Styl życia oszczędnego milionera. Relacje towarzyskie i osobiste.

Milioner w powszechnym wyobrażeniu to skąpiec samotnie siedzący na górze złota. To oczywista nieprawda. Jaka jest rzeczywistość?

Większość opisanych milionerów (poza D) to ludzie pozostający w małżeństwie. Żaden nie miał problemów ze znalezieniem żony/męża. Małżeństwa te (z jednym wyjątkiem) są szczęśliwe, a i to niedobrane współpracuje w najważniejszych kwestiach (w tym finansowych). Wszyscy mają dzieci. Co istotne w obecnych czasach, w całej szóstce nie ma rozwodników, drugich/trzecich małżonków itp. Żony dbają o mężów, a mężowie o żony. Inaczej niż w znanych mi przykładach rodzin niemilionerskich, a dobrze zarabiających – sukces jest wspólny. Tu nie ma podziału: moja praca-twoja praca. Relacje ze współmałżonkiem to kwestia bardzo osobista, ale myślę –  istotne jest najpierw znalezienie właściwej osoby, a następnie utwierdzenie jej w przekonaniu o tym, że my jesteśmy tą właściwą osobą.  Tylko tyle i aż tyle.

Jeśli chodzi o dzieci, to każdy z nas murem stoi za własnymi. Tu nie ma kompromisów. Nawet ludzie tak ugodowi, jak np. milioner B, bez zastanowienia rzucają się do walki, a co dopiero fighterzy podobni do milionera E. Tu chyba, nie różnimy się tak istotnie od klasy średniej.

Nieco gorzej (aczkolwiek dalej na przeciętnym poziomie) wyglądają relacje z dorosłym rodzeństwem, teściowymi 😉 czy kuzynami. Tutaj ujawniają się przeciwieństwa charakterów, oczekiwań, sposobu myślenia, ocen, sprowadzające się do powiedzenia „z rodziną najlepiej na fotografii”. Akurat w moim przypadku jest całkiem dobrze (moich braci mogę nazwać przyjaciółmi), ale średnia wypada …. średnio.

Co innego relacje towarzyskie. Łatwo wchodzimy w interakcje z innymi. Czasami są znajomości z pracy, relacje biznesowe, ale mówiąc szczerze, gdybym miał czas i zdrową wątrobę, codziennie mógłbym wychodzić na wódkę w innej grupie znajomych. Ta lekkość kontaktu (poza milionerem D, będącym typowym „mrukiem”), zapewnia nam też klientów, o czym w innym wpisie i jest jedną z przyczyn sukcesów. Nasi przyjaciele to nie „kumple od kieliszka”, lecz prawdziwa grupa wsparcia.

I na koniec łyżka (łycha?) dziegciu w tej beczce miodu. Kilku milionerów (w tym C i E) sygnalizowało mi spory problem (ja sam go nie zauważyłem). Kiedy podnosili się z popiołów, a wychowali się rodzinach o majątku niższym niż przeciętny, nagle kontakty zrywali z nimi: koledzy ze szkoły, dawni znajomi, pojawiły się nawet donosy do skarbówki. Jak tłumaczyć taką prawidłowość? Myślę, że przyczyn jest kilka. Ze swoim skupieniu na biznesie, przestali pasować do otoczenia (czasami woleli zostać po południu w firmie niż iść na piwo). Do tego nagle zaczęli mieć kasę i… odmawiali pożyczek „na wieczne nieoddanie”, co było traktowane jako wynoszenie się –  w grupie „wszyscy klepaliśmy biedę” postrzegane  jako zbrodnia.  I wreszcie często kończyły się tematy do rozmów, skala problemów była inna. Moja żona usłyszała kiedyś od koleżanki utrzymującej bezrobotnego od 15 lat męża – nie marudź, że w starym domu trzeba znowu coś robić, ja bym chciała mieć jakikolwiek dom, a mam małe dwa pokoje kupione przez rodziców.  W dużym mieście (jak moje) to mniejszy problem, a małym miasteczku (z takich pochodzą milionerzy C i E) to gigantyczny kłopot, bo ta grupa z podwórka to często jedyni znajomi.  C i E musieli  szukać przyjaciół dalej i tak… poznali nas.

 

2 przemyślenia nt. „Styl życia oszczędnego milionera. Relacje towarzyskie i osobiste.”

  1. Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Faktycznie troche zaczyna sie odstawac ale jest ok jezeli to odstawanie to nie jest zadzieranie nosa.

    Ja widze, że osoby, które się same dorobiły – swoja ciężką praca – raczej nie sa bucami (przepraszam za okreslenie ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy). Ale faktycznje: problemy inne, godziny pracy inne, tematy do rozmów inne … i czasami ciężko utrzymać kontakt. Szuka sie osób o podobnyh zainteresowaniach. Osob, z ktorymi można np. poruszyć temat „w co inwestować w nadchodzącym roku?” bez obawy, że posądzą nas o … no wiecie, w Polsce przecież o pieniądzach rozmawiać nie wypada.

    PS: dzięki za wpisy i bloga. Fajnie się tu zagląda

    1. No właśnie, nie chodziło o zadzieranie nosa. Problemy są na pewno inne, zwłaszcza w małym mieście to widać. Jeden zarabia kilkaset tysięcy rocznie ciężko pracując i inwestując, drugi ma niepracującą żonę i pensję minimalną. Faceci jeszcze się dogadują (ryby, rowery, sport, piwo), kłopoty mają kobiety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *