Wprawdzie sezon grzewczy powoli się kończy, ale temat „ogrzewanie starego domu” pozostaje nadal aktualny. Obiecałem Beacie, że pociągnę ten temat i … wracam do niego pod koniec marca.
Kto czyta bloga nieco dłużej, ten był świadkiem mojej „antyzduńskiej krucjaty”, albo inaczej „antybzdurnej krucjaty”. Dzisiaj skupię się na pieniądzach czyli core moich publikacji.
Wyobraźmy sobie całkiem specyficzne warunki – stary dom o powierzchni 60 m2 plus ew. drugie tyle poddasza, na dzisiejsze standardy – słabo ocieplony. Widuję coraz więcej takich renowacji, w filmikach na youtube, a i tak się składa, że Beata remontuje podobną nieruchomość. Za cenę wyższego zużycia energii, właściciele rezygnują z ocieplania ścian, zostawiając piękne, często ceglane elewacje i unikając obklejania ich styropianem. Cena? Niestety koszty ogrzewania. Taki dom potrzebuje rocznie 12-20.000 KWh energii cieplnej.
I wtedy wchodzi zdun ubrany na biało. Proponuje „niezmiernie nowoczesny” piecokominek. Co to za byt? Wkład stalowy/żeliwny obudowany kształtkami ze specjalnego betonu, lub szamotem, wermikulitem itp. a obłożony kaflami. Do tego ma często ławę (coś w rodzaju babcinego zapiecka), ścianę akumulacyjną itp. Reklamuje go często albo wzbudzający zaufanie potężny, wąsaty starszy zdun, albo wręcz przeciwnie sympatyczny młodzian. Opowiada ze swadą, odwołując się do doświadczeń pokolenia 40+ z czasów wakacji spędzanych u babci na wsi. Rzuca przy tym kilka liczb. Człowiekowi z umysłem chociaż trochę ścisłym, dają one do myślenia. Na koniec, nie bez przyczyny, pada cena. My od niej zaczniemy.
Bierzemy na tapet mały piecokominek – jego koszt 30.000 zł. Stawiamy go sobie w pokoju. We wkładzie pali się szybko i intensywnie, ale krótko. W okresie przejściowym (jesienno-wiosennym) raz dziennie. W ostrą zimę – 2 razy. W każdym przypadku wkładamy pełen ładunek – 16 kg drewna. Według deklaracji zduna, nagrzewamy spaliny do 700 st. C, na wyjściu mają 150 st. C. Ma to oznaczać doskonały odbiór ciepła przez wkłady akumulacyjne i wysoką sprawność (stosunek energii cieplnej uzyskanej z drewna do wypromieniowanej do pomieszczenia). Brzmi świetnie, a realia? 16 kg drewna to ok. 70 KWh energii przy 100% sprawności. Niech nasz piecokominek ma ją na poziomie nierealnie wręcz wysokim – 90% (różnica temperatury wejście-wyjście, wskazuje raczej na 80%, ale uwierzmy zdunom). W efekcie uzyskujemy 61 KWh energii na cały dzień lub 122 KWh w zimny dzień (palimy dwa razy, 32 kg). Moc paleniska – 30 KWh (skoro spala wsad w dwie godziny), ale całego piecokominka (tam nie można dokładać bo temperatura rozsadzi instalację) – jakieś 3-5 KWh (bo oddaje średnio 3 KWh, najpierw mało – duża bezwładność, po nagrzaniu intensywnie – 6 KWh, a stygnąc coraz mniej). Żadnych marzeń Panowie – jak mawiał pewien car, to nie jest perpetuum mobile zdolne ogrzać cały stary dom. Teoretycznie – niby tak (ok. 15.000 KWh), ale praktycznie – stojąc i grzejąc może da radę poradzić sobie z samym parterem, o ile faktycznie będzie miał 60 m2 i składał się z pokoju dziennego, kuchni i łazienki. Natomiast z górą (poddaszem) – no way, ruchu powietrza tak nie wymusimy, żeby rozeszło się jeszcze do dwóch zamkniętych sypialni i łazienki. Taki mały piecokominek, nada się świetnie do ogrzania niewielkiej parterowej chaty, jaką znamy ze wsi (biała izba, czarna izba – kuchnia, komora – przerobiona na łazienkę). Tam może się fajnie sprawdzić, bo oddaje ciepło w dłuższym okresie i to w przyjemny sposób. Ale ta cena. Zaczęliśmy od niej to i skończymy – 30.000 zł. Za takie pieniądze na powierzchni 60 m2 i 3 pomieszczeń, możemy mieć:
- piec gazowy z 3 grzejnikami i jeszcze zostanie nam połowa kasy – 15 tys. zł,
- niewielki kominek o mocy 10 KWh z płaszczem wodnym i grzejnikami – 20 tys. zł,
- dwa małe klimatyzatory z funkcją grzania (7 KWh) – za 9 tys. zł (zostanie nam 21 tys. zł).
Sporo alternatyw. A jak wyjdzie kosztowo?
Piec gazowy spala paliwo o cenie ok. 0,45 zł/KWh (sprawność 90%), a kominki/piecokominki – 0,2 zł/KWh (sprawność 80%). Rocznie na piecokominku oszczędzimy 3800 zł. Zwrot piecokominka – 4 lata. Brzmi obiecująco.
Niewielki kominek z płaszczem wodnym zadziała dokładnie tak samo jak piecokominek, jeśli chodzi o sprawność. Nie słuchajmy opowieści zduna, jak wermikulit plus kafle cudownie zatrzymają energię, która nie uleci w komin. Równie dobrze zrobi to płaszcz wodny, zasobnik i grzejniki – a rozprowadzą ciepło równomiernie. Dlaczego? Ponieważ spalanie zachodzi mniej intensywnie i różnica temperatur palenisko-komin wychodzi dokładnie taka sama. Czyli – mamy te same koszty eksploatacji, a niższy o 1/3 koszt zakupu. Czy to dobra cena za wygląd kafli? Na pewno nie na płaszczyźnie rozumu.
Teraz klimatyzatory. Jeśli skorzystamy z dopłat (niech będzie 50%) plus tyle samo na fotowoltaikę, inwestycja realnie będzie nas kosztować 12 tys. zł. Koszt eksploatacji – 0,3 zł/KWh. W efekcie tracimy rocznie 1500 zł. Piecokominek zwróci nam się po 10 latach i musimy codziennie palić. Wybrałbym klimę lub kominek z płaszczem wodnym.
Ale na tym jeszcze nie koniec. Taki piecokominek waży co najmniej 750 kg i wymaga fundamentu. W starej chacie – zrywania podłogi lub wyrzucenia istniejącego pieca. Wkład kominkowy z wodą – mniej niż połowę. 2 klimatyzatory- 40 kg i wieszamy je na ścianie. Zupełnie bez sensu zatrudniać zduna.
A może być jeszcze drożej. Wypaśne konstrukcje z fikuśnymi kaflami, jakąś ścianą akumulacyjną kosztują 50.000 zl. I nadal nie ogrzeją poddasza (a na nim nie postawimy drugiego 750 kg piecokominka, bo nie ma miejsca na fundament).
A argument ad babcium? No cóż – typowe granie na emocjach. Po pierwsze – wtedy alternatyw (piec gazowy, kominek z płaszczem, klima) nie było, a kafle wychodziły taniej. Po drugie – grzano w ten sposób małe chaty (albo piece stawiano w większej liczbie). Po trzecie – tolerowano niższe temperatury i drewno zdobywano za darmo.
Tak, ogrzewanie mojego domku spędza mi sen z oczu. Jeżdżę po znajomych z różnymi sposobami ogrzewania i obgaduję. Każdy poleca co innego, ale trudno przenieść ich doświadczenia na mój dom że względu na jego wielkość i wiek. Także sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Gazu nie ma więc to od razu odpada, brak też miejsca na kotłownię bo domek malutki. Tym samym odpada piec zgazowujący drewno. Po wizycie konstruktora, na którego się jednak zdecydowałam po Twojej radzie -dziękuję-, wiem że strop wytrzyma to co planuje ale raczej nie powinnam go obciążać dodatkowo buforem wody do ogrzewania. Na parterze również nie ma na niego miejscami więc niestety odpada kominek z płaszczem wodnym i elektryczną grzałką w buforze nad czym też się zastanawiałam. Wiem też po jego wizycie że jednak powinnam przełożyć dachówki na jednej połaci dachu przed ociepleniem a tego nie uwzględniłam w kosztorysie. Także adaptacja poddasza odłożona na rok lub dwa, muszę uzbierać dodatkową kasę. Tak więc w grę wchodzi ogrzewanie drewnem lub/i prądem.
Co do kosztów pieca. Niby Twoje szacunki są ok ale moje realia są ciut inne. Nie idę w to nowoczesne cudo czyli wkład kominkowy obudowany szamotem za kilkadziesiąt tysięcy, choć przyjaciółka ma i bardzo sobie chwali. Ona ogrzewa nim salon wielkości całego mojego parteru i dobrze się spisuje ale absolutnie nie wchodzi w grę bym wydała 50tyś. na ogrzewanie. Nie mój budżet. Ja myślę nad odtworzeniem tego pieca co był do lat 80tych. Fundament jest, kanał dymny również. Kafle (cudnej urody- wiem to babski argument:)) kupiłam używane za 1700zł, większość szamotu leży w chlewiku. Na pewno trochę trzeba dokupić, tak jak glinę zduńską i metalowy osprzęt. Zdun chce za wymurowanie 7000zl ale niestety terminy ma dopiero na przyszły rok więc szukam innego. Trochę szkoda bo robił taki piec kuzynce i naprawdę fajnie grzeje więc facet wie co robi. Dogrzewanie prądem jest w mojej sytuacji, ze względu na częste wyjazdy koniecznością. W dłuższej perspektywie czasu to pewnie i na fotowoltaice się skończy. W nowym rozdaniu Czystego powietrza nabywcy domów dopiero po 3 latach od zakupu mogą przystąpić do programu. Intensywnie myślę nad tym czy ogrzewania poddasza nie oddzielić od parteru. Na poddaszu będa dwa pokoje używane w weekendy, jak córka przyjedzie że studiów. Prądem ogrzewać by było to najłatwiej..
Pomysł na podzielenie parteru i piętra – rozsądny. Zresztą skoro nie gaz, nie kominek z płaszczem i nie piec zgazowujący, to bardzo nie masz wyjścia. Lepiej wyjdziesz montując dwie klimy niż jedną dużą pompę ciepła (koszt inwestycji).
Natomiast przygotuj się na koszty. Fotowoltaika, rozliczana jak obecnie raczej nic Ci nie da. Duża instalacja domowa (10 KWp – koszt ok. 30k), pozwoli kupić ok. 2000 KWh prądu (produkujesz w lecie, odkupujesz w zimie), przy kiepskim ociepleniu może nie wystarczyć, a i tak instalacja zwróci się po 15 latach (30/2). Nie widzę większego sensu (pomijając niemożliwość upchnięcia takiej liczby paneli na dachu budynku o powierzchni 60 m2 i ewentualne ustawienie do stron świata).
Piec na parterze może się sprawdzić – poza przypadkami wyjazdów. A jak będziesz musiała mieć klimę awaryjnie, to chyba lepiej z tego pieca zrezygnować. Poza względami estetycznymi – rzecz jasna.