Jak nie podjąłem pracy w Ministerstwie Finansów i dlaczego Polski Ład nie wyszedł?

Dzisiaj opowieść o głównej przyczynie upadku Polskiego Ładu i moich planach na zmianę pracy. Uprzedzam – oba tematy powiązane.Inflacja pędzi – wg ostatniego odczytu przekroczyła 15%. Jeden z moich pracodawców nie nadąża za jej tempem i w tym roku podniósł moją pensję o …2%. Podobno na tyle go stać. Najlepszym sposobem na zmianę wynagrodzenia jest podobno zmiana pracy. Trzeba brać byka za rogi i spróbowałem.

W czeluściach internetu znalazłem ogłoszenie – poszukujemy specjalisty w Ministerstwie Finansów. Wszystkie wymogi spełniam z naddatkiem, więc można  spróbować.  Drobny research i wg oficjalnych danych przeciętne całkowite wynagrodzenie w tym urzędzie to prawie 11.000 zł/miesiąc, a zasadnicze ok. 6700 zł.  Proponowane na tym stanowisku (specjalista, wymagane dodatkowe uprawnienia)…. 6500 zł brutto  + ew. dodatek stażowy (mi przysługuje w pełnej wysokości). Bez rewelacji, ale i tak więcej niż mój dotychczasowy pracodawca (jeden). No i Ministerstwo Finansów jest najbliżej puchnącej od gotówki kasy państwa. Widać to po różnicy pomiędzy pensją zasadniczą a wypłaconą (są tam też nagrody, trzynastki, dodatki).

Czytam do końca, a tam „praca hybrydowa” i podany nr tel. do kontaktu. W mojej branży standardem stał się system 2-3 dni jestem w biurze, resztę mogę przeznaczyć na co chcę (powinienem być pod telefonem, ale w praktyce, pracuje się w 2 miejscach jednocześnie, bo mało kto dzwoni). Odbiera miła pani, więc pytam, ile dni mam być na miejscu (to ważne, bo trzeba w końcu dojechać do Warszawy). I tu zaczyna się zabawa. Pani mówi „Mamy pracę hybrydową, każdy  wydział (a jest ich 300) ustala swoje zasady”. Drążę – no dobrze, ale jakie są zasady w tym, do którego miałbym aplikować. Pani dokładnie nie wie, ale chyba minimum 4 dni dotychczas i  nic oficjalnie i na papierze.   Nie dają  też zgody na dodatkowe zatrudnienie (w tej branży to norma), nie można prowadzić żadnej działalności gospodarczej. Teoretycznie mogą mnie ściągać codziennie.  Już domyślacie się odpowiedzi na oba tytułowe pytania, prawda?

Nie zdecydowałem się. Taką pracę podejmą desperaci, albo znajomi królika, którzy obrosną w dodatki. Ministerstwo płaci za 5 dni pracy stawkę niższą niż miałbym zatrudniając się na kilka dni tygodniu w prywatnej firmie (no z dodatkami może podobnie). Niedawno mój kolega znalazł pracę w Warszawie za 7000 zł brutto za 2 dni. Ja sam w mieście znacznie biedniejszym mam łączną zasadniczą pensję brutto (za 5 dni czyli faktycznie 2 pensje) o połowę wyższą niż stawka ministerialna i jeszcze nie muszę dojeżdżać.

I to właśnie główna przyczyna porażki Polskiego Ładu. Program przygotowali urzędnicy, którzy zarabiają niewiele, tracą kontakt z branżą (absolutny zakaz dorabiania) i po 20 latach kompletnie nie rozumieją rynku. Poza nielicznymi wyjątkami, mają pracę w nosie (bo podobnie płatną łatwo znajdą), o czym świadczy rozmowa z kadrami. Pani nie wiedziała nawet jakie są warunki pracy.

A jeszcze 300 wydziałów. Każdy przygotuje fragment i mamy efekt w postaci bałaganu.

2 komentarze do “Jak nie podjąłem pracy w Ministerstwie Finansów i dlaczego Polski Ład nie wyszedł?”

  1. Opłacalność pracy w urzędzie to mit, szczególnie w niższych samorządach. Średnią płacową znacząco podwyższają zarobki szefostwa wraz z nagrodami, które sami sobie nawzajem przyznają. W takiej gminie czy małym powiecie w Polsce B inspektor z 20- letnim stażem pracy na danym stanowisku potrafi zarabiać 200zł brutto więcej niż najniższa krajowa. Plus oczywiście dodatek stażowy max 20%. Do tego dochodzi 13stka i jakieś świadczenia świąteczne czy wczasy pod gruszą z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Nagrody? Ostatnio z okazji dnia samorządowca dostali. 200zł brutto… taaa. I oczywisty zakaz podjęcia innej pracy czy własnej działalności. Pracują w urzędach głównie ludzie przed emeryturą i młode mamy bo nikt się nie czepia o ciążę i zwolnienia. Dużo jest wakatów bo brak zgłoszeń na ogłaszane konkursy. Dlatego często wymagania są minimalne (np. matura) by przyjąć kogokolwiek bo istniejące kadry nie wyrabiają czasowo i petent czeka 3 razy dłużej niż powinien na załatwienie sprawy. Rozbawiło mnie ostatnio jak usłyszałam reklamę w radiu jak to fajnie pracować w służbie cywilnej bo „służy narodowi” 🙂 🙂 Widać z tego, że i w urzędach administracji rządowej cieniutko z kadrami. Po Twojej opowieści wiem już czemu.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Żeby było ciekawiej, wymagania dla nowych, jak w korporacji- pełna dyspozycyjność, miejscami efektywna praca po 8 – 10 godzin na dobę ( brak płatnych nadgodzin, tylko odebranie ich później). Do tego gigantyczne różnice pomiędzy urzędami (w tym samym mieście, na tym samym stanowisku np. kadry jeden proponuje 3600 brutto, a drugi 7200), albo u tego samego pracodawcy (doradcy szefa świeżo po studiach 7000 brutto i są w biurze przez 2 dni, inżynier- specjalista przed emeryturą 5000 brutto, ma pojawić się codziennie na 8 godzin). Jedni mają roboty na 8 godzin, inni na godzinę.
      Popatrz na ZUS, referenci zarabiają po 2700 netto i wymaga się od nich nie wiadomo czego. Gdy protestują, wychodzi Prezes i traktuje z buta.

Skomentuj Beata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *