Warning: Undefined array key 1 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505

Warning: Undefined array key 2 in /home/platne/serwer10494/public_html/wp-content/plugins/visitors-online/visitors-online.php on line 505
Czy da się w mieście żyć bez stałej pracy? – Oszczędny Milioner

Czy da się w mieście żyć bez stałej pracy?

Ten wpis, dalszy ciąg serii „alternatywnego życia” ma odpowiedzieć na pytania –

1) ile trzeba otrzymywać dochodu, aby funkcjonować,

2) czy można żyć „poza systemem” także w mieście?

Przy czym rozpatrujemy wersję: singiel i mała rodzina.

Zacznijmy od singla.  Mieszkanie. 

Największym problemem jest dach nad głową. Nawet koszt wynajęcia samodzielnego pokoju może zniszczyć plany (minimum w jakimkolwiek mieście mojego województwa, standard „Gierek na bogato – 450 zł + dokładanie się do opłat), miejsce w pokoju wieloosobowym (kwatera) to 600 zł (tu już wszystkie media). Własną kawalerkę utrzymamy za 400 zł, o ile będzie mikroskopijna i bez kredytu (ten – dodatkowe 1000 zł, jeśli zakup nastąpił kilka lat temu). Alternatywa – pozostać w domu rodzinnym i dokładać się do opłat – 300-400 zł.

Czyli w zależności od oczekiwań, możliwości, portfela mamy 300-600 zł. Ewentualnie 1400 zł z kredytem.

Jak widać, już na początku, singiel z własnym mieszkaniem wygrywa. Podobnie jak taki, którego rodzice chcą dalej pod swoim dachem.

Singiel. Jedzenie.

`Znam koszty kilku osób gospodarujących samodzielnie. Minimum 150 zł (zakup głównie chleba, najtańszej herbaty,  reszta przywożona od rodziców ze wsi). Maksimum – 1200 zł (sportowiec, dieta 5000 Kcal, dobre jakościowo żarcie, część przywożona z domu).

Według moich doświadczeń z lata 2022 r. da się przeżyć za 15 zł dziennie. A były dni, że dawałem radę za 5 zł (cukinia własna, herbata z ziół). Przyjmijmy jednak realne 500 zł.

Singiel. Transport.

Da się wszędzie chodzić z buta, od czasu do czasu kupić bilet (większe miasto).  Realne koszty nie muszą przekroczyć 16 zł. Z biletem miesięcznym 100 zł.  Najtańsze auto? Będzie o tym wpis.

Singiel. Pozostałe.

Tu wrzucamy: leki, ubrania, prezenty, chemię, kosmetyki, jedzenie na mieście, jakieś życie towarzyskie, książki, alkohol. Minimum? 300-500 zł.

Singiel. Podsumowanie wydatków.

Jak już pisałem, wiele zależy od okoliczności. Jeśli akceptujemy „studencki styl życia” tj. brak auta i miejsce w pokoju (nie mamy własnej kawalerki)  potrzebujemy 1416 zł (300, 16, 500, 600).

Jeśli dysponujemy własnym kątem (ew. dołożymy się rodzicom), mamy ogródek i produkujemy żywność i chodzimy na piechotę, zejdziemy poniżej 1000 zł, a dokładnie do  941 zł (300, 16, 225, 400).

Opcja „na bogato” – małe auto, własna kawalerka na kredyt, lepsze żarcie wymaga 2700 zł (500, 300, 500, 1400 zł).

Teraz dochody.

Żeby zarobić 941 zł, w 2023 r. wystarczy że pracujemy 60 godzin w miesiącu, czyli ok. 14 h/tydzień. Niecałe dwie dniówki, przy założeniu pensji minimalnej. Gdy ktoś ma lepsze stawki, konkretne umiejętności, spokojnie dojdzie do 30 zł/netto/h czyli 32 godziny w miesiącu, 8 h/tydzień. Alternatywa? Przy obecnych odsetkach – kapitał  170.000 zł zapewni nam taki sam dochód. Albo? Pomoc społeczna (zasiłek stały – trzeba być niezdolnym do pracy)  i śmieszna praca na czarno (1 dzień w miesiącu). Zasiłek dla bezrobotnych.

Gdy potrzebujemy 1416 zł musimy „robić” na pół etatu. To 85 h/miesiąc i 20 h/tydzień. Gdy zarobimy dniówką 250 zł wystarczy nam 6 dniówek w miesiącu.  Ewentualnie pożyjemy jak rentier z 255 tys. zł.  A z zasiłków? Połowę dostaniemy z pomocy społecznej. Drugą zarobimy na czarno (3 dni w miesiącu).

Gdy mamy większe wymagania i spłacamy kredyt, stabilność daje nam stały dochód. Utrzymamy się za minimalną, ale…. i pół miliona kapitału lub pracując na czarno 11 dni w miesiącu (dniówka 250 zł). Idąc w zasiłki zaoszczędzimy 720 zł własnej pracy, zostanie nam do zarobienia ok. 2000 zł czyli 8 dni pracy na czarno.

W każdym z tych przypadków da się zmniejszyć koszty analizując inne sposoby życia poza systemem:

  • squat, wyprowadzka na wieś – zmniejszy koszty dachu nad głową,
  • własny rower – zastąpi auto/transport miejski,
  • podmiejska działka – zapewni produkcję żywności (da się zejść do 225 zł/miesiąc, a łatwiej o nią niż miejską). Podobny efekt da jadłodajnia, darmowe jedzenie (Caritas, MOPS-y).

W efekcie – wcale nie trzeba będzie pracować. Singiel spokojnie wyżyje z zasiłku.

Teraz rodzina. Przyjmijmy trzyosobową. Ma ona zupełnie inne warunki funkcjonowania. Przede wszystkim, nikt nie wynajmie lokum dla niepracujących z dzieckiem. Taki mamy klimat. Jedno dziecko to też za mało, by starać się o lokal socjalny. Co więc robić? Jak żyć poza systemem, panie premierze, jak żyć?

Znowu zaczniemy od wydatków.

Rodzina. Dach nad głową.

Wynajem jako się rzekło – praktycznie niemożliwy. Teoretycznie – z opłatami potrzeba ok. 2000 zł w najmniejszym z miast i kiepskim standardem. Więc co?

Rodzice (piętro, pokoje). Jeśli przyjmą do siebie, trzeba się dokładać do opłat – minimum 900 zł (300 zł/osobę).

Szczęściarze mają własne m. Jak pisałem, za 2 pokoje, minimum 900 zł (podobnie jak z rodzicami). Gdy dojdzie rata już 2500 zł (jeśli kredyt brany niedawno).

A może domek? Opisywałem takie siedliska, w cenie kawalerki, w moim mieście. Koszty utrzymania znam i wynoszą:

  • ogrzewanie (5 kubików drewna, może uda się pozyskać taniej) 220 zł,
  • gaz (1 butla miesięcznie) – 100 zł,
  • prąd – 120 zł, ale da się własną fotowoltaikę,
  • podatek – 30 zł,
  • internet – 85 zł,
  • 3 komórki – 80 zł,
  • woda -120 zł,
  • śmieci 90 zł

Razem: 845 zł.

Niespodzianka? Będzie taniej niż w bloku (ale palić trzeba i nie liczymy remontów).

Rodzina. Jedzenie.

W tym punkcie znowu walka postu z karnawałem. Bo tak, dom oznacza ogródek, a ogródek możliwość produkcji. Ale trzeba pracować w ziemi. Singiel da radę gorzej jeść, kobieta potrzebuje mniej, a dziecku nie pożałujesz. Z drugiej strony, dla dziecka chętniej da opieka. No i  zasiłki większe.

Zakładam zatem minimum 300 zł/os. W sumie 900 zł.

Rodzina. Transport.

Auto w bloku zbędne. Rowery dadzą radę. W domku na obrzeżach, już nie. Czyli liczymy – samochód 300 zł albo 50 zł (bilety dla dziecka).

Rodzina. Pozostałe.

W tym punkcie mam pewne doświadczenia. Ciuchy kobiety kosztują więcej. Wzrasta ilość kosmetyków, chemii. Dziecko = prezenty i leki. Dlatego ponownie – minimum to 900 zł.  Pod dwoma warunkami:

  • pociecha w wieku szkolnym (brak opłat za przedszkole),
  • zajęcia dodatkowe bezpłatne lub symbolicznie odpłatne.

Rodzina. Wydatki razem.

Znowu zakładam warianty. W pierwszym, mieszkamy z rodzicami, we własnym mieszkaniu bez kredytu.  Koszty 2750 zł (900,50, 900, 900).

W drugim, mieszkamy w swoim siedlisku, kupionym za gotówkę lub odziedziczonym. Koszty 2945 zł (900, 300,845,900).

W trzecim, płacimy kredyt za mieszkanie 4350 zł  (+1600 zł do wariantu I) ewentualnie za najem 3850  (+1100 zł do wariantu I).

Rodzina. Dochody.

Ten punkt wydaje się być znacznie bogatszy w przypadku rodziny.  Na dzieci państwo daje i tak:

  1. 500 zł  to słynne 500+,
  2. 124 zł – świadczenia rodzinne (podstawowa),
  3. obiady w szkole (zostaje w kieszeni kilkadziesiąt złotych miesięcznie),
  4. wyprawka, ubrania itp.

W sumie ok. 1/4 minimum  (ok.750 zł)  zbierzemy bez pracy.  Ale zostaje nam jeszcze 2000/2100/3100 zł. Tutaj ponownie możemy:

  1. iść do pracy na część etatu (8/12 dniówek dwóch osób łącznie),
  2. brać zasiłki dla bezrobotnych (czasowo i nie wystarczą przy kredycie),
  3. żyć z renty pieniężnej (360-558 tys. zł oszczędności).
  4. kombinować z innymi zasiłkami (np. opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem – wystarczy cukrzyca), kosiniakowe (małe dziecko, zaraz po urodzeniu),   minimum 600-1000 zł, a resztę dorobić,
  5. jedna osoba wyjeżdża na 2-3 miesiące do pracy „na szparagi”.

Konkluzja. W Polsce, jeśli mamy rodziców/dziadków, z którymi mieszkamy, ew. kupiliśmy własny dach nad głową za gotówkę, damy radę spokojnie żyć poza systemem, nawet jako rodzina.

40 komentarzy do “Czy da się w mieście żyć bez stałej pracy?”

  1. Calkowicie poza systeem bedzie trudno.
    Squat i zbierac jedzenie w refood i z Caritasu-mozna, ale nie ma ubezpieczenia na wypadek choroby.Na drobne wydatki zbieranie złomu.To wersja hardcor i raczej dla mlodych zdrowych.

    Dzialka na ROD – oplata roczna kilkaset zl plus prad i woda. Mozna cos uprawiac,Tanszego miejsca do mieszkania nie ma, chyba,ze wlasna dzialka i ustawiona przyczepa, ale wtedy prad z generatora bo siec nie podlaczy, woda nie wiem-moze studnia albo rzeka.Opal-drewno z wycinek albo a gabarytow (meble).Zywnosc i dochody jak wyzej.Tu zwiazku z systemem nie ma, chyba,ze zachorujesz.
    Tez wersja raczej hardcor.

    Zasilki z MOPS-nie tak rozowo, bo mowili mi znajomi,ze MOPS daje zasilki w przypadku np.ciezkiej choroby, katastrofy zyciowej, a nie kazdemu kto nie ma akurat roboty.No i tu jest zaleznosc od systemu.

  2. …mozna tez mieszkac w kamperze,ale tu prad, woda, gaz o wiele drozsze i kominka na drewno nie ma, chyba,ze przerobimy kampera na kominek.Ludzie , ktorzy pomieszkali troche w kamperach, mowia,ze to rozwiazanie raczej nie na stale, chyba,ze tylko jedna osoba-ciasnota.Albo wielki kamper z autobusu za kupe kasy.

    1. Stąd wniosek – w mieście nie oderwiesz się całkiem. Przy czym, przy mniejszych potrzebach, wystarczy pracować dorywczo.

      1. Na wsi tez nie calkiem, chyba,ze jestes idealista i priorytetem jest zerwanie z systemem, wtedy kosztem roznych wyrzeczen mozna sie oderwac.

    1. Taki wypalacz ma niestety ciągłą pracę i zero kontaktów z ludźmi. Za leniwy jestem i za bardzo towarzyski.

      1. Nie chce mi sie wchodzic na yt. Domyslam sie,ze to o wypalaczach wegla drzewnego w Bieszczadach?
        Stare dzieje, teraz chyba juz ich nie ma, bo z UA jest import taniego wegla drz.
        Sa uciekinierzy z miast , sporo w Bieszczady owiane legenda. szczerze-wolalbym okolice Lublina, bo troche znam i tam lepsi ludzie, tzn. bardziej ludzcy niz gdzie indziej.
        Ucirkinierzy jesli sa bez kasy pierwsze lata ,aja bardzo trudne, ale jesli maja hart ducha i wytrzymaja, potem zyja skromnie,ale w miare wolni.
        Moj kolega tak uciekl do podkrakowskiej wsi.Mialtylko 10k, kupil rozwalona chatke z belek, dziury w dachu.Tak mieszkal w naprawde ekstremalnych warunkach rok, wyremontowal i sprzedal za 50k, kupil w sasiedniej wsi lepszy dom,ale tez do remontu.Kolejny sezon na remont,zeby tylko dalo sie tam mieszkac.Potem juz stopniowo poprawianie stanu kilka lat.Ale to byl naprawde hardcor,moze jeden na tysiac by sie na to zdecydowal.Pomagalem mu sporo, stad znam wszystkie szczegoly.Wiekszosc materialow z rozbiorek.

        1. Przy czym ucieczka na wieś jest znacznie lżejsza niż do lasu pośrodku niczego. Jakiś sklep jest, sąsiedzi, można dorobić dorywczo, coś zmienić (ot, choćby ten dach w domu). Ja pisząc o „życiu poza systemem” mam w głowie zdecydowanie mniej ekstremalną wersję. Czym innym palić w nowoczesnym kotle a czym innym rozpalanie trzech pieców kaflowych, nawet jeśli surowiec pozostaje taki sam (drewno). Podobnie leśne przygody różnią się od małego domku i kawałka działki między ludźmi.

          1. Tak, w lesie z dala od skupisk ludzkich mozna spotkac zajaca a nie czlowieka 🙂
            Wies lepsza.
            Chyba,ze masz caly sprzet i kase i jestes samowystarczalny, to moze byc i las.

  3. Film, jak film, mówimy o życiu poza systemem, no tak to musi wyglądać. Jak za króla Ćwieczka. Masowa produkcja, automatyzacja – niestety nie poza systemem. Można by uskładać kapitał i żyć z renty, problem polega na tym, że finansowa piramidka Ponziego właśnie się chyli ku upadkowi. Trzeba się liczyć z tym, że wszyscy nagle znajdziemy się przez jakoś czas poza systemem.
    @Jan: to, ze kobiety na to nie pójdą to dodatkowa zaleta takiego stylu życia 🙂 – bohater z Bieszczad wspomina na końcu o tym, że wysyła żonie pieniądze i ma całą rodzinę z głowy, Co kilka dni rozpala ognisko i przez resztę czasu może sobie podziwiać przyrodę.

    1. Życie poza systemem (albo ściślej – maksymalnie jak się da poza systemem) to racjonalny wybór dla dwóch grup: o pierwszej pisał Jan – nicniemający. Z 10k, nawet 20 lat temu w Krakowie, o mieszkaniu mogłeś pomarzyć. Zostawało pozasystemowe kombinowanie (remont niechcianych domów, materiałami z rozbiórki). Druga – to my. Człowiek coś tam ma, dzieci małych pod opieką brak, damy radę i finansowo i organizacyjnie. Jak piramida się wywróci, zostaną nam nieruchomości, może trochę błyskotek i najważniejsze … niskie koszty życia oraz niezależność. Gdybym na wsi rozbudował FV do 10 KWp, dobudował akumulatory, to spokojnie mogę się odłączyć od prądu z sieci. Wodę od biedy sobie zrobię (uzdatnianie + pompa). Kupię kawałek lasu i… co mi więcej potrzeba (śmiecie – jak zawali się system, skompostuje, spalę lub wykorzystam). Jedzenie – wyprodukuję. Nawet autem mogę jeździć (FV), dopóki się nie popsuje. Jak już będzie po nim, mam rower, własne nogi. Do najbliższego miasta za dzieciaka szedłem niecałą godzinę, teraz pewnie 1.10.
      Gorzej będzie miał ten w bloku, co widać na Ukrainie.

    2. Brak kobiet ma swoje zalety, ale wady tez 🙂
      Czyli musimy troche byc uzaleznieni od systemu,a stopien uzaleznienia zalezy od naszych umiejetnosci, zapalu, pracowitosci i kasy.I tak duzo mniejsza zaleznosc niz w miescie, jak Ci zakreca wode to lezysz.

  4. W 2020 roku na szczycie w Davos ustalono, że około 2 tys. ludzi na świecie posiada więcej majątku niż łącznie 4,6 mld (z całkowitej liczby 8 mld) ludzi aktualnie żyjących na świecie. Ustalono ponadto, ze 20 najbogatszych ludzi (creme de la creme finansowej elity) podwoiło majątek z posiadanych 700 miliardów do 1400 mld $ (czyli 1,4 biliona) w ciągu jednego roku. Elon Musk w tym roku nie dobił nawet do 0,2 bln$. Skoro cały system finansowy jest grą o sumie zerowej, to wzrost dochodu po jednej stronie powoduje spadek po drugiej stronie skali. Krótko mówiąc, skoro bogaci się bogacą, to biedni muszą stawać się biedniejsi. Odczuwamy to w rosnących podatkach i oprocentowaniu kredytów, oraz narzucanych przez rządy, oszczędnościach na wydatki publiczne. Zostało już niewiele środków rezerwowych przy gwałtownie kurczących się gospodarkach. Trzeba będzie sięgnąć głębiej. Naiwnością jest przekonanie, że można odłączyć się od aparatu państwowego, który jest w coraz większej opresji, poprzez samowystarczalność np. w zakresie fotowoltaiki, której państwo nigdy nie opodatkuje. Nestle stworzyło niebezpieczny precedens w kierunku wykupu i prywatyzacji zasobów wodnych, będących przez całe tysiąclecia zasobem dostępnym dla wszystkich podobnie jak powietrze. Za prawa do emisji CO2 też przyjdzie nam zapłacić, człowiek w ciągu doby emituje średnio 1kg CO2. W tym świecie wkrótce niemożliwe stanie się uczciwe życie poza systemem. W Chinach system kredytu społecznego systematyczne izoluje niepokornych (osoby mające kontakty z osobami o niskim scoringu, również otrzymują punkty ujemne). Używanie gotówki, która wymyka się z pod kontroli takiego systemu, już dziś prewencyjnie jest wiązane z terroryzmem na całym świecie.

    1. Mamy dwie kwestie. Nie podzielam poglądu, że system finansowy jest grą o sumie 0 czyli ktoś musi zbiednieć, żeby ktoś się wzbogacił. Np. skok lat 1950-70 (cud gospodarczy Niemiec, pokazał jak wzrost PKB daje kasę wszystkim (choć w nierównym stopniu). Wtedy zyskiwali i ludzie z middle class i bogacze i biedacy. Przedsiębiorcy (oraz właściciele akcji) korzystali z coraz głębszego rynku. Udowodnił to Henry Ford w swoich fabrykach. Zdarzają się oczywiście wyjątki np. pracownicy Amazona muszą pracować za grosze, żeby Bezos zarobił swoje, lecz kiedy zostanie przekroczona granica wyzysku, powinno interweniować państwo.
      Teraz zależność od systemu. Ciekawy jestem jak rząd opodatkuje energię off grid, produkowaną na wsi na własne potrzeby? Dronem polata nad całą Polską? Zresztą nie da rady, VAT jest od transakcji sprzedaży, a nie wytworzenia na swoje potrzeby, a to podatek unijny, więc nie można go sobie ot, tak zmienić.
      Wszyscy znamy naczelną zasadę podatków (tylko rząd jej nie rozumie) – jak zwiększasz podatki, spada chęć do ich płacenia. Ludzie nie rejestrują psów, nie płacą abonamentu RTV, nie zgłaszają budynków, mieszkań itp., żeby tylko zaoszczędzić na podatku. Złapią może 5%. A żyjąc prawie poza systemem, potrzebujesz mniej gotówki, załatwiasz w barterze. Ja ostatnio tak działam. Tworzę sieć znajomości, zaufani ludzie, każdy ma inne umiejętności. Ja mu pomogę z trudnym klientem, on mi zrobi naprawę auta za same części. Ja ogarnę walkę z biurokracją, on mi naprawy blacharskie. Ja zareklamuję zawyżoną fakturę, a dostanę naprawę zmywarki/lodówki. Ja wyślę oscypki, on i kiełbasę. Może to małe kroki, ale wtedy potrzebuję coraz mniej gotówki.
      Opłata za wytworzenie CO2. Jak na razie – straszak. Bo tego nikt nie policzy poza transportem i kominem. Zabronią sprzedaży domów i najmu mieszkań w klasie gorszej niż określona w przepisach, albo bez certyfikatu. Zawsze można darować, zamienić, użyczyć, a kasę wziąć pod stołem.
      Jeszcze raz powtórzę, wszyscy pamiętamy PRL. System bardziej opresyjny od obecnego. I z kontyngentami obowiązkowych dostaw sobie poradzono, i z agentem SB w każdym bloku, i żarciem na kartki oraz powszechnymi brakami, i limitami paliwa, przykłady mógłbym mnożyć. Stąd jestem optymistą.

      1. Uwazam podobnie, a prepersi byliby dumni z Twoich dzialan w sprawie barteru.
        W/s podatkow: rzad moze opodatkowac wszystko, ale nie wszystko sprawdzi, poza tym ostatnio mam wrazenie,ze niby wprowadzaja niekorzystne zarzadzenia unijne,ale niezbyt to egzekwuja, bo znaja sytuacje i wybory ida.

        1. Tylko barter. Unikamy podatków, zacieśniamy więzi. Ostatnio pomogłem człowiekowi napisać pismo do banku w USA, kasy nie wziąłem, bo dla mnie to pół godziny roboty a znajomy mojego teścia. Wychodząc powiedział – jak będziesz potrzebował budowlańca, dzwoń, pomogę. Tego typu relacje powszechne były w PRL-u, dlatego ludzie sobie radzili. Ten załatwił mięso, tamten tanie paliwo, trzeci „zorganizował” materiały na dom, szwagier za flaszkę pomógł na budowie. Jeszcze 25 lat temu słyszałem opowieści, jak to dom budowała cała wieś, młodzi małżonkowie, rówieśnicy, grupa 10-20 osób. Jeden – murarz, drugi-tynkarz, trzeci -stolarz, czwarty-dekarz, elektrycy, hydraulicy itp. W efekcie powstawały kolejne domy, jedynie za cenę materiałów. Teraz to nie do powtórzenia. Każdy płaci majstrom a… PKB na papierze rośnie.

          1. „…to jest kiosk ruchu, ja tu mieso mam ” 🙂
            A czesci do Syreny w masarni 😀
            Wszystko sie zgadza.
            Jesli nasza wzajemna solidarnosc miedzyludzka jeszcze nie umarla.

          2. Obserwuję, że nie umarła. Przy czym piszę raczej o warunkach wiejskich albo miejskiego osiedla domków oraz grona dość bliskich znajomych. Natomiast w wielkomiejskim blokowisku, połowa mieszkań wynajmowanych na rok – pełna anonimowość.
            Nad takimi sieciami wsparcia trzeba pracować.

    2. Slawek-statystyki nie licza do rachunku majatkow Sorosa, Rotschilda itp. Multimiliarderzy w typie Gatesa czy Muska to nie wszyscy najbogatsi.
      Tak, to nie gra o sumie zero. Gdyby tak bylo, dawno swiat by splajtowal. Codziennie wypracowuje sie przeciez kolejne pieniadze, plus dodrukowuje, plus pozycza, plus rabuje, itp.

  5. Oczywiście, że jest to gra o sumie zerowej. Bankowcy niechętnie to przyznają, lub nie rozumieją, lecz w systemie, w którym każda jednostka monetarna od złotówki po dolara zabezpieczona musi być obligacjami rządowymi, po hipotetycznym spłaceniu całego długu, w systemie finansowym nie zostanie ani jeden pieniążek. Tak więc pieniążki krążą z rąk do rąk, można za nie kupować wprawdzie coś trwałego (przedsiębiorstwa, nieruchomości, surowce itd.) lecz biedni są nastawieni wyłącznie na konsumpcję dlatego są tak podatni na kryzysy – nie mają po prostu żadnych zabezpieczeń. Jeśli nie jesteś sobie w stanie wyobrazić jak kontrolować fotowoltaikę, to podsuwam Ci pierwszy z brzegu pomysł: https://wgospodarce.pl/informacje/94232-oze-jak-5g-panele-sloneczne-pod-specjalnym-nadzorem

    1. No tak, ale takie hakowanie jest możliwe w dwóch przypadkach: podłączenie do sieci (czego przy off-grid nie ma) albo połączenie z internetem. Ew. gość z odbiornikiem stojący na działce sąsiada.
      Co do biednych. Tu masz rację. Zero zabezpieczeń, wielokrotnie powtarzano dane – większość ludzi w USA nie ma nawet 10k USD oszczędności natomiast ogromne kredyty. Są o 2-3 wypłaty od bankructwa, a tam pracę stracić łatwo. Dodatkowo wszystko konsumują. Efekt łatwy do przewidzenia – bieda. Stąd staram się przekonać jak największą liczbę osób, na blogu i w realu do zmiany stylu życia, priorytetów i sposobu patrzenia na świat. Tylko trzymając wydatki w ryzach, na poziomie dalekim od dochodu, można uzyskać niezależność. Bo kiedy jej nie ma… . Widzę jak moi przełożeni walczą o to, żeby nie zostać strąconym ze stołka. A to ludzie starsi ode mnie o kilka, a nawet kilkadziesiąt lat. Teoretycznie, w wyścigu do zamożności winni być o 2-3 długości z przodu. W praktyce, żyją wygodnie, ale do niezależności im daleko. Z drugiej strony ciągle spotykam niepozornych „milionerów z sąsiedztwa”, którzy dorobili się oszczędnością i inwestowaniem, z przeciętnego dochodu. I kiedy widzę siedemdziesięciolatka, mieszkającego w domu po rodzicach, choć od 30 lat zajmuje wysokie stanowisko (pensja wystarcza na przyjemne życie oraz minimalną pomoc dzieciom) i jego rówieśnika, potencjalnego podwładnego, od 5 lat na emeryturze z kilkoma domami na wynajem, dostrzegam i różnicę, i przyczynę.

  6. Również off-gird jest podłączony do prądu, w końcu to elektrownia. Hakowanie jest nielegalne, rząd otrzyma dane o produkcji prądu na pewno inną drogą. Jeszcze kilka lat temu podobne wątpliwości dotyczyły palenia w piecach, podobno nikt nie był w stanie sprawdzić kotłów we wszystkich domach. W ubiegłym roku najwięksi sceptycy usłużnie dostarczali deklaracje CEEB do urzędów gminy. Niewielki odsetek tych którzy nie dopełnili obowiązku automatycznie znalazł się na celowniku kontrolerów i zapewne będzie sprawdzony o wiele dokładniej niż reszta. Co do refleksji na temat życia ponad stan, pełna zgoda, ale te czasy są inne niż dotąd. Na horyzoncie pojawił się pieniądz z datą ważności, gromadzenie takich pieniędzy na zapas będzie się mijało z celem.

    1. Na szczęście CEEB rozbije się o niewydolność państwa. Najpierw sprawdzą tych, którzy dostali dopłaty do najdroższych źródeł ogrzewania, potem niezarejestrowanych, a tych co złożyli, popisali nawet cuda (bo co miałem wpisać w domu na wsi użytkowanym letnio – uwzględniłem oba kominki, piec na węgiel i grzejniki elektryczne, ale z nich nie korzystam). Także w domu zgłosiłem piwniczny piec, bo wolałem wpisać więcej niż za mało.

      1. Biurokraci chodza na kontrole w godzinach pracy,a wtedy malo kto jest w domu.I maja za malo ludzi,zeby wszystkich sprawdzic.Moga wyrywkowo.

        1. Takie sprawdzenie wydaje się opcją w małych gminach. Tam jednak wszyscy są jakoś spokrewnieni lub znajomi, więc nikomu się nie szkodzi. A w dużych? Wyobrażasz sobie 10 osób na cały Kraków? Bez szans.

          1. 10 osob-beda sprawdzac az do swojej emerytury, haha 🙂

            Wpisz sobie w googla „inz.Zadrozniak Kompendium Wiedzy”, ciekawe rzeczy o tym kto i dlaczego chce doprowadzic polska energetyke do upadku a kraj do biedy. Nie podaje linka bo sa rozne i duzo.W dziwnych okolicznosciach zmarl pare godzin po jednym z nagran, co moze swiadczyc , ze stanowil zagrozenie dla wladz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *