Czy opłaca się jeździć elektrykiem, mieszkając w bloku?

Rozważania dotyczące samochodu elektrycznego snułem dotychczas z własnej perspektywy – właściciela miejskiego domu oraz drugiego na wsi z fotowoltaiką. Potrzeby i perspektywy są jednak diametralnie różne. W gronie moich znajomych widzę sporo osób, które autem jeżdżą głównie po mieście, ewentualnie w promieniu 120 km (do rodziny, na letnisko) i ok. 10 tys. km/rok. Na wakacje latają, a mieszkają w bloku. Czy w ich przypadku samochód elektryczny ma sens?

Badania własne producentów pokazują średnie przebiegi dzienne prawie nowych aut ok. 35-50 km, głównie po mieście lub podmiejsko. Rocznie samochody pokonują w Polsce przeciętnie 10-12 tys. km. Znowu – głównie wokół komina.  Takie założenia przesądzają o tygodniowym statystycznym przebiegu  200-350 km.  W takich warunkach benzyna pali 7 l/100 km (Toyota Yaris I, Skoda Kamiq 1.0), a diesel o litr mniej. `Starsze pojazdy (np. Logan I), z większymi silnikami turbo (1.6-2.0) spokojnie dochodzą do 10 l benzyny, albo 8 ropy. Są oczywiście hybrydy, zadowalające się 4-5 l benzyny lub superoszczędne małe diesle (jak moja 500), palące 5 l ropy w mieście. Przełóżmy to na koszty (benzyna – 7 zł/litr, ropa 8 zł/litr). Osiągniemy wyniki od 28 zł/100 km (Yaris lub Corolla hybrid) do 70 zł/100 km (duży diesel, lub nieoszczędna benzyna). Da się czasem zmniejszyć wydatki, np. montując LPG  – od 15 zł/100 km (wybrane modele hybryd) do (33 zł typowa benzyna, coraz ich mniej).

A elektryk? Jeśli pali 12 KWh/100 km (jak moja Kona) to mamy kilka wyjść.

Pierwsze. Raz w tygodniu zostawić ją na ładowarce AC na kilka godzin (raczej duże miasta). Na Greenwayu  kosztuje to już 1,5 zł/KWh.  Czyli 12 x 1,5 = 18 zł/100 km.

Drugie. Podjeżdżać do tej ładowarki znacznie częściej, ale krócej (przy prądzie 7 KWh, naładujemy się na 60 km w godzinę). Koszt – bez zmian.

Trzecie. Ładować się prądem stałym. Wtedy robimy to raz w tygodniu przez godzinę (np. przy okazji zakupów).  Zapłacimy drożej (20-25 zł/100 km), ale wszystko potrwa krócej.

Czwarte. Teoretycznie w kilkunastu miejscach w Polsce znajdziemy jeszcze darmowe ładowarki (LIDL, Kaufland), ale np. ja najbliższą mam za 180 km.  Jeśli Twoja sytuacja jest inna – masz szczęście (jak ja, mogąc korzystać do woli w górach i u syna).

Piąte. Zrzucasz kabel z okna i ładujesz się w II taryfie. I znowu. To możliwe na parterze/I piętrze, a niewykonalne na IV od podwórza. Ja w górach dam radę. Wtedy koszt to (ceny obecne) – 5 zł/100 km. Jeśli mamy licznik zwykły – 8 zł/100 km. Od przyszłego roku, ceny wzrosną do 7-12 zł.

Szóste. Masz działkę 30-50 km od miasta  i tam dobijasz auto. Ja tak robię, znam wielu ludzi z domkiem nad jeziorem w podobnym promieniu. Do limitu 2-3 MWh się nie zbliżamy, więc cena nawet w przyszłym roku okazyjna (7 zł/100 km w taryfie weekendowej).

Siódme. Dogadujesz się z kumplem, teściem, co to ma domek i FV i płacisz mu wg zużycia prądu, po umówionej cenie (np. 5-8 zł/100 km).

Ósme. Ładujesz się w garażu lub na miejscu postojowym pod budynkiem (o ile masz tam gniazdko). Wtedy cena wychodzi ok. 8 zł/100 km.

Dziewiąte. Zamiast kumpla, dogadujesz się z szefem. Tu już nie jest tak różowo, bo ceny komercyjne od przyszłego roku, nie będą niższe niż 1,2 zł/KWh, czyli prawie zrównają się z ładowarką publiczną AC.

Jak widzicie, ewentualności trochę jest, nawet gdy mieszkamy w bloku. Kto mało jeździ (te 1000 km) miesiąc, nie jest skazany tylko na publiczne ładowarki i płacenie jak za zboże. Nadal da się temat ogarnąć za 5-20 zł/100 km i poprzestać na tankowaniu raz w tygodniu. Przebieg 1000 km oznacza wydatku 50-120 zł/miesiąc przy ładowaniu domowo-działkowym. Na komercyjnych wolnych ładowarkach 180 zł, a szybkich nieopłacalne.

Gdy porównamy to z zagazowaną hybrydą, wygramy tylko gdy korzystamy z taniego prądu (dwie taryfy, fotowoltaika u kumpla, darmowe ładowanie), bo spali ona 150 zł/miesiąc. Dla 50 zł miesięcznych oszczędności nie ma sensu decydować się na elektryka. Przy czym gazując nową hybrydę, liczymy się z utratą gwarancji.

Inaczej patrzymy, porównując taka Konę z pozostałymi napędami:

  • hybryda – 280 zł/miesiąc,
  • gaz w nie-hybrydzie – 300-330 zł/miesiąc,
  • diesel oszczędny – 400 zł/miesiąc,
  • benzyna oszczędna 490 zł/miesiąc,
  • benzyna paliwożerna/duży diesel- 700 zł/miesiąc.

W takiej sytuacji nawet publiczne ładowanie na Orlenie czy Greenwayu (180 zł – 250 zł/miesiąc), wydaje się oszczędnością.

A teraz porównajmy ceny zakupu. Nowa Corolla hybrid (najtańsza) kosztować będzie ok. 115 tys. zł. Nowego Hyundaia Konę  (lepiej wyposażony) z dopłatą damy radę kupić za 133 tys. zł (jeśli mamy Kartę Dużej Rodziny lub firmę to nawet za  124 tys. zł). Przy czym Hyundai ma gwarancję na wszystko na 5 lat, a na baterię na 8 lat, a Corolla 3 lata podstawowej i 5 lat na baterię i układ elektryczny (bez silnika).  W Corolli drożej zapłacimy za przegląd (ok. 1200 zł  wobec 450 zł w Konie).   W efekcie, ładując tanio (8 zł/100 km) i jeżdżąc 1000 km/miesiąc, w stosunku do hybrydy zaoszczędzimy ok. 3000 zł/rok. Wyższa cena zakupu zwróci nam się po 3-6 latach (w zależności od otrzymanej ulgi), a uzyskamy auto  lepiej wyposażone i zdecydowanie bardziej dynamiczne. Czy wolimy może większą Corollę i jej wartość rezydualną?   Podejmijmy decyzję szybko, ponieważ cenniki zmieniają się teraz nawet 2 razy w miesiącu.

Używki wyglądają inaczej. Corolla kosztuje 85 tys. zł za rocznik 2019. Za Konę zapłaciłem o 14 tys. więcej.  Jeśli dodamy do Corolli gaz (już wolno – po gwarancji), poświęcimy 4 tys. zł (różnica 10 tys. zł na początek), ale różnica rocznych kosztów zmaleje do … 1300 zł. W takiej sytuacji na zwrot czekamy 8 lat. Średnio opłacalne. Dlaczego więc ja wybrałem Konę? Odpowiedzi udzielałem dosyć szczegółowo, teraz streszczę ja w punktach:

  1. jeżdżę więcej w trasie, gdzie zrywność Kony robi robotę,
  2. w trasie hybryda na nieznośną przypadłość – wyjący silnik i wyższe zużycie paliwa (7 l/gazu i 21 zl/100 km, a więc różnica w moim przypadku dodatkowo 100 zł/miesięcznie przy gazie, przy benzynie nawet 320 zł). Także parametr ekonomiczny, w moim przypadku wypadł zdecydowanie na korzyść elektryka, bo mogę częściowo ładować za darmo.
  3. chciałem spróbować czegoś nowego, a trafiała się Kona w dobrej cenie.

31 komentarzy do “Czy opłaca się jeździć elektrykiem, mieszkając w bloku?”

  1. Zdecydowanie najlepsze wyjscie piate-kabel z bloku na dół. Mozna zrobic spolke z sasiadami w pionie, nawet z 10 pietra da sie kabel spuscic (co jakies 2 pietra przywiazujac np.do balustrady ).Ale przypuszczam,ze latwiej pociagnac z piwnicy.Mozna nawet przeciagnac z piwnicy od podworka i potem przez klatke na front.Zostawic na stale tylko wyjmowac z gniazdka zeby kogos prad nie kopnal.

    Trzeba korzystac z taniego pradu do ladowania poki jest, bo za jakis czas nierzad takie kable z bloku opodatkuje (donos+domiar).

        1. Ja mam dwa przedłużacze ogrodowe i z nich korzystam. Nadały się do kosiarki (ok. 1,5 KW), do narzędzi (w tym rębaka ponad 2 KW) to i ładowarkę pociągną. Oczywiście w tempie 2 KWh. Jeśli masz mocniejszą instalację i ciągnie prąd 16A, to już trzeba grubszego kabla.

          1. Do 15.55: slabe sa, jak przeciazysz spalisz.Dziwne,ze te 2kw idzie na tym.

          2. Ja mam taki sprzed kilkunastu lat. Może wtedy robili lepsze. Teoretycznie 16A x 250 V = 4 KW pociągnie. W praktyce 2 KW pracy ciągłej (15-20 godzin) daje radę.

      1. Widzialem niedawno taki mem z Vateuszem, ktory mowi: „Nie opodatkujemy wszystkiego…ale warto probowac” 😀
        Na boku-czy Ty potrafisz zrozumiec, dlaczego syn jednego z czolowych dzialaczy opozycji antykomunistycznej stal sie finansowym komunistą?

        1. Do 19:55. Ależ Solidarność to też byli komuniści, tyle że rewizjoniści, ot tacy mieńszewicy (robi nam się wykład z historii ruchu komunistycznego). Spójrz na postulaty sierpniowe. Wolność dla swoich, trochę praw politycznych, 3/4 to typowe postulaty związkowe: prawa strajkowe, dłuższe urlopy, wcześniejsze emerytury, wolne soboty, wyższe płace, powstrzymanie inflacji i kryzysu, skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania. Tam nie było nic odkrywczego. O to walczyli wszyscy socjaliści od XIX w.
          Ironią jest dla mnie, że przeszedł na stronę korporacji. I właśnie te postulaty zaczyna powoli kasować („trzeba wygaszać oczekiwania”). Teraz pompuje inflację, zero polityki mieszkaniowej, pensje nie nadążają za cenami, związkowca, co założył organizację w korpo zwalnia się natychmiast,a na to zero reakcji. Przecież w takim SII powinna być natychmiast kontrola PiP, gigantyczne grzywny, a dla prezesa sprawa do sądu.

          1. No tak, wlasciwie masz racje,ze komunisci, tylko nasi a nie ruscy.
            Myslalem,ze dla wiekszosci zwyklych ludzi jest oczywiste,ze nie mozna w nieskonczonosc ciagnac kasy z panstwowego wora bo w koncu zabraknie. Ale chyba ta wiedza nie jest popularna.

          2. Nie żartuj, że zwykli ludzie coś rozumieją. Dzisiaj jechałem na wieś ocieplić studnię przed zimą, Radio Zet leciało (czyli wcale nie prorządowa szczekaczka). I pani redaktor mówi: „Inflacja spadła o 0,5% do 17.4 % czyli ceny wreszcie spadną”. Skoro dziennikarka z dużej stacji, z „warszawki” nic nie rozumie, to czego wymagać od reszty. Ludziom się wydaje, że rząd ma swoje pieniądze, a jak będzie potrzebował więcej to zabierze spekulantom, złodziejom, mafiom VAT, przedsiębiorcom. Wszystkim, tylko nie im, uczciwie pracującym.

          3. Do 17.56: dzisiejsi tzw. dziennikarze to zart. Czytalem u Wankowicza (chyba w Zielu na kraterze) o dziennikarce z bodaj Washington Post z poczatku XX wieku (to zdaje sie byla jego corka na praktyce). Napisala artykul, gdzie w tekscie bylo sformulowanie „…w Kairze pod swiatynia siedza zebracy”. Wezwala ją naczelna i pyta: „skąd wiesz, ze tam siedza zebracy?”. Odpowiedziala: „bo zawsze tam siedza”. Naczelna:”sprawdz to przez naszego przedstawiciela w Kairze”. Nawet takie drobne pierdoly sprawdzano,aby gazeta byla wiarygodna. Dzisiejsi dziennikarze nawet kolo tamtych nie leżeli.
            Ale być moze dzisiejsi nie musza byc tak dobrzy, bo klient odbiorca jest glupszy niz wtedy, albo im sie wydaje,ze jest glupszy.

          4. Moim zdaniem, wtedy w cenie była wiarygodność. Dzisiaj każdy może sobie sprawdzić na kamerce, czy faktycznie pod świątynią w Kairze siedzą żebracy. Wtedy przeciętny mieszkaniec USA nie miał takiej opcji. Ale uważano, że dziennikarz, który zmyśla w małym, może to robić i w istotnej sprawie. A wtedy gazeta skompromitowałaby się.
            Teraz w zalewie kłamstwa polityków, fake newsów dziennikarze tworzą alternatywną rzeczywistość dla swoich baniek, a nie ją opisują. I poza gwiazdami w stylu Lis, Olejnik, Karnowscy, Holecka itp. zarabiają grosze.
            Zresztą klient faktycznie głupszy. Żeby słuchać radia nie trzeba umieć czytać. Niektóre dzienniki to przewaga obrazków nad tekstem. Na początku lat 20-tych gazety czytała inteligencja. Potem weszły te wszystkie IKC-e.

          5. Przeciez-z tego co wiem,alemoze źle wiem?-prawo dopuszcza zakladanie zwiazkow w kazdym zakladzie pracy. Za takie zwolnienie z powodu zakladania zwiazku prawdopodobnie sa konsekwencje? A moze nie?

          6. Do 14:04. Oczywiście, że jest karalne. To ciężkie łamanie praw pracowniczych. Ale prezes, w najgorszym wypadku wyjedzie sobie do Francji, najprawdopodobniej jednak będzie rżnął głupa. Może zostanie skazany na grzywnę, po 10 latach i na taką kwotę, że tylko się zaśmieje.
            Zanim sądy przywrócą informatyka do pracy, poczekamy parę lat. Tak to się toczy, w tym naszym grajdołku.
            A powinno być tak, pracownik przywrócony w ciągu tygodnia, prezesa do paki na 5 lat (wcześniej tymczasowo aresztować, bo może mataczyć, a wina jest oczywista), firmie kara rzędu 5% obrotów. Wtedy akcjonariusze się zastanowią, a sam prezes pomyśli.

    1. …naczepa z 3 minuty razem z chevroletem pickup jest na zwykle prawo jazdy osobowe.A mozesz zaladowac na naczepe jakies 7 ton.Sam pickup wazy jakies 3 tony.

          1. …pewnie,ze te stare v-ki duzo pala, ale dzialaja zawsze i w kazdych warunkach. Bo jeszcze ich nie zdazyli wykastrowac i spieprzyc cholerni biurokraci od czterech turbin na silnik jak od kosiarki.

          2. Do 18:37. Rozumiem. Tylko w dzisiejszych czasach to koszt. Nawet po zagazowaniu.

  2. OM – Twojego fiata tez mozna postawic na gasienicach 😉 jak w tym filmie. Taki komplet gasienic (Mattracks) kosztowal kiedys $5k, teraz moze stanial.Montaz bardzo prosty-zdejmujesz kolo i zakladasz kompletny zestaw gasienicy z kolami.

    1. Widziałem Pandę na gąsiennicach. Służy gdzieś na stoku w swojej ojczyźnie. 500 jeszcze nie, ale to lekko zmodyfikowane podwozie Pandy. Takie rozwiązanie ma jeden minus – po drogach kiepsko się sprawdza.

      1. Zalozyles taki temat, ktorego nie moge znalezc:”Moj plan na zycie w miescie za minimalny dochod”. Wiesz gdzie to jest?

        1. Pracuję nad nim. Zrobiłem z niego szkic. Ukazał się na chwilę, zanim zorientowałem się, że zamiast zapisać w roboczych, poszedł na stronę. Jak go dopracuję, wróci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *