Wady PPK

Ostatnio skupiłem się na zaletach PPK, ale oczywiście mają one wady.  Oto one.

Nie wiadomo czy państwo nie zmieni zasad. Powiem nawet inaczej – wiadomo, że je zmieni na niekorzyść, tylko nie wiadomo jak. Może zabierze część kapitału. Może opodatkuje wypłaty lub zyski. Może zmniejszy dopłaty. Może zwiększy proceny wpłat obowiązkowych. Kto wie.  Po zabraniu pieniędzy z OFE wszystko jest możliwe i głównie ta obawa zniechęca przed przystąpieniem.

Wypłaty kwotowo nie będą duże. To prawda. Wróćmy do obliczeń. Pracownik zarabia 5000 zł brutto, a to 3613 zł netto. Świadczenie przez 20 lat nie będzie wysokie – ledwie 7% dzisiejszej pensji. Z drugiej strony, wydłużając okres oszczędzania do 40 lat (przeciętny czas pracy), a pozostawiając czas wypłaty na podobnym poziomie (20 lat), mamy już 482 zł świadczenia czyli 15% pensji. Do ZUS wpłacamy razem z pracodawcą 1000 zł miesięcznie (a nie 175 zł), a dostaniemy najprawdopodobniej ok. 1300 zł netto. 

Jednak te 482 zł dla kogoś otrzymującego 1300 zł to sporo.

Zarządzający mogą tracić. W PPK nie ma gwarancji kapitału. Zarządzający mogą tracić pieniądze. I tu pojawia się problem.  Całością zarządza instytucja państwowa. Największy podmiot zarządzający to państwowy bank. Może zamiast w optymalne inwestycje wchodzić w  „biznesy” w stylu – nowe elektrownie węglowe, kopalnie itp., inne spółki skarbu państwa. I w efekcie zamiast zyskiwać tracić 5-10%. Tu nie uchroni nas nawet dopłata. Czy tak będzie? Nie wiem, zobaczymy.

Da się lepiej zainwestować te pieniądze. Niewątpliwie. Warren Buffet zarabia 20% rocznie. Zejdźmy jednak na ziemię. Porównajmy ze zwykłymi warunkami.

Załóżmy na chwilę, że ceny nieruchomości w stosunku do zarobków nie zmieniają się, czyli nie mówimy o jakimkolwiek zysku realnym z przyrostu wartości.  Dzisiaj warte 250 tys. będzie kosztować tyle samo za 20 lat. Bierzemy kredyt na 20 lat (rata 1290 zł za 250 tys.), składając się w kilka osób (po 114 zł miesięcznie, wychodzi to ok. 12 osób). Załóżmy, że na wkład własny  pożyczamy  od „samego siebie”  20% wartości – płacąc ratę miesięczną przez 20 lat – 210 zł.   Jednocześnie pobieramy czynsz, bo wynajmujemy (tu znowu załóżmy stały czynsz netto 800 zł, co przy mieszkaniu za 300 tys. jest wartością mega ostrożną). Podsumujmy. Zysk 800 zł, wysokość rat – 1500 zł. Brakuje 700 zł. Na tę kwotę składają się uczestnicy „prywatnego planu emerytalnego” ok. 6 osób wpłacających po 114 zł. Po 20 latach spłacili lokal i nadal go wynajmują. Teraz to mieszkanie wypłaca im po 130 zł zł emerytury. Nie najlepiej. Zmieńmy na chwilę założenia.

Czynsz drożeje średnio 3% ponad inflację. Czyli po 24 latach mamy 100% więcej. W takiej sytuacji zakup nieruchomości na kredyt „prawie” dogoni PPK.

Przyjmijmy teraz zakup nieruchomości, w celu jej sprzedaży. Po 20 latach spółka się rozwiązuje, mieszkanie sprzedajemy. Każdy dostanie 50 tys. zł (o ile nie będzie realnego wzrostu wartości) i 75 tys. (jeżeli ten wzrost osiągnie 50%). Ile miałby w PPK?  Także ok. 50 tys. zł.

Gdyby jednak nieruchomość drożała realnie ponad 3% nad inflację to po 20 latach byłaby warta 540 tys. zł. Wtedy każdy z wpłacających dostanie 90 tys. czyli znacznie więcej niż PPK.

Zatem odpowiedź jest prosta. Dla zwykłego zjadacza chleba PPK (pensja w okolicach średniej, 20 lat do emerytury) wypada lepiej niż dostępne metody oszczędzania, a znacznie mniej z nią zachodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *