie podobnie, a może niewiele taniej.
            Jeśli dochodzi wzrost wartości – pięknie. Nie jestem ekspertem od Hiszpanii, natomiast czytałem analizy o nieprzewidywalności rynku pierwotnego (duża nadprodukcja) oraz problemami z wykończeniowcami na miejscu.
            Niezależnie od wszystkiego – życzę powodzenia.

Skomentuj Joanna Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *