Było o pizzy czas na kolejne danie współczesnej kuchni polskiej – kotlet. Obliczam dwie opcje – klasyczny schabowy oraz z jagnięciny. Ja, będąc w górach, zazwyczaj wybieram ten drugi.
W takiej Biedronce regularna cena schabu to 17 zł/kg. W promocji (limit) widziałem i 13 zł. Nie jestem ekspertem od mięsa i pewnie długo nim nie zostanę, ale widząc ofertę specjalistycznych sklepów (33 zł/kg) dostrzegam też przyczynę. Sieciówka powie pewnie o efekcie skali itp. Ja jednak wiem swoje (sprawdzone przy pizzy) – odpowiedzią jest niższa jakość. Zakładając 8 kotletów z kg mięsa mamy przelicznik 1,62 zł/kotlet w promocji Biedronki oraz 4,12 zł za „premium”. Taki kotlet, po dodaniu panierki (jajko, bułka tarta, trochę soli, przypraw – razem 0,28 zł/szt) będzie ważył ok. 150 g, z czego panierka może stanowić 20% masy netto. Nieźle, bo mamy gotowe danie za 1,9-4,4 zł/szt.
Teraz idziemy do garmażerki – mekki studentów i singli. Po co bowiem brudzić patelnię na jednego kotleta? A ceny? Tu będzie drożej ok. 22 zł/300 g czyli 11 zł/szt. Nieźle, biorąc pod uwagę, że tania panierka waży nie 20% a dwa razy tyle. Po prostu mięso rozbijamy mocno, a panierujemy grubo, tak się robi w żywieniu zbiorowym. Jeszcze Wam tanio? To idziemy do restauracji.
W knajpie (nie pisze o tanich obiadach lecz restauracji) płacimy jeszcze więcej. Uzyskujemy lepszą jakość niż w garmażerce (porównywalne z domowym ze schabu „kraftowego”), ale za cenę … 25-30 zł/porcja. Może dorzucą nam jajko na wierzch (w domu + 1,5 zł z wolnego wybiegu), może w cenie będzie 400 g ziemniaka z wody (koszt 0,8 zł) i tyle.
Porównajmy zatem cenę schabowego:
- domowy z najtańszego mięsa z Biedronki – 1,9 zł,
- domowy z mięsa premium – 4,4 zł,
- garmażerka – 11 zł/szt,
- restauracja – 25-30 zł/szt.
W tym miejscu warto zadać sobie pytanie – za ile wyprodukuję własne mięso. Koszt żywej wagi tucznika to 9 zł. Półtusza będzie trochę droższa 13 zł. Stąd wniosek prosty – cena za schab (najdroższą część półtuszy) na poziomie 13 zł/kg jest nierealnie niska. Ale gdyby hodować samodzielnie? To czysta teoria, bo wieprzek na balkonie czy w moim ogródku wydaje się powrotem do PRL-u i byłby nielegalny (co pozwalałoby mi poczuć się jak Morfeusz walczący z Matrixem), ale policzmy. Młode prosie kosztuje 500 zł czyli 25 zł/kg. Tucząc je do 100 kg uzyskujemy przyrost ceny do 900 zł (9 zł/kg żywca). Kupując ziarno – bez sensu (200-300 zł). Mając swoje i dodając zielonki, zlewki itp.- do przemyślenia. Wtedy kg mięsa wychodzi nam za 8-9 zł, a samego (idealnego) schabu za 12 zł. Trzeba jeszcze kabana pozbawić życia (ponownie – na nielegalu). Ja odpadam. Wolę kupić w ubojni za 18 zł/kg.
Teraz przechodzimy do mojej ulubionej jagnięciny. U bacy na hali mogłem ostatnio kupić kg za 40 zł. Nieco więcej niż wieprzowina, ale co za smak. Nie chciałbym uderzać w tony duetu Gessler/Makłowicz, więc ograniczę się do truizmu – jagnięcina to nie baranina, a świnka niech się schowa. Oczywiście, w Biedronce jagnięciny w regularnej cenie nie kupimy, zdarzają się oferty (znalazłem sprzed 3 lat za 60 zł/kg). Cena z „mięsnego” to teraz 80 zł/kg. Wracamy zatem do wpisu o zasadach oszczędzania na jedzeniu – kupuj u producenta, będzie taniej. Garmażerki nie oferują takich wynalazków. Na placu boju zostają więc: baca+własny wyrób, mięso ze sklepu+własny wyrób oraz restauracja. Z uwagi na cenę kg, porcje będą mniejsze niż schabowe – ok. 100 g mięsa plus panierka. Liczmy zatem:
- mięso od bacy, przerobione w domu – 4,28 zł (4 zł mięso +0,28 zł panierka),
- mięso ze sklepu, przerobione w domu – 8,28 zł (8 zł mięso +0,28 zł panierka),
- restauracja – 45 zł/porcja.
Ponownie wygrywa domowe jedzonko. Jasne, dla kogoś kto mieszka sam, gotuje na kuchni indukcyjnej (i musi doliczyć 1-2 zł na prąd/obiad), ma mało czasu, wybór garmażerki za 20 zł/danie obiadowe (kotlet schabowy + ziemniaki+surówka), ba nawet podgrzane na miejscu (widziałem takie oferty stolikowe). Przymknie oko na 40% panierki w kotlecie. Dla 4 zł dziennie nie będzie szukał mięsa z promocji. W efekcie zapłaci za porcję obiadową nie 8 zł (domowa z dobrą surówką, mięsem premium, ziemniakami ) a 20 zł i uzyska gorszą jakość. Różnica miesięczna – 360 zł/30 dni nie będzie dla niego warta poszukiwań. Zje gorzej i drożej. Ewentualnie uzyska standard restauracyjny – wyda 70 zł/obiad z napojem czyli 62 zł/dzień więcej niż w domu.
Czy to potępiam? Nie. Dla każdego coś miłego. Jeden zdecyduje się czekać 15 minut przy stoliku, szukać miejsca do parkowania (czasem za nie płacić), dojeżdżać, wydać 2100 zł/miesiąc za obiady, bo go stać. Drugi pójdzie do garmażerki (lub barku w pracy), zapłaci 600 zł/miesiąc. Trzeci za 240 zł ugotuje (lub ma domownika, który to zrobi).