FOR apeluje – nie dla pomocy kredytobiorcom.

FOR (think tank prof. Balcerowicza) przedstawił ostatnio raport dotyczący rynku kredytów hipotecznych. Wnioski skrytykowała na bizblog.pl red. Agata Kołodziej. I po raz pierwszy się z nią zgadzam. Dlaczego?

Najpierw sam raport. Akcentuje fakt, iż tylko 13% kredytów hipotecznych zaciągnięto w okresach najniższych stóp procentowych.  Następnie pokazuje pożyczających w latach 2013-2019 jako beneficjentów systemu. Przez dłuższy czas płacili mniej niż na początku (pierwsza rata), więc zyskali, a teraz co najwyżej zyski te zmniejszają.  Co więcej, w tym czasie wynagrodzenia rosły, więc udział raty w budżecie spada. Krótko, nie ma czego  i kogo żałować.

Teraz red. Kołodziej. Tym razem pokazuje istotne braki raportu FOR-u. Wskazuje (o czym pisałem niedawno), że tu nie chodzi o długoletni bilans tylko płynność. Kiedy rata rośnie o 90% (np. z 1500 zł do 2850 zł) to zysk sprzed 8 lat nie ma wielkiego znaczenia.  Sprawnie obala dowód „ze wzrostu wynagrodzeń”.   Bo one (jak przyznaje FOR) skoczyły o 60% (statystycznie) a rata o 90%, czyli powstał spory ubytek. Na koniec przypomina o różnicy najem-kredyt, oraz apeluje by zapomnieć o interesach banków, gdy ludziom brakuje na życie. Rozsądnie radzi nie pomagać wszystkim. Co tu może jeszcze dodać oszczędny milioner?

Jak pokazałem w poprzednim wpisie o wzroście rat połączyły się dwa niebezpieczne czynniki – wzrost ceny nieruchomości, a zatem i przeciętnej wysokości kredytu z rosnącymi stopami procentowymi (hipoteki na 8%). I tu dzieją się rzeczy straszne. Żeby pożyczyć 400 tys. zł, trzeba w pierwszym roku płacić 32 tys. samych odsetek czyli ponad 2.6 tys. miesięcznie. Kiedy dodamy kapitał wyjdzie nam ok. 3000 zł (raty równe). Dla przeciętnej rodziny,  kwoty abstrakcyjne.

Co nie mniej ważne, drożeje także najem. Czyli ludzie zostają bez alternatywy, bo oba są kosztowne (Expander pokazał różnicę w Warszawie – najem 2 pokoi 3100 zł, kredyt 4600 zł). Obie wartości nie zawierają mediów i opłat eksploatacyjnych. Takie obliczenia czynią zupełnie bezsensownymi (pewnie przejściowo) zakup na kredyt w celu wynajmu.

Co ważne, te FOR-owskie 13% kredytów to manipulacja. Jak pokazałem na przykładach, kredyt zaciągnięty w 2013 r. jest droższy obecnie niż na początku (gdybym nie dokonywano nadpłat). A takie hipoteki to już całkiem sporo.  Poza tym, ostatnio pożyczali  głównie ludzie względnie młodzi (pokolenie 30-latków). Nie jest w interesie państwa ugotować ich na lata, bo to ostatnie podrygi wyżu demograficznego. Jeśli zrezygnują z posiadania dzieci wszyscy będziemy mieli poważny problem.

I na koniec moje wnioski dotyczące polityki banków. Wspierane przez prof. Balcerowicza, a także obecnego premiera, robią co chcą i uprawiają, nie bójmy się tego słowa, ordynarną lichwę. Narzut marży kredytu 2% można jeszcze jakoś zrozumieć. Ale dlaczego lokata roczna oprocentowana jest na (promocyjne) 3-4%, przy hipotece na 8%? Kto pozwala na pompowanie WIBOR-u (nie jest on powiązany z rzeczywistymi transakcjami pożyczek międzybankowych, bo ich praktycznie nie ma), 1.5% ponad stopę podstawową NBP. Tym sposobem z marży 2% robi się 3,5-4%. A to już nie jest uczciwe. Poza tym to banki „produkują” pieniądze (z każdego posiadanego 1000 zł mogą pożyczyć 10 tys. zł), więc faktycznie zarabiają jeszcze więcej. Jak skończyła się taka chciwość pamiętamy (rok 2007-2008). Kiedy banki z koła zamachowego przekształcają się we wrzód, trzeba go przeciąć. Bo mówimy tu cały czas o hipotekach, ale analogiczne wariactwo występuje na rynku kredytów komercyjnych. A tam wysokie odsetki grożą zahamowaniem inwestycji, a bez nich, wzrost pensji i świadczeń, napędzi inflację. Co zatem robić?

Pomysł utworzenia nowej stopy bazowej o realnych fundamentach wydaje się sensowny. Mówi się, że oprocentowanie hipoteki spadnie z 8% przy stopie bazowej 6% do 5,5% przy stopie bazowej 3,5%. Jeśli to nie wystarczy konieczna będzie pomoc, przede wszystkim tym, którzy pożyczyli na pierwsze mieszkanie/dom i tracą grunt pod nogami.   Jako utratę gruntu rozumiem dochód poniżej wartości wzoru: Dochód < rata kredytu + liczba osób w rodzinie x stawka minimum socjalnego na osobę. Nie można oglądać się na interesy banków itp.

I jeszcze na koniec wrócę do mojego konika – nieruchomości. Na tych wszystkich zmianach, kryzysach itp. jak dotąd zyskują inwestujący w takie aktywa. Wracam do roku 2013. Swój dom kupiłem za 525 tys. zł z tego 80% pożyczyłem. Rata wynosiła ok. 2100 zł na 30 lat. Teraz, byłaby na poziomie 2800 zł, gdybym nie dokonał nadpłaty. Jednocześnie, taka nieruchomość  spokojnie może być wynajęta, jako dwa (a od biedy, 3 mieszkania) za 4000-4500 zł. Ktoś, kto dokonywał zakupu w roku 2021, musiałby pożyczyć już 700 tys. z ratą obecnie 4900 zł, czyli inwestycja taka nie byłaby opłacalna, zwłaszcza, że godzi się zapłacić podatki, a nie wynajmować na czarno.

 

14 przemyśleń nt. „FOR apeluje – nie dla pomocy kredytobiorcom.”

  1. Też się obawiam, że taka pomóc przyniesie więcej złego niż dobrego. Ludziom tracącym płynność trzeba pomóc. Ale pomóc wszystkim kosztem (wiem to bardzo zła branża 🙂 ) systemu bankowego będzie oznaczało odcięcie młodych od kredytów. Te złe banki nie pożycza nowym tak „tanio” gdyż gdzieś będą musiały znaleźć pieniądze na pomóc już zadłużonym. Zyskają jedni ale stracą drudzy. Jak zawsze gdy rząd macza swoje palce w wolnym rynku.

    1. @Funboy: nie mogę zrozumieć, kto Twoim zdaniem odpowiada za wysokość stóp procentowych – rząd, czy banki?

      1. Moim zdaniem – pośrednio i jedni i drudzy. Rząd pompując inflację pustym pieniadzem. Banki kreując WIBOR, podnosząc marże i wprowadzając klientów w błąd. A bank centralny opowiadając dyrdymały, że podwyżek nie będzie, inflację ma pod kontrolą i zaraz fundując kilkumiesięczny skok.

      2. @Slawku, technicznie za stopy procentowe odpowiada rząd a dokładnie Rada Polityki Pieniężnej. To ona wyznacza poziom stóp.

        Banki wpływają na wysokość stawki WIBOR ale nie demonizowałbym ich roli gdyż ta rola jest wtórna. Banki po prostu określają koszt pieniądza przy danej inflacji i poziomie stóp. Dlatego WIBOR (np. 3 miesięczny) jest wyższy od stopy referencyjnej gdyż banki deklarują cenę kilka miesięcy do przodu a przewidują dalszą inflację, którą wykreował rząd (i niestety kreuje ją dalej rozdając różne 13tki, 14tki itd.).

        Pamiętajmy też, że Banki zostały zmuszone do pewnych działań przez rząd. Mam na myśli podatek bankowy czy zakup obligacji. To powoduje, że dzisiaj nie chcą podnosić oprocentowania lokat np. I znowu rząd to sprawił ingerując w wolny rynek.

        1. Dodam, że ten rząd, który pod publikę krytykuje wskaźnik WIBOR sam tego wskaźnika używa. Chociażby w oprocentowaniu obligacji skarbowych. WIBOR to tylko zasłona dymna. Dzisiaj jest winny WIBOR a jutro będzie winny zły kamienicznik z Łodzi 🙂 Rząd przecież nie przyzna się, że sam tę spiralę inflacyjną nakręcił a opieszałość RPP w podejmowaniu decyzji tylko problem spotęgował.

          1. Ja już straciłem do tych ludzi siłę. Czasami zastanawiam się czy warto otwierać otoczeniu oczy. Bo wychodzi taki Obajtek, usta pełne narodu, Polski itp., a benzyna drożeje szybciej niż gdzie indziej, przy akompaniamencie rosnących zysków Orlenu. To samo Grupa Azoty (nawozy dla rolników) i „narodowe” banki.

        2. Do tego dodajmy – wiele banków (w tym największe) to w praktyce spółki Skarbu Państwa. Zanotowały rekordowe zyski i dalej golą tych, którzy w pokorze zanoszą im oszczędności oprocentowane na 4% przy inflacji (oficjalnej) 12%.
          A na marginesie, zastanawiam się nad głęboką analizą sytuacji lat 70-tych w USA, bo wydaje się podobna do naszej. Wojna, wzrost cen ropy, inflacja, zastój na giełdzie, przy stabilizacji cen nieruchomości. W co wtedy inwestował Buffet? Może wiecie?

    2. Pomóc wszystkim pewnie się nie da, a i sensu nie ma. Ot ja po prostu nadpłaciłem i śpię spokojnie. Pomóc trzeba tym, którym rata przekroczyła rozsadny procent dochodów i mają kredyt na podstawowe mieszkanie.
      A że banki teraz nie pożyczą? Pożyczą, ale zupełnie inne kwoty.

  2. Jeśli rząd nie pożyczyłby pieniędzy, to nie byłbyś milionerem. Ten system działa w prosty sposób, a mimo to wielu ludzi tego nie rozumie. Rząd ma prawo do emisji obligacji, a niezależny bank centralny, prawo do emisji pieniędzy pod zastaw obligacji. Bank jest niezależny, bo od jego decyzji zależy, czy obligacje kupi i na jaki procent, ale nigdy za darmo. Dlatego cały świat jest zadłużony, luzowanie ilościowe to patent banków, a nie rządów. Za inflację odpowiadają nie tylko banki centralne, ale nawet banki komercyjne, posługujące się lewarem przy udzielaniu kredytów -ten lewar jest wielokrotny. Jeśli bank posiada jeden milion złotych, dolarów, czy euro, ma prawo pożyczyć ich około 20 milionów, a to w oczywisty sposób kreuje pusty pieniądz i napędza inflację na całym świecie.

    1. Jak rząd będzie dalej pożyczał, to zostanę nawet miliarderem, jak wielu w latach 90-tych.Nie o to jednak chodzi.

      A co do banków – robią to na co państwa im pozwalają. I racja, przykładają rękę do inflacji.

  3. Być może jest tak, że to rządy robią to, na co banki im pozwalają lub każą. Do sprawowania władzy konieczny jest pieniądz, który banki mogą drukować w obfitości jeśli widzą w tym interes- jak to mówią gwiazdy dziennikarstwa śledczego: follow the money.

    1. Każde państwo ma narzędzia pozwalające bronić obywateli przed wyzyskiem – tworzy prawo. A jeśli, z powodu uwikłania polityków, idą na pasku właścicieli banków (bo nawet nie bankierów) to trzeba zagłosować nogami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *