Granica pomiędzy racjonalnym zyskiem a chciwością. Obligacje.

Kilka miesięcy temu opublikowałem post zachęcający do zainteresowania się obligacjami korporacyjnymi. Pokazałem w nim szansę na całkiem niezły zarobek. Ale nie zawsze tak jest. Oto przykład.

Obligacje Skarbowe (czyli państwowe) oprocentowane na kilka lat po 6.4% (po podatku Belki 5,18%). Ryzyko? Niewielkie. Musiałaby pojawić się wojna, żeby państwo wstrzymało wypłatę odsetek i nie zwróciło kapitału. Ewentualnie kryzys na miarę greckiego. Na razie chyba jednak nam nie grozi.

Obligacje korporacyjne kupione przeze mnie. Duża firma deweloperska, z majątkiem, wieloletnią historią, operująca na rynku warszawskim. Spore marże, długa historia emisji, relatywnie niewielkie zadłużenie, zyski. Ryzyko oczywiście większe, niż w przypadku państwa, ale nadal wojna i wielki kryzys (tym razem w sektorze budownictwa) spowodować może problemy. Natomiast proponowane oprocentowanie 10,36% (8,39% po podatku Belki). Ponad 50% więcej. Na każdych 100 tys. zł zarabiamy rocznie ponad 3000 zł więcej. Te 3,21% netto w okresie kilku lat zrobi sporą różnicę. Oczywiście, o ile nie spadnie WIBOR, na co na razie nie zanosi się.

Obligacje korporacyjne nowej emisji. I nagle wchodzi firma leasingowa z drugiej ligi i proponuje 12,87%. (10,42% po opodatkowaniu). Niby znowu mam szansę zyskać jeszcze 2%/rok. Ale za cenę jakiego ryzyk?. Firma nie jest wiodącym graczem. Występuje na silnie konkurencyjnym rynku. Jakiekolwiek zachwianie, już i tak rozhuśtanego branży moto, może zmieść ją z planszy. Znacznie mniejsze problemy, spowodują, że nie wypłaci odsetek. Pójście na taki układ oznacza…. no właśnie co? Chciwość. Inwestowanie to umiejętność znalezienia różnicy pomiędzy wartością dodaną, zwiększającą nieznacznie ryzyko, a niewielką poprawą parametrów za ogromną cenę. Dlatego z nowej oferty nie skorzystałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *