Jak wygląda „prawdziwy cwaniak”?

Warte przypomnienia jest zdanie Prezesa, o tym, że na Polskim Ładzie podatkowo straci „cwaniak”. Miało to oczywiście skierować falę nienawiści przeciw nieco lepiej sytuowanym (dla niepoznaki nazwanych bogatymi). Oto kilka portretów takich osób, z mojego, w miarę bliskiego otoczenia (w przypadku kobiet nie podaję wieku):

Emeryt lat 86. Pracował od 19 roku życia, po skończeniu technikum. Potem poszedł na Politechnikę, jednocześnie pracując jako kreślarz. Następnie piął się po szczeblach inżynierskiej kariery, przechodząc na emeryturę w wieku…80 lat. Dzięki temu ma 20 tys. świadczenia miesięcznie (wysokie pobory, dużo lat pracy, późny początek pobierania). Straci kilkanaście tysięcy złotych rocznie na podwyżce składki zdrowotnej.

Emerytka. Córka właściciela małej masarni, który musiał uciekać z Wołynia w 1944 r., po wojnie skończyła medycynę. Pracowała do 75 r.ż.  Nie dołoży wiele, ale to dla niej tragedia, bo od 20 lat wiernie głosowała na PiS.

Prawnik 34 l. Pracuje na 1.5 etatu i jeszcze prowadzi własną działalność. W efekcie płaci 3 składki zdrowotne (podobnie jak ja) i żadnej nie odliczy.  Właśnie wybudował dom, urodziło mu się dziecko.

Właścicielka pensjonatu. Nigdy nie wzięła grosza z państwowego, już po szkole (technikum) na własnej działalności. Teraz przyjdzie jej płacić składkę zdrowotną nieodliczaną czyli 20 tys. rocznie, zamiast 4500 zł (odliczanych w 80%), to będzie czysta strata, bo na niższym podatku zyska nie tak wiele.

Kierowniczka w państwowej spółce. Pensja 18 tys. zł brutto/miesiąc – czyli powyżej progu „ulgi dla klasy średniej”. Straci na składce zdrowotnej znacznie więcej niż zyska na podwyższeniu progów i kwocie wolnej. Efekt – 6000-7000 zł/rok.

Prawnik 45 lat.  Ma 4 kawałki etatów w budżetówce. W sumie zarabia podobnie jak opisywana wyżej kierownicza. Nic nie zakombinuje, bo płaci składkę zdrowotną od pełnej pensji i to 4 razy. Większa kwota wolna i podniesienie progu to tylko otarcie łez.

Lekarka. Przed emeryturą. Miesięcznie zarabia, jako pracownik kilkuetatowiec (nie ma własnej firmy, ale pracuje w szpitalu państwowym, do tego prywatna spółka i dyżury) ok. 35 tys. zł miesięcznie (brutto). Nie dostanie ulg,  a składkę zapłaci. Strata – kilkanaście tysięcy rocznie.

Właściciel firmy produkcyjnej – 65 lat.  Zapłaci nieodliczalnej składki zdrowotnej 20 tys. zł, pomimo iż od 20 lat nie był u lekarza „na NFZ”. Podatek liniowy powoduje, że składka będzie niższa, ale za to brak korzyści z podniesienia progu.

Nauczyciel lat 65, mający 2 mieszkania na wynajem. Łączna pensja z kilku etatów to 10 tys. zł/miesiąc. Tu wychodzi na 0. Gorzej będzie w przypadku najmu. Do tej pory nie płacił podatku (odpis amortyzacyjny), za chwilę (2023) wpadnie w obowiązkowy 8,5% ryczałt od miesięcznych przychodów 4000 zł. Roczna strata 4000 zł.

Jak widzicie, każda z tych osób należy do klasy średniej. Mamy wolne zawody (prawnicy, lekarze),  a także nauczyciela, kierownika, mikroprzedsiębiorców i emerytów, wykonujących wcześniej zawody typowe dla tej grupy. Ulga dla „klasy średniej” żadnemu nie przysługuje . Czy są „cwaniakami”?   Raczej trudno to powiedzieć o emerytach, nauczycielu czy pracownikach „na państwowym”. Jak widać propaganda działa, i nie szkodzi jej, że ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Teraz pojawia się pomysł podatku 12% zamiast ulgi dla klasy średniej.  Było 17+1,25% czyli 18,25%. Jest 12 +9 = 21 %. Czysta strata, łagodzona teoretycznie wyższą kwotą wolną i nowym progiem (z 85 do 120 tys. zł).  Podniesienie progów podatkowych (po raz pierwszy od wielu lat)  o blisko 50% w ciągu 3 lat zje inflacja, a dla kogoś z pensją 7-8 tys. zł miesięcznie pozostanie bez znaczenia. Z kolei dla lepiej zarabiających (15-20 tys. zł miesięcznie), kwota wolna staje się iluzją. Oni już tracą na odsetkach od kredytu i gigantycznej podwyżce cen prawie wszystkiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *