Legenda gdyńskiego snu srebrnego. Relacja zarobków i kosztów dachu nad głową w międzywojennym mieście. Nowe trendy budowlane.

Dzisiaj cofniemy się w czasie o blisko 100 lat i wyjedziemy do powstającej dopiero Gdyni. Zobaczymy jak miała się do rzeczywistości opowieść o mieście wybudowanym na nadmorskim piasku w ciągu kilkunastu lat. Wszystkie dane statystyczne pochodzą z książki Grzegorza Piątka „Gdynia obiecana”.

Zacznijmy od tego, co wszyscy wiemy. Na początku lat 20-tych Gdynia była małą wioską rybacką, leżącą nie tylko w cieniu wielkiego Gdańska czy modnego Sopotu, ale także pobliskiego Oksywia (parafia), czy Orłowa (mini-kurort). W roku 1939 miała już dobrze ponad 100-tysięcy mieszkańców. Tyle reklamy i przekaz oficjalny.

W rzeczywistości, miasto stanowiło przykład ogromnych kontrastów, charakterystycznych dla „pańskiej Polski” międzywojennej. Z jednej strony, wygodne modernistyczne kamienice z 7-pokojowymi apartamentami dla władz, wolnych zawodów, wyższych wojskowych, a nawet dzielnice willowe, z drugiej slumsy godne brazylijskich faweli. Tak, w naszym ostrym klimacie, po 12 osób gnieździło się w trzypokojowych barakach z drewna i papy, bez żadnego ocieplenia. I nie były to pojedyncze domki, ale całe nielegalne dzielnice, zwane Meksykiem, Pekinem itp. Nikt nawet nie marzył o centralnym ogrzewaniu, gazie, kanalizacji, skoro na całe osiedle przypadała jedna studnia. No, ale na zdjęciach lepiej sprzedawały się nowoczesne budynki w stylu marynistycznym (okrętowym).

Gdynia stanowiła też dobitny przykład władzy Sanacji. Specustawą w mieście, nie rządził samorząd, ale rządowy komisarz. Coś Wam to przypomina?

Ale wróćmy na grunt ekonomiczny. Było już o fawelach. Ich powstanie autor książki utożsamia z ogromnym głodem mieszkaniowym, bezrobociem i szybkim przyrostem ludności. Państwo (bo samorządu, jak powiedziałem, nie było), nie nadążało za skokowym rozwojem. Efekt? Kosmiczne ceny najmu, znacznie wyższe niż w innych częściach kraju, zwłaszcza w porównaniu do płac.

Robotnik gdyński zarabiał za godzinę 50 groszy, a za pokój płacono 30 zł (w Warszawie dniówka była 2 razy wyższa a pokój kosztował 21 zł). Czyli 1/3 czasu roboczego (już wtedy obowiązywał 8-godzinny dzień pracy) przeznaczano na wynajęcie pokoju. Dzisiaj w moim mieście samodzielny pokój kosztuje 900-1000 zł, a pensja minimalna 2700 zł netto (ok. 3500 zł brutto). A pozostali? Inżynier zarabiał 800 zł (kupę forsy – nauczyciel miał 1/4 tej sumy), a na mieszkanie (2 pokoje, nic luksusowego) wydawał 250 zł. 2 przeciętne ówczesne pensje.

W 1934r. budowa baraku kosztowała 3000 zł. Koszt wzniesienia 3500 domów szacowano na 21 mln zł co dawało 6000 zł/dom a 3500 mieszkań w blokach na 15 mln zł (ok. 4300 zł/mieszkanie). Nieco późniejsze dane Towarzystwa Osiedli Robotniczych pokazywały koszt do 6000 zł/mieszkanie i rewolucyjny czynsz 22-24 zł, przy pensji robotnika w firmie-mecenasie budowy – 93 grosze/h. Na takie warunki (nowe mieszkanie w murowanym bloku, zapewnione przez pracodawcę) mogli liczyć tylko nieliczni, zapewniano je wyłącznie najlepszym, sprawdzonym (gdyby zwolnić takiego robotnika, firma musiałaby dalej opłacać za niego czynsz). Takie dysproporcje stały się też przyczyną klęski Sanacji w jedynych wyborach (wybrani nigdy nie objęli mandatów) – sromotnie przegrała i z PPS-em (socjaliści) i Narodową Demokracją.

Jednocześnie Gdynia stała się pionierem nurtów budownictwa mieszkaniowego na dużą skalę w duchu modernizmu, do którego odwoływało się całe pokolenie architektów PRL-u i bez którego mielibyśmy dzisiaj jeszcze większy problem (gros mieszkań w Polsce, zwłaszcza na prowincji, wybudowano w minionym ustroju). Tak, stamtąd wywodzą się mieszkania bez łazienek, małe kuchnie, ale i apartamentowce. Stamtąd czerpią patodeweloperzy i „pumiarze” (miniaturyzacja lokali, wyciskanie małych działek do spodu), tam wroga „czynszojada” wypatrywała lewica. Wreszcie w Gdyni (i jeszcze w Warszawie) modne stało się (koniec XX-lecia) wydzielanie pojedynczych mieszkań na sprzedaż, a nawet mini-kamienice (dzielenie domu jednorodzinnego na 2-3 mieszkania, w pierwszym mieszka właściciel, a pozostałe, wynajęte służą spłacie kredytu). Warto „Gdynię obiecaną” przeczytać, otwiera oczy.

92 komentarze do “Legenda gdyńskiego snu srebrnego. Relacja zarobków i kosztów dachu nad głową w międzywojennym mieście. Nowe trendy budowlane.”

    1. Przy czym wtedy w Polsce, własne auto miało niewiele osób. Głównie klasa wyższa średnia, firmy i ludzie zamożni. 10k zł stanowiło równowartość 4-letniej pensji nauczyciela, który wcale nie zarabiał mało, lub 7-letniej pensji robotnika. Dzisiaj jednak jest taniej, co zapewniła nam masowa produkcja.

      1. Ten ford mogl byc juz z tasmy.
        10k zl to byla polroczna pensja mojego dziadka (dyrektor firmy naftowej Malopolska (firma francuska) oddzial Krosno-Lwów).Dr prawa, glownym zajeciem bylo pozyskiwanie pól naftowych pod wiercenia do ropy.

        1. Tak, Ford T – produkcja taśmowa, aczkolwiek skala skromna, w porównaniu z dzisiejszymi możliwościami. Mój pradziadek takim jeździł. Wtedy 2000 zł zarabiał minister, więc pensja Twojego dziadka – doskonała.

          1. W 1934 jak piszesz pensja ministra to jakies 10 pensji nauczyciela, dzisiaj-ze 2-3?

          2. Nie żartuj. Wystarczy pierwsze z brzegu oświadczenie majątkowe ministrów z dochodami za 2021 r. – MON zarobił 206 tys. (brutto), MEN 140 tys. netto. Nie liczę dodatkowych fuch (poseł, partia, praca). Ilu znasz nauczycieli z pensją 70 tys. netto rocznie (z jednego etatu)? Akurat MEN jest dobrym przykładem, bo drugi etat, to profesura – 62 tys. wobec 140 tys. jako minister. Do przedwojennych kominów, mimo wszystko daleko.

  1. Ciekawa książka. W swojej ocenie sanacyjnej Polski pominąłeś fakt, że w 1934 r. trwała jeszcze w Gdyni recesja wywołana załamaniem światowej gospodarki (w Polsce Wielki Kryzys trwał do 1935r.). To trochę jakby opisywać realia współczesnej Polski przyjmując za punkt odniesienia początek lat 90. Co do zarobków, nie podałeś którego roku dotyczyły, np. w 1933 r. zarobki spadły do 43% w porównaniu do 1928 (jeśli miało się w ogóle pracę).
    Zawsze miałem problem z oceną przedwojennej Polski, ponieważ jedni chwalili sobie tamte czasy, a drudzy opowiadali o nędzy. Wydaje się, że perspektywą były właśnie lata 30. Ktoś, kto miał długi tracił dorobek życia i zmuszony był do mieszkania w baraku, ktoś kto miał oszczędności, mógł na więcej sobie pozwolić w dobie niskich cen.

    1. Sporo dlugow hipotecznych zniknelo w czasie 2WW z powodu bombardowan i niszczenia sądów gdzie byly KW.Niestety zniszczone tez zostaly inne papiery (nie dluzne), i jesli ktos nie mial duplikatow trudno odtworzyc.Ale trudne nie znaczy niemozliwe.

      1. Resztę zniszczyła zasada nominalizmu hipoteki. 3000 zł sprzed II WŚ, które wykreślałem na na przełomie wieków, to było kilkadziesiąt złotych.

        1. …korzystalem tez wraz z bratem z amerykanskich statystyk spadku wartosci pieniadza (wiadomo,ze odniesionych do amerykanskiej a nie polskiej komunistycznej gospodarki) w celu obliczenia wiarygodnej i realnej wartosci rekompensaty za mienie zabuanskie w 2001 ,i brat mi wtedy podal jako bieglejszy w takich wyliczeniach odpowiednia kwote, ktora potem rzeczoznawca wyliczyl.Brat bazowal na cenie zlota i bardzo dobrze.Bo to jest jedyna rozpoznawalna i wiarygodna rzecz.(nie mowie o spekulacjach tylko o trendach wieloletnich).

        2. …3000 zl sprzed 2qWW to po wojnie moglo byc nawet jakies 30.000 zl .Warto sie temu przyjrzec pod katem zwrotu za straty.I nie podchodzic „dawno bylo to noc nie zapolaca”. lasnie o to chodzi,ze jesli bylo dawno i masz jakies papiery, to moga zapacic bo sie nalezy.Ale to musi ustalic prawnik. Nie oddalaj staryxh spraw z automatu bo tam moze sie kryc kasa, ktora Twoi przodkowie na pewno chcieliby,zebys dostal :)W kazdym razie gdybym byl Twoim ojcem to chcialbym,zebys dostal kase, ktora Ci sie nalezy z powodu bycia moim synem, a ja ja zarobilem kiedys w przeszlosci i teraz mozna wyplacic.

          1. …walka idzie o kase i trzeba jak najwiecej zglaszac roszczen bo moze chociaz polowe uzyskasz.Nie odpuszczaj.

          2. Nie, tu akturat chodziło o wykreślenie starego długu zahipotekowanego. Sam dług dawno się przedawnił (między osobami fizycznymi), wierzyciel nigdy się nie upomniał, a hipoteka została. I właśnie ona została zdewaluowana (zgodnie z przedwojennym i obecnym prawem).

          1. Zaskoczyło mnie jedno – w czasie wojny ludzie deponowali pieniądze w banku. Czyli zdarzyły się dwie rzeczy: mieli gotówkę w materacu (co mnie nie dziwi przy skali łapownictwa) oraz uwierzyli w zwycięstwo. Zazwyczaj następuje proces odwrotny – gigantyczne wypłaty.
            No i druga kwestia – zablokowanie możliwości wypłat za granicą i przelewów tamże. Z naszego punktu widzenia – czas chyba na konto gdzieś na zachodzie, zamiast walutowego w Polsce.

          2. Slawek do 19.22: w PRL komuna padla po strajkach, malo brakowalo do strajku generalnego.Politycy moga wyjechac, ale jak kraj stanie-ludzie wybiora przywodce, ktory dalej poprowadzi.I ten przywodca przynajmniej na poczatku nie bedzie kontrolowany, co wladcow swiata przeraza.

        3. Do 6.04 z 2 maja: moj dziadek krotko przed wojna wyjal wszystko z banku i kupil zloto.
          Tak, sporo ludzi trzymalo gotowke, mieli cale walizki banknotow, ktorych potem nie mogli wymienic i zostali z niczym. Rabunek.Teraz przez odpowiednie ustawianie przepisow rabuje sie podobnie, tylko mniej to widac.

          1. Slawek-tak, slyszalem o tych probach (Nigeria>), nie udalo sie. Obrazek opisany jak w wymiany pieniedzy w PL lata 50-te.
            To nie przejdzie, za duzo bedzie buntow, trudno sie dziwic-to rabunek w bialy dzien.A jak na sile wprowadza-grozi strajkiem generalnym.

          2. Ale wtedy wystarczyło jedno rozporządzenie – gotówka jest wymieniana po drańskim kursie. Takie zmiany można robić w nieskończoność, wywłaszczając kolejne pokolenie. Co ważne, akurat w Nigerii stanowisko przychylne obywatelom zajął Sąd Najwyższy.
            Podobnie jak u nas w sytuacji frankowiczów. Politycy tylko gadali.

          3. Tak doszło do gigantycznej dewaluacji waluty i wywłaszczenia wielu osób.

          4. @Jan. Bunty społeczne to magiczne zaklęcie. We Francji od kilku lat buntują się żółte kamizelki, a życie toczy się dalej. Następnego dnia trzeba pójść do pracy, żeby dalej spłacać kredyt. W Polsce to samo, w trakcie pandemii brutalnie łamano prawa obywatelskie, do dziś sądy są zajęte skargami pandemicznymi, a opór był symboliczny. Politycy czują się bezkarni. W razie buntu wyjadą na Maderę.

          5. Tak niestety jest. Poza tym, w sytuacji, gdy 50% nie ma żadnych oszczędności, protest byłby mizerny.

    2. Ja po przeczytaniu paru książek historycznych z danymi statystycznymi, takich problemów nie mam. Ekonomicznie przedwojenna Polska stanowiła raj dla garstki, czyściec dla niewielu i piekło (zwłaszcza wg dzisiejszych standardów) dla znacznej większości. To, że doświadczenie mojej rodziny były pozytywne, niczego nie zmienia. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia dużych miast z archiwum NAC, baraki, slumsy, w większości wyburzone i zniszczone przez Niemców (m.in. slumsy żydowskie zajmujące całe dzielnice w Lublinie, w tym zasłaniające zamek), błoto (brak bruku). Co się działo na wsiach lepiej nie pisać. Teraz inaczej patrzę na opowieści mojej babci, że dziadek – młody oficer zarabiał 500 zł, a służąca 15-20. Takich oficerów było kilka tysięcy, służących – miliony.
      Kryzys w Gdyni łagodził boom budowlany i rozwój portu. Możliwość znalezienia pracy – znacznie większa niż gdzie indziej. Dlatego z całej Polski zjeżdżały tysiące ludzi.
      W zarobkach, mniej chodziło o kwoty (bez siły nabywczej nie mają znaczenia), a bardziej o skalę różnic.

        1. Tak, oczywiście + wikt i własny kąt. Aczkolwiek praca znacznie dłuższa niż 40 godzin tygodniowo (2 godziny wychodnego w tygodniu, więc de facto 70h/tydzień).

      1. Lublin, Polska Wschodnia to była wtedy Polska „B”, zacofana w efekcie rozbiorów. Na przedwojennych pocztówkach kamienice w mojej lichej mieścinie wyglądały przepięknie, do tego dorożki, surduty, kapelusze. Żydowska część miasta była mało fotogeniczna, ale stanowiła jego niewielki fragment. Oglądałem również pobliski Poznań na starych pocztówkach i choć był prowincjonalnym, pruskim miastem robił jeszcze większe wrażenie. Część wielkich budynków, jak wieża ciśnień na terenie targów poznańskich, zniknęła podczas II wojny. Stara część miasta wyglądała lepiej niż dzisiaj. Trudno ocenić międzywojenną Polskę z powodu wielkich dysproporcji, przed wojną miała jednak potencjał zaprzepaszczony w trakcie wojny, a także po niej. Komuniści obrzydzali tamten czas na wszelkie sposoby (pokłosiem są pewnie nieprzychylne dane statystyczne) jednak chętnie czerpali z zawłaszczonej infrastruktury. W mojej szkole, na lekcjach historii obowiązywała jakaś dziwaczna legenda objaśniająca znaczenie herbu miasta, którego od wieków używali właściciele osady – o czym wtedy nie pamiętano.

        1. Lublin na pocztówkach też wyglądał pięknie. Powiedzmy sobie szczerze, jeśli mówimy o Dwudziestoleciu, to nie był jakimś ewenementem przy wschodniej granicy, lecz miastem w centrum. Zresztą opisywana książka mówi o slumsach Gdyni – miasta pokazowego. Widziałeś zdjęcia warszawskiej Pragi, Nalewek? Warszawa nie kończyła się na pocztówkowym Nowym Świecie, Lublin na Krakowskim Przedmieściu, a Kielce na Sienkiewicza.
          I cały czas piszę o źródłach z epoki – zdjęciach zrobionych w latach 30-tych, a złożonych w NAC, tu komuniści nie mieli nic do rzeczy. Wiesz ile lokali przed wojną miało zwykłe WC? 90% latało do wychodka. Nawet, gdy była kanalizacja, budowano wc na piętrze, a nie w każdym mieszkaniu. Standard zmienił się w latach 30-tych, właśnie m.in. dzięki Warszawie i Gdyni. Oczywiście, główną trudnością Polski w tamtym okresie było scalenie kraju, bo taka Łódź produkowała na rynek rosyjski, całkiem odcięty. Podobnie poznańskie pola zaopatrywały Berlin.
          O zawłaszczonej infrastrukturze można mówić na ziemiach zachodnich, wiele osiedli Wrocławia tak wybudowano, wsie wokół miały publiczne baseny. Na wschodzie (obecnym, bo wtedy stanowił centrum) tylko duże miasta miały gazownie, kanalizację, elektryczność. Wyróżniały się też znaczniejsze majątki. W 1939 w bogatej wsi lubelskiej (czyli nie okolice Chełma z kiepskimi glebami, lecz raczej pszenno-buraczanymi) poza dworem nie było żadnej maszyny napędzanej inaczej niż siłą mięśni człowieka lub konia (wliczając w to samochody). Poziom produkcji przemysłowej, jeśli porównamy 1939 i 1913, spadał w większości obszarów (w tym węgiel, ropa, stal). To nie są komunistyczne wymysły, lecz roczniki statystyczne (przedwojenne). Z drugiej strony komuniści w 20-30 lat wykonali gigantyczny skok, zadłużając Polskę w niespotykanej dotąd skali.

          1. Chodziło mi o to że wchodzisz w koleiny peerelowskiej propagandy. Obraz świata zawsze jest pełen kontrastów. Bogactwo przyciąga biedę jak magnes. Slumsy są w Dubaju, Pekinie, Nowym Jorku. Slumsy są tymczasowe, a miasta pozostają. Gdynia nie powstała w lepszych czasach, a właśnie w latach trzydziestych i jej mieszkańcy, tak dumni ze swojego miasta, to kolejne pokolenia napływowej ludności, z których cześć, przy budowie miasta zamieszkiwała baraki. W latach studenckich zatrudniałem się przy remoncie kamienic w Magdeburgu i wtedy prowadziłem podobne życie. Panta rhei.

          2. Zacznijmy od „kolein komunistycznej propagandy”. Nie lubię dyskutować na poziomie sloganów partyjnych, bo to nie są argumenty, ale inwektywy. Wystarczy zerknąć do Roczników Statystycznych. II RP była jednym z najbiedniejszych krajów Europy i nawet Rumunia miała wyższą produkcję przemysłową. Co więcej, w wielu obszarach (przemysł ciężki) nie osiągnęła poziomu z 1913 r. W innych (nawozy sztuczne, liczba ustępów, cement) go przekroczyła, bo to normalna kolej postępu. Średni poziom życia w PRL w 1989 był wyższy niż w II RP. I nie mówię tu o liczbie aut, pralek tylko warunkach życia, wykształceniu i sile nabywczej. Wspaniałość II RP to mit, którego przyczyny rozumiem (odzyskanie państwa na krótki czas), ale nie zmienia to moich ocen o gospodarce. Osobiście, wolałbym żyć we własnej rodzinie w II RP niż za komuny, bo porównywałbym standard oficersko-ziemiański z inteligencją pracujacą. Ta ostatnia nie miała służby, domu, połówki kamienicy, dworu i poziomu życia powyżej średniej. I znowu. Osobisty obraz nie zmienia patrzenia na całość. Nie porównuję też poziomu swobody politycznej – skupi się na statystyce i gospodarce. I duma z miasta nie ma tu nic do rzeczy. Znowu RP miało jedną Gdynię i COP, a PRL zbudował dziesiątki miast, bez slumsów, za to że szkołami, przedszkolami na poziomie urbanistycznym o wiele wyższym niż dzisiejszy. I to są fakty, a nie komunistyczna propaganda. Mój Lublin w 1918 r. liczył 81 tys. mieszkańców, w 1939 r. 120 tys., w 1945 ok. 100 tys. a w 1989 350 tys. I zyli w lepszych warunkach niż przed wojna. Co nie znaczy, że chciałbym żyć w PRLu.
            Co do slumsow. Ich istnienie w obecności bogactwa (wszystkie podane miasta) świadczy o poziomie nierówności. Im wyzszy poziom tych nierówności, tym ludzie mniej szczęśliwi. Ponownie, to wyniki badań, nie moje przypuszczenia. Jeśli przyjmiemy za miernik rozwój miast, to już pokazałem, że PRL bił II RP i III RP na głowę. Przy czym taka miara prowadzi do absurdalnych wniosków- lepiej żyć w Lagos niż Zurichu.
            We wpisie, podałem za autorem książki, dane statystyczne – poziom zarobków zestawiony z cenami m.in. mieszkan. Tu też PRL bił Gdynię i całą II RP.
            Warto czasem wyjść z bańki, będącej efektem doświadczeń rodziny i własnych. Umieć odróżnić liczby od polityki. Bo właśnie od fałszowania liczb przez polityków i powszechnej nieznajomości przez ogół, zaczyna się dzisiejszy dramat gospodarczy. W TVP usłyszysz o dezinflacji, w sytuacji gdy naukowo mamy do czynienia z inflacją galopujacą. II RP pompowała Gdynię, zapominając o reszcie kraju i kosztem poziomu życia w tejże Gdyni. Książka mit ten obala.

          3. Do 10.51 3 maja: tak, wiem, we Lwowie i na Kresach tez sporo, mieli swobode handlu. Wlasciwie lubelskie to zachodnia czesc dawnych Kresow.

          4. Historycznie – wschodnia część obecnego lubelskiego – tak. W czasie I RP – stanowiły część Rusi albo Litwy. Sam Lublin i zachodnia część to była Małopolska. O dziwo, również Ziemia Łukowska (obecnie w sporym fragmencie – Województwo Mazowieckie), najbardziej na północ wysunięta część Prowincji Małopolskiej.

          1. W większości miast i miasteczek wschodu tak było.

  2. @Jan. Ja znam inną historię. Ze strony rodziny mojej żony, której dziadek zapożyczył się przed wybuchem II wojny światowej.. Wydawałoby się, że wojna to chaos, w którym łatwo zapomnieć o przedwojennych zobowiązaniach. Nic podobnego, polski bank przejęty przez Niemców dalej żądał spłaty rat, w dodatku w cieniu kolby karabinu lub wywózki w bliżej nieokreślone miejsce. Biedak, spłacał kredyt przez całą wojnę pracując na kolei, a po wojnie nigdy już nie wziął kredytu.

    1. Bank faktycznie niemiecki.I pewnie akurat ten oddzial nie zostal zniszczony, wiec niestety papiery sie zachowaly.
      Akurat w mojej rodzinie wszystkie dlugi zostaly normalnie splacone, mam na to potwierdzenia, ale np. w sądzie w Krosnie, gdzie byly prowadzone rozne spolki i KW, zniszczono (nalot i pozar) dokumenty firmy mojej babki, Odnalazlem czesc w Archiwum Akt Nowych i w dokumentach krosnienskiego notariusza , ale nie wszystko.

  3. … w 2018 podpisalem umowe na budowe na Rakowickiej (plomba 16 mieszkan(stan surowy zelbet plus palowanie fundamentow i niewielkie wyburzenia jako refaktura) w w cenie okolo 1500 zl/m2 z materialem jako GW.I w tej cenie wykonalismy.Robilismy tam tez elewacje, wylewki, tynki wewn, balkony.Teraz szacuje taka robote na 2-2,5k zl/m2.Przyjmujac,ze SSo to jakies 40% buidowy, nalezaloby przyjac calkowity koszt do stanu deweloperskiego na okolo 5-6 k zl dzisiaj.W tym rzeczywisty (nie kosztorysowy) zysk GW 15-20%.Robiac tzw. systemem gospodarczym (ludki na czarni, bez faktur, inwestor sam zalatwia materialy i doglada robot) moze by sie udalo za 4 k zl/m2.
    Zyskmnwidac.
    Wady-jesli ludek spadnie z dachu albo wbije sobie w dupe pret zbrojenia (smieszne ale zdarza sie) wtedy inwestor plynie na kilkaset tysi (wsteczny zus za rok od minimalnej pensji, kara z pip 2k zl, podatek od bezumownej pracy przyjety jako umowa za rok, grzywna z ZUS i US, renta dla ludka za straty zdrowotne).
    Moze byc jeszcze sledztwo z KK o nieumyslne doprowadzenie do smierci lub kalectwa (rok do 8 lat).

    1. …mozna sie zabezpieczyc wysyłajac ludkow na badania lekarskie w tym wysokosciowe(6 lat temu 200zl za osobe,wazne3 lata),robiac szkolenie bhp (50-100 zl/osobe)i spisujac umowy zlecenia albo umowe o prace, bo umowe o dzielo w razie wypadku pip zakwestionuje i przerobi na umowe o prace z zus.

    2. Skok cen ogromny i w krótkim czasie. A będzie jeszcze drożej, bo w przyszłym roku pensja minimalna ma sięgnąć 4200 zł. Zajadą drobnych przedsiębiorców, spowodują bankructwo i bezrobocie. Czego do tej pory nie przyjęli do wiadomości, pracownik musi wytworzyć więcej niż jego pensja ze wszystkim pochodnymi + premia za ryzyko (w tym np. urlopy związane z rodzicielstwem, zwolnienia lekarskie) czyli w przyszłorocznych warunkach – dobrze ponad 7000 zł. W praktyce oznacza to stawkę fakturową za godzinę pracy 40 zł + zysk dla właściciela, za pracownika na minimalnej (nie piszemy o specjalistach).
      Ale wracając do budów – po prostu staną.

      1. Juz sporo stanelo.
        A jesli dodatkowo wzmocnia kontrole na budwach (glownie chodzi o ZUS ), bedzie jeszcze drozej. Mysle,ze z 10%.I co z tego,ze wszystko bedzie legalnie, skoro nie bedzie roboty.

        1. Wczoraj rozmawiałem z kuzynem mikrodewelopera z małopolskiego. Poziom sprzedaży prawie gotowej inwestycji 6%.
          Dramat.

          1. Winna inflacja i banki.Byli klienci gotowkowi, nawet nie tak malo,ale tez ich na pewno zniecheca nadmierny fiskalizm na nieruchomoscich, ktory chce sie wprowadzic, plus rozne dodatkowe obowiazki i koszty.

          2. I jeśli dodany, w czyich rękach są teraz największe banki oraz kto odpowiada za większą część inflacji, mamy odpowiedź komu służy taki stan rzeczy. Państwo w inflacji, do pewnego jej poziomu, zbiera więcej kasy w podatkach, może się przedstawić jako dające hojną ręką. Oczywiście, nie daje że swoich,lecz z naszej kieszeni. I tu leży pies pogrzebany – inflacja stanowi dodatkowy podatek od dochodów.
            Ponieważ zostaje nam mniej w kieszeni – mniej kupujemy inwestycji. W tym mieszkań. Za chwilę kredyt 0/2% może przywrócić równowagę.

          3. Do 14.08: tak, rozdawnictwo masowe jest widoczne i naglasniane, ale likwidacje firm i psucie gospodarki nie. Niestety skutki sane sie bolesnie przypomna za jakis czas.

          4. Firmy padają od COVID-u. Najpierw eventowe i gastro. Teraz czas na budowlankę i turystykę. Właśnie wróciłem z gór. Ludzi znacznie mniej, bo ceny wysokie. Teraz trochę odbiła się motoryzacja (+20%), ale tylko nowa, używane stoją.

          5. Do 8.45: tak, a w kolejce rolnicy i transport.
            No,ale przeciez zarzad NWO uwaza,ze nie potrzeba rolnictwa, ze bedzie sie produkowac zywnosc w wielkich koncernach, jak np.Gatesa.I nie potrzeba zwierzat hodowlanych.

          6. Nasz rząd uważa rolnictwo za potrzebne, bo dotychczas miał tam wiernych wyborców. Nie potrafi jednak poradzić sobie z problemami, więc miota się od ściany do ściany. Najlepiej widać ten stan, gdy mówimy o cenach zbóż, nawozów, otwieraniu i zamykaniu rynków. Pomysł dopłacania do każdej tony, sprzedanej w przeszłości, wydaje mi się tak absurdalny, że nie wymaga w zasadzie komentarza. Przypomina to uwagę jednego z komentatorów do rynku nieruchomości w W.Brytanii „Wcześniej był system, a nie było rynku, teraz jest rynek, a nie ma systemu”. Rzucenie tak strategicznego tematu jak ceny zbóż na pastwę spekulantów zza monitorów, w czasie wojny u granic? Bo rynek sam wyreguluje? No i wyregulował. Kapitał spekulacyjny odpłynął, a rolnik został ze zbożem.

          7. Do 7.34: rynek sam reguluje w normalnych warunkach a nie takich jak teraz.
            Czy zarzadzajacy rolnictwem nie wiedza,ze jak kupia zboze od UA a nie od naszych to nasi splajtuja? Przeciez to jest proste jak budowa cepa.

          8. I jak się sprowadzi ogromne ilości, wtedy ceny spadną. Tak się właśnie wyregulował rynek.

      2. To wszystko co sie dzieje powoduje likwidacje malych i srednich firm, a panstwowe nie nadrobia roznicy jako mniej operatywne, bardziej kosztowne i marnotrawne.
        Powaznie martwie sie o najblizsza przyszlosc Polski i naszej gospodarki.
        Nie wiem co zrobia z ludzmi zwalnianymi z firm.
        Bedzie bardzo duzo nierejestrowanego bezrobocia.
        Kto to bedzie utrzymywal i z czego?
        Wzrosnie zlodziejstwo, napady rabunkowe (vide NY, Chicago, San Francisco, Detroit).

  4. Z tymi bankami to nie rozumiem. Co za różnica w czyich są rękach? Wszystkie podnoszą oprocentowanie kredytów hipotecznych a PKO BP ma jedno z najniższych. Co do międzywojennych danych statystycznych – podsumuję moim ulubionym porzekadłem: statystycznie pies i kura mają po trzy nogi. Chciałem coś więcej dodać, ale wszedłbym na grunt anstysemicki, a rasistą nie jestem.

    1. Slawek-wielka roznica, bo banki obecnie sa narzedziem wplywu.Moga dac kredyt lub nie.A to jest szkodliwe i ma wplyw na gospodarke.

      1. Ale ja pisałem o statystykach przedwojennych – sanacyjnych. Oni sobie w stopę nie strzelali. Zaliczono skok w latach 36-39, głównie z powodu niskiej bazy, gigantycznych ulg dla kamieniczników i odbicia się po kryzysie.

    2. …fakt,ze wiekszosc najwiekszych bankoerow pozyczajacych pieniadze panstwom to Zydzi (Rockefeller, Rotschils) , wlasciciele bankow centralnych, bankow operacji miedzynarodowych (Bazylea) to Zydzi itp.To nie jest antysemityzm.

    3. W mojej ocenie mają. Raz – bo największe banki (NBP, BGK, Pekao, PKO i parę innych), należą do państwa. Czyli – wykonują działalność zleconą, finansują propagandę. Gdzieś to muszą sobie odbić. Stąd moja deklaracja, że w państwowe na giełdzie nie inwestuję. Dwa – poobsadzano w zarządach wiernych, biernych ale miernych. Efekt podobny – topią kasę. Trzy – Glapa – wywołano gigantyczne problemy, drukując pieniądze, zadłużając państwo, a ten wychodzi i opowiada bajki oraz toczy wojny podjazdowe z inaczej myślącymi członkami RPP.
      Jan mnie uprzedził. Przyczyną biedy polskiej wsi pod zaborami i w międzywojniu było między innymi skupienie kapitału w rękach Żydów. Chłop nie miał dostępu do taniego kredytu, więc zadłużał się u lichwiarza, pod zastaw zboża, które rosło na polu. Brał na borg wódkę w karczmie i w końcu tracił ojcowiznę. Panowie też pożyczali od Żydów, tylko że w garniturach (Kronnenberg). Najwięksi pożyczali od Rotschildów.
      Teraz banki skupiło państwo i to ono ponosi odpowiedzialność za politykę.

  5. NBP, jak wszystkie banki centralne jest „niezależny”, nie prowadzi działalności zleconej. Odpowiada za „drukowanie” pieniędzy poprzez skup obligacji rządowych. NBP, tak jak wszystkie banki centralne w UE, na mocy przepisów unijnych nie może skupować obligacji na rynku pierwotnym. Na rynku pierwotnym mogą je kupić, a potem odsprzedać z prowizją unijnym bankom centralnym, w tym NBP, tylko normalne, uczciwe semickie banki. To, kto jest posiadaczem banku NBP nie ma wobec tego znaczenia, banki z obcym kapitałem decydują przy jakim oprocentowaniu zgodzą się na zakup obligacji, a tym samym określają poziom stóp procentowych w Polsce i pośrednio wysokość zadłużenia.

    1. Slawek-poczytaj kto rzadzi FED. EBC. Na inne banki ci sami tez maja wplyw. To co napisales to regulacje prawne i teoria, ale praktyka jest inna.

    2. No właśnie. Za „drukowanie” pieniędzy i prowadzenie polityki pieniężnej.

  6. @ Jan. FED jest instytucją prywatną, w internecie znajdują się opinie, że również NBP należy do Rotschildów, to jednak jest nieprawdą, rzeczywiście NBP należy do Skarbu Państwa. Należy w taki sam sposób, w jaki należą do Ciebie drzewa rosnące na Twojej działce. Sam przecież nie możesz podjąć żadnej decyzji odnośnie ich wycinki, mogą to zrobić jedynie starsi i mądrzejsi. Od 1999 roku NBP znajduje się w strukturach Europejskiego Systemu Banków Centralnych, pod przewodnictwem EBC. Struktura EBC jest jeszcze bardziej skomplikowana. W praktyce wszystkie banki centralne na świecie poza tzw. „osią zła” są pod kontrolą Międzynarodowego Funduszu Walutowego i FED. NBP wpisuje się w tą powszechną na świecie strategię najpierw luzowania ilościowego („dodruku”), a teraz walki ze sztucznie wywołaną inflacją. Nie bardzo wiadomo, kto krzyczy: „łapać złodzieja”, ale wiadomo, że w Polsce złodziejem na pewno jest, niepopularny w liberalnych kręgach, PiS.

    1. Przeciez nie wpisza Rotschilda oficjalnie do struktur NBP 🙂 To jest sterowanie z tylnego siedzenia,a moze i z 6 rzedu tylnych siedzen.

      PIS, PO czy jakakolwiek inna partia-i tak zawsze do rzadu wejdzie czlowiek globalistow, majacy wplywy. Nawet niedawno ktorys z WEF to powiedzial oficjalnie. I nie ma zadnego znaczenia jaka partia wygra,no, moze jedna da wiecej emerytom a inna rolnikom,ale kierunek polityki bedzie taki jakiego chca zamaskowani dowodzacy rzadem.

      1. Ciekawe. Ukryte przed opinią publiczną, bo jakby się Jaruzel wytłumaczył ze spotkania z czołowym kapitalistą.

        1. Wlasnie. Bo co ma wspolnego dyktator komunistyczny z Jednym z najbohatszych i najbardziej wplywowych ludzi na swiecie? A musial sie u niego zameldowac. Rece Rockefellera siegaly nawet do panstw komunistycznych. I to jest dowod na wplywy bankierow.Taka kasa to wielka wladza, mozna uzalezniac kraje, mozna tworzyc nowe panstwa, mozna podbijac inne.
          Do tego towarzystwa nalezal tez nasz rodak śp.Zbig Brzezinski, doradca d/s bezpieczenstwa J.Cartera (bardzo pomogl w zwalczeniu komunizmu) ,a teraz pewnie nalezy tam jego syn Mark (ambasador USA w PL).

          1. Podejrzewam, że Jaruzelski chciał załatwić cofnięcie sankcji. Wiedział o powiązaniach swojego rozmówcy, w końcu branża naftowa uchodzi za tradycyjne wsparcie republikanów.

        2. … w istocie Rotschild jest finansowo chyba wiekszy i ma dluzsza historie, bodaj od XVII wieku. Pozyczal juz o ile pamietam w XVIII wieku krolom.Czyli finansowal cale kraje. Sa podejrzenia, Slawek powie, ze nieuzasadnione (i fakt, dowodow na to nie ma), ze Rotschild ukradl skarb Templariuszy.
          Moze widzieliscie film „Psy wojny” z 1980.Spolka (nie podano czym sie dokladnie zajmowala) zleca najemnikom przejecie wladzy w jakims afrykanskim kraiku, gdzie sa bogate zloza surowcow. Mozna? I taka dzialalnosc tez, a nawet przede wszystkim , bo daje ogromne zyski, finansuja niektore banki.

          1. Rotschildowie wzbogacili się najbardziej na wojnach napoleońskich. Pożyczali i spekulowali na pożyczkach państwowych (np. wysłali szpiega, który pierwszy przywiózł im informację o klęsce pod Waterloo). Dorobili się wtedy etykiety „królewskich bankierów”. To m.in. dzięki nim Anglia wreszcie pokonała Boga Wojny.
            Nie słyszałem, żeby ich domy bankowe działały w XIV w., a tak by musiało być, gdyby faktycznie ukradli skarb Templariuszy. Ale poszukam coś na ten temat.

    2. Przy czym u nas inflacja rosła, a chłopcy dalej luzowali, aż wyluzowali. Jak to się kończy, widać w Turcji.

      1. …albo u nas w latach 80-tych.
        Gdyby jeszcze przy tej inflacji byl rozwoj gospodarczy, ale jest odwrot.I to najgorszy mozliwy uklad.

    1. Rodzina Rockefellerow jest duzo wieksza. Odziedziczyli (oficjalnie) Exxon, Chevron i inne firmy naftowe, powstale z przymusowego podzialu przez uirzad antymonopolowy firmy Standard Oil, najwiekszej kiedys firmy naftowej na swiecie. Przed pdzialem (chyba lata 70-te) wartej bagatela jakies $350 mld.
      Oczywiscie poza tymi firmami maja tez wiele innych, ktorych nie znam.

  7. Jeden chop (chyba z Arizony) nagral ostatnio dziwne swiatlo, wygladajace na UFO:
    You previously commented on „Something strange over my town” and now „Killbot9000” has just posted a comment as well. Here is the full reply:

    „It was a bluish light in the sky that was flickering and changing colors every once in a while. It was stationary for a few hours. It was only there one night. Haven’t seen it since last Wednesday. I had a hard time posting it. Rumble kept giving me error messages when I was uploading then it posted it numerous times. Pretty weird…”.

Skomentuj Oszczędny Milioner Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *