Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
czerwiec 2024 – Strona 2 – Oszczędny Milioner

Do czego prowadzi analfabetyzm gospodarczy.

Kiedy poprzedni rząd ściągał do Polski setki tysięcy ton zboża rolnicza Solidarność siedziała cicho. Kiedy minister Kowalczyk najpierw obiecywał ceny 1800 zł/tonę pszenicy, a potem doprowadził do spadku na poziomy z roku 2021, robiła podobnie. Dopiero, gdy zmieniła się władze, i na jaw wyszły skutki poprzednich bredni, oni tez pojawili się na ulicach. Dlaczego? Ponieważ, niestety, zwykłego chłopa łatwo podburzyć. Nie zna podstaw ekonomii, co zaraz pokażę na przykładzie.

W moim regionie zaczęli płakać producenci truskawek. Jako przykład swojej biedy podali skup owoców przemysłowych (na mrożonki, dżemy) za 2,5 zł/kg. Wiecie, co to truskawka przemysłowa? Odmiany rodzące owoce o niewielkiej 1,5-2,5 cm wielkości. Drobnica. Popyt jest na owoce duże, ładnie wybarwione, słodkie. Zresztą nawet plon z nich kilkukrotnie większy na ha. Po co więc upierać się przy przemysłówce, nabijając kabzy korporacjom?

No właśnie, przejdźmy do deserowych. Tu słyszę płacz – nie opłaca się zbierać i płacić ludziom za zbiór. To wymyślono „samozbiór”. Mieszczuch przyjeżdża na plantację i nazrywa sobie sam, a potem zapłaci. Zanim pomysł stał się modny, uśmierciła go chciwość. Właśnie ten analfabetyzm gospodarczy. Rolnik przy samozbiorze (trzeba dojechać 30-50 km od miasta) oczekuje 9 zł/kg. Jakie mamy ceny w mieście? 8-12 zł/kg. Oczywiście taka kalkulacja kompletnie nie ma sensu. Po co dojeżdżać, zbierać samemu, skoro można kupić na targu albo w sklepie za podobną cenę? I potem zaczyna się płacz, że ludzie kupują serbskie, marokańskie, ukraińskie, rumuńskie (dodatkowo sprzyja im klimat). Kupują, bo wychodzi taniej, niż pojechać na pole i zebrać samodzielnie. Komu za to podziękować? Pompującym pensję minimalną do rozmiarów nierynkowych, podnoszącym podatki, stymulującym inflację, Obajtkowi od gazu, wyrzucającemu ceny nawozów sztucznych w kosmos (i znowu zdziwienie, że Polska je importuje, gdy nasze czynią produkcję nieopłacalną).

I albo potrafimy tanio produkować, albo dobrze sprzedać albo zostaniemy skansenem rolniczym Europy. Najlepszy przykład – szparagi. Niemiec płaci 10E/h robotnikowi rolnemu za zbiór i pielęgnację i jeszcze swoje zarobi. A Polak woli produkować jak ojce, truskawki przemysłowe Senga Sengana, za które płacą mu 2,5 zł. Produkuje, sprzedaje po takich cenach i płacze. Po czym znowu bezmyślnie powtarza cykl. Niestety w tym okazuje się podobny do korposzczura, oczekujacego, że kolejna korpo będzie bardziej work-life balance friendly. Nie ma opcji. Warto zrozumieć podstawy ekonomii, żeby nie kręcić się w kołowrotku.

Argumentum ad Obajtkum, czyli o dyskusji z miłośnikiem orlenowskiego „cudotwórcy”.

Wiosną 2024 r. przeprowadziłem rozmowę z admiratorem Daniela Obajtka, przedstawiającym go jako genialnego menedżera, zarabiającego do tego śmiesznie małe pieniądze, bez mała zbawcę narodu. Argumenty, które przy okazji padły pokazują wyraźnie, jak reagują „wyznawcy”. Warto je przytoczyć.

Koronny argument pierwszy – Orlen pod rządami Obajtka osiągnął najwyższy zysk.

Pozornie wszystko pozostaje prawdą. 27 mld zysku za 2023 r. robi wrażenie, zwłaszcza jeśli porównamy go z rekordowym rokiem PO czyli 2015 (ok. 3 mld). Żeby jednak zrozumieć źródło tego zysku, trzeba przeczytać sprawozdanie finansowe, a tego za 2023 r. w trakcie rozmowy jeszcze nie opublikowano.

Z pewnością wpływ na rosnące zyski miał znacznie większy obrót. Zysk 27 mld wypracowano przy 373 mld obrotu grupy (a nie samej spółki). W 2014 r. obrót wynosił tylko 88 mld. Przyczyna tzw. rozwoju wynikała z konsolidacji. Grupa Orlenu wchłonęła kilka spółek, w tym tak wielkie jak LOTOS, czy PGNiG. Z koncernu paliwowego, stała się molochem paliwowo-gazowo-detalicznym. Nie wiem jaką część tego obrotu i zysku wypracowano na paliwach, a jaką na parówkach, papierosach i wódce.

Drugą kwestią pozostają różnice pomiędzy pojęciami księgowymi (zysk, przychód), które wcale nie równają się sprzedaży czy faktycznemu przypływowi gotówki. Mój adwersaż tego nie rozumiał, albowiem jego wiedza ekonomiczna nie sięgała nawet do poziomu przeciętnego księgowego, a nigdy nie prowadził dg (podobnie jak minister Soboń, który wymyślił składkę zdrowotną od sprzedanego auta, ponieważ mówimy o zysku).

Jakakolwiek próba zwrócenia uwagi na zbyt mało danych oraz mnóstwo sytuacji nadzwyczajnych, kompletnie rozmówcy nie interesowała.

Argument drugi – rosnące zyski wynikały z geniuszu Daniela Obajtka

Jasnym jest, że skoro nie wiemy skąd pochodziły zyski, nie możemy wskazać na autora rzekomo genialnej koncepcji rozwoju spółki. Znamy jednak wcześniejsze osiągnięcia menedżerskie Obajtka i powiedzieć „nie są imponujące” to nic nie powiedzieć (o czym piszę poniżej). Nawet zatem jeśli prawdziwa jest teza o wysokich zyskach w 2023 r., przyczyn tego stanu rzeczy może być kilka, od korzystnej koniunktury (niewątpliwe), szacherki księgowej, a’la Enron, poprzez przewagi teoretycznie ubocznego sektora drobnego handlu z wyższą niż paliwo marżą.

Niewątpliwie jednak w podstawowych ze względu na obraz grupy w branżach (gaz, paliwa, stacje ze sklepami) znacznie zmienił się od 2015. Teraz mamy do czynienia z monopolistą, który może dowolnie kształtować ceny. W takim wypadku i o zysk łatwiej. Nawet taki zysk jak obecnie.

Argument trzeci – „a za PO prezes Orlenu zarabiał więcej”.

Istotnie tak było. Jacek Krawiec dostawał z premiami ok. 3 mln zł, podczas gdy Daniel Obajtek w ostatnim okresie ok. 2 mln (przy znacznie większych zyskach). Tyle dane oficjalne. Nieoficjalne „premie” od kontrahentów, różne dziwne geszefty może wkrótce poznamy. O dziwo, więcej niż Obajtek (a podobnie jak Krawiec) otrzymywał także Wojciech Jasiński – prezes z początków władzy PiS i też przy niższych zyskach niż ostatni rok. Tutaj jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Krawiec to menedżer. Polityczny, ale fachowiec. Jego CV wygląda imponująco, a i Jasiński sroce spod ogona nie wypadł (zarządzał paroma spółkami, w tym słynną Srebrną). Natomiast Obajtek-naturszczyk był wójtem małej gminy. Prezesem został w 2017 r. (Energa). Jego wykształcenie, w chwili błyskawicznego awansu (technikum rolnicze, prywatne studia z ochrony środowiska w Radomiu) też budzi śmiech. . Co więcej, Krawiec otaczał się głównie fachowcami, a za Obajtka skład zarządu, to jakiś ponury żart.

Wskaźnika pensja/kompetencje nie można w tej sytuacji porównywać. To, że ja poszedłbym do ORLENU-u za milion rocznie (żartuje, nie jestem samobójcą), nie oznacza doskonałego interesu dla spółki.

Argument trzeci – ten zysk trafia do budżetu.

W pewnej części – tak. Natomiast problemem nie jest gdzie trafia, ale skąd pochodzi. Rok 2022 r. pokazał, że z naszych kieszeni (ORLEN łupił nas na paliwach). Jak było w 2023? Łupili na gazie. Segmentacja wygląda następująco:

  • petrochemia – przychód 18 mld, ebitda -10 mld,
  • rafineria – przychód 156 mld, ebitda +8mld,
  • energetyka – przychód 48 mld, ebitda +4 mld,
  • detal – przychód 57 mld, ebitda +2 mld,
  • wydobycie – przychód 20 mld, ebitda -4 mld,
  • gaz – przychód 158 mld, ebitda 44 mld.

Co to oznacza? Ebitda, w największym uproszczeniu zysk pomniejszony o koszty bez pewnych kosztów finansowych, podatków, amortyzacji. Pokazuje rentowność. I jeżeli te wskaźniki przeczytamy, widzimy, które gałęzie firmy dają zysk. W naszym przypadku – gaz, dawny PGNiG. Marża zysku jest ogromna. Co czwarta złotówka stanowi zarobek (brutto, bo przed opodatkowaniem, ale zawsze). Dla porównaniu na sklepikach i jedzeniu – co trzydziesta. Już dostrzegacie dlaczego rosną Wasze rachunki?

Ile można zrobić, gdy nie chodzi się do pracy.

Moja praca, jak wiecie, polega na siedzeniu w biurze, rozmawianiu z ludźmi i pisaniu dokumentów. W działalności znowu – przy komputerze i na spotkaniach. Czas pracy – 8 godzin, z dojazdem ok. 9-9.5 godziny, czyli najlepsza część dnia (w zimie, wychodzę przed świtem, wracam po zmroku). Dłuższy dzień zaczynał się pod koniec lutego i właśnie wtedy powstał szkic do tego wpisu.

Pewnej zimowej niedzieli pojechałem na wieś. Z rana tzn. ok. 8.30 znalazłem się na miejscu. Otworzyłem cały dom (9 okien, czworo drzwi + garaż), podpiąłem elektryka do ładowania, wypiłem herbatę, zjadłem chleba z kiełbasą i wziąłem się do pracy. Założyłem sobie do wykonania następujące czynności:

  • rąbanie, ściętego 2 tygodnie wcześniej drewna, oraz układanie go w stos,
  • grabienie liści i wywożenie ich na kompost,
  • wycięcie octowców, które przeszły od sąsiada i zaczęły się mocno panoszyć,
  • zrobienie porządku w domu.

Kiedy zacząłem się pakować do domu, zegar wybijał 16.00. Mój urobek to:

  • 5 taczek porąbanego i ułożonego drewna,
  • 5 taczek liści wywiezionych na kompost,
  • wycięcie octowców z powierzchni ok. 50 m2,
  • zamiecenie parteru (80m2),
  • napisanie dwóch wpisów na bloga.

Dokładnie tak, gdy nie poświęcałem się etatowym zajęciom, zrobiłem całkiem sporo, mogę powiedzieć, że zagospodarowałem ok. 180 m2. Gdybym miał takich dni 3-4 w tygodniu spokojnie mógłbym uprawiać całkiem niezłą przestrzeń. Kalkulując proporcjonalnie – 600 m2 tygodniowo, a więc 2400 m2 miesięcznie czyli moje 3000 m2 miałyby szansę błyszczeć, a drewno do pieca przygotowywałbym w 2 zimowe tygodnie. Jednak musiałbym zrezygnować z etatu, za który teraz płacą mi kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Ile można zaoszczędzić na wykonaniu naprawy samodzielnie.

Na blogu wielokrotnie pojawiał się temat „oszczędność poprzez samodzielne wykonywanie czynności”. Obecna sytuacja, podwyżka cen praktycznie wszystkich usług (łatwy do przewidzenia skutek pompowania pensji minimalnej), skłania do DIY. Zwłaszcza w przypadku prostych napraw.

Podam prosty przykład. Jeśli za sam odczyt błędów z komputera pokładowego auta i skasowanie ich płacimy 200 zł, a możemy to zrobić w ciągu 10 minut, sprzętem z internetu za 130 zł, a mamy w rodzinie 5 samochodów (jak ja), jaki sens ma jechanie z taką sprawą do mechanika? Kupiłem sobie urządzenie, ściągnąłem darmowy program na Androida i ustaliłem przyczynę zaświecenia się kontrolki w 3 samochodach, skasowałem błędy. Wydając 130 zł, poświęcając 2 godziny (na umawianie i same wizyty potrzebowałbym całego dnia, ponieważ specjalista od elektryka urzęduje w mieście 100 km oddalonym od mojego i musiałbym wracać pociągiem), zaoszczędziłem 900 zł. Nieźle. Natomiast wielu ludzi pojedzie, nawet i 5 razy, uznając swoje działanie za racjonalne. Jak się wytłumaczy?

  • boję się coś popsuć,
  • nie znam się,
  • to trudne,
  • nie lubię tego.

Każda z takich przyczyn, dla 70-80% dorosłych ludzi, oznacza wymówkę. W dobie instrukcji dla idiotów, filmików z netu, faktycznie wetknięcie urządzenia w gniazdo, połączenie go przez bluetooth czy wifi, użycie aplikacji, to taki problem? Uważam, że żaden. Samo pierwsze użycie (z konfiguracją i poznaniem aplikacji) zajęło mi pół godziny. Kolejne – po 10 minut. Wybór i zakup – godzinę. Takich czynności jest wiele – podłączenie pralki w miejsce zepsutej, podpięcie telewizora, wyrzucenie mebli i złożenie nowych, skucie i położenie płytek. Za każdą z nich ludzie gotowi są płacić wg stawki 100-500 zł za godzinę. Często zarabiając daleko mniej.