Czy możemy wrócić do samowystarczalności? Ile kosztuje domowa produkcja jedzenia?

Nie odwiedzam zbyt wielu blogów. Jedynym z regularnie przeglądanych jest ten pisany przez będącego w diametralnie odmiennej ode mnie sytuacji, trzeźwego alkoholika mieszkającego na działce ROD, tworzącego pod pseudonimem Henryk Ulman. Ostatnio popełnił on taki tekst: link . I zmusił mnie do obliczeń, których efekt prezentuje poniżej.

Jednym z założeń mojego planu przeżycia miesiąca za 700 zł była samowystarczalność żywnościowa. Henryk osiągnął ją w znacznie większym stopniu. Za 500 zł planował funkcjonować przez …rok.  Ale przecież wszystko kosztuje, jeśli nie pieniądze, to czas. Można to policzyć. Załóżmy na chwilę, że mamy ogródek przy domu. Planujemy obsadzić go warzywami. Ile będzie kosztować taka produkcja? To zależy. Zależy od tego czy liczymy tylko wydane pieniądze, czy poświęcony czas.

Weźmy takie ziemniaki. Plonują doskonale, dając plon 5 krotny. Tzn. sadząc 10 kg uzyskujemy ich 50 kg. Super sprawa, mamy zysk 80%. No, jednak nie. Załóżmy kilogram ziemniaków za 2 zł i 20 ziemniaków-sadzeniaków na kilogram. Biorąc pod uwagę odstępy 75 cm między rzędami i 25 cm w rzędzie, na ar (100 m2 tj. kwadrat 10 x 10 m) potrzebujemy 520 bulw (25 kg). Uzyskamy plon 125 kg. Czyli żeby zarobić (zakładam ceny sklepowe) 250 zł, wydamy 50 zł. Do tego nawozy (15 zł za obornik) – razem 65 zł, a uzyskamy dochód 185 zł/ar. Wydaje się super.

Dodajmy jednak pracę. Stosując klasyczną działkową metodę uprawy (szpadel+widły), a nie mechaniczną potrzebujemy ok. 5 dniówek (40 godzin) na przekopanie takiego obszaru. Na plewienie, obkopywanie, podlewanie nawet 2 razy tyle. I mamy nakład pracy 120 godzin (15 dni, czyli 2 dni na miesiące sezonowe). I wtedy zaczynają się schody, bo zysk wynosi….1,5 zł/godzinę (185 zł/15 dni/8 godzin). Czyli taka niskotowarowa gospodarka nie ma żadnego sensu. Nawet zmniejszając ilość pracy o połowę (1 dzień od marca do października) uzyskujemy wartość 3 zł.

Prosta mechanizacja (glebogryzarka spalinowa) daje nam większe szanse. Nagle potrzebujemy przejechać po tej roli 4 razy w sezonie i zajmuje nam to 4 godziny.  Ale taka maszyna spala paliwo, ok. 1l na godzinę, więc musimy odjąć jeszcze 20 zł.  Jej amortyzacja (przy ogródku 1500m2 i przewidywanym okresie użytkowania 20 lat) wyniesie 10 zł/1 rok/ a. Dodamy 8 godziny na zbiór.  Czyli mechanizacja pozwala na zaoszczędzić 108 godzin/a, za cenę 30 zł/a.  Taki prosty zabieg zwiększa koszt do 95 zł, zysk wynosi 155 zł za 12 godzin pracy. To już nie 3 zł, ale 12 zł/godzinę.   Mniej niż pensja minimalna.

8 przemyśleń nt. „Czy możemy wrócić do samowystarczalności? Ile kosztuje domowa produkcja jedzenia?”

      1. Ja tez sledzilam jego blog, i widze ze nie tylko ja zastanawiam sie, co sie z Panem Henrykiem stalo. Ta jego nowa dzialka znajdowala sie na jakies posiadlosci, mam nadzieje, ze dobrzy ludzie nie pozwolili mu na ponowne stoczenie sie do dolu.
        Barbara

        1. Gdzieś między wierszami wpisów Henryka tliła się wątpliwość, czy prowadzić bloga, skoro wyprowadził się z ROD. Pamiętam, że stracił wiele danych i podniósł się po tym. Wkrótce cały blog zniknął.

          1. OK, wole takie wytlumaczenie niz powrot do nalogu. Facet jest z mojego rocznika i wlasciwie zaczynal swoje zycie od nowa z tym zyciem na dzialce, kazdemu to sie moze przydarzyc. Dlatego troche mu kibicowalam w tym przedsiewzieciu. I sama mam dzialke, dzieki ktorej zamierzam ograniczyc wydatki. Jesli mozna, to poczekam na Pana kolejne wpisy, dotyczace upraw. Oby do wiosny !

          2. Henrykowi gorąco kibicowałem i podziwiałem jego zaradność i taką życiową mądrość.
            Wpisy o działce i uprawach z pewnością będą, bo to mój konik. Wydawało mi się jednak, że dla osób czytających o inwestycjach, to mało interesujący temat.
            Moda na działki wraca wraz z pandemią i teraz ludzie biją się o własne ogródki. Po części to kwestia oszczędności i mody (teraz szczytem hipsterstwa jest mieć własną sałatę czy koperek), a po części tęsknoty za ucieczką z betonowej klatki.

  1. Dzialka to tez moj konik, pasja, ucieczka od codziennosci, dlatego zwrocilam uwage na ten blog. Przepraszam, ze zignorowalam inne wpisy, dotyczace inwestycji, postaram sie to naprawic, bo sa na pewno interesujace.
    A dzialki nie uwazam za inwestycje, to moja potrzeba zyciowa. Mieszkajac we Francji, brakuje mi polskich warzyw, takich jak: koperek (jest nieraz dostepny w plastikowych saszetkach 1,5 euro za dwie galazki), surowych burakow czerwonych (dostepne glownie gotowane), pietruszki korzennej (nieznana na francuskim rynku), mlode ziemniaki (6 euro/kg), pomidory malinowki (tez 5-6 euro/kg, jesli w ogole sa). Pomijam stosowanie nawozow, tak powszechne we Francji, nawet na plantacjach bio.
    Dlatego po wielu latach tesknoty za prawdziwym ogrodem warzywnym (takim jak u mamy) zdecydowalam sie wynajac ogrodek dzialkowy.
    Koszt: 100 euro na rok. Biorac pod uwage ceny warzyw bio (bo nie stosuje zadnycb polepszaczy), to mysle, ze inwestycja sie zwraca. Moglabym nawet na tym zrobic, gdybym sprzedawala nadmiar, a ja go po prostu rozdaje znajomym. Sa zachwyceni, bo dla nich dobre i zdrowie jedzenie jest chyba lepsze niz bulelka dobrego wina.

    1. Tak, ceny warzyw bio (także w Polsce) są szalone. We Francji z tego co widzę jest jeszcze gorzej. A rolnik dostaje może 1/4. Teraz produkcja ma charakter przemysłowy – standaryzowane 2-3 odmiany powtarzają się w każdym sklepie. Dlatego warto mieć swoje.
      Wpisy o inwestycjach to inna bajka – kogo nie interesuje – nie czyta. Bardziej chodziło mi o moje odczucia. Blog nazywa się „oszczędny milioner” i byłoby mylącym, gdyby większość wpisów dotyczyła spraw ogrodniczych. Cieszy mnie to, że dostrzegane są także te „poboczne”, płynące z potrzeby serca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *