Rozpoczynając najdłuższy okres, z 500 zł, wydałem 255 zł. Czy na koniec zmieściłem się w budżecie? Zobaczcie.
Transport. Tym razem w pracy pojawiłem się 2 razy, wydając 22 zł na bilety kolejowe. W sumie przez cały miesiąc 93 zł. Trochę zawiniła moja wygoda, bo 2 pierwsze tygodnie jeździłem samochodem.
Jedzenie. Pojechałem do sklepu, tylko po to, żeby uzupełnić zapasy jajek (10 szt), oraz mleka. Zapłaciłem 22 zł. Przez cały miesiąc 97 zł.
Własne. W niedzielę wybrałem się rowerem do Kazimierza Dolnego i …. zaszalałem. Poszedłem na słynne jagodzianki, zjadając dwie (12 zł). W mieście wpadłem na cmentarz (wkład 5 zł). Wydałem 17 zł, a przez cały miesiąc 22 zł.
Ubranie. Nie kupowałem nic. Jednak, tak się normalnie nie da, stąd przyjąłem te 50 zł.
Leki, kosmetyki, chemia. Ponownie, rzeczywisty wydatek wyniósł 0 zł. Coś się jednak zużywa. I tak, poszła mi 1/3 dezodorantu (5 zł), całe mydło (4 zł), trochę płynu do mycia naczyń, proszku do prania, domestosa – razem za 10 zł, szczoteczka do zębów 5 zł, nieco pasty (5 zł), oraz moje standardowe leki, wykupione wcześniej 16 zł. Razem 45 zł. Udało się zaoszczędzić na papierze toaletowym, ponieważ częściowo zużyłem stare gazety (jak za PRL-u), a kupiłem przed rozpoczęciem eksperymentu nakładkę bidetową na wc.
Opłaty. Tym razem nic. W sumie, tyle, co zapisałem w pierwszym tygodniu – 104 zł.
Łączne wydatki. Jeśli dodam do siebie: transport (93 zł), jedzenie (97 zł), własne (22 zł), ubranie 50 zł, leki, kosmetyki i chemię (45 zł), opłaty (104 zł), wyjdzie razem 411 zł. Pozostaje mi 89 zł rezerwy. W praktyce na: niewielki podatek od nieruchomości (30 zł), trochę drewna do kominka (22 zł), szambo – 25 zł. Zostanie całe 12 zł. Ważnym brakiem będzie szybki internet – muszę radzić sobie tym z komórki.
W życiu samotnika – da się. W praktyce, uwzględniając nieco większe potrzeby (np. KRUS, jakieś życie towarzyskie, prezenty) to „na styk” oznacza braki w budżecie.
Eksperyment pokazał, jak nisko można zejść z wydatkami. Posiadając prawie nowy samochód elektryczny (2019 r. – 46 tys. km) oraz instalację FV da się wydawać na transport 30 zł/tydzień. Na krótką metę, nawet mniej (ubezpieczenie i obowiązkowy przegląd państwowy, uda się bez napraw, przegląd zrobię sam – 55 zł/miesiąc). Nierealnie niskie wydatki na jedzenie (97 zł) mają dwa powody: wysoki stopień produkcji oraz lato. Da się zebrać kilka jabłek, dorzucić 50g cukru i za 25 groszy (prąd darmowy) mieć słoik dżemu oraz sok do rozrobienia z wodą. Fasolka szparagowa z bułką tartą z sucharów – starczy za obiad, podobnie jak naleśniki. Jeśli nie kupuję ubrań (a to realne na jakiś czas), tylko chemię, kosmetyki i niezbędne opłaty, zmieszczę się nawet w 400 zł (jedzenie 97 zł, auto 55 zł, opłaty 181 zł, leki, chemia i kosmetyki 45 zł, własne 22 zł).
Piekny wynik.
Lekko zafalszowany uzyciem elektryka (nie wliczasz straty wartosci),ale nie o to chodzi.
Bardzo ladnie pokazales, ze MOZNA przezyc za grosze, oczywiscie przy odpowiednim podejsciu i wyrzeczeniach.
Przypuszczalnie na dluzsza mete tzn. stałe zycie tego typu te 500 zl byloby w sam raz, jesli zachowamy dyscypline finansowa, o co dosc trudno.Ale koniecznosc jest matka wynalazkow 🙂
Do 21.36. Dokładnie. Natomiast utrzymanie prostego auta spalinowego (np. Fiat 500 mojej żony czy Fiat Panda), gdybym był 100% na wsi, też może okazać się tanie, o ile prowadzimy życie bez pracy i konieczności odwiedzania odległego miasta. Ubezpieczenia OC płacę 320 zł, przeglądy kosztują 200 zł (olej sam wymienię), naprawy – grosze z oponami, akumulatorem może 200 zł/rok. Mamy 720 zł, czyli 60 zł/m-c. I te 37 zł na paliwo (bo wydałem 97 zł) pozwala nam przejechać prawie 100 km miesięcznie (czyli raz w tygodniu do gminy po większe zakupy). I takie auto traci na wartości dosyć wolno.