Jak zakaz aborcji może wpłynąć na ceny nieruchomości?

Chciałoby się zapytać – co ma piernik do wiatraka. Czy autor bloga całkiem oszalał? Otóż nie, pragnę pokazać, jak wybory czysto polityczne mogą wpłynąć (i wpływają na rynek). Temat jest tu dobrym przykładem.

Organ zwany Trybunałem Konstytucyjnym uznał ostatnio aborcję spowodowaną wadami płodu za niezgodną z Konstytucją RP. Już sam pomysł stwierdzania takiej niezgodności w przypadku ustawy uchwalonej 27 lat temu i obowiązującej zgodnie z Konstytucją przez 25 lat wydaje się karkołomny. Ale jest gorzej, mówimy o wpływie polityki na ceny nieruchomości. Dlaczego?

Cofnijmy się o prawie 450 lat. Mamy rok 1578. Królem Polski jest Stefan Batory.  Pomimo krótkiego panowania (10 lat, wobec  np. 31 lat Stanisława Augusta Poniatowskiego czy 30 lat Augusta III), będzie znany jako jeden z najlepszych monarchów.  W Polsce obowiązuje tolerancja religijna, wielu urzędników jest prawosławnymi czy protestantami. W uszach brzmią jeszcze słowa poprzednika – Zygmunta II Augusta – nie jestem władcą waszych sumień.

A teraz rok 1648. Po Stefanie Batorym nadeszło dwóch królów – Zygmunt III Waza i Władysław IV Waza. Obaj politykę mieszali z religią w sposób nieprawdopodobny. Zniszczyli w ciągu 30-40 lat cały potencjał złotego wieku polskiej tolerancji walcząc z prawosławnymi Rusinami, Żydami religii mojżeszowej czy protestantami (rdzenni Polacy i Litwini). Popierali kler przeciwko średniej szlachcie. Efekt  – doprowadzili kraj  do upadku. Pozornie w tym 1648 r. wszystko jest jeszcze ok. Ale zaraz przyjdzie, podobny do nich, Jan II Kazimierz (który zanim został królem, był nawet kardynałem), a wraz z nim Powstanie Chmielnickiego i Potop Szwedzki (również sprowokowany przez politykę poprzedników). Obie te klęski, spowodowane były w znacznej części kwestiami religijnymi,  w ciągu 12 lat zniszczyły potencjał I RP i spowodowały gigantyczny kryzys (ogromny spadek ludności, spustoszenie kraju, zejście Polski do ligi krajów drugorzędnych). A przecież król chciał dobrze (podobnie jak konfederacji barscy planując z pobudek religijnych, zabić ostatniego króla i przyspieszając rozbiory).  Ale wróćmy, do aborcji i cen nieruchomości.

Już w tej chwili potencjał ludnościowy Polski spada. Rodzi się 360 tys., a umiera 410 tys. rocznie. Proces ten rośnie i przybiera na sile. Na razie w wieku produkcyjnym jest bowiem ostatnie pokolenie wyżu demograficznego. Co będzie za 10 lat? Śmiertelność na poziomie 500 tys., a urodzin może 250 tys.?  Czy zakaz aborcji chorego płodu, a de facto zakaz badań prenatalnych coś zmieni? Oczywiście. Spowoduje dwa procesy: pierwszy dalszy exodus do krajów UE (dopóki można i ponieważ to się opłaci) młodzieży i ludzi na początku wieku rozrodczego (czyli na dzisiejsze warunki 18-30 lat), po drugie gruntowne przemyślenie decyzji prokreacyjnych przez tych co zostaną. Efekt – kolejne kilkadziesiąt tysięcy dzieci urodzi się w Londynie, zamiast w Warszawie. Polska stanie się krajem ludzi starych. Niezdolnych zarówno do urodzenia dzieci jak i ewentualnej obrony.  Głosujących nadal na tych, który ten proces sprowokowali.

No dobrze, ględzę tą historią i czarnowidztwem, ale gdzie te nieruchomości. Właśnie do nich przechodzimy. Jak myślicie, jaki wpływ na rynek nieruchomości ma proces wyludnienia?  Spójrzcie na Polskę po Potopie, na Detroit po Wielkim Kryzysie, na Łódź w latach 90-tych (nadal ceny mieszkań w tym mieście są niższe niż w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu, nieporównywalne z Krakowem czy Warszawą). Ceny spadną. Nominalnie może nie (inflacja!!!), ale realnie muszą spaść. Nie ma przyszłych pokoleń, nie ma komu (i dla kogo) kupować. Z dwóch par dziadków zostaje jedno wnuczę, nawet nadmiar (2 mieszkania), o ile przemęczy się kilka-kilkanaście lat.  Premier ma dwójkę własnych dzieci (dwójkę przysposobionych trudno liczyć do bilansu urodzin), prezydent jedno, wicepremier zero.  Średnio – niespełna 1.4. Tak to wygląda.

Na ten proces nakłada się jeszcze jedna (również motywowana religijnie i politycznie) przyczyna – niechęć do przyjmowania cudzoziemców. Kto przy zdrowych zmysłach osiedli się w Polsce (podobnie jak np. Ormianie w dawnych wiekach), w kraju, który pożycza 250 mld zł rocznie i 40 mld oddaje klerowi? Kraju, w którym z Funduszu Sprawiedliwości, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i środków na odnowę zabytków finansuje się w znacznej części organizację religijną, a ta organizacja religijna za chwilę będzie  ich (tj. Ukraińców)  dezawuować jako obcych, Ruskich, prawosławnych? Kiepsko.

Jakie zatem oszczędny milioner widzi wyjście?

Po pierwsze, nie głosować na tych szaleńców. Wybierać ludzi umiarkowanych, posiadających rodziny, bo wybór radykałów zawsze źle się kończy (popatrzmy właśnie na dynastię Wazów). Nawet w partii rządzącej są przecież zarówno bersekerzy bez dokonań, wyciągnięci z niebytu, jak i ludzie z ugruntowaną pozycją (np. Jarosław Gowin).  Oby tych drugich było jak najwięcej.

Po drugie, obserwować. Dzisiaj jeszcze nic nie jest przesądzone, ale zmierza ku scenariuszowi z XVII wieku. Złe stosunki ze wszystkimi sąsiadami, czy coś Wam to przypomina, bo mnie rok 1939?  Umieć odpowiednio wcześnie się wycofać, bo proces spadku wartości obliczony jest na szczęście na lata i w każdej chwili może się odwrócić. Na razie ceny nieruchomości petryfikuje jeszcze inflacja i niskie stopy procentowe. Nie da się jednak trzymać ich tak w nieskończoność (a może się mylę, bo to także w interesie rządzących).

Po trzecie, szukać alternatywnych inwestycji. Na co patrzę? Na obce, stabilne waluty – franka szwajcarskiego i chyba jednak dolara. Akcje notowane na obcych rynkach. Nieruchomości zagraniczne. Kupować po trochu.

Po czwarte, chyba jednak zmierzać w kierunku samowystarczalności – maksymalnej jakiej się da. Nauka potrzebnych umiejętności, uprawa ziemi, rezygnacja z wielu oczywistości, własne źródła wody, prądu, ogrzewania. Na koniec jeszcze raz wracam do historii. Dlaczego polskie ziemiaństwo, ten „naród polityczny” przetrwało bez państwa 123 lata? Ponieważ majątek ziemski był w znacznej części samowystarczalny, dało się samemu przeżyć i zapewnić przeżycie bliskim. Nawet na kresach, gdzie 80% ludności była obca etnicznie i kulturowo. Podcięcie podstaw ekonomicznych (reforma rolna), oznaczało koniec klasy społecznej.

2 przemyślenia nt. „Jak zakaz aborcji może wpłynąć na ceny nieruchomości?”

  1. Czytam pańskie wpisy i muszę się raczej zgodzić z pańskimi wnioskami. Zauważam jednak, że zaczyna pan zmierzać w kierunku wskazywanego przez tzw. preppersów, czyli raczej przygotowywanie się na ciężkie czasy niż wiara w postęp, rozwój i bogactwo dla wszystkich. Eksperyment z samowystarczalnością jest niezły ale w obecnych czasach niestety nie dla wszystkich. Gorzej gdyby samowystarczalność, nawet tylko w pewnym zakresie, okazała się koniecznością. Pozdrawiam M.S.

    1. Nie jestem aż takim optymistą, żeby wierzyć w postęp, zwłaszcza, że to co obserwujemy zwiastuje raczej regres i nadchodzące trudne czasy. Także rozwój i bogactwo nie są dla wszystkich, albowiem może 20-30% żyje inaczej niż z dnia na dzień. Oni, co oczywiste nie okazują zainteresowania takim eksperymentem, bo skupieni są na „tu i teraz” i to wcale nie w znaczeniu uważności.
      Misją tego bloga jest pokazanie, że da się dojść do zamożności (bo do bogactwa raczej nie) własną pracą, przy odpowiednim wykorzystywaniu szans i raczej na dłuższą metę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *